On chciał się tylko przywitać!

On chciał się tylko przywitać!

Copyright 1996 Suzanne Clothier. Flying Dog Press – 1-800-7-FLY-DOG. Tłumaczenie Agnieszka Krysiak,

źródło: http://www.meritumfci.republika.pl/on_chcial.html

 

Siedziałam sobie spokojnie na ławce u boku męża, nie wadząc nikomu, kiedy podszedł tamten człowiek. Spojrzałam na niego, gdy usiadł przy mnie. Troszkę zbyt blisko, jak na mnie, więc przysunęłam się nieco do mojego męża, który, zaczytany, nie zwrócił na mnie uwagi. Nadal odczuwałam pewien dyskomfort z powodu nadmiernej bliskości obcego mężczyzny więc odwróciłam od niego głowę, uprzejmie sugerując, iż nie interesuje mnie nawiązanie znajomości.
Ku mojemu przerażeniu facet pochylił się nade mną i zaczął lizać mnie po szyi, jednocześnie bezczelnie obmacując. 
Kłopoty zaczęły się, gdy wrzasnęłam i go odepchnęłam. Mój mąż gniewnie rzucił mną o ziemię wykrzykując: „Dlaczego to zrobiłaś? On tylko chciał się przywitać! Jesteś przewrażliwioną suką! Już ja cię nauczę lepiej zachowywać!”
Ludzie wokół zaczęli się na nas gapić i potrząsać ze smutkiem głową. Usłyszałam mamrotane uwagi, że mój mąż powinien coś zrobić w sprawie mojego zachowania, paru widzów nawet wyraziło opinię, że nie powinien publicznie pokazywać się w centrum handlowym z taką agresywną kobietą, dopóki jej dobrze nie wychowa. A gdy mój mąż ciągnął mnie do samochodu zauważyłam, że człowiek, który mnie obmacywał poszedł sobie trochę dalej i robił dokładnie to samo z inną kobietą.

 

Głupia historyjka, prawda? Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że nie jeżdżę do centrów handlowych, chyba że pod przymusem. A tak już na poważnie, żaden rozsądny człowiek nie uznałby mojej reakcji na grubiańskość napastnika za nieodpowiednią czy zbyt agresywną. W chwili, gdy wtargnął on w moją strefę prywatności, przekroczył granicę przyzwoitego, kulturalnego zachowania. Moja odpowiedź na to odebrana zostałaby jako całkowicie usprawiedliwiona.
A chyba najidiotycznieszym aspektem tego scenariusza jest to, że mąż ukarał mnie za krzyk i odepchnięcie grubianina. Gdyby tak się stało naprawdę, to każdy przechodzień uznałby go za egoistę, dla którego własny image jest ważniejszy od mojego bezpieczeństwa, i któremu brak śladowej nawet empatii dla moich uczuć.
Na szczęście dla mnie, historia ta jest całkowicie zmyślona. Na nieszczęście dla wielu psów, taki scenariusz jest aż nadto prawdziwy i nierzadki. Zawsze tak się zdarza, że właściciele, którzy pozwalają swoim psom zachowywać się w prostacki sposób schodzą swobodnie ze sceny zbrodni, a pojawiają się komentarze na temat „agresywnych psów” (o psie, którego osobista przestrzeń została naruszona) oraz klasyczny zwrot, zazwyczaj wypowiadany urażonym tonem: „on tylko chciał się przywitać!”.
Parę lat temu, jedna z moich znajomych z Teksasu znalazła dorosłemu greyhoundowi nowy dom u pewnej osoby, nieźle podobno orientującej się w pieskim temacie. Osoba ta jeździ po całym świecie i wygłasza odczyty o pewnym zwierzęciu, tak więc moja znajoma nie miała wątpliwości co do słuszności swojej decyzji. Jednak przed upływem tygodnia odebrała histeryczny telefon od owej znawczyni, w którym groziła ona uśpieniem psa za jego nadmierną agresję. Jako, że byłam akurat najbliżej owego psa, moja znajoma zwróciła się do mnie z prośbą, bym sprawdziła czy mogę coś zrobić, zaznaczając wyraźnie, że był to jeden z najlepszych greyhoundów, którego kiedykolwiek uratowała – był nieziemsko tolerancyjny dla innych psów i ludzi.
Podczas rozmowy z nową właścicielką zapytałam, o co właściwie chodzi w całej sprawie. Jej odpowiedź okazała się niestety klasyczna: „Champ jest dość agresywny. Na przykład gdy leży sobie na legowisku, a moje dwa goldeny podchodzą, żeby się przywitać, on je po prostu atakuje. To okropne”.
Pierwszą wskazówką dla mnie, że greyhound jest całkowicie niewinny, była jej uwaga, że goldeny przychodzą się przywitać. Zazwyczaj psy mieszkające razem nie witają się cały czas, tak samo jak nie witasz się co chwila z członkiem rodziny wycałowując go po twarzy.
Dalsze pytania ujawniły, że ciała obu goldenów podczas powitań były bardzo naprężone, uszy skierowane do przodu, ogony w górze wachlowały bardzo powoli – czyli postawa konfrontacji, a nie powitania. Greyhound początkowo odwracał głowę, lecz kiedy goldeny zaczynały go obwąchiwać i trącać, powarkiwał cicho. Potem, gdy wciąż nie przestawały, greyhound zrywał się z głośnym charkotem. Pomimo histeryczych opisów „walk”, udało mi się określić precyzyjny rozmiar szkód wyrządzonych przez charta – czyli ich brak.
Podczas naszej rozmowy obraz jeszcze bardziej się wyklarował: obydwa golden retrievery były porządnie rozpuszczone, traktowały inne psy z góry, a już na pewno nie były zachwycone nowym psem w domu. Kobieta radośnie przyznała, że goldeny nie są zbyt dobrze wyszkolone i że czasami ma problem z opanowaniem ich w obecności innych zwierząt, ale że „są takie kochane i nie ma w nich śladu agresji”.
Greyhound, z drugiej strony, postrzegany był jako krwiożercze, agresywne i niebezpieczne zwierzę, które zresztą teraz na okrągło nosiło kaganiec. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, by przybliżyć kobiecie zasady zachowania psów, lecz w końcu postanowiłam, iż najlepszym wyjściem dla greyhounda będzie po prostu zabranie go stamtąd. Tak też zrobiłam. Zanim dotarliśmy do domu, zmienił imię na „Beckett”, a potem mieszkał ze mną jeszcze przez dwa lata zanim przekazałam go znajomemu, który za nim przepada. A jeśli chodzi o jego „agresję”, nie zauważyłam j ej w absolutnie żadnej sytuacji.
Zawód tresera psów bywa frustrujący, jednak najbardziej denerwujące są sytuacje, gdy pies zachowuje się właściwie, a pomimo to jest karany (w imię „szkolenia” przez człowieka, który nie rozumie, na czym polegają normalne reakcje i zachowanie psów).
Niestety owo normalne zachowanie często otrzymuje etykietkę „niewłaściwego” a pies staje się „psem z problemami”. W zależności od umiejętności i wiedzy osoby prowadzącej szkolenie, pies może być jedynie zdziwiony lub zirytowany próbami oduczenia go danego zachowania, może też być ostro karany przy pomocy różnych strasznych i bezsensownych metod.
W przypadku Becketta brak zrozumienia omalże nie kosztował go utratę życia. Gdybym nie interweniowała, jego niedoinformowana właścicielka uśpiłaby go jako psa agresywnego. W większości wypadków nie dostrzega się nawet prawdziwego problemu – grubiańskiego psa i prostackiego właściciela, który zezwala swojemu pupilowi zachowywać się w taki sposób.
Poniżej znajduje się autentyczny e-mail od zatroskanej właścicielki (przedrukowany tu za jej pozwoleniem). Zmieniłam szczegóły, by ochronić niewinnych (psa!). Jest to doskonały przykład osoby, która naprawdę chciała dobrze oraz niektórych szkoleniowców, którzy mają dobre chęci, jednakże zawodzą, gdy w grę wchodzi prawdziwe zrozumienie normalnych psich zachowań (proszę zwrócić uwagę na wytłuszczenia – pochodzą ode mnie).

