Browsed by
Autor: Alicja Milewska

Wykład pt. „Pikuś ma ADHD! Czyli jak wyciszać psa”

Wykład pt. „Pikuś ma ADHD! Czyli jak wyciszać psa”

Zapraszam na kolejny mój wykład, który odbędzie się w środę 25.10 o godzinie 17:30, w NOWYM MIEJSCU! Spotykamy się w sali konferencyjnej budynku PZG na ulicy Braniborskiej 2/10.

Tym razem opowiem o wyciszaniu psów, które nie radzą sobie ze swoimi emocjami, które nadmiernie wokalizują (szczekanie, piszczenie, jojczenie, pyszczenie, marudzenie… itp :) ), nie mogą sobie znaleźć miejsca i kręcą się z kąta w kąt, bardzo czujnie lub mało śpią, bardzo reaktywnie reagują na psy/ludzi/liście/wszystko i ogólnie zachowują się jak skrzyżowanie torpedy z petardą.

Jeśli czytając powyższy opis, czujesz, że brzmi znajomo, to ten wykład jest właśnie dla Ciebie! :D

Na wykładzie dowiesz się m.in:
* Jak poprawić cierpliwość psa?
* Co robić, kiedy pies zachowuje się ekstremalnie?
* Jak sprawić, żeby pies na co dzień był spokojniejszy i bardziej zrelaksowany?
* Jaki Ty sam/sama masz wpływ na to, jak zachowuje się Twój pies

Uwaga! Obowiązują zapisy!
W celu zapisania się na wykład, uzyskania dodatkowych informacji i szczegółów odnośnie wstępu pod adresem: kontakt@alaodjazza.pl

Na wykład przychodzimy sami, psiaki zostawiamy w domu :) Wyjątkiem są psy przewodnicy osób niewidomych oraz psy asystujące osobom niepełnosprawnym.

Pat Miller „Warczenie jako prezent”

Pat Miller „Warczenie jako prezent”

Poniżej zamieszczam tekst autorstwa Pat Miller „Warczenie jako prezent”, ponieważ uważam, że to jeden z lepiej dających do zrozumienia tekstów o warczeniu :)

 

Moi klienci zawsze wyglądają na zaskoczonych kiedy im powiem, ze warczenie psa to jest coś dobrego. Nawet jest to coś, co należy bardzo cenić.

To są klienci, którzy przyszli z problemami agresji u ich psa, łapiący się ostatniej deski ratunku, oczekujący na magiczna tabletkę, która zmieni ich psa w bezpiecznego towarzysza.
Są często zdziwieni i zaskoczeni, ze pogląd, z którym wyrastaliśmy, że należy psa surowo skarcić, gdy tylko ujawni jakąś agresję, nie tylko przyczynił się, ale i zwiększył niebezpieczne zachowanie psa, które ich do mnie przywiodło.

Z jednej strony, wydaje się to naturalna reakcja, skarcić psa za warczenie. Warczenie prowadzi do gryzienia, psy które gryzą są usypiane, wiec zduśmy problem w zarodku poprzez skarcenie psa na widok pierwszych oznak tego zachowania. To wydaje się mieć sens, ale kiedy lepiej zrozumiemy psią agresję, zrozumiemy dlaczego jest to zupełnie błędne poczynanie.

Większość psów nie chce ugryźć czy walczyć. Zachowanie, które zapowiada nadchodzącą agresję, ma za zadanie głównie ostrzec i odstraszyć. Pies, który NIE CHCE ugryźć, stara się za wszelką cenę skłonić cię do odejścia. Może zacząć z subtelnymi sygnałami stresu, które są zwykle niezauważone przez człowieka, jak napięcie w ruchach, sztywno machający ogon.

‚Proszę’ mówi pies łagodnie, ‚Nie chce żebyś tu był’.

Jeżeli dalej przebywasz w jego strefie komfortu, jego ostrzeżenia mogą nabrać intensywności, z większym napięciem, twardym wzrokiem, niskim warczeniem.

‚Nie żartuję’, mówi bardziej zdecydowanie, ‚Chcę żebyś stąd odszedł.’

Jeżeli to jest zignorowane, może stać się bardziej natarczywy, kłapiąc zębami w powietrzu, uderzając nosem, albo dotykając delikatnie twoje ramię zębami, nie przegryzając skory.

‚Proszę’ mówi, ‚nie zmuszaj mnie żebym cię ugryzł.’

Jeżeli to nie skutkuje i nie odchodzisz, pies może się czuć zmuszony ugryźć mocno, żeby przegryźć skórę, po to żeby obronić siebie, terytorium, członków jego grupy socjalnej, albo inne cenne zasoby.

Ludzie nie zdają sobie sprawy, że agresja jest spowodowana stresem. Stres może mieć związek z bólem, strachem, wtargnięciem, zagrożeniem zasobów, dawnymi skojarzeniami, albo spodziewaniem się którejś z tych rzeczy.

-Asertywny, agresywny pies atakuje, ponieważ stresuje go intruz na jego terytorium (inny pies lub człowiek).
-Tchórzliwy pies gryzie, ponieważ stresuje się zbliżeniem się człowieka.
-Ranny pies gryzie rękę ratownika, bo stresuje go ból.

Kiedy karzesz warczenie albo inny wczesny sygnał ostrzegawczy, może ci się udać stłumić warczenie, kłapniecie zębami czy inne ostrzegające zachowanie, ale nie likwiduje to stresu, który początkowo spowodował pojawienie się tych zachowań.

Faktycznie  ZWIĘKSZASZ ten stres, ponieważ teraz ty, przewodnik psa, stałeś się nieprzewidywalny i gwałtowny.
Jeżeli udało ci się stłumić sygnały ostrzegawcze, masz teraz psa, który gryzie bez ostrzeżenia. Pies się nauczył, że nie jest bezpiecznie ostrzegać.

Jeżeli pies się boi dzieci, może warczeć gdy dziecko się zbliża. Ty, jako odpowiedzialny właściciel, zdajesz sobie sprawę, co się dzieje z psami agresywnymi do dzieci, więc karzesz psa szarpnięciem smyczy i głośnym ‚Fe! Zły pies!’

Robisz to za każdym razem, gdy pies warczy na dzieci i pies wkrótce ma potwierdzenie, że dzieci naprawdę zwiastują złe rzeczy dla psa. Dzieci podobają mu się jeszcze mniej, niż przedtem, ale nauczył się nie warczeć na nie, żeby uniknąć twojego gwałtownego zachowania.

Ty myślisz, że pies się nauczył nie być agresywnym do dzieci, ponieważ następnym razem jak mijacie dziecko, pies nie warczy. Jesteś przekonany, że twój pies teraz akceptuje dzieci. Następnym razem jak się jakieś zbliża i pyta, czy może pogłaskać psa, zgadzasz się. Fakt jest taki, że pies nauczył się nie warczeć, ale dzieci ciągle powodują w nim niepewność i stres.

Twój pies jest teraz super zestresowany, starając się kontrolować warczenie, a dziecko zbliża się coraz bliżej. Kiedy ‚straszne’ dziecko wyciąga rękę, pies nie może już wytrzymać, skacze do przodu i kłapie dziecku zębami przy twarzy. Na szczęście był na smyczy i mogłeś go utrzymać, nic się nie stało, ale wszyscy są zdenerwowani tym zajściem.

CZAS ZMIENIC TOK MYSLENIA

Warczenia to wołanie psa o pomoc. To sposób przekazania ci, że pies nie może tolerować tej sytuacji.
Mówi: ‚Nie mogę sobie z tym poradzić, proszę zabierz mnie stad!’.

Jeżeli warczenie było wywołane czymś co ty robiłeś, przestań to robić. Tak, twój pies miał małą lekcję, co zrobić żebyś przestał robić to, czego nie lubi, ale zamażesz to w jego pamięci wieloma lekcjami,na których to, co go stresuje, zwiastuje coś BARDZO dobrego dla piesków.

Tutaj włącza się przeciwwarunkowanie.
Twój pies warczy, ponieważ ma negatywne skojarzenie z czymś, powiedzmy, że warczy, gdy dotykasz jego łapy. Z jakiejś przyczyny jest przekonany, ze dotykanie jego łapy to jest coś złego.
Jeżeli zaczniesz od dotykania jego kolana, dawania mu kawałeczka kurczaka i powtarzania tego, pies zacznie myśleć, ze dotykanie jego kolana powoduje pojawianie się kurczaka. Będzie CHCIAŁ, żebyś dotykał jego kolana, żeby dostać kawałeczek kurczaka.

Uwaga: Upewnij się, że problem z dotykaniem jego łapy nie ma nic wspólnego z bólem. Jeżeli psa boli, gdy dotykasz łapy, przeciwwarunkowanie nie będzie działało. Jeżeli jest podejrzenie, że warczenie jest związane z bólem, udaj się najpierw z psem do weterynarza na badanie.

Kiedy widzisz, że pies wyczekująco rozgląda się za kurczakiem, gdy dotykasz jego kolana, możesz przenieść rękę niżej, aż dostaniesz taką samą reakcję: ‚gdzie mój kurczak?’ w nowym miejscu.

Stopniowo przesuwaj rękę bliżej i bliżej łapy, aż pies jest zachwycony, że dotykasz jego łapy, bo to sprawia, że pojawia się kurczak!
Ćwicz z każdą łapą, aż pies jest zachwycony, gdy dotykasz każdej łapy. Pamiętaj, że dotyk jest najpierw, konsekwentnie zapowiadając nadejście kurczaka.
Jeżeli na jakimkolwiek etapie tego procesu (który może trwać dni, tygodnie lub nawet miesiące, w zależności od psa i tego jak to przeprowadzasz) widzisz, że napięcie psa wzrasta, posunąłeś się za szybko do przodu. Cofnij się trochę tam, gdzie pies jest OK z twoim dotykiem i zacznij znowu. Stres może się zwiększyć w obecności jakichś elementów w środowisku. Rozejrzyj się i upewnij, że nic w środowisku nie dodaje psu stresu.
Niech hałasujące dzieci opuszczą pokój, zrelaksuj psa i zacznij od nowa.