Droga Suzanne,

Nie zna mnie Pani, lecz moja znajoma. L., podała mi Pani adres, bym zwróciła się do Pani w związku z dziwnym zachowaniem mojego psa. Mam trzyletnią suczkę (wysterylizowaną) golden retrievera, o imienin Cream. Pochodzi z dobrych linii hodowlanych (po championach) i jest „prawie” taka, jak idealny golden: słodka, głupiutka, kochana, kocha WSZYSTKICH ludzi. Ostatnio ukończyła kurs w Delta Society i jest teraz dyplomowanym psem terapeutycznym.
Lecz pomimo tego wszystkiego Cream ma jeden problem – nie znosi młodych, ruchliwych psów. Jeśli jakiś pies po niej skacze, staje się agresywna – zaczyna warczeć, pokazuje zęby, a jeśli pies nie łapie, o co chodzi, „atakuje” go. Za każdym razem dzieje się to bardzo szybko a ja natychmiast ściągam ją z tamtego psa (i ją „karzę” – każę jej warować, trzymam za pysk, trochę nią potrząsam mówiąc jej „FE!” bardzo surowym tonem, itd.). Cream nie lubi nawet, jak młode psy ją liżą – kłapie zębami w tym przypadku.
Cream okazuje to zachwianie wyłącznie w przypadku młodych, hiper aktywnych psów. Ma swoich ulubionych kolegów, z którymi się bawi prawie codziennie – mocują się, podgryzają na niby i ogólnie brylują. Niektóre z nich są od niej starsze, niektóre w tym samym wieku, niektóre młodsze, najmłodszy ma około 9 miesięcy. Bawi się zarówno z psami, jak i suczkami, ale zdaje się, że woli psy. (Cream została wysterylizowana w wieku 10 miesięcy).
Jest całkowicie zdrowa. Obecnie na diecie z surowych pokarmów, miała badaną krew i tarczycę i wszystko jest w porządku, podobnie wzrok. Ma lekką dysplazję stawów biodrowych, lecz nie przeszkadza jej to, nie wykazuje też żadnych objawów chorobowych. Jest dobrze socjalizowano od szczeniaka i biorę ją ze sobą dosłownie wszędzie, gdzie tylko mogę (centra handlowe, parki, czasami na uczelnię).
Cream była na wielu szkoleniach, począwszy od psiego przedszkola w 4 miesiącu życia. Przez ostatnie kilka miesięcy chodziłyśmy na podstawowy kurs posłuszeństwa z młodymi psami – chciałam zmienić jej zachowanie do nich. Nagradzałam ją smakołykami, gdy nie wykazywała agresji w stosunku do szczeniąt.
Wszystko szło dobrze, ale dwa tygodnie temu szczeniak mastiffa uciekł właścicielce i podbiegł do Cream. Wpadł na nią (tylko dlatego, że był rozanielony i podniecony, nie był agresywny) a Cream zaczęła warczeć i pokazywać zęby. A w ostatni weekend szczenię labradora zrobiło dokładnie to samo. Podczas zajęć Cream nawet nie spojrzy na szczeniaki – jest od nich cały czas odwrócona.
Prowadzący zajęcia są w kropce. Nie wiedzą, co zrobić. Cream normalnie jest taka kochana, wspaniale wykonuje polecenia, jest cudowna do ludzi. Kapitalnie też radzi sobie z dziećmi, ma nieskończone zapasy cierpliwości – mogą ją ciągnąć za uszy, ściskać, ciągnąć za ogon – Cream to uwielbia. Nie ma problem ów ze spokojnymi psami, jest dla nich przyjazna i nawet próbuje wciągnąć je do zabawy.
Cream miała parę przykrych doświadczeń z psami. Gdy miała siedem miesięcy, z samochodu wyskoczył pittbul i zaatakował ją, gdy przechodziłyśmy obok. Zdarzało się, że atakowały ją psy wyskakujące z domów, lub takie, które niby miały być uwiązane, a się uwolniły.A więc, czy ma Pani dla nas jakieś propozycje lub teorie? Naprawdę byłabym bardzo wdzięczna za wszelkie opinie i przemyślenia.
Lee Anne