Pamiętaj, pies nie może nam powiedzieć słowami co go martwi, ale używa do tego języka ciała i wokalizacji. Zwracaj uwagę na to, co pies ci przekazuje. Słuchaj sercem i empatią. Bądź łagodny, gdy pies ci mówi, że potrzebuje pomocy. Przyjdź mu na ratunek. Ceń sobie jego ostrzeżenie, jakim jest warczenie.

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka cierpliwego czekania

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka cierpliwego czekania

Wielu właścicieli psów doświadcza regularnego braku cierpliwości ich pupili. Psy a to się przeciskają przez drzwi wyjściowe, a to skaczą do miski, którą człowiek właśnie stawia na ziemi, w konsekwencji czego połowa jedzenia ląduje na podłodze. Czasem też dzieją się różne inne rzeczy, których przyczyną jest szybkość i gwałtowność reakcji naszego psa. W tym artykule mam zamiar omówić szczegółowo właśnie spokojne wychodzenie przez drzwi i czekanie na miskę.

a) Wychodzenie przez drzwi
W niektórych książkach poświęconym psom można spotkać się z poglądem, jakoby to właściciel miał zawsze pierwszy przechodzić przez drzwi, by pokazac psu jego „miejsce” w „stadzie” (cokolwiek by to miało oznaczać…). Spotykałam się z takimi przypadkami, w których w momencie wyjścia pies wraz z właścicielem wyciskali się przez drzwi jak pasta z tubki i każdy miał zamiar wyjść pierwszy (patrząc obiektywnie, kolejność była różna, ale człowiek wycisnąwszy się z framugi jakoś zawsze miał przeświadczenie, że to on wyszedł pierwszy). Mimo tych zabiegów, pies przez resztę spaceru i tak był nieokiełznany, a dodatkowo przy kolejnym wyjściu na spacer znowu próbował wyjść pierwszy!

Ja też uważam, że w większości przypadków to człowiek powinien wyjść pierwszy, a pies poczekać na swoją kolej. Ale moje motywy są dalekie od pokazywania „kto tu rządzi”. Przede wszystkim liczy się bezpieczeństwo naszego psa. Zwłaszcza żyjąc w mieście (ale nie tylko!) mamy niedaleko swojego miejsca zamieszkania ulicę, nierzadko ruchliwą. Lepiej najpierw sprawdzić, czy coś nie jedzie, nim nasz pies wyleci na łeb na szyję. Kolejną sprawą jest bezpieczeństwo i komfort psychiczny innych ludzi i psów. Nie każdy życzy sobie, by wpadał na niego rozemocjonowany wyjściem na spacer pies sąsiadów, tak samo nie każdy inny pies lubi takie gwałtowne powitania pobudzonego pobratymca. A jeśli nasz pies ma problemy z ludźmi lub psami, tym bardziej nie powinien wybiegać bez kontroli przez drzwi wyjściowe, bo wtedy o wiele łatwiej o nieprzyjemną sytuację.

Nie oznacza to jednak, że pies nie może wyjść pierwszy! Jeśli jest na smyczy lub bez, ale wychodzi spokojnie, nie ma najmniejszego problemu, by to on przekroczył próg przed nami. Dla mnie warunek jest jeden: pies ma być spokojny i czekać na pozwolenie wyjścia. Tylko wtedy to my tak naprawdę kontrolujemy sytuację i możemy w razie czego zadziałać.

Spokojne wyjście na spacer jest połową sukcesu, jeśli chodzi o spokój i obliczalność naszego psa podczas reszty przechadzki. Pies musi na samym początku opanować emocje, bo inaczej po prostu nie wyjdzie na dwór (zakładamy oczywiście konsekwencję właściciela, bez niej psu trudniej jest to przyswoić).

Jak więc tego nauczyć?

Zasada jest prosta – otwieramy drzwi i oczekujemy, że pies będzie stał spokojnie, dopóki nie usłyszy komendy zwalniającej, czyli np. OK (więcej o komendach pomocniczych tutaj: http://alaodjazza.pl/przedluzanie/ ). Jeśli spróbuje wyjść bez hasła, sygnalizujemy i pokazujemy mu, że wyjście jest niemożliwe.

1) Mamy psa na smyczy, podchodzimy pod drzwi.
2) Łapiemy za klamkę i uchylamy drzwi na jakiś 1cm. Jak tylko pies próbuje wcisnąć nos, natychmiast je zamykamy, mówiąc normalnym tonem „a-a”(nie krzyczymy, bo to nie ma być kara, tylko sygnał „to, co zamierzasz zrobić, nie uda się”). Powtarzamy tak długo, aż pies na widok leciutko uchylonych drzwi po prostu stoi/siedzi. Najlepiej by było, gdyby patrzył wtedy na nas (wiele psów zrobi to jakby pytając „co ty do licha wyrabiasz?! Czemu nie wychodzimy jak ludzie?!”), wtedy chwalimy – wiele razy wymawiamy „doobrze/doobry pies”, kiedy pies spokojnie czeka (chwalimy nawet wtedy, gdy nie patrzy, ale po prostu czeka). Można podac smakołyk, ale niekoniecznie. Tu nagrodą główną jest WYJŚCIE. Jednak spojrzenie na właściciela, zwłaszcza w początkowych etapach nauki nie jest wymagane. Po prostu pies ma stać spokojnie.
3) Powtarzamy procedurę, za każdym razem starając się otworzyć drzwi nieco szerzej, aż do otwarcia na oścież. Jak szeroko za każdym razem, to zależy od psa – jeśli otwieramy na 30cm, a nasz pies się wypycha, to następnym razem trzeba otworzyć mniej, bo widocznie tak szerokie przejście jest dla psa zbyt kuszące :)
4) Jeśli pies nie wytrzymuje i wstaje, mówimy „a-a” i blokujemy go smyczą (NIE SZARPIEMY!! To ma być tylko blokada, a nie kara za to, że wstał) natychmiast, tak by nie mógł zrobić ani kroku w stronę wyjścia. Jednocześnie zamykamy drzwi drugą ręką. UWAGA! Staramy się psa nie przytrzymywać stale na smyczy. Ona ma luźno wisieć przez większość ćwiczenia, blokujemy zwierzaka tylko w momencie, gdy wstaje. Jak już zamkniemy drzwi, smycz znowu wisi luźno. To, że pies będzie stał spokojnie przy otwartych drzwiach to ma być świadomy wybór psa i jego kontrola emocji. Jeśli będziemy go po prostu powstrzymywać fizycznie, całe ćwiczenie nie ma sensu.
5) Po kilku/nastu powtórzeniach nasz pies powinien wytrzymywać kilka sekund przy otwartych drzwiach. Każde grzeczne czekanie powinno być okraszone pochwałami w trakcie trwania i nagrodzone pozwoleniem wyjścia, np. za pomocą komendy zwalniającej OK! i zrobieniem psu przejścia. Gdy po OK! pies stoi jak słup, wtedy pomagamy mu zrozumieć, że może już wyjśc i sami wychodzimy, zachęcając go do wyjścia.
6) Stopniowo przedłużamy czas, w którym pies ma stać i czekać przy otwartych drzwiach. Jak już mamy to opanowane z nami w środku, dokładamy rozproszenie, czyli my przechodzimy przez drzwi, a pies ma nadal siedzieć w domu. Jednak nalezy pamiętac, że nasze całkowite wyjście będzie zbyt trudne dla psa – zaczynamy od przeniesienia ciężaru ciała i pochwalenia, gdy pies nadal nie rusza z miejsca. Stopniowo ruszamy się coraz widoczniej: przekładamy nogę za próg, itp, aż cali wychodzimy.

Gdy już widzimy, że pies łapie, o co chodzi, warto jednak zacząć oczekiwać na kontakt wzrokowy i dopiero po jego uzyskaniu, a potem dłuższym utrzymaniu, pozwalamy wyjść. Jesli nie patrzy w ogóle przez dłuższą chwilę, pomagamy mu, wymawiając imię (jak nauczyć reakcji na imię, omówiłam tutaj: http://alaodjazza.pl/imie-skupienie/ ). To buduje w psie skojarzenie, że to my jesteśmy „bramą”, przez którą musi „przejść”, by coś zyskać i coś udało mu się zrobić.

Mając psa spokojnego i czekającego na smyczy, ćwiczymy wszystko od nowa z psem luzem. Nie dopuszczamy do przedwczesnego wyjścia blokując drogę ciałem – np. nogą.

Całość prawdopodobnie będzie trzeba osobno przećwiczyć w każdej nowej sytuacji, jeśli np. będziemy mieli gości i wspólnie z nimi zaplanujemy spacer – wtedy większa ilość ludzi będzie dodatkowym rozproszeniem.

Ciąg dalszy o misce nastąpi niebawem…

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka wchodzenia i schodzenia na komendę

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka wchodzenia i schodzenia na komendę

Kanapy, łóżka, sofki i fotele są miękkie, wygodne i wysokie, co sprawia, że nadają się dla nas doskonale na miejsce wypoczynkowe. Psy podzielają nasze poglądy w tej kwestii, dlatego tak chętnie się na meble pchają. Dodatkowo dochodzi jeszcze inny miły akcent – nic tak nie pachnie ukochanym pańciem, jak jego kanapa czy łóżko, a psy jako istoty społeczne chcą przebywać jak najbliżej nas, choćby za towarzystwo miały mieć jedynie zapach.

Co zrozumiałe, z różnych powodów nie każdy sobie jednak życzy psiego towarzystwa akurat na swojej ulubionej sofie, a przynajmniej nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Kolejnym faktem przemawiającym za tym, by jednak psa nie było na meblach jest ryzyko, że pies uzna np. fotel za swoje posłanie, na którym życzyłby sobie świętego spokoju za każdym razem, gdy się tam uda. A tu co? Przychodzi jakiś człowiek i świąga za fraki, krzyczy coś niezrozumiale albo stoi i powtarza nudnym tonem jakieś słowo.. Wtedy pies czuje się zobowiązany do obrony swoich racji i mamy kulturalne warczenie (albo już poważniejsze w swej wymowie kłapanie czy gryzienie) w momencie, gdy akurat próbujemy się usadowić z zamiarem oglądania tv.