Lee Anne starała się przedstawić sytuację tak dokładnie, jak to tylko możliwe. Wyraźnie widać jej zatroskanie, a na podstawie listu wywnioskować można, iż jest właścicielką, która spędza dużo czasu pracując z psem i szkoląc go.
Z mojego punktu widzenia obraz, który przedstawiła jest jasny: Cream to idealnie normalny pies, którego prostackie psy zmuszają od czasu do czasu do wytyczenia pewnych granic i poinformowania ich jak bardzo niegrzecznie się zachowują.
Na nieszczęście dla Cream, jej jak najbardziej właściwa reakcja została niewłaściwie zinterpretowana jako oznaka agresji, co pociągnęło za sobą karę. Trudno mi nawet wyobrazić sobie zdziwienie i zmieszanie, które musi czuć pies zachowujący się odpowiednio do sytuacji, a który mimo to zostaje ukarany.
Jeśli jakiś pies po niej skacze, staje się agresywna – zaczyna warczeć, pokazuje zęby, a jeśli pies nie łapie, o co chodzi, „atakuje” go.
Oto dowód, że Cream nigdy nie zaatakowała nikogo znienacka. Stosując normalną kolejność znaków ostrzegawczych, daje napastliwemu psu szansę wycofania się. Dopiero, gdy zostają one zignorowane, musi się uciec do groźby zastosowania przemocy. Bo tym właśnie były jej „ataki” – groźbami, nie prawdziwym atakiem z zamiarem wyrządzenia krzywdy. Pies, który chce ją wyrządzić, robi to z niesamowitą szybkością! Interwencja jest zazwyczaj niemożliwa. Pomimo, że są dość hałaśliwe i przerażające, większość „walk” psów to serie gróźb bez prawdziwego kąsania.
Podczas rozmowy telefonicznej z Lee Anne jedno z moich pierwszych pytań było o ataki Cream na inne psy. Chciałam wiedzieć, ile wyrządziła szkody ofiarom. Dr Ian Dunbar, w swoich wykładach na temat agresji, zaleca szkoleniowcom, by zawsze przyjrzeli się temu, co nazywa współczynnikiem walka-ugryzienie:
w ile potyczek zamieszany był twój pies i ile razy ten drugi pies odniósł poważne obrażenia.
„Poważne obrażenia” definiuje się jako wymagające interwencji weterynarza. Przypadkowe uszkodzenie naskórka na pysku nie stanowi poważnego obrażenia, to jedynie produkt uboczny obnażenia kłów, gdy pies chce hałaśliwie i wielce dramatycznie postawić na swoim. Większość sprzeczek między psami nie kończy się poważnymi ranami, chociaż mogą one wyglądać naprawdę przerażająco. Nawet jeśli liczba potyczek jest wysoka, ale ilość ugryzień zadanych przez twojego psa jest stosunkowa niska lub równa zeru, wtedy widać, że pies sam powstrzymuje się przed ugryzieniem – jest to dobry znak, pomimo faktu że może mieć prowadzące do konfliktów problemy, którym należy poświęcić uwagę.
Mimo wszystkich „ataków” Cream, rezultatem była jedna jedyna dziurka na głowie, co typowe jest przy przypadkowym zaciśnięciu szczęki. Tak jak przypuszczałam po przeczytaniu opisu właścicielki, Cream była dobrze zsocjalizowana z ludźmi i psami i nauczyła się powstrzymywać od gryzienia.
Jej „ataki” – chociaż zatrważające dla wszystkich w nie zaangażowanych – nie czyniły nikomu szkody.
Dwa tygodnie temu szczeniak mastiffa uciekł właścicielce i podbiegł do Cream. Wpadł na nią (tylko dlatego, że był rozanielony i podniecony, nie był agresywny) a Cream zaczęła warczeć i pokazywać zęby. A w ostatni weekend szczenię labradora zrobiło dokładnie to samo.
W tej części listu Lee Ann kryje się dodatkowa informacja: że szczenięta nie zachowują się grubiańsko, są po prostu radosne. Nigdy nie przestaje mnie zadziwiać, jak chętnie ludzie racjonalizują niegrzeczne zachowanie psa i starają się wymyślić dla niego wymówki, miast uczyć go zasad dobrego wychowania. Do nauki odpowiedniego zachowania w towarzystwie należy przyswojenie sobie, że bez względu na to jak bardzo jest się podekscytowanym, na świecie istnieją inni ludzie, i wszystkich obowiązują pewne podstawowe zasady uprzejmości.
Na jednym z naszych obozów szkoleniowych, podczas jednej z wielu sesji zabaw bez smyczy, dwa psie podrostki zaczęły szaleć galopując na oślep, aż w końcu jeden z nich wpadł na starszego psa, który zajmował się własnymi sprawami. Ten z głośnym charkotem gonił za nim przez parę metrów, by przekazać mu wiadomość; „Uważaj, gdzie leziesz!”.
Parę minut później, gdy zabawa dalej trwała w najlepsze, zauważyliśmy, że ten sam młodziak znowu znalazł się na kursie kolizyjnym ze starszym psem. Zderzenie i potyczka wydawały się nieuniknione. Ku zaskoczeniu wielu obserwatorów, szczeniak użył wszystkich swoich sił, by uniknąć zderzenia, ślicznie wymijając psa, który w żaden sposób nie skomentował tego wydarzenia. Młody pies nauczył się więc, że bez względu na to, jak jest rozbawiony, nadal musi przestrzegać zasad dobrego wychowania.
Z podniesioną brwią popatrzylibyśmy na matkę, która pozwoliłaby swojemu dziecku hasać po pokoju i trącać ludzi, nie próbując przy tym go uspokoić, a mówiąc tym, których maluch potrąca: „On się tylko bawi”. Tak jak rodzice ponoszą odpowiedzialność za poczynania swojego dziecka, tak na właścicielu psa spoczywa odpowiedzialność za nauczenie szczeniaka, by zachowywał się we właściwy sposób – a nie wymyślanie wymówek dla jego grubiaństwa.
Czasami wiąże się to z nie dopuszczaniem do tego, by szczeniaka(lub starszego psa) „poniosło”. Na chłopski rozum – im pies bardziej podekscytowany i rozemocjonowany, tym trudniej jest mu jasno myśleć i zachowywać się odpowiednio (odnosi się to także do innych zwierząt, a także ludzi). Mądrzy właściciele wiedzą, że gdy emocje szaleją, dobrze jest najpierw nieco ochłonąć, by później uniknąć kłopotów. Czasami nauczenie młodego psa tego, co właściwe wymaga obecności normalnego, dobrze zsocjalizowanego psa, który potrafi przekazać swoje „uwagi” w tak jasny sposób, że szczenię zapamięta je sobie na całe życie.
Normalne psy, tak jak normalni ludzie, często są niewiarygodnie tolerancyjni w stosunku do wybryków młodzieży. Poziom tolerancji jest wysoce zróżnicowany i uzależniony od dotychczasowego doświadczenia psa ze szczeniętami. Psy nie posiadające takiego doświadczenia mogą nie być tak wyrozumiałe jak psy, które ich widziały w swoim życiu wiele.
Poziom tolerancji zależy też w dużym stopniu od wieku szczenięcia.
Od danego wieku oczekuje się konkretnych zachowań. Co uznajemy za dopuszczalne u trzylatka, u dziecka ośmioletniego spotka się z dezaprobatą. Również psy postępuj ą w podobny sposób – szczenięta w wieku poniżej 16 tygodni czasami mogą dosłownie maltretować zwierzę dorosłe. Dunbar nadmienia, że najwyraźniej istnieje coś w rodzaju „szczenięcej licencji”, posiadanie której upoważnia do skandalicznego zachowania bez ponoszenia za to większych konsekwencji. Po ukończeniu 4 miesiąca życia licencja traci ważność – zmienia się poziom hormonów i zachodzą pewne zmiany psychologiczne. Na tym etapie dorosłe psy zaczynają stopniowo wymagać od szczeniąt zachowania bardziej kontrolowanego, a ze strony młodzieży także pełnego szacunku.
Prowadzący zajęcia są w kropce. Nie wiedzą, co zrobić. Cream normalnie jest taka kochana, wspaniale wykonuje polecenia, jest cudowna do ludzi. Kapitalnie też radzi sobie z dziećmi, ma nieskończone zapasy cierpliwości – mogą ją ciągnąć za uszy, ściskać, ciągnąć za ogon – Cream to uwielbia. Nie ma problemów ze spokojnymi psami, jest dla nich przyjazna i nawet próbuje wciągnąć je do zabawy.
Przekształćmy ten fragment następująco:
Margaret nie ma problemów z ludźmi, którzy zachowują się spokojnie i są dobrze wychowani, jej kontakty z nimi są poprawne. Jest nieskończenie cierpliwa i miła dla dzieci, nawet dla tych rozrabiających, lecz gdy hałaśliwe, nieuprzejme nastolatki zaczynają pokazywać, kto tu rządzi, staje się naprawdę dziwna – zaczyna mówić im, żeby ją zostawiły w spokoju. Co mamy z nią zrobić? Jesteśmy w kropce.
Sensowne? Oczywiście, że nie. Jednym z najbardziej niewiarygodnych aspektów sprawy z Cream jest to, że to ona postrzegana była jako źródło problemu. Ani razu jej właścicielka ani instruktorzy nie spróbowali poszukać go gdzie indziej, chociaż zauważyli, że „młode, ruchliwe psy” wyzwalają kłopotliwe zachowanie. I tak jak chętnie usprawiedliwiali nieuprzejme zachowanie psów – prostaków, równie chętnie uznali odpowiednie zachowanie za problem.
Za bardzo przygnębiający uważam fakt, że Lee Annę na swoją prośbę o pomoc wysłaną na listę dyskusyjną o goldenach, od wielu internetowych „ekspertów’ uzyskała następującą odpowiedź: „To nie jest normalne zachowanie u goldena. Masz poważny problem”.
Tak jakby bycie golden retrieverem czy psem jakiejkolwiek innej rasy w jakiś sposób uszczuplało repertuar normalnych psich zachowań. Bez względu na rasę, bez względu na to, w jakim stopniu manipulacja genetyczna wzmogła lub wyciszyła pewne zachowania, pies pozostanie psem. A podstawa międzypsiego porozumiewania zawsze pozostanie ta sama: warknięcie oznacza żądanie wycofania się w każdym psim języku, ogon trzymany sztywno w górze to ostrzeżenie, przewrócenie się na grzbiet oznacza przeprosiny, itd.
Cream nie zachowywała się agresywnie – zachowywała się normalnie w odpowiedzi na wyraźne chamstwo. Nigdy nie powiedziała nic złego prostackiemu psu do momentu, gdy naruszył jej strefę prywatności i wszedł z nią w bliski kontakt. A nawet najbardziej aniołkowate z goldenów potrafią warczeć, pokazywać zęby i kąsać w obliczu takiego grubiaństwa.
Z mojego doświadczenia wynika, że to właściciele psów ras ogólnie uważanych za nieagresywne powodują najwięcej problemów w interakcji pies – pies, ponieważ są najzwyczajniej nieświadomymi tego, że ich pies zachowuje się po chamsku. Takiemu właścicielowi nawet do głowy nie przyjdzie, że obraźliwość przybiera różne formy. Każdy wie, że pies, który warczy i rzuca się na inne psy, jest niewychowany. O wiele zbyt mało ludzi zdaje sobie sprawę, że zwykłe naruszenie strefy drugiego psa – nawet ciche i spokojne – jest w świecie psów postrzegane jako niegrzeczne. Właściciel grubiańskiego psa nie dostrzega w jego zachowaniu grubiaństwa, widzi jedynie „przyjazność”, tak jakby witanie się psów wyglądało tak samo jak u ludzi – a tak absolutnie nie jest! Stąd bierze się klasyczne „On chce się tylko przywitać!”.
Jedna moja dobra znajoma była właśnie taką osobą. Jej owczarek szkocki sheltie był cichym, ustępliwym maluchem, który nigdy nie okazał agresji żywej istocie. A jednak wciąż wywoływał naprawdę imponujące reakcje u innych psów, zazwyczaj niemieckiego pochodzenia, gdy zawędrował do ich strefy. Za każdym razem moja znajoma, przerażona „wszystkimi tymi agresywnymi psami”, wycofywała się ze swoim sheltikiem zupełnie nieświadoma faktu, że to ona i jej pies byli źródłem konfliktu.
Chociaż jej sheltie był kochany i słodki, był również niesamowicie niegrzeczny i napastliwy. Reakcje innych psów były najczęściej całkowicie przez niego zasłużone, chociaż to owczarki niemieckie obarczane były całą winą za zajście. Podczas każdego kursu, na który kobieta ta uczęszczała ze swoją pociechą, właściciele psów nie tolerujących takiego zachowania musieli cały czas na nią uważać. I podczas każdych zajęć była ona zupełnie nieświadoma, ile potencjalnych problemów uniknęła dzięki tym właścicielom, którzy po prostu schodzili jej psu z drogi.
W grę wchodziły trzy podstawowe czynniki: brak socjalizacji, czyli obycia z innymi psami, co sprawiło, że sheltik zupełnie nie wiedział, jak wygląda uprzejme zachowanie wobec obcego psa; błędne wyobrażenie mojej znajomej, że jej „przyjazny, nieagresywny” pies nigdy nie mógłby wywołać konfliktu; oraz to, że dawała psu tyle swobody, że mógł wdzierać się w strefę prywatności innych psów, nie rozumiejąc ani nie myśląc o tym, jak może to być odbierane przez zwierzę zajmujące się swoimi własnymi sprawami.
W dniu, gdy bezmyślnie weszła ze swoim sheltie pomiędzy moją grupkę owczarków niemieckich, które bawiły się wesoło na własnym podwórku, stała się o wiele smutniejszą i o wiele mądrzejszą właścicielką psa. Błędnie z góry założyła kilka rzeczy.
Po pierwsze założyła, że ponieważ te psy należały do mnie, nie obowiązywała je paskudna rzeczywistość zachowania stadnego. Bez względu na to, jak dobrze wyszkolony lub zsocjalizowany jest pies, to gdy stanie się członkiem stada (a szóstka to zdecydowanie stado), znane zasady znacznie się zmieniają. Zachowanie stadne jest złożone, często nieprzyjemne lecz stanowi bardzo istotną część psiego zachowania.
Jej drugie założenie polegało na tym, że ponieważ każdy z tych psów spotkał jej sheltie w domu, osobno, jako grupa nie będą sprawiać problemów. W domu, pod moim nadzorem, a na podwórzu, beze mnie, to dwie zupełnie inne bajki.
Jej trzecim założeniem było to, że jej pies w jakiś niepojęty sposób poradzi sobie w sytuacji grupowej, podczas gdy zawsze miał problemy spotykając się z moimi psami jeden na jednego.
Moje psy, nieźle podkręcone zabawą, jako że siedziały w domu przez dłuższy czas a teraz mogły się wyszaleć, były zaskoczone widząc ją nadchodzącą od strony stodoły – ostatnio widziały ją z psem w domu. Rzuciły się w jej kierunku, a sheltie, zamiast położyć się i pokazać brzuch, co byłoby odpowiednią reakcją, zaczął biec w ich kierunku, dotarł do końca smyczy, której naprężenie spowodowało, że zesztywniał wyprostowany (w psim języku czytaj: „przyjął wyzywającą postawę”).
Mogę tylko zgadywać, ale znając moje psy uważam, że brak normalnego zachowania sheltie, połączony z jego dawnym grubiaństwem, sprawił, że to niezamierzone wyzwanie przepełniło czarę. Na szczęście dla wszystkich zaangażowanych, moje psiaki nie miały zamiaru go skrzywdzić, a jedynie nauczyć właściwych manier. Wyszedł z tego jedynie z niewielką raną (którą potem sam zaognił wyrywając sobie szwy!). Jego właścicielka została ugryziona, gdy podjęła swoją ostatnią złą decyzję tego dnia – instynktownie sięgnęła ręką pomiędzy kotłujące się psy, by wyciągnąć swojego sheltika.
Wiele się nauczyła tego dnia o psim zachowaniu. Chociaż wolałabym, by nastąpiło to w jakiś inny sposób, nareszcie zechciała posłuchać o tym, do jakiego stopnia zezwalała psu na chamstwo. Był to dla niej całkowity szok. Zawsze uważała swojego psa za całkowicie nieagresywnego. Za każdym razem, gdy mówiłam o grubiańskim zachowaniu psów sądziła, że jedynie agresywne, rzucające się na innych, hałaśliwe psy są grubiańskie. Stała się o wiele bardziej świadoma i ostrożna po tym, jak moje stado przećwiczyło zasady dobrego zachowania z jej psem.
Podobnie jak moja znajoma nierealistycznie spodziewała się, że moje psy nie zachowają się jak stado, tak samo właścicielka Cream i jej instruktorzy na kursie nierealistycznie wymagali od suczki poziomu tolerancji wyższego niż oczekują od siebie samych. Jakby nie było to przecież goldenka. Czy ma to oznaczać, że pies tej, czy jakiejkolwiek innej nieagresywnej rasy, ma tolerować skaczące po nim prostackie psy?