Żeby uniknąć tych przykrych sytuacji, lepiej jest zawczasu psa nauczyć w miły i bezkonfliktowy sposób schodzić i wchodzić na komendę. Dzięki znajomości tych poleceń pies będzie miał jasność, kiedy jest zapraszany na kanapę, a kiedy powinien z niej zejść.

Jak tego nauczyć?

1) Bierzemy małe smakołyki i idziemy do mebla, na który najczęściej wskakuje nasz pies. Jeśli on akurat tam jest, perfidnie podsuwamy pysznie pachnący smaczek pod psi nos i „ściągamy” nim psa na samą ziemię, dając go psu, gdy zejdzie. W trakcie schodzenia wymawiamy komendę na tę czynność, np. „złaź” (tak naprawdę tu wstawiamy sobie dowolne słowo, ale pamiętając, żeby nie brzmiało podobnie z komendą na wchodzenie. Czyli np. mylące będą „wejdź” i „zejdź”. Ale już całkiem dobre „wejdź” i „złaź” lub „up” i „gleba”, itp). Nie dotykamy psa w ogóle podczas tych czynności! To ma być jego ruch i nic więcej.

2) Jak już pies sobie stoi na ziemi przy mebelku, pokazujemy, że na nasze polecenie też można na coś wejść. Czyli analogicznie do zejścia, podsuwamy psu pod nos smakołyk i tym razem „ciągniemy” go nim na kanapę, wymawiając komendę na wchodzenie, np. „wejdź”. Jak psiak już jest na kanapie, chwalimy i dajemy smaczek.

3) Jak już pies płynnie podąża za smakołykiem z i na mebel, naprowadzamy psa komendą i samą pustą ręką, wykonując gest podobny do tego, jakbyśmy naprowadzali ze smaczkiem. Z czasem ten gest się minimalizuje, po prostu wykonując coraz mniejszy ruch. Komenda słowna zostaje.

4) Kiedy pies już bez problemu wskakuje i zeskakuje za ręką, wtedy różnicujemy smakołyki i dajemy takie super (np. parówka) za zejścia i takie sobie (np. psie ciasteczko) za wejścia. Dodatkowo, jak pies zejdzie i stoi na ziemi nagradzamy wielokrotnie to, że stoi przy meblu na ziemi. Chodzi o to, by pies pomyślał, że schodzenie i bycie na ziemi to super opłacalna sprawa, a wchodzenie w zasadzie nie jest interesujące (bo czymże jest psie ciasteczko w obliczu parówki??).

5) Nadchodzi czas, by wyjść poza sesje treningowe (tak naprawdę od początku nauki będą się zdarzały sytuacje, w których trzeba będzie psa „zrzucić” z kanapy, dlatego w takich momentach stosujemy strategię odpowiednią do poziomu zaawansowania psa w sesjach.). W tym celu na co dzień przygotowujemy sobie niedaleko mebla ukryte dla psa smakołyki, po które sięgamy wtedy, gdy pies zejdzie na nasze polecenie – musi wiedzieć, że ZAWSZE opłaca mu się zejść. Z czasem, jak już pies raczej nie wchodzi na meble, będzie można zrezygnować z nagradzania materialnego na rzecz pochwał słownych i głaskania (jeśli pies to lubi), tylko od czasu do czasu dając smakołyk.

6) Aby cała operacja się powiodła, należy równolegle pielęgnować miłość psa do jego posłanka (a jeśli go jeszcze nie ma, koniecznie trzeba mu takie postawić!). W jaki sposób to robić, opisałam tutaj: http://alaodjazza.pl/na-miejsce/

Jeśli połączymy trening odsyłania na posłanie z wchodzeniem/schodzeniem, z pewnością pies szybko nauczy się, gdzie jest jego miejsce wypoczynku i przestanie pchać się na nasze meble. Jeśli jednak zdarzają się sytuacje, że nasz pies jest natrętny i podchodzi do kanapy co chwilę, mówimy normalnym tonem NIE i odsyłamy go na miejsce. A gdy już tam się znajdzie, chwalimy go i co jakiś czas podchodzimy, by psa nagrodzić (dać smakołyk między łapki lub pogłaskać uspokajająco). Dzięki temu pies zobaczy, że leżąc na posłaniu dozna więcej kontaktu z właścicielem, niż pchając się na kanapę.

UWAGA! Nigdy nie ściągamy psa siłą, nie zrzucamy, nie spychamy go ani nie szarpiemy za kark czy obrożę! Tego typu postępowanie nauczy psa, że w sytuacjach związanych z kanapą i naszą obecnością należy się bronić, bo stajemy się nieprzewidywalni i niebezpieczni. Pies nie rozumie, że jego obecność na kanapie jest dla nas nie do przyjęcia i nie pojmuje, dlaczego wpadamy w gniew, gdy on tam leży. Dodatkowo podobne praktyki mogą trwale psa zniechęcić do łapania za obrożę czy gmerania w okolicach szyi, a od tego krótka droga do warczenia przy dotykaniu psa w ogóle. Lepiej jest iśc do lodówki po kiełbasę i cofnąc się nawet o kilka etapów w nauce, niż wchodzić z psem w sytuacje konfrontacyjne.

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

Nauka czystości

Nauka czystości

Z czym kojarzy się słowo „szczeniak”?

No, cóż, na pewno z małym, rozkosznym stworzonkiem, w którego obecności ręce nas aż świerzbią, żeby go dotknąć, pogłaskać.. Każdy szczeniaki uwielbia oglądać, głaskać, bawić się z nimi…. najlepiej u znajomych. Dlaczego? Bo to słodkie i urocze słowo „szczeniak” jednoznacznie i nierozłącznie kojarzy się z określeniami: „sikanie w domu”, „zalane panele”, „psia kupa na kapciu” itp.

Niestety, brutalna prawda jest taka, że szczenięta są jak niemowlaki ludzkie – mały pęcherzyk, zwieraczyki nie do końca jeszcze sprawne, a przemiana materii przebiega w tempie ekspresowym, co łączy się z częstym załatwianiem swoich potrzeb zazwyczaj tam, gdzie piesek akurat stoi. Psy jednak rozwijają się znacznie szybciej, niż ludzie oraz mają dość silny instynkt, który nie pozwala im brudzić w miejscu, które uznają za „legowisko” (przy czym to w naszym obowiązku leży pokazanie im, że „legowiskiem” jest całe mieszkanie), co zdecydowanie ułatwia sprawę i jeśli jednak staramy się psa czegoś z tej materii nauczyć, zazwyczaj ok. 5-6 miesiąca psiakowi nie zdarzają się wpadki domowe.

Wiele osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że można uniknąć zalanych podłóg i wdeptywania w „niespodzianki” we własnym domu, godzą się one z losem czekając, aż szczeniak „dorośnie” i „zmądrzeje” i zacznie robić siku i kupę na dworze sam z siebie. Nie zawsze jednak to się udaje, bo jeśli pies zbyt wiele razy załatwiał się w domu, po prostu kojarzy to miejsce z psią toaletą.

Read More Read More

Cykl „Szkolenie Psów”
Jak nauczyć psa siadać na komendę

Cykl „Szkolenie Psów”
Jak nauczyć psa siadać na komendę

Siadanie na komendę to jedna z podstawowych i jednocześnie najprostszych umiejętności, jakie powinien opanować pies. Polecenie SIAD przydaje się w wielu życiowych sytuacjach i pozwala naszego psa na chwilę unieruchomić i dać nam pewność, że mamy psa pod kontrolą. Nie da się jednocześnie siedzieć i gonić rowerów, siedzieć i skakać na gości, siedzieć i wyrywać się do innego zwierzęcia.

W związku z tym, SIAD może nam pomóc także w rozwiązywaniu różnych mniej poważnych problemów, jakie mamy z psem, ponieważ jest stosowanym z powodzeniem zamiennikiem innych zachowań w danej sytuacji.

Gdy nasz pies dobrze zna komendę SIAD, wykonując ją w jakiejś emocjonującej sytuacji, będzie miał szansę na chwile zacząć myśleć i koncentrować się na zadaniu, co obniży nieco poziom jego pobudzenia – a wtedy już można z psem się porozumieć i odejść z trudnej sytuacji bez odciągania szarpiącego się na smyczy psa.

 

Instrukcja nauki polecenia SIAD:

U szczeniaków nauka wychodzi najłatwiej, bo one zazwyczaj mają „ciężkie” zadki :) Ale dorosłego psa jak najbardziej też można szybko nauczyć siadać.

– Do nauki tej komendy nie będą nam potrzebne żadne środki fizycznej kontroli nad psem – smycz, obroża, nasz dotyk. Pies ma SAM z siebie chcieć usiąść, sam wymyślić pozycję, jaką przybrać, by dostać nagrodę. Jeśli to my nim kierujemy – przyciskamy zad do ziemi, podnosimy psa na obroży do góry, itp, pies po prostu nie myśli – bo po co? Przecież sami go ustawimy.

Drugim aspektem przemawiającym przeciw stosowaniu manipulacji fizycznych przy nauce jest presja psychiczna, jaką wywieramy na psie – jednak gdy naciskamy ręką na zad, pies musi nogi ugiąć, nie dajemy mu wyboru, pies może tylko biernie się poddać – albo sprzeciwić, jednak wtedy obecny jest już element konfrontacji, a tego nie chcemy. Dążymy do tego, żeby pies chciał z nami współpracować, a nie tylko szukał momentu, kiedy może nas wykiwać.