Podobnie jak ludzie, psy posiadają różny próg tego, co nazywam „czynnikiem reakcji na głupotę”. Wyobraź sobie, że idziesz sobie ulicą i wpada na ciebie i powala na ziemię hałaśliwa, rozbrykana grupka nastolatków, zamknięta w swoim własnym świecie. Uśmiechasz się do nich? Mamroczesz „Patrzcie, gdzie leziecie?” gdy się otrzepujesz z kurzu? Wyrażasz głośno swoje niezadowolenie?
Wszystko to zależy od twojego progu tolerancji. Jest to również uzależnione od nastroju, zdrowia, stresu w pracy, itd. Wyobraź sobie, że sekundę przed tym, jak na ciebie wpadli, wygrałeś na loterii. Najprawdopodobniej będziesz o wiele bardziej tolerancyjny, niż gdybyś właśnie wracał z urzędu skarbowego. A co, gdybyś rok temu został napadnięty przez podobną grupę młodych chuliganów? Najprawdopodobniej postrzegałbyś tą grupkę jako potencjalnie niebezpieczną, co znowu zmieniłoby twoją reakcję na ich prostackość.
Psy się w tym od nas nie różnią. Każdy pies – bez względu na rasę – ma swój próg tolerancji, który jest zmienny w zależności od wielu czynników, włączając w to cechy danej rasy. Niektóre rasy wyhodowano z wysokim progiem tolerancji, ponieważ miały pracować w dużej grupie. Foxhoundy mają właśnie taką wysoką tolerancję dla innych psów. Ogólnie rzecz ujmując, psy stróżujące z natury i z powodu wykonywanej pracy, nie miały pracować w grupie i mają o wiele silniejsze poczucie przestrzeni osobistej, a w związku z tym są o wiele mniej tolerancyjne na psią nieuprzejmość.
Paskudne przygody, takie które na przykład spotkały Cream w życiu – gdy zaatakowały ją obce psy – mogą przeczulić każdego psa na chamstwo ze strony innych psów. Z punktu widzenia psa możliwość przerodzenia się takiego prostackiego zachowania w prawdziwy atak jest całkiem realna – w przeszłości już się przecież tak stało. Kłopoty zdrowotne mogą również wpłynąć na psią tolerancję. Pies, którego coś boli (obojętnie, czy to nadwyrężony zabawą mięsień, choroba, taka jak dysplazja stawów biodrowych czy początki zapalenia stawów), szybciej straci cierpliwość niż wtedy, gdy czuje się świetnie.
Nie możemy wymagać od swojego psa, że będzie święty – przynajmniej nie do chwili, gdy sami wzniesiemy się na taki poziom tolerancji. A to raczej się nie zdarzy w najbliższej przyszłości. Możemy od psa oczekiwać, że będzie tolerancyjny w takim stopniu, w jakim go nauczymy, zsocjalizujemy i sami ochronimy – mając na względzie jego indywidualne potrzeby oraz ograniczenia.
Uważam, że Cream próbowała zostać świętą. Lee Anne pisała, że w otoczeniu szczeniąt Cream odwracała się od nich. Nie wiem, czego jeszcze można żądać od psa, zwłaszcza takiego, którego karano za powiedzenie bezczelnym nastolatkom tego, co im się należało.
Gdyby Cream była psem szybko reagującym i z bardzo niskim „czynnikiem reakcji na głupotę”, czułabym się zmuszona pomóc jej nauczyć się nie reagować zbyt szybko – choćby po to, by zredukować stres w jej życiu. Spowalnianie czasu reakcji jest szczególnie ważne, gdy pies ma brać udział w sytuacjach zdarzających się często na kursach posłuszeństwa i podczas innych psich spotkań. Ale tam, gdzie są „nerwusy” zazwyczaj znajdą się też elementy przyczyniające się do tego stanu. Zawsze wtedy dokładnie przyglądam się relacji między psem a właścicielem (zwłaszcza, jeśli chodzi o przewodnictwo w relacji i granice zachowań), poziomowi samokontroli psa oraz jego socjalizacji z innymi zwierzętami.
W rozmowie ze szkoleniowcami, których opinie sobie poważam, cały czas pojawiało się pytanie: „Przede wszystkim to dlaczego właściciele tamtych psów pozwolili im skakać po Cream?”
To bardzo ważne pytanie. Uważam, że zasadniczą podwaliną mojego związku z psami jest następująca obietnica z mojej strony: „Obronię was”, l nigdy jej nie łamię, o ile jest to w mojej mocy.
Parę lat temu zaproszono mnie do wzięcia udziału w charytatywnym marszu właścicieli psów. Jednym z moich obowiązków było poprowadzić całą grupę przez pierwszy odcinek. Postanowiłam wziąć sobie do towarzystwa moją najstarszą sukę, Vali. Gdy czekaliśmy na start, w parku zebrały się setki właścicieli ze swoimi zwierzakami. Wiele z nich było dość podekscytowanych całą sytuacją. Niektóre znajdowały się pod prowizoryczną pseudokontrolą. Vali leżała spokojnie u mojego boku, obserwując całe zamieszanie z wielką wyrozumiałością.
Jeden pies zwrócił na siebie moją uwagę – olbrzymi żółty labrador ciągnący za sobą dziecko, gdy tak przepychał się przez tłum. Przyglądałam się, jak pies obsikiwał nie tylko każdy krzaczek i drzewko, ale także nogawki niektórych niczego nie spodziewających się ludzi. Bardziej świadomi rzeczy właściciele zwijali się ze swoimi psami i usuwali z drogi Pana Rozpychalskiego, unikając tym samym potencjalnych bójek.
Gdy zbliżał się do nas zauważyłam, że Vali zwróciła głowę w jego kierunku i znieruchomiała. Jej oczy przybierały coraz twardszy wyraz w miarę jak szacowała – całkiem słusznie – rozmiar jego bezczelności i grubiaństwa. Widziałam, jak rozważa możliwe reakcje na wypadek, gdyby labrador naruszył jej strefę prywatności (co, w takiej sytuacji oznacza odległość 0,5-1 metra).
Z mojej strony wystarczyło, że delikatnie dotknęłam jej głowy dając jej znak, że „widzę go, i masz rację – jest bezczelny. Ja to załatwię”. Następnie stanęłam przed nią tak, że gdyby labrador się zbliżył, musiałby najpierw ominąć mnie. Vali natychmiast się odprężyła i wróciła do spokojnej obserwacji tłumu, chociaż od czasu do czasu rzucała okiem na Pana Rozpychalskiego. Na szczęście skręcił, by napastować innego psa i moment napięcia minął.
Mogłam zareagować w inny sposób. Mogłam zinterpretować zachowanie Vali jako potencjalną agresję i surowo ją skarcić wołając „Zostaw!”. W moim rozumieniu rzeczy, byłby to brak zrozumienia i szacunku dla jej odczuć, co odsłoniłoby istnienie moich obaw co do tego, że mogę nad nią stracić kontrolę.
Mogłam też zignorować subtelne oznaki tego, że niepokoi ją Pan Rozpychalski i poczekać, aż wtargnie w jej przestrzeń, a potem ją ukarać za obronę przed grubiaństwem. Takie postępowanie z kolei złamałoby moją obietnicę ochrony tych, których kocham, a na dodatek jeszcze dolałabym oliwy do ognia samym faktem karcenia psa za obronę siebie samego. Dotrzymywanie tego przyrzeczenia oznacza, że mam obowiązek wyłapywania oznak tego, że jakaś sytuacja ich niepokoi i podejmowaniu odpowiednich kroków, by wyeliminować bądź zmniejszyć powody niepokoju.
Niestety, w przypadku wielu psów z etykietką „agresywny w stosunku do psów”, podczas walki z tym zachowaniem, pomiędzy psem a jego właścicielem zaczyna się tworzyć dziwaczny zamknięty krąg. Ponieważ człowiek jest zszokowany, gdy jego pies okazuje jakąkolwiek agresję (co zresztą zrozumiałe), zaczyna szukać w otoczeniu wszystkiego, co mogłoby ponownie wywołać to zachowanie. Staje się nadwrażliwy i gdy zauważy potencjalne zagrożenie, łapie kurczowo za smycz, żeby zapobiec „agresji” swojego psa.
Zdenerwowanie właściciela w połączeniu z naprężeniem smyczy, właśnie podsyca niepokój i agresję psa, co zazwyczaj prowadzi dokładnie do takiego zachowania, którego chcieliśmy uniknąć. Wiadomość wysyłana psu przez właściciela, który zwraca większą uwagę na otoczenie niż własnego psa, jest jednak o wiele bardziej zdradziecka!
Podczas jednego z moich wykładów pewna kobieta przedstawiła nam swojego terierka Brisky’ego, skarżąc się, iż jest on „agresywny dla innych psów”. Brisky nie był prawie nigdy spuszczany ze smyczy, bał się innych psów, a cała jego „agresja” była jedynie obroną. Gdyby Brisky miał jakikolwiek wybór, opuściłby zgromadzenie, siadł za kółkiem samochodu swojej pani i pojechał do domu.
Kobieta ta zachowywała się jak agent wywiadu mający za zadanie chronić Prezydenta – cały czas obserwowała pomieszczenie szukając potencjalnych kłopotów. Czy tamta pani wstanie i przejdzie ze swoim psem obok Brisky’ego? Czy ten pies odwróci się i położy się przodem do teriera? Widziała katastrofę w każdym pomniejszym ruchu innego psa. Jedyną rzeczą, na którą nigdy nie kierowała wzroku był jej własny pies. Tak więc jego „nagłe” wybuchy zawsze były dla niej całkowitym zaskoczeniem.
Było mi bardzo żal Brisky’ego. Wysyłał swojej właścicielce wiele sygnałów zaniepokojenia i obaw. Ale wszystkie jego próby porozumienia były ignorowane do momentu, gdy presja otoczenia powodowała, że zaczynał się bronić w jedyny sposób jaki znał. Ciężko czuć się bezpiecznie, gdy osoba, z którą jesteś, nie zwraca na ciebie żadnej uwagi.
Wyobraź sobie następującą sytuację: matka z dzieckiem, małą dziewczynką, spacerują sobie po centrum handlowym. Matka uważnie przeczesuje wzrokiem tłum, sprawdzając go na obecność potencjalnego zagrożenia dla swojej pociechy. Dziewczynka spostrzega kobietę, która wygląda dokładnie tak, jak zła wiedźma z jej ulubionej książki. Wystraszona sięga po rękę mamy, ale ona jest tak zajęta rozglądaniem się, że nie zwraca nią uwagi. „Wiedźma” się zbliża, a dziecko panicznie chwyta się mamy. Ale mama nie reaguje. Ruch kupujących zmusza „wiedźmę” do przejścia obok dziecka, które, teraz już niesamowicie przerażone, zaczyna głośno krzyczeć. Matka, zaskoczona jego niewytłumaczalnym zachowaniem, pyta ze złością: „Co się z tobą dzieje?”.
A gdyby dziewczynka, sięgnąwszy po rękę mamy, otrzymała od niej uspokajający uścisk dłoni i uśmiech? Gdyby matka, zauważywszy oznaki zaniepokojenia na twarzy dziecka zatrzymała się i zapytała „O co chodzi?” a po zrozumieniu zagrożenia stanęła pomiędzy dzieckiem a „złą wiedźmą”? U którego dziecka, jak sądzisz, zaniepokojenie i pobudzenie będzie większe – u tego, które matka ignoruje do momentu, gdy przestraszone krzyczy, czy u tego, na które mama zwraca uwagę? Zaufanie w związkach między osobniczych oparte jest na wierze, że nasze zachowanie zostanie zauważone i wywoła określoną reakcję, nawet jeśli nie będzie do końca zrozumiane. Z mojego doświadczenia wynika, że psy, których właściciele rozpoznają, zauważają! odpowiednio reagują na wczesne oznaki niepokoju, pokładają w nich głębokie zaufanie, że je obronią w niemal każdej sytuacji. Gdy pracuję z ludźmi podobnymi do właścicielki Brisky’ego, moim celem staje się nauczenie ich obserwacji własnego psa, a nie całej reszty świata. Jeśli ich uwaga zwrócona jest na otoczenie, a nie na psa, przegapiają wczesne sygnały tego, że ich pies czuje się niezbyt bezpiecznie i potrzebuje pomocy. Im szybciej pies otrzyma od właściciela potwierdzenie tego, co czuje, jego pomoc w radzeniu sobie w danej sytuacji, a także znak tego, że rozumie on jego zaniepokojenie i zajmie się problemem – tym mniejsze jest prawdopodobieństwo tego, że zachowanie to przekształci się w dramatyczne zajście. I odnosi się to zarówno do psów takich jak moja Vali, która wychodzi z założenia, że bezczelnemu psu powinno się pokazać, że istnieją pewne obowiązujące go zasady, jak również takich jak Brisky, który się po prostu boi. Zachęcam właścicieli, by aktywnie starali się występować w obronie swojego psa – czy to przechodząc w bezpieczniejsze miejsce, czy też, jeśli to niemożliwe, dosłownie własnym ciałem zasłaniali psa. Stawanie między dwoma psami to klasyczny przejaw przywództwa. Psy postępuj ą tak z innymi cały czas, więc podobne zachowanie ze strony przewodnika – człowieka – jest dla zwierzęcia zrozumiałe i przez nie doceniane. Zanim nasze spotkanie dobiegło końca, widoczne stało się, że Brisky się rozluźnił, gdy jego właścicielka zamiast otoczenia zaczęła obserwować jego. Stał się o wiele bardziej tolerancyjny w sytuacjach, które uprzednio prowadziły do wybuchów. Bez wątpienia czuł się bezpieczniej – nareszcie ktoś go wysłuchał i zaoferował pomoc, wtedy gdy tego potrzebował. Właścicielka stwierdziła, że czuje się spokojniejsza wiedząc, że Brisky sygnalizuje jej swój nastrój i że może mu pomóc zanim jeszcze pies odczuje konieczność samoobrony. Zamiast nieustannie wyszukiwać zagrożenia w otoczeniu, może się teraz rozluźnić i skupić na tym, co Brisky jej przekazuje o swoim odbiorze świata wokół niego samego. Właścicielka Cream nigdy nie pozwoliłaby niegrzecznemu dziecku uderzyć pięścią psa w głowę, albo zdzielić go kijem. Nie pozwoliłaby chamskiemu przechodniowi podejść i kopnąć Cream. Żaden właściciel, który kocha swojego psa, nie pozwoliłby innemu człowiekowi zrobić czegoś, co zmusiłoby psa do wystąpienia we własnej obronie. (Nie mam zamiaru omawiać tu okropności zadawanych psu w imieniu szkolenia ani analizować psychologicznych źródeł przesłanek, dla których ludzie dopuszczają do tego, że ich psy poddawane są tego rodzaju torturom). A jednak Lee Anne, podobnie jak inni kochający swe psy właściciele, nie uczyniła niczego, by chronić suczkę przed innymi niewychowanymi psami. Ogromna część odpowiedzialności za to spada na instruktorów prowadzących szkolenie. Lee Anne, całkiem zresztą rozsądnie, oczekiwała od nich pomocy i wskazówek. Gdy nie interweniowali w przypadku ordynarnego zachowania innego psa w stosunku do Cream, skąd miała wiedzieć, że to ona powinna interweniować? Jeśli nazwali zachowanie Cream problematycznym, to Lee Anne – chociaż zmartwiona diagnozą, której sens trudno jej było pojąć – również zaczęła je postrzegać jako niewłaściwe. Na szczęście dla Cream, Lee Anne zaczęta poszukiwać rad i pomocy w innych miejscach. Nie wszyscy właściciele psów zdobywają się na taki wysiłek, by zdobyć odpowiedź, która uciszyłaby czające się gdzieś w głębi serca, nieprzyjemne acz uporczywe przeczucie, że „coś tu nie pasuje”. Moim zdaniem odpowiedzialność osoby zajmującej się profesjonalnym szkoleniem psów polega nie tylko na zwykłym nauczaniu psów i ich właścicieli, ale także na chronieniu każdego psa przed innymi, biorącymi udział w zajęciach. Wymaga to zrozumienia i nieustannie pogłębianej wiedzy na temat psiego zachowania oraz poświęcania uwagi wszystkim tym drobnym niuansom, które zwiastują problemy. W trakcie naszego spotkania Lee Anne zadała nieuniknione pytanie: „Ale jak mam powstrzymać obce psy przed takim chamskim zachowaniem?” Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Bez względu na to, jak bardzo właściciel psa jest kochający czy świadomy sytuacji, z całą pewnością niemożliwe jest zapobieżenie niegrzecznemu zachowaniu u innych psów. A właściwie – niemożliwe jest uświadomienie wszystkich właścicieli psów, żeby nie zezwalali swoim pupilom na nieodpowiednie zachowanie. Uważam, że chamstwo i idioci są wszędzie i, o ile mi wiadomo, nie istnieje program rządowy nastawiony na eliminację głupoty czy chamstwa (gdyby tak było, to wzgórze Kapitelu bardzo szybko by opustoszało)…