Trzeci minus to zwyczajnie masa i wielkość psa. Nie zapomnę do końca życia widoku, gdy drobna, ważąca na oko 55kg kobieta kładła się na swoim dogu niemieckim, a ten jakoś i tak nijak nie chciał usiąść. Tego typu scenki nie mają absolutnie nic wspólnego ze skutecznością szkolenia psa, a co dopiero mówić o profesjonalizmie (wszak każdy może zostać prywatnym profesjonalnym trenerem swojego psa :) )

1) W jedną rękę bierzemy jakiś smakowity mały kąsek, którym pies się interesuje i chce go zdobyć. Rękę ze smakołykiem kierujemy nad głowę psa i przesuwamy powoli do tyłu tak, aby musiał zadrzeć głowę. A że zadzieranie głowy jest niewygodne, zapewne usiądzie. Podczas naprowadzania smaczkiem można już wypowiedzieć komendę, pamiętając, by zrobić to jednorazowo – chcemy psa nauczyć siadać na komendę „SIAD”, a nie „SIADSIADSIADSIADSIADSIAD” ;)

Jak tylko usiądzie, chwalimy np. „dobry pies!” i podajemy smakołyk jeszcze w pozycji siedzącej.

2) Niektóre psy wstaną same, inne będą nadal siedzieć (bo mają „ciężkie” zadki ;) ). Jako że chcemy stworzyć od nowa sytuację szkoleniową, potrzebujemy psa, który stoi – zatem przy tych ciężkozadkowcach najlepiej przejść z tyłu za nie. Wtedy najprawdopodobniej wstaną. Jeśli to nie działa, można delikatnie „pójść na psa”, dotykając go stopą w zad lub tylną łapkę – UWAGA! Nie depczemy psa, nie trykamy, nie wbijamy mu końca buta czy palców w tyłek. To ma być tylko delikatne DOTKNIĘCIE. Są i psiaki, które takie lekkie dotykanie będą traktowały jako dodatkową atrakcję procesu siedzenia – wtedy nie intensyfikujemy działań (czyli nie zgniatamy psu tylnej łapki), a po prostu podsuwamy psu pod nos smaczek i „wyciągamy” nim zwierzaka z pozycji siedzącej, ostatecznie smaczka nie dając (w przeciwnym wypadku pies może się szybko nauczyć, że żeby dostać dodatkowy smaczek wystarczy siedzieć i nie dawać się nakłonić do wstania).

3) Więc, gdy nasz pies znowu stoi, ponawiamy punkt 1). Wszystko powinno dziać się dość szybko i dynamicznie bez zbędnych przestojów. Cała sesja nie powinna jednak zawierać więcej, niż 3-4 powtórzenia i trwać więcej niż paręnaście sekund – inaczej pies może się znudzić lub zniecierpliwić, a to prowadzi do byle jakiego wykonywania komendy.

4) Naprowadzanie ręką ze smakołykiem wycofujemy jak najszybciej, pozostawiając naprowadzanie samą ręką z jednoczesnym wypowiadaniem komendy. Smakołyk podajemy natychmiast po wykonaniu polecenia. Dość szybko sprawdzamy, czy pies usiądzie na samą komendę słowną – w tym celu wypowiadamy ją i czekamy – dajemy psu pomyśleć nawet paręnaście sekund. To widać, kiedy pies jeszcze myśli, a kiedy już zaczyna go interesować zaschnięta kropka sosu na podłodze. Więc dopóki pies myśli, czekamy – możemy raz powtórzyć komendę.

Gdy usiądzie, baaardzo wylewnie go chwalimy i dajemy jakąś super nagrodę, tzw. jackpot – np. 10 smakołyków zamiast jednego (ale wydawane po kolei, nie całą garścią) i kończymy sesję. Jeśli pies nie myśli, znaczy to, że jeszcze za mało powtórek wykonaliśmy i trzeba jeszcze psa ponaprowadzać, jednak pilnując, by nie używać już do tego celu smakołyka.

5) Z czasem wychodzimy z ćwiczeniem poza typowe sesje treningowe – wydajemy komendę w różnych miejscach i różnych sytuacjach, za każdym razem sowicie chwaląc i nagradzając psiaka (oczywiście nie zawsze jedzeniem :) ). Wybieramy stopniowo coraz trudniejsze sytuacje z coraz bardziej rozpraszającymi elementami, dochodząc do momentu, kiedy nasz pies jest w stanie usiąść na dworcu kolejowym, w parku wśród biegających psów, przed szkołą w oczekiwaniu na naszą pociechę i w wielu, wielu przydatnych życiowych sytuacjach :)

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

Cykl „Szkolenie Psów”
Trening klatkowy

Cykl „Szkolenie Psów”
Trening klatkowy

Przyzwyczajanie psa do zostawania w klatce autorstwa Barbary Waldoch.

Jest to typowo techniczny opis przystosowywania psa do przebywania w klatce. Trening ten powinno się stosować wraz z zachowaniem wszelkich zasad dotyczących lokalizacji i pozytywnego skojarzenia miejsca psa ( http://alaodjazza.pl/na-miejsce/ )

ETAP I
Cel: Przyzwyczajenie się psa do nowego mebla i może przełamanie pierwszych lodów

Czynności:
a) Klatka rozstawiona w miejscu sobie przeznaczonym

b) W klatce kocyk, może to być kocyk psa, ale powinno zostać również stare miejsce psa do jego dyspozycji

c) Można wrzucić kilka pysznych smakołyków do klatki(pies nie musi ich zjeść, mają tylko stanowić niezłą pokusę )

Ilość powtórzeń: 1 dzień

Uwagi: Nie ingerujemy w żaden sposób w psie interakcje z klatką.

ETAP II
Cel: Pies chętnie wchodzi do klatki, żeby dostać smakołyk. Dążymy do skojarzenia psa wejścia do klatki z otrzymaniem smakołyka(S) i samodzielnego wchodzenia do klatki w tym celu.

Czynności:
1. Rzucamy smakołyk do klatki, najpierw bliżej wejścia, stopniowo coraz głębiej do klatki.
2. Cały czas dużo psa chwalimy za wchodzenie do klatki – im chętniej wchodzi, tym bardziej my się cieszymy.
3. Trzy razy w ciągu dnia w momencie, gdy pies nie widzi, zostawiamy w klatce coś dobrego. Jeśli zje – to Dobrze, jeśli nie – trudno. Czynność tę powtarzamy aż do zakończenia całej nauki.

Ilość powtórzeń:
1 dzień:
a) 1 sesja – 5 smakołyków(s)
b) 2 sesja – 10s
c) 3 sesja – 10s

2 dzień:
a) 5 sesji po 10s

Uwagi: W żadnym przypadku nie stosujemy przymusu, choćby nawet w najmniejszy stopniu. W trakcie ćwiczeń w ogóle NIE DOTYKAMY PSA!

Na tym etapie możemy wprowadzić komendy(na wejście do klatki, np. „klatka” lub/i gest ręką oraz na wyjście z klatki, np. „ok”). Komendę na wejście wypowiadamy, gdy widzimy, że pies wchodzi do klatki lub zaraz do niej wejdzie.
Gdy kończymy sesję ćwiczeniową odchodzimy, mówiąc komendę na wyjście.

ETAP III
Cel: Pies chętnie pozostaje w klatce, aby dostawać nagrody przez okres 1 minuty.

Czynności:
1. Smakołykami zachęcamy psa do wejścia do klatki. Gdy pies wejdzie, dajemy mu kilka smakołyków jeden po drugim, chwaląc psa.
2. Stopniowo wydłużamy czas pomiędzy jednym a drugim smakołykiem podawanym, gdy pies jest w klatce. Zaczynamy np. od 2 sekund(piesków). Nie odchodzimy od klatki.
3. Gdy pies wejdzie do klatki, możemy dać mu znaną mu komendę(np. siad, waruj), nagradzamy pozostanie w tej pozycji w klatce.
4. Jedzenie, które pies codziennie dostaje w misce, od tego etapu dostaje ZAWSZE w klatce.
5. Jeżeli mamy coś dobrego, co chcemy psu dać(np. kość mięsną, chrząstki z obiadu, itp.), dajemy psu w klatce(może sobie to sam wynieść z klatki).

Ilość powtórzeń:
3 dni
6 sesji po 20s

Wydłużenie czasu w sek, np.:
2, 4, 6, 3, 6, 2, 8, 8, 10, 5, 8, 10, 12, 5, 7, 3, 10, 12, 10, 15, 18, 10, 22, 15.

Ostatni dzień, np.:
30, 60, 30, 45, 15, 60, 60, 20… itd.

Uwagi: Aby wydłużenia czasu pomiędzy podawaniem nagród były miarodajne, polecam liczenie po cichu upływającego czasu – jeden piesek, dwa pieski, trzy pieski.. itd. Wink

ETAP IV
Cel: Przyzwyczajenie psa do faktu, że drzwiczki w klatce mogą się zamykać.

Czynności:
1. Wołamy psa do klatki. Gdy pies wejdzie, zamykamy drzwiczki. Dajemy psu smakołyk(wrzucamy do środka) i otwieramy drzwiczki.
2. Przy zamykaniu klatki bardzo chwalimy psa. Przy otwieraniu nie odzywamy się.
3. Ćwiczenie można wykonywać pojedynczo lub łączyć w sesje(wtedy wiele razy zamykamy drzwiczki tylko na czas zjedzenia smakołyku)

Ilość powtórzeń:
1 dzień:
30 zamknięć drzwiczek

ETAP V
Cel: Przyzwyczajenie psa do przebywania w zamkniętej klatce.

Czynności:
1. Wołamy psa do klatki. Gdy pies wejdzie, zamykamy drzwiczki. Dajemy psu kilka smakołyków, jeden po drugim.
2. Stopniowo, jak poprzednio, wydłużamy czas między jednym a drugim smakołykiem podawanym, gdy pies jest w klatce. Zaczynamy np. od 2 sekund. Pomiędzy smakołykami stoimy cały czas przy klatce.
3. Gdy pies dostaje w klatce swoją codzienną miskę, zamykamy go na czas jedzenia. Otwieramy klatkę, gdy KOŃCZY jeść.

Ilość powtórzeń:
3 dni:
6 sesji/dzień po 20s

Uwagi: Klatkę otwieramy, kiedy pies jeszcze nie dojadł, ale zbliża się ku końcowi.
Nie dajemy ani chwili, żeby zaczął się denerwować.

ETAP VI
Cel: Przyzwyczajenie psa do zostawania w zamkniętej klatce przez ok. 5 min.

Czynności:
1. Pies jest w klatce. Zamykamy drzwiczki. Dajemy smakołyk. Znikamy psu z oczu. Po 2-3 sekundach wracamy – nagradzamy psa wylewnymi pochwałami i smakołykami.
2. Stopniowo wydłużamy czas nieobecności(w sposób nieliniowy).
3. Raz na jakiś czas pojawiamy się w polu widzenia psa, ale gonie wypuszczamy.
4. Jeśli pies sam wchodzi do klatki i śpi w niej – zamykamy go wtedy. Wypuszczamy, gdy się budzi. Stopniowo można wydłużać czas od obudzenia do wypuszczenia.
5. Ćwiczymy zostawanie w klatce i wychodzenie z domu na korytarz(słuchamy, czy pies nie piszczy). Zaczynamy od krótkiego czasu i stopniowo wydłużamy.

JEŻELI PIES PISZCZY:
1. Nie wracamy do niego, dopóki piszczy.
2. Czekamy na moment, gdy choć na chwilę przestanie piszczeć i wtedy wracamy do niego, chwalimy i otwieramy klatkę.
3. Wracamy do początku tego lub nawet poprzedniego etapu nauki.

Ilość powtórzeń:
3-4 dni:
6 sesji po 20s

Uwagi: NIGDY nie wypuszczamy psa z klatki ani nie pojawiamy się w polu widzenia(jeśli wcześniej znikamy), gdy piszczy.

ETAP VII
Cel: Przyzwyczajanie psa do zostawania w klatce przez dłuższy czas.

Czynności:
1. Zamykamy psa w klatce i odchodzimy. Stopniowo wydłużamy czas pozostawania w klatce(nieliniowo).
2. Zamykamy psa jak najwięcej razy dziennie na dłuższy lub krótszy czas, nagradzając w rozmaity sposób, zostawiając mu np. gryzaki do jedzenia.
3. Jeśli chcemy zostawić psa na dłuższy określony czas bez naszej obecności w domu, wcześniej musimy dojść stopniowo do tego czasu w trakcie nauki.
4. Aby zostawić psa samego w klatce na określony czas, wcześniej musi on spokojnie taki sam czas spędzić w klatce w trakcie naszej obecności w domu.

Uwagi: Dobrze jest notować, jak długi czas pies zostaje w klatce. Pozwoli to zaobserwować postępy i rozsądnie wydłużać czas.

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

Cykl „Szkolenie Psów”
Przychodzenie na zawołanie

Cykl „Szkolenie Psów”
Przychodzenie na zawołanie

Przychodzenie po zawołaniu jest jedną z najważniejszych umiejętności, jakie powinien posiąść nasz pies. W skrajnych przypadkach może nawet uratować mu życie (np. kiedy psiak pędzi wprost na ruchliwą ulicę), a ogólnie zapewnia miłą i niekłopotliwą codzienność spacerową, która nam i psu daje dużo satysfakcji i poczucia bezpieczeństwa.

Miasto

O ile w warunkach wiejskich/podmiejskich można by było jeszcze tolerować to, że pies nie do końca nas słucha i przychodzi, kiedy mu się podoba, o tyle w mieście jest to sytuacja niedopuszczalna. Raz, że naszego psa mogą spotkać różne zagrożenia, zwłaszcza związane z ruchem ulicznym, a dwa, że w mieście jest takie zagęszczenie różnych psów i ludzi, że czasem lepiej, aby nasz pies do niektórych nie podbiegał.

Drugim ważnym czynnikiem jest potencjalne zagrożenie/obawa, jakie może wywoływać nasz pies – nie każdy życzy sobie, aby podbiegało do niego obce zwierzę, nawet w przyjacielskich zamiarach. Ktoś może mieć chorego/agresywnego/lękliwego psa na smyczy, a samowolne podejście naszego może zniweczyć wielotygodniowy proces pracy nad psem problemowym. Jeśli dodatkowo mamy dużego psa, może on niechcący zrobić krzywdę osobie starszej czy dziecku tylko poprzez ekspresyjne wyrażanie radości.

Mając świadomość, że możemy psa psa odwołać w każdej sytuacji sprawia, że ufamy naszemu zwierzęciu, w związku z czym ma ono więcej wolności i swobody. Otoczenie także lepiej odbiera psiaka, który słucha swojego właściciela: matki czują się bezpieczne o swoje pociechy, staruszki nie boją się, że pies podetnie im nogi, a ludzie z zasmyczonymi psami odetchną z ulgą, kiedy biegnący wprost na nich taran nagle zawróci w miejscu i pomknie do właściciela po jednym zawołaniu.

Wieś /okolice podmiejskie

Jak już napisałam, na wsi, gdzie nie ma aż takiego zagęszczenia mieszkańców, a samochód przejeżdża raz na godzinę, przywołanie nie jest już tak bezwzględnie wymagane. Wiemy, że jest mała szansa, aby naszemu psu coś groziło lub on groził komuś/czemuś, więc nie czujemy trwogi, gdy pies ignoruje nasze wołanie.

Sytuacja zmienia się jednak znacznie, kiedy weźmiemy pod uwagę okolicę zalesioną lub z polami uprawnymi/łąkami, na których często można spotkać dziką zwierzynę: sarny, dziki i zające, czy chociażby hałaśliwe bażanty. Większość psów ma w różnym stopniu wykształcony instynkt pogoni, a co za tym idzie, pies jest w stanie zapamiętale gonić zwierza przez dość długi odcinek, brnąc przez krzaki i ciernie. Nawet jeśli zwierzyny nie dogania, to sama pogoń jest szalenie wzmacniająca oraz potencjalnie niebezpieczna dla psa – biegnąc, nie zważa na ostre krzewy, gałęzie, zagłębienia w terenie czy rozstawione w lesie sidła. Drugim niebezpieczeństwem jest to, że pies zapędza się nie raz w nieznaną okolicę,  pokonując pełnym biegiem nierzadko kilka-kilkanaście kilometrów. Powrót może sprawić mu problem, co jednak wcale nie zniechęci go do ponowienia takiej „przygody”.

Jednak najbardziej drastycznym skutkiem leśnych ucieczek naszego psa jest możliwość odstrzelenia go przez myśliwych, opiekujących się danym terenem. Zazwyczaj nikt nie dochodzi do tego, czy pies jest czyjś, czy to półdziki osobnik. Liczy się to, że regularnie straszy zwierzynę i jeśli nie zagraża jej bezpośrednio, to pośrednio już tak. Takie zwierzęta jak sarny są bardzo wrażliwe na stres i ciągłe gonitwy naszego psa mogą przyczynić się do zmniejszenia płodności zwierząt, wymuszonych migracji na inne tereny czy nawet ich śmierci.

Jak to zrobić?

Są różne sposoby na naukę psa przychodzenia na zawołanie, postaram się tutaj jak najbardziej zrozumiale je opisać. Jednakże recepty i techniczna strona nie wystarczą, żeby pies przychodził chętnie. Przede wszystkim psiak musi nam ufać, musi nas lubić i musi nas kojarzyć z przyjemnościami, a nie ich końcem.

Najlepszym sposobem na to, by pies po naszym zawołaniu uciekł jeszcze dalej, jest zapinanie go znienacka na smycz, gdy tylko pojawi się w zasięgu naszej ręki. Drugim najlepszym sposobem jest robienie psu wymówek i udzielanie reprymendy, jak już w końcu do nas przyjdzie.

Jak więc postępować? Co robić, aby pies tylko marzył o tym, byśmy go zawołali?

1) Graj fair w przypadku smyczy – niech pies wie, że zostanie zapięty na smycz, ale niech ten moment kojarzy mu się miło i nie oznacza straty wolności. W tym celu często zapinajmy psa podczas spaceru po to, aby go za parę kroków odpiąć. Po każdym zapięciu na smycz powinniśmy go sowicie chwalić oraz nagradzać pysznościami lub zabawą – pokażmy psu, że ten moment jest fajny, a widok smyczy łączy się z samymi przyjemnościami. Mało tego, za parę kroków znowu może biegać dalej.

Jeśli udało nam się już skutecznie zrazić psa do smyczy i teraz na jej widok pies ucieka, a my musimy go gonić przez pół osiedla, ćwiczenia ze smyczą warto zacząć w domu – niech smycz będzie obowiązkowym akcesorium przy każdym posiłku, zabawie i innych miłych czynnościach. Gdy tylko smycz znika – znikają przyjemności. Stopniowo ćwiczymy odpinanie i zapinanie coraz dalej od domu: na klatce schodowej (w przypadku wyjątkowo opornych psów można spróbować najpierw w windzie – mniejsza powierzchnia do ucieczki ;) ), w przydomowym ogrodzonym ogródku, itp.

Dopóki nie nauczymy psa, że smycz jest fajna i że na zawołanie warto przyjść, powinniśmy ze względów bezpieczeństwa prowadząc naszego pupila na 15-20-metrowej lince.

2) Ciesz się za każdym razem, gdy pies do Ciebie przyjdzie po zawołaniu – i to nie tak o sobie byle jak, tylko tak, jakby nasz pies przybiegł wprost spod kół rozpędzonej ciężarówki! Chwalmy go, czochrajmy, obdarowujmy smaczkami, bawmy się i co tylko pies jeszcze uwielbia. To go utwierdzi, że ZAWSZE jest miło wracać do właściciela, że nawet jak pies się zawąchał czy „udał głuchego”, to niepotrzebnie zwlekał, bo tutaj takie cuda!

Czy wolimy jeździć do cioci, która zawsze cieszy się z naszej wizyty, nawet gdy ta zdarza się raz na rok? A może do takiej cioci, która od progu narzeka, że czemu tak rzadko ją odwiedzamy, że w ogóle chyba zapomnieliśmy o „drogiej ciotce” i ma nadzieję na rychłą poprawę, a tak poza tym, to moglibyśmy porządnie się odżywiać, bo straszne z nas szkielety.

Hm? :)

Tak samo postrzega to nasz pies – jeśli po przyjściu do nas czeka go negatywne nastawienie z naszej strony, a czasami nawet kara, to utwierdza się w przekonaniu, że nie ma sensu do nas wracać, bo czeka go coś niemiłego. Dlatego za każdym razem zwleka dłużej, a jak już wróci, to wygląda, jak kupka nieszczęścia – wtedy mówimy „aha! Wie, ze źle zrobił”!,  jednak pies wygląda tak, bo po prostu oczekuje tych negatywów z naszej strony.

3) Bądź nieprzewidywalny i zawsze miej asa w rękawie – jeśli nasz pies za każde przyjście na zawołanie dostaje psie ciasteczka, w końcu może nauczyć się zastanawiać – czy aby na pewno opłaca się pójść do Pańci po ciasteczko..? A może lepiej zostać z psimi kumplami? O, a co tam tak ładnie pachnie?

Jeśli zawsze stosujemy jeden typ nagrody, stajemy się dla psa przewidywalni i nudni, co z kolei pociąga za sobą ryzyko, że pies przyjdzie, jak mu się zechce albo w ogóle przestanie przychodzić, bo dana nagroda przestanie nią być. Dlatego powinniśmy się starać jak najbardziej urozmaicać nagradzanie naszego psiaka: raz zabawa, raz coś dobrego, raz wspólne szukanie fajnych zapachów, czasem wspólne bieganie czy zapasy, czasem pozwolenie pobiegnięcia do psiego kumpla, a czasami… tylko dobre słowo :)

Im większą różnorodność wprowadzimy, tym chętniej nasz pies przybiegnie, bo zawsze będzie ciekaw, co tym razem dlań mamy. Zdarza się co prawda, że bywają psiaki o jednorodnych upodobaniach – np. nie interesuje ich nic innego, niż zabawa. Albo jedzenie – tylko smaczki i nic więcej! Tu także mamy możliwość urozmaicać nagrody – zmieniajmy co jakiś czas rodzaj smakołyków/zabawek. Czasem miejmy dla naszego psiaka żółty serek, czasem śmierdzący żwacz wołowy, czasami pasztet do lizania, a jeszcze innym razem suchą karmę. Można zaszaleć i co jakiś czas ugotować psu wątróbkę lub serca, które w każdym mięsnym można dostać albo jeśli jesteśmy miłośnikami pieczenia, możemy upiec psu świetne ciasteczka wątróbkowe :)

Tak samo sprawa ma się z zabawkami – raz piłeczka, raz szarpak, raz piłka na sznurku, a czasem po prostu stary poczciwy patyk, a może niekiedy ukochany pluszowy misio naszego psa, z którym śpi?

Bywają i psy, których ani jedzenie specjalnie nie rusza, ani zabawki, czasem ucieszą się z naszego „dobry pies” i raz machną ogonem, gdy je głaszczemy, z kolei mogłyby wąchać w nieskończoność. Królestwo zapachów ma dla nich największą wartość i nic jej nie przebije. To dobrze! :) Pies ma nos po to, aby wąchać. Naszą rolą jest jednak pokazać psu, że może to robić z nami i nawet jest fajniej – jeśli wąchacz do nas przyjdzie, pobiegnijmy w jakąś stert liści i pokażmy mu „a co tu pachnie?”, palcem rozgarniając liście. Pies powinien zaraz żywo zainteresować się „znaleziskiem”. Możemy nauczyć się układania śladów i tropić wspólnie z psem.

4) Niech to pies pilnuje Ciebie, a nie odwrotnie – żeby to psiak zwracał baczną uwagę na to, gdzie jesteśmy, powinniśmy wprowadzić nutę niepewności na nasze spacery. Gdy psiak się zawącha lub biega sobie beztrosko, my znienacka się schowajmy – za drzewem, murkiem, krzaczkiem, itp. Poczekajmy chwilę, aż pies się zorientuje, że nas nie ma – pozwólmy mu chwilę nas poszukać, niech nasz pies się zmartwi. Jednak nie czekajmy, aż wpadnie w panikę – nie chcemy, żeby odłączył myślenie, a by tylko poczuł się lekko niepewnie. Jeśli pies dłuższą chwilę biega w tę i z powrotem, pomóżmy mu, wołając go – mamy jak w banku, że przybiegnie najprędzej, jak umie – wtedy oczywiście się cieszymy, nagradzamy, chwalimy, bawimy, po czym idziemy sobie dalej, jak gdyby nigdy nic. Sposób działa, gdy nie jest powtarzany co chwilę – pies ostatecznie głupi nie jest i dość szybko zorientuje się, że znowu mu się schowaliśmy, przez co zmaleje jego motywacja do szukania.

UWAGA! To ćwiczenie przeprowadzamy tylko i wyłącznie na terenie bezpiecznym – z dala od ulicy, placów zabaw, zagród zwierząt (konie, krowy, itp) czy jakiegokolwiek miejsca, gdzie naszemu psu mogłaby stać się krzywda. Najlepiej na pierwszy test wybrać teren ogrodzony, bo gdyby okazało się, że nasz pies od razu wpada w panikę, nie będzie problemu, by go złapać i nic mu się nie stanie.

Nieco bezpieczniejszą metodą jest po prostu nieoczekiwane zmienianie kierunku marszu – wszystko wskazuje na to, iż pójdziemy prosto, a my CYK! i w lewo schodząc z parkowej ścieżki. Nie mówimy nic do psa, nie wołamy go, nie pokazujemy, że zaraz pójdziemy gdzie indziej. Jeśli pies zdziwiony podchodzi do nas, chwalimy go wtedy i sowicie nagradzamy.

Po wprowadzeniu powyższych ćwiczeń w życie, z pewnością po jakimś czasie zauważymy, że nasz pies częściej na nas zerka, trzyma się bliżej i nim odbiegnie upewnia się, że idziemy tam, gdzie on uważa, że idziemy.

A teraz techniczna strona przywołania. Podam parę przepisów, jak rozpocząć naukę komendy oraz jak tę komendę wprowadzić w życie i utrwalić:

PRZYWOŁANIE UWARUNKOWANE KLASYCZNIE

Poniższe opracowane w oparciu o metodę Shirley Chong (tłum. i opracowanie Barbara Waldoch, źródło: http://dogs.gd.pl/kliker dostęp do: 2010r).
Klasyczne uwarunkowanie przywołania ma na celu nauczenie psa ‚pamięci mięśniowej’, tak żeby po wydaniu komendy mięśnie ‚same’ zwracały się w kierunku przewodnika (refleks), zanim pies będzie się miał czas nad tym zastanowić. Pozornie zabiera to bardzo dużo czasu, ale tylko pozornie. Sesje mogą być krótkie i w każdej można swobodnie zrobić 100-150 powtórek. Jeżeli zrobi się to 3 razy dziennie, to w przeciągu tygodnia mamy już 3150 przywołań!

1. Wybieramy sobie komendę. Mechaniczny dźwięk jest najlepszy, bo jest zawsze taki sam, ale ciężko mieć zawsze przy sobie gwizdek. Używa się tej komendy(DO MNIE lub WRÓĆ lub CHODŹ lub COME – zależy, co masz teraz i na co już on nie reaguje. Musi być nowa komenda) początkowo wyłącznie wtedy, kiedy wiemy że pies ją wykona (na co dzień możemy mieć inną – Twoja „spalona”, którą pies nie zawsze wykonuje )
2. Wybieramy NAJLEPSZY możliwy smakołyk.
3. Zaczynamy w najnudniejszym miejscu w domu. Zwykle w łazience. Dajemy komendę(np. WRÓĆ) i dajemy smakołyk.
4. Ponieważ jesteśmy w bardzo nudnym miejscu, pies zrobi co chcemy (w dodatku dajemy mu za darmo pyszne smakołyki). Powtarzamy to 150 razy 3 razy na dzień.
5. Smakołyki muszą być MALUTKIE.(najlepiej pierwsze 3 sesje zrobić na głodnym psie, czyli jedynym jedzeniem w tym dniu będzie pasztet wydawany w sesjach)
6. Wołamy podobnie do tego, jak będziemy wołać na dworze, tylko nieco ciszej. Nie oczekujemy od psa siadu czy jakiejkolwiek innej konkretnej czynności po tej komendzie, ale bycia przy nas.
7. Idziemy do drugiego najnudniejszego miejsca w domu i powtarzamy punkt 4. Przez następny tydzień idziemy do wszystkich pomieszczeń w domu po kolei i powtarzamy to samo.
8. Bierzemy psa na długą smycz i wychodzimy poza dom, najpierw do najspokojniejszego miejsca jakie możemy znaleźć. Powtarzamy punkt 4. Robimy podczas tego tygodnia przynajmniej dwie sesje dziennie na dworze na smyczy i jedna w domu (bez smyczy).
9. Z psem na smyczy jak poprzednio, chodzimy codziennie ćwiczyć do nowego miejsca na dworze. Początkowo pies może być rozproszony, ale potem się skupi na nas. Jeżeli pies jest bardzo rozproszony w nowych miejscach, podnosimy wartość smakołyków i przegładzamy psa – jedynym dostępnym jedzeniem są smakołyki wydawane w sesjach.
10. Ćwiczymy ciągle też w domu, używamy różne nagrody, zwiększamy odległość z której wołamy psa (przynajmniej pierwszy raz, bo po pierwszym przywołaniu pies i tak nas nie odstąpi).
11. Zakładamy psu smycz jak poprzednio, ale w domu i ćwiczymy bardzo rozpraszające sytuacje. Np. miska z jedzeniem na podłodze, ktoś rzucający piłeczkę, jedzenie itp. Im więcej wymyślimy rozproszeń, tym solidniejsze będzie przywołanie.
12. Rozproszenia najpierw w większej odległości, potem obok psa. Kiedy pies nie zwraca uwagi na rozpraszanie w domu, wychodzimy z tym na dwór. Jeżeli pies jest rozproszony i nie zwraca na nas uwagi, mamy kilka opcji na tym etapie.
13. Zwiększamy odległość od rozpraszacza i przeczekujemy. Pies jest na smyczy i nigdzie nie pójdzie. Jeżeli w ‚rozsądnym’ czasie się odwróci i przyjdzie, klik/smakołyk. Jeżeli nie, odciągamy go lekko smyczą od rozpraszającej sytuacji, tak żeby się odwrócił i odchodzimy jeszcze kawałek.
14. NIGDY NIE SZARPIEMY ZA SMYCZ jeżeli pies jest rozproszony. Jeżeli nie odnosimy sukcesów na tym etapie, to oddalamy się od tej rozpraszającej sytuacji, bo jesteśmy za blisko.
15. Zakładamy psu długą linkę(15m), ale nie trzymamy w ręku (żeby psu się nie wytworzył obraz przewodnika z linką). Warto założyć rękawiczki, żeby sobie nie ‚poparzyć’ rąk w razie czego.
16. Kiedy pies się LEKKO zainteresuje czymś innym niż nami, dajemy komendę. Jak tylko się do nas zbliża, wydajemy wesoły okrzyk DOBRY PIES!).
17. Powtarzamy WIELE razy. Zmieniamy miejsca ćwiczeń, rozpraszające sytuacje. Im więcej wybierzemy rożnych miejsc do ćwiczeń, tym lepsze będzie przywołanie psa.
18. Zaczynamy od znanych miejsc i mniej rozpraszających. Jeżeli daliśmy komendę i pies to zignorował, stajemy na linie i idziemy po niej bliżej psa, udając, że nic nie robimy. Pies zauważa, że nie może się poruszać do przodu, ale to nie ma nic wspólnego z nami.
19. Kiedy jesteśmy bliżej, dajemy znowu komendę (kiedy jesteśmy pewni, ze pies ja wykona – komenda bez reakcji psa może się pojawić TYLKO RAZ) – jak wykona, chwalimy „dobry pies”.
20. Chwalimy i nagradzamy zawsze.
21. Celowo aranżujemy rozpraszające sytuacje (np. obecność innych psów, zwłaszcza bawiących się). Umawiamy się z kimś, czyje psy warują na każdą komendę. Jeżeli nasz pies nie przyjdzie na pierwsza komendę, tamte psy dostana komendę ‚waruj’, co je czyni od razu nudnymi.
22. Ćwiczenia z innymi psami zaczynamy na krótszej smyczy, z większej odległości, potem bliżej, potem na lince z dala, potem na lince bliżej.
23. Kiedy mamy opanowane przychodzenie na lince, powtarzamy całość zaczynając od niewielkich rozproszeń bez linki.

Ten przepis przeprowadzony od początku do końca, według instrukcji gwarantuje u psa idealne przywołanie.
Wydaje się być czaso- i pracochłonny, ale to tak naprawdę tylko 15 minut dziennie(3 sesje po ok. 5 min) w okresie w domu, a potem mniej więcej tyle samo na każdym spacerze.

Ćwiczenia z przywołania psa, również przerabiamy na szkoleniach grupowych, gdzie każdy uczestnik pod moim okiem ma szanse poćwiczyć oraz pochwalić się efektami na kolejnych zajęciach.

ZABAWA W PRZYWOŁANIE

1) Zabawę w przywołanie organizujemy w kilka osób – mogą to być członkowie rodziny, z która pies mieszka na co dzień albo po prostu nasi znajomi.

Każdy jest zaopatrzony w pyszne smakołyki lub zabawki i staje w pewnej odległości od siebie mniej więcej w okręgu.  Po kolei każdy woła komendę na przywołanie, a zadaniem psa jest podbiec do tej osoby, która go wołała – wtedy następuje nagradzanie, chwalenie, itp. Gdy woła następna osoba, wtedy nagradzanie się kończy, żeby pies miał szansę odbiec i poszukać drugiego źródła nagród. Jeśli pies pomyli osoby, nie dzieje się nic. Czekamy, aż pies zacznie się skupiać na wszystkich i rozglądać, po czym można ponownie psa zawołać – teraz już nie powinien popełnić błędu.

Z czasem można wprowadzać utrudnienia – zwiększać odległość, ilość osób, można się ustawiać w szeregu lub osoba wołająca staje za kimś innym, ew. za drzewem, itp.

2) Tę zabawę organizujemy w dwie osoby. Warunek jej powodzenia jest taki, że pies lubi się bawić zabawką. Wtedy gramy z psem trochę w „głupiego Jasia”. Osoba mająca zabawkę woła psa, po czym bawi się z nim ta zabawką. Po chwili druga osoba (bez zabawki) woła psa i ta pierwsza osoba natychmiast przerywa zabawę i rzuca przedmiot tamtej wołającej, która mając już zabawkę w ręku, zachęca nią psa do przyjścia, nie powtarzając już komendy przywołania. (na początku, bo po kilku powtórzeniach pies już nie będzie zdezorientowany i zacznie biec do osoby wołającej, bo będzie wiedział, że to ona wtedy będzie w posiadaniu zabawki).

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

Gdy pies warczy przy jedzeniu

Gdy pies warczy przy jedzeniu

Miska

Warczenie w obecności zasobów, szczególnie przy misce ma swoją przyczynę w braku zaufania psa do nas. Najgorsze jest przybranie postawy „bo mój pies musi pozwolić zrobić ze sobą wszystko!”, które pociąga za sobą dążenie do tego celu często po trupach (najczęściej trupach naszych palców..). Zwłaszcza, że często mamy tendencję do karania psa, gdy warczy: zabieramy mu to, czego pilnuje, krzyczymy na niego wtedy, czasem nawet postanawiamy rywalizować i pokazać psu „kto tu rządzi” uciekając się do przemocy. Choć nie zawsze tylko uciekanie się do takich środków powoduje warczenie – czasem wystarczy po prostu odchodzić od psa, gdy warczy, aby przekonał się, że może nas odgonić.

Warczy przy misce tylko pies, który czuje się niepewnie – po co pies mocny psychicznie i pewny siebie miałby odganiać kogoś od swojej miski? On ma w sobie przekonanie, że TAKIEMU psu nikt nic nie zabierze ;) Chyba, że odbieramy mu tą pewność siebie, właśnie zabierając, chowając, przechytrzając psa. On traci pewność siebie i walką o zasoby próbuje przywrócić sobie poczucie bezpieczeństwa.

Techniki, w których rywalizujemy z psem tylko utwierdzają go w przekonaniu, że tego, co ma, trzeba bronić z całych sił. A to pogarsza problem – gdy pies wcześniej warczał tylko w przypadku, gdy np. zbliżaliśmy rękę do przedmiotu, teraz warczy już gdy wejdziemy do pokoju. Karcenie psa za warczenie w tym przypadku powoduje nakręcanie się spirali agresji, którą im później tym trudniej przerwać.

Jeśli pies jest przy misce i warczy, to nas kulturalnie ostrzega. My, pchając ręce do miski  ignorujemy to miłe ostrzeżenie. Zatem pies przechodzi do kolejnego etapu groźby – ostrzegawczego kłapnięcia.
Dlatego gdy pies warczy, można stać w miejscu i się nie ruszać, a pójść sobie dopiero, gdy pies przestanie warczeć – jeśli odejdziemy jeszcze podczas odganiania nas, wzmacnia się to zachowanie. Jeśli to przeczekamy stojąc, utwierdzimy psa, że nie przegoni nas warczeniem, ale przede wszystkim nie ma po temu powodu – stoimy i nie zabieramy mu nic (a co jeszcze ważniejsze, po prostu stojąc, nie sprowokujemy ataku – w takim wypadku każdy ruch w stronę psa może zostać odebrany jako prowokacja z naszej strony). I jeśli odejdziemy, gdy przestanie warczeć, pokażemy mu, że odchodzimy, gdy jest spokojny, a nie gdy warczy.

Bardzo trudno jest odbudować psie zaufanie, zwłaszcza jeśli przez długi czas dawaliśmy psu do zrozumienia, że na nie nie zasługujemy. Jest to także proces długotrwały, który wymaga czasu, konsekwencji i cierpliwości. Prawdopodobnie będzie tak, że jak już osiągniemy sukces, to czasem może pojawić się regres – ale tym nie należy się przejmować, a robić to, co robimy konsekwentnie i ze spokojem.

 

Od czego właściwie powinniśmy zacząć?

Na początek warto „spalić” miskę – czyli jedzenie podajemy tylko z ręki. Z czasem bierzemy miskę w jedną rękę, jedzenie w drugą i nakładamy po kilka, nadal trzymając miskę w ręku. Pozwalamy psu jeść tylko po komendzie np. PROSZĘ. Jak próbuje wcześniej wziąć, to podnosimy miskę i mówimy np. E-E. Pokazujemy tym samym psu, że tylko kulturalne i spokojne zachowanie będzie punktowane, ale złe zachowanie nie zabierze miski na zawsze – musi być kolejna szansa! Tylko wtedy psiak będzie mógł pojąć zasadę – siedzę spokojnie i grzecznie czekam: mogę jeść – jestem zdenerwowany, warczę i skaczę: nie mogę jeść.

Dosypujemy po małej porcji jedzonka, aż zje całą swoją dolę. Z czasem, podczas gdy je z miski trzymanej w ręce, dorzucamy kawałek czegoś smakowitego (jeśli je sucha karmę, to wrzucamy np. kawałek mięska). To psa nauczy, że gdy przy misce pojawia się ręka, to po to, aby coś DAĆ, nie zabrać.  Chwalimy, jak je spokojnie. Cały czas utwierdzamy psa w przekonaniu, że warto nam zaufać i być spokojnym, a więcej się zyska.

Jak już pies akceptuje w pełni dorzucanie smakowitego kąska (nie sztywnieje, gdy pojawia się ręka, nie próbuje warczeć, nie mierzy ręki wzrokiem, nie przyspiesza jedzenia, a nawet lekko się odsuwa, aby można było łatwiej wrzucić), wtedy stawiamy miskę na ziemi (nadal ją trzymając) i powtarzamy całą procedurę od nowa. Ćwiczenia warto zacząć w ogóle od innego pomieszczenia, niż kuchnia, żeby zmienić całkowicie kontekst i ułatwić tym samym psu zadanie. Dopiero potem w kuchni osobno trzeba przerobić wszystko od nowa. Ale teraz będzie już łatwiej, bo pies nauczył się nam już trochę ufać.

Kiedy dochodzimy do etapu, w którym miska stoi obok nas, ale nie trzymamy już jej i pies akceptuje fakt, że dorzucamy mu coś dobrego, możemy dodawać inne ruchy ciałem – wstawanie, kroki, itp, aż do chodzenia przy psie i misce. Jak chodzimy, to tak samo wrzucamy coś pysznego , dosypujemy karmy, itp.
Nasza obecność przy psiej misce ma się mu kojarzyć z super wydarzeniem, że dostanie coś extra, a nikt mu niczego nie zabierze.
Oczywiście każdy z domowników mieszkających z psem powinien także przerobić każdy krok – to ważne, bo psy łatwiej generalizują te negatywne rzeczy, niż pozytywne. Dlatego aby zdobyć na nowo zaufanie naszego psiaka, trzeba mu udowodnić na każdym kroku, że na nie zasługujemy :)

Kości, gryzaki i inne Skarby, czyli wspólne gryzienie i przeżuwanie

Czasem zdarza się jednak, że pies pozwala sobie zrobić wszystko przy misce i ogólnie można mu grzebać w pysku, a warczy i ostrzega tylko w przypadku jakichś super kąsków – pachnących kości surowych i wędzonych, dużych gryzaków naturalnych oraz Skarbów (czyli ni mniej ni więcej jak zdechłych ryb, wyrzuconych korpusów z kurczaka, stert spleśniałego chleba, itd – niepotrzebne skreślić, a na pewno ktoś doda coś od siebie), które znajduje na Polowaniach (czyli gorliwej penetracji terenu osiedla w poszukiwaniu Skarbów).

Niestety, aby poradzić sobie z kolekcjonowaniem Skarbów, najlepiej jest zastosować prewencję: skutecznie odwoływać psa oraz nauczyć go niepodejmowania jedzenia z ziemi. Po prostu oddanie tego przez psa jest często nierealne, gdyś stałość konsystencji takich Skarbów zazwyczaj pozostawia wiele do życzenia.

Obrona takich frykasów wynika po części także z braku zaufania do nas, ale trzeba pamiętać, że do głosu dochodzi jeszcze dość pierwotny instynkt obrony „Zdobytej Zdobyczy” (czyli Skarbu).

Żeby problem wyeliminować, a przynajmniej załagodzić, żebyśmy mogli przynajmniej przechodzić obok psa jedzącego Wielką Smaczną Kość, należy zmienić kontekst. Ponieważ Skarb i Zdobycz wiążą się bezpośrednio z elementem znajdowania, zdobywania, chowania się ze znaleziskiem, dużo zdziałamy, gdy zastąpimy taki kontekst skojarzeniami typu: dzielenie się, zachowanie społeczne, wspólne znajdowanie i jedzenie. Najprościej jest zaczynać już ze szczeniaczkiem, aby pokazać mu, że te wspaniałe rzeczy pochodzą od nas i my się tym dzielimy (dochodzi tu także skojarzenie ręki jako dystrybutora połączonego z trzymadełkiem), ale i z dorosłym psem można stworzyć nowy rytuał. Gdy mamy zamiar dać psu coś super, nie dawajmy tego tak po prostu. Najlepiej siąść sobie z tym w ręku na środku pokoju i zawołać psa. Gdy podejdzie, podsuwamy mu kość zachęcając, by chwycił drugi koniec. Trzymamy mocno, bo pies zapewne zechce wyrwać nam ją z ręki. Gdy tylko zaprzestaje wyrywania, a zaczyna gryźć kość, wtedy chwalimy spokojnie i cicho, najlepiej nie patrząc w ogóle na psa – chcemy mu pokazać, że to o to zachowanie nam chodzi i przy okazji przekazać mu, że jak „razem gryziemy”, to nie rywalizujemy (dlatego należy się wystrzegać wgapiania się w psa). Na początku nauki wspólnego gryzienia warto nie wymagać zbyt wiele, dlatego jeśli pies dosłownie parę gryzów wykona bez wyrywania, mówimy PROSZĘ (czyli komenda dostępności nagrody – w skrócie „ok, rób to, co chciałeś”) i puszczamy kość, pozwalając psu zadekować się ze swoim Skarbem. Ważne jest to, że jak już mówimy PROSZĘ to jest to jednoznaczne z ignorowaniem psa i jego kości, aż sam nie straci nią zainteresowania. Chodzi o to, żeby pies zrozumiał, że my się czymś dzielimy, ale nie przychodzimy zaraz później i co chwilę zabieramy i dajemy z powrotem. Każdy by się zdenerwował, gdyby kelner w restauracji co 5 minut zabierał nam zupę sprzed nosa tylko po to, by zaraz ją przynieść.

UWAGA! Jeśli pies nie ma swojego miejsca, do którego może sobie zabierać swoje zdobycze i skarby oraz podarunki od nas, jego problem obrony zasobu może być cięższy do wyeliminowania. Pies musi czuć się bezpiecznie, a bez swojego kąta to praktycznie niemożliwe. Dlatego warto równolegle stworzyć psu stałe miejsce i nauczyć odsyłania go tam ( http://alaodjazza.pl/na-miejsce/ ).

Za każdym razem czekamy coraz dłużej, nim puścimy drugi koniec. Czasem, gdy jest to mniejszy gryzak (np. suszony żwacz wołowy), sami puszczamy wtedy, gdy kąsek jest na tyle mały, że trudno jest psu żuć go nie dotykając zębami naszej ręki –  puszczamy wcześniej po to, by pies nie zaczął nam wyrywać tego kawałka, którego i tak nie utrzymamy i żeby zapamiętał, że i tak wszystko należy do niego, mimo to, że to my trzymaliśmy gryzaka.

Pamiętamy o tym, by chwalić psa za każdy przejaw spokoju – rozluźnienie mięśni, spowolnienie jedzenia trzymanej przez nas kości, mrużenie oczu i taki charakterystyczny wyraz błogostanu na pysku (no, jak to się pojawia, to już w ogóle jest super :) ). Przetrzymujemy i przeczekujemy każdy sygnał dyskomfortu – spięcie, szybkie żucie, warczenie, itp. Jeśli takie zachowania się pojawiają, czekamy po prostu aż pies zaprzestanie ich wykonywania i wtedy mówimy „PROSZĘ”. Czyli znowu pilnujemy, żeby nie oddać Skarbu w momencie nerwowości. Powinno to też być dla nas wskazówką, że być może wymagamy za dużo (za czybko wydłużamy czas żucia z nami), więc trzeba cofnąć się do poprzedniego etapu – wcześniej oddawać psu gryzak lub zamienić go na mniej wartościowy – np. kość surową na kość z prasowanej skóry wołowej.

Co ważne – NIE DOTYKAJMY psa w ogóle podczas tego rytuału. Jest tylko pies, kość i nasza dłoń. Dotyk można dołączać dopiero, gdy pies już sam chętnie przynosi nam kości i wtyka w rękę, żebyśmy mu potrzymali (psy są wygodnickie i szybko uczą się, że mniej trzeba się męczyć, gdy gryzak jest trzymany przez kogoś :) ), a i to krótko i delikatnie oraz z dala od okolic pyska.

Po kilku/nastu takich powtórzeniach możemy spróbować pozostać na podłodze, nawet gdy pies odejdzie z kością. Może okazać się, że psu podobało się trzymanie przez nas gryzaka i zaraz będzie chciał wrócić – może jeszcze obawiać się wetknąć nam kość do ręki, ale wtedy chwalimy nawet za ułożenie się bliżej nas. Często też sami sobie siadajmy obok, gdy pies ma coś mniej wartościowego do żucia, żeby pokazać mu, że jak jesteśmy blisko, to nie pchamy od razu łap do jego zasobu, a po prostu jesteśmy miłym towarzystwem (stojaczkiem, trzymaczkiem czy po prostu „pańciem obok”.)

Jeśli zbudujemy miłą atmosferę współpracy i „kontaktu socjalnego” podczas dawania wyjątkowych gryzaków, pies chętnie będzie się z nami dzielił i nawet oddawał „do pokazania” swój cenny zasób, bo będzie wiedział, że bierzemy to tylko po to, by oddać go z powrotem.

Najlepiej jest zaczynać od gryzaków mało wartościowych – np. kości z prasowanej skóry wołowej, a z czasem przechodzić do tych bardziej przez psa pożądanych.

Mi osobiście „wspólne gryzienie” kojarzy się z kołem gospodyń wiejskich – siada kilka bab i se razem wyszywają, napychają pierzem poduszki, itp. Takie zacieśnianie więzi poprzez wspólne wykonywanie takich samych czynności – a psy to lubią! W końcu to istoty społeczne, trzeba tylko zyskać ich zaufanie.

 

Nagrodą dla nas za ciężką pracę, cierpliwość i konsekwencję będzie miłe i bezproblemowe towarzystwo psa, który nie ma powodu, by się nas obawiać i czegokolwiek w związku z tym bronić. Spojrzymy także na relację z psem inaczej – nie jako ciągłą rywalizację, a wspólną koegzystencję połączoną z budowaniem więzi, pełną wzajemnego zrozumienia i zaufania w każdej sytuacji.

Gryzienie

Gryzienie

Gryzienie w wykonaniu szczeniąt jest chyba jednym z największych problemów świeżo upieczonych właścicieli.
Każde szczenię gryzie, ale nie każde jest niszczycielem rąk i mebli, co zależy od różnych czynników (m.in. osobowości i temperamentu psiaka, naszych reakcji na takie zachowanie, ilość codziennych aktywności i rodzaj zajęć proponowanych psu przez nas). Okres, w którym zachowanie to jest szczególnie nasilone to pierwsze parę miesięcy życia psiaka (mniej więcej w 5-6 miesiącu szczenięta już nie mają takiej tendencji), później szczęśliwie przemija.

Read More Read More