Oto moja rada na ludzką głupotę: 

 

1. Socjalizuj swojego psa. Szczenięciu dobieraj towarzyszy zabaw w podobnym wieku lub takie psy dorośle, które same zostały dobrze zsocjalizowane. Oznacza to socjalizację luzem, w przeciwieństwie do obwąchiwania się na końcach naprężonych smyczy. Im zwierzę ma więcej doświadczenia z towarzystwem innych psów, tym głębsze zdobędzie doświadczenie na temat tego, co jest zachowaniem dopuszczalnym, a co głupim lub chamskim a także tego, jak sobie w danej sytuacji radzić. Nauczy się również dobrego wychowania sam. Jeśli pies nie został lub nie może być prawidłowo zsocjalizowany, musisz realistycznie podejść do tego, czego możesz się po nim spodziewać podczas spotkań z innymi psami. Może to oznaczać zmiany w szkoleniu, które uczciwie uwzględnią to, że pies po prostu nie radzi sobie ze stresem w takich sytuacjach.

 

2. Zachowaj ostrożność, gdy socjalizujesz psa pod nadzorem lub wedle poleceń innej osoby. Niektórzy instruktorzy i szkoleniowcy wykazują przerażającą ignorancję jeśli chodzi o podstawowe psie zachowania i nie potrafią zaaranżować prawidłowej sytuacji socjalizacyjnej. Jeśli masz takie przeczucia, wycofaj swojego psa z zajęć. Jedno nieprzyjemne wydarzenie może w przeciągu kilku sekund zostawić trwałe ślady w psychice, zwłaszcza u młodego psa. Zwykłe spuszczenie psów ze smyczy, żeby się pobawiły, to jeszcze nie socjalizacja. Dodatkowo musi się pojawić element nadzoru oraz możliwość natychmiastowej interwencji, gdy pojawi się zaczątek konfliktu. Instruktor musi zwracać uwagę zarówno na każdego psa z osobna, jak i na pary oraz mniejsze grupki w obrębie grupy zabawowej. Jeśli jeden pies zaczyna się nadmiernie ekscytować, czas na łagodne pochwycenie go, odizolowanie od grupy i uspokojenie, zanim ponownie pozwoli mu się przyłączyć do zabawy. Jeśli pies bojaźliwy właśnie osiąga maksymalny poziom stresu, należy go wycofać z grupy, dać czas na odprężenie i podbudowanie odwagi przed powrotem. W przypadku, gdy jeden pies, lub cała grupka zaczynają dręczyć innego, należy rozdzielić gang rozrabiaków. Szkoleniowiec musi ostrożnie i uważnie ocenić grupę aby odpowiednio dobrać psy. Na przykład rozhukane szczenię labradora nie powinno bawić się z nieśmiałym sheltie. Małe labradorki często przypominają skrzyżowanie kuli karabinowej z zapaśnikiem sumo na haju, i lubią brutalne fizyczne spotkania (najlepiej w powietrzu, po wzięciu odpowiedniego rozpędu), w związku z czym może szybko stłamsić i, co całkiem prawdopodobne, nawet zranić delikatniejszego od niego sheltika. Może to nie tylko pozostawić złe ślady w psychice sheltie, mały labrador może też przyswoić sobie przy okazji lekcję, że przemoc jest jak najbardziej dopuszczalna.

 

3. Obserwuj psa. Twój własny pies powie ci wszystko, co potrzebujesz wiedzieć o jego postrzeganiu otoczenia. Bądź z nim kiedy z nim jesteś. Zwracaj uwagę na jego zachowanie. Tak prowadź psa i/lub sam tak się poruszaj, aby zawsze był w twoim polu widzenia. Ćwicz kontrolowanie zachowania psa. Jeśli wydaje się być zdenerwowany, znajdź tego przyczynę. A potem mu pomóż. Chroń go. Naucz się rozpoznawać nieznaczne, subtelne oznaki tego, że jego umysł wyszedł ze stanu idealnego odprężenia. Może to być coś tak prostego, jak zwykłe przekrzywienie ucha, niewielkie wstrzymanie oddechu lub naprężenie mięśni. Każdy pies jest inny – naucz się czytać swojego. Jeśli nie możesz obserwować swojego psa w sytuacji potencjalnego zagrożenia, umieść go w bezpiecznym miejscu. Widziałam w swoim życiu o wiele za dużo wypadków przydarzających się dlatego, że właściciel pogrążony był w konwersacji lub zafascynowany wydarzeniami na ringu, ignorując psa u swego boku. Postępowanie właściciela kierującego swą uwagę gdzieś w przestrzeń nazywam Braillem, co oznacza, że nie jest on świadomy niczego poza tym, że smycz jest napięta a więc pies niby jest nadal przy nim. Czego możesz nie być świadomy to to, że pies akurat być może nieprzyjemnie traktuje innego, albo sam broni się przed podobną napaścią. Zajmuj się psem całą świadomością, nie tylko smyczą.

 

4. Aktywnie chroń swojego psa. Jeśli widzisz głupca z rozwydrzonym psem zmierzających w twoim kierunku, chroń swojego psa. Jeśli to tylko możliwe, udaj się w kierunku przeciwnym, cicho i swobodnie przywołując psa. Pamiętaj o naturalnym oddechu i ogólnym rozluźnieniu – uważaj, by twoje obawy przez możliwym starciem nie udzieliły się psu. Jeśli nie możesz odejść, spróbuj powstrzymać głupca. Stań między nim a psem. W razie konieczności wyraźnie i stanowczo powiedz mu, że twój pies nie lubi innych psów. Gdy obcy pies jest blisko, a nie masz możliwości odsunięcia się, zasłoń swojego własnym ciałem (pamiętaj, że wejście pomiędzy psy jest przejawem chroniącej roli przewodnika). W razie potrzeby ostro powiedz głupcowi, żeby „wziął swojego niewychowanego psa”. Najprawdopodobniej obdarzy cię paskudnym spojrzeniem (głupcy rzadko uważają, że to oni czy ich psy są chamskie, i są naprawdę zaskoczeni, gdy się do nich ostro odezwać), ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że zechce ostentacyjnie pokazać, jak wspaniale panuje nad swoim psem i wzburzony odejdzie.

Co wolno a czego nie 
NIE! NIE wprowadzaj nietolerancyjnego lub niezsocjalizowanego psa do psiego przedszkola lub innych psich skupisk, gdzie pojawia się psie niewychowanie i głupota, jeśli wiesz, że nie umie zachować się przy szczeniętach, psach niewychowanych lub głupich!

NIE stawiaj swojego psa w obliczu sytuacji, z którą nie potrafi sobie poradzić.

NIE spuszczaj ze smyczy niewychowanego szczenięcia lub psa przy nietolerancyjnym osobniku dorosłym.

NIE oczekuj, że twój pies polubi każdego psa, którego napotka (chyba, że tobie każda nowo poznana osoba przypada do gustu).

NIE pozwalaj swojemu psu na szalone napady „radości” lub wręcz chamstwa – albo wskaż mu odpowiedniejsze zachowanie, albo odizoluj go na jakiś czas od źródła nadmiernego podekscytowania.

NIE dopuszczaj, by inni ludzie pozwalali swoim psom na chamskie zagrywki wobec twojego psa.

NIE ignoruj swojego psa ani tego, co ci przekazuje na temat swoich odczuć.

NIE karz swojego psa za to, że mówi innemu by się od niego odchrzanił.

NIE karz dorosłego psa za to, że przypomina szczenięciu, gdzie jego miejsce.

NIE dopuść do tego, by ostateczny cel szkolenia przesłonił ci zwykły zdrowy rozsądek – bądź sprawiedliwy dla swojego psa.

JAK NAJBARDZIEJ!

Uszanuj fakt, że twój pies ma potrzebę oraz prawo do prywatności.

Socjalizuj psa, by wiedział jak najwięcej o innych psach.

Zaakceptuj niewytłumaczalną niechęć, którą może odczuwać do jakiegoś psa.

Wzmacniaj poziom tolerancji psa poprzez nieustanne dostarczanie mu pozytywnych doświadczeń.

Stale poszerzaj swoją wiedzę o odpowiednim zachowaniu psa w każdej hipotetycznej sytuacji.

Planuj z wyprzedzeniem, jak zachowasz się w konfliktowej sytuacji, w stosunku do ludzi i psów.

Zdobądź zaufanie swojego psa dotrzymując obietnicy chronienia go.

Zwracaj uwagę na psa, gdy z nim jesteś.

Wymagaj od swego psa, by zachowywał się grzecznie.

Uszanuj fakt, że osobnicze potrzeby psa nie muszą się koniecznie zgadzać z tym, co chcesz osiągnąć poprzez szkolenie.

Zawsze stawiaj psa na pierwszym miejscu – wszystkie nadzieje, marzenia, tytuły i cele nic nie znaczą, jeśli będziesz ignorować jego potrzeby i obawy oraz to, jaki twój pies naprawdę jest.

Szanuj obawy swojego psa, bez względu na to, czyje podzielasz (pamiętasz, jak mama zostawiała światło w korytarzu, kiedy byłeś mały? Chyba nie dlatego, że to ona bała się ciemności).

One thought on “On chciał się tylko przywitać!

  1. Mam szczeniaka 6mies, od paru dni jest systematycznie „gryziony” przez inne psy, a był socjalizowany od małego i nigdy nie było żadnego problemu. Teraz przynajmniej wiem co mam robić :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *