Cykl „Szkolenie Psów”
Reakcja na imię i skupienie psa na przewodniku

Cykl „Szkolenie Psów”
Reakcja na imię i skupienie psa na przewodniku

Imię psa najlepiej skojarzyć mu z tym, że coś właśnie od niego chcemy i prosimy tym samym o odrobinę uwagi. Może nam się to przydać w sytuacjach rozpoczęcia sesji ćwiczeniowej, przerwania wykonywania jakiejś czynności na spacerze (pod warunkiem, że pies nie zatracił się w niej całkowicie), czy po prostu zachęcenia do kontaktu z nami.

Imię ma się psu kojarzyć jak najbardziej miło – wyklucza to upominanie i karcenie psa imieniem (wymawiamy je zawsze miłym, zachęcającym tonem), wołanie go imieniem do czynności dlań niemiłych (czesanie, obcinanie pazurów, zastrzyki, kąpiele, itp), czy powtarzanie go w już trwających sytuacjach stresujących dla psa (np. przemawianie do psa podczas zabiegu weterynaryjnego w stylu „no, Pimpuś, bądź grzeczny, nie bój się, Pimpuś, Pimpulek..”) – takie postępowanie skutecznie wyrobi w naszym zwierzaku odruch ewakuacyjny na dźwięk swojego imienia.

Wymawiamy je za to w sytuacjach, które postrzegane sa przez psa jako przyjemne – pieszczoty na kanapie, zabawa, karmienie, pochwały (np. „dobry Pimpuś!”, gdy Pimpuś właśnie usiadł na komendę) oraz wszystko inne, co pies lubi i mu się podoba (oczywiście może się tu także znaleźć w.w. czesanie, o ile wywołuje to w nim pozytywne odczucia).

 

Instrukcja na nauczenie reagowania skupieniem na dźwięk imienia:

-Wymawiamy imię psa miłym głosem

-Gdy tylko spojrzy, natychmiast naciskamy kliker, mówimy „dobry pies” i wydajemy smakołyk. Pies powinien patrzeć w oczy.

-Jeśli pies patrzy już za każdym razem, możemy przedłużać czas skupienia na nas, klikając odpowiednio później.

-Nową sesję rozpoczynamy nagradzając pierwsze krótkie spojrzenie, ale kolejny klik powinien nastąpić po czasie, na jakim skończyliśmy poprzednią sesję (czyli np. pies patrzył już 3 sekundy, więc w kolejnej sesji wymagamy min. 3 sekund i stopniowo wydłużamy czas).

-Mając parę sekund spoglądania w oczy, rezygnujemy z klikera i staramy się utrzymać jak najdłużej zainteresowanie psa, chwaląc go za utrzymywanie kontaktu (dobry piesek), wydajemy smakołyki w nieregularnych odstępach czasu.

-Jeśli pies rozproszył się, ale po chwili znów spojrzał na nas – klikamy, jednocześnie mówiąc „dobry pies” i wydajemy smakołyk. Staramy się jednak tak dobierać czas oczekiwania, aby pies jak najmniej się rozpraszał i zrywał kontakt wzrokowy.

 

Innym dobrym ćwiczeniem, zwłaszcza na wyłapywanie takich ułamkowo – sekundowych mignięć wzrokiem jest to:

– W jednej wyciągniętej w bok ręce (dość wysoko, żeby pies nie mógł doskoczyć do niej) trzymamy jakiś pyszny smakołyk tak, żeby pies doskonale wiedział, że on tam jest.

-W drugiej ręce trzymamy kliker. Ignorujemy wszelkie próby wydobycia smaczka (podskoki, piszczenie, oszczekiwanie) i wgapianie się w rękę ze smaczkiem. Po prostu psa przeczekujemy – po to smakołyk ma być super, żeby pies nie olał sprawy. W końcu pies na pewno wielce zdziwiony spojrzy na nas – może to być ukradkiem.

– Jak tylko ruszy oczami w naszą stronę, klikamy i dajemy ten smakołyk. Całą procedurę powtarzamy od nowa. Pies szybko powinien zrozumieć, jaki jest klucz do zdobycia smakołyka i że tylko człowiek jest „bramą”, przez którą udaje się dostać do nagródek. Pies przestanie zaklinać smakołyk w ręce, bo przez to ćwiczenie pokazujemy mu, że jest to bezsensowne. A po co robić coś, co nie przynosi efektu?

-Jak już pies wie, o co chodzi i nie wgapia się w smaczek, od razu kierując wzrok na nas, gdy tylko wyciągamy rękę w bok, możemy dodać komendę bezpośrednio przed spojrzeniem na nas (np. PATRZ) – ale nie jest to obowiązkowe.

Oczywiście zamiast smaczka może być piłeczka, jeśli nasz pies należy do gatunku „piłkogłowych” – tym lepiej, bo dzięki temu uda nam się nieco odfiksować psa od piłeczki, żeby w jej obecności także był w stanie myśleć i skupić się na nas.

Jak już mamy komendę i nieruchomo trzymana ręka powoduje patrzenie na nas, możemy zacząć dodawać ruchy ta ręką ze smaczkiem – lekkie wahania w górę i w dół, machanie nią, a z czasem aż do machania nią przed nosem psa ;) Analogiczne ćwiczenie przeprowadzamy, gdy np. pies zawiesza się wgapiając, gdy nasz ręka wędruje do kieszeni – wtedy zamiast trzymać ją wyciągniętą w bok, wkładamy ją w kieszeń i trzymamy. Procedura jest dokładnie taka sama.

Jak już pies jest w stanie dłużej się na nas skupiać (bo z czasem wymagamy coraz dłuższego patrzenia na nas, nim klikniemy), wycofujemy kliker, zastępując go komendą zwalniającą, np. OK!

 

Te ćwiczenia warto jest wykonywać równolegle, a dodatkowo jeszcze nosić kliker ze sobą na spacery i klikać KAŻDE spontaniczne spojrzenie na nas, dając coś super, czy też bawiąc się z psem( UWAGA! Koniecznie po każdym nagrodzeniu mówimy KONIEC i ignorujemy psa przez jakiś czas, żeby nie wyrobić w nim efektu ciągłego wgapiania się). Pies bardzo szybko zacznie celowo patrzeć na nas bardzo często. Jak już tak się dzieje, wtedy podnosimy kryteria i nagradzamy tylko spojrzenia w trudnych dla psa sytuacjach, w których pies zazwyczaj reaguje szczekaniem, emocjonuje się, itp. Np. jadą rowerzyści i pies wtedy (nauczony poprzednim doświadczeniem) patrzy na nas – takiego spojrzenia nie można zignorować! Wręcz baaardzo psa pochwalić i dać taką nagrodę, żeby zapamiętał do końca życia ;)

Z czasem oczywiście przestajemy klikać i wystarczy sama pochwała, np. „dobry pies!”. Nie zawsze też niech będzie nagroda – czasem tylko pochwała słowna i idziemy dalej.

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

58 thoughts on “Cykl „Szkolenie Psów”
Reakcja na imię i skupienie psa na przewodniku

  1. Zmień ton głosu i zacznij na nowo kojarzyć psu jego imię z pozytywnymi dlań rzeczami. Staraj się wołać miło – jeśli pies nie reaguje, znaczy to, że albo za mało ćwiczeń za Wami albo rozproszenia są zbyt duże – tutaj wołanie ostrym tonem nic psa nie nauczy. Dużo dadzą natomiast ćwiczenia ze stopniowaniem rozproszeń.

  2. Świetny artykuł – skupienie psa na właścicielu naprawdę baaardzo upraszcza życie:) I pomaga psu łatwiej znaleźć się w nowej sytuacji, to było jedno z pierwszych ćwiczeń jakie wykonywałyśmy z Ajką!

  3. Czy wszystkie molosy jest tak ciężko skupić na sobie?? moja jak siedzi to patrzy ładnie w oczy ale jak tylko wyciagne ręke ze smakami do góry lub w bok to koniec nawet nie raczy spojrzeć. Prędzej się odwróci i pójdzie precz…

    1. Molosy maja tzw. „długi przewód myślowy” ;) Co oznacza, że polecenia muszą chwilę przetworzyć, a nowości docierają także w nieco wolniejszym tempie :) Natomiast nie traktowałabym tego, jako ich wady, a dodatkową motywację do zmodyfikowania swoich metod pracy z psem.
      Jeśli sunia szybko się zniechęca, sesje ćwiczeniowe powinny być krótkie (co oznacza w praktyce max.2-3 powtórzenia), trudność stopniowana od poziomów jak najprostszych (np. stopniowe podnoszenie ręki, a nie od razu wyciąganie jej w bok wysoko), no i… lepsze smaczki ;) Jeśli mamy coś, na czym psu naprawdę zależy, będzie chciał lepiej się starać, niż za coś, co lubi tak sobie. Czyli najpierw trzeba poznać gusta kulinarne swojego psiaka bez sesji ćwiczeniowej – najlepiej przygotować po kilka kawałeczków różnych rzeczy, np. parówki, kiełbaski, sera żółtego, surowej piersi kurczaka, gotowanej i smażonej, trochę kostek marchewki, jabłka, arbuza, może łyżeczka jogurtu lub nieco serka topionego, pasztetu czy masła. Niektóre psy wolą np. warzywa i owoce, dlatego tez zawarłam je na liście.
      Im lepszy motywator, łatwiejsze i krótsze ćwiczenia zakańczane zawsze wtedy, gdy pies jeszcze bardzo chce (a nie sam kończy sesję, bo mu się nudzi..), tym większa pasja do pracy psa. I takie sesje można robić częściej. z czasem zwiększamy utrudnienie, zmieniamy miejsce, wybieramy inne nagrody, itp. Ważne, żeby na początku psu skojarzyć pracę jako coś super ciekawego, a później będzie już wiedział, że się kroi fajna zabawa.

  4. Ok to sie dało zrobić, suka pracuje świetnie – kosztem mojego kieszonkowego :)
    Ale drugi problem, pies mojej dziewczyny – przygarnięty jakieś 4 miesiące temu – praktycznie nic nie je, coś tam dziubnie dla przeżycia, żadne smaki – serki, kiełbasy, kurczaczki, rybki, paszteciki no NIC nie działa. Nie wie co to zabawaka, mało reaguje na inne psy, ciągle by tylko wąchał i wąchał. Lekko merdnie ogonem na głaska i pochwałę więc jak go zmotywować do pracy??
    W ogóle jak go uczyć? jest zobojętniały na wszystkie znane mi nagrody, co z takim psem, jak go skupić, czym go skupić?

    1. Minął już jakiś czas, a zatem pies już się pewnie oswoił z nową sytuacją i jest zupełnie inny – być może nawet udało się Wam coś wypracować? :)

      1. Tak minęło już sporo czasu, psiak pracuje w miarę ok poradziliśmy sobie z tym wykorzystując nasz głos i pochawły jako motywator :)z obserwacji zauwazylismy ze pies lekkim merdniecie reaguje na pochwale wiec wycwiczylismy to ze nasz radosny glos sprawia mu radosc a „dostaje” go tylko w tedy jak jest grzeczny :)

  5. Moja kundelkowa sunia jest psem z natury niepewnym, momentami lękliwym. Nie lubi nawiązywać kontaktu wzrokowego, chyba, że jest pobudzona, np. zabawą. Jak tylko zrozumie, że podczas ćwiczeń oczekuję od niej spojrzenia, odwraca się i skulona odchodzi. Co z tym zrobić?

    1. Patrzenie w oczy jest w psim języku dość niekulturalne i może być wyzwaniem, czy chęcią okazania swej wyższości lub nawet groźbą. Dlatego psy niepewne niechętnie patrzą w oczy, bo nie chcą sprowokować utarczki. Jeśli sunia w zabawie spogląda Ci w oczy, możesz wykorzystać te momenty i wtedy sowicie ją nagradzać. Jest szansa, że ona wtedy sama z siebie będzie częściej spoglądać. Czyli nie zwykła sesja, a raczej wyłapywanie zachowania, które pies samodzielnie prezentuje. Ważne też jest to, jaką Ty postawę przybierasz – może spróbuj do ćwiczeń kucać lub stać nieco bokiem do psa (a na pewno nie można się nad nim nachylać, bo to też jest odbierane jako groźba), możesz mrużyć oczy, by nie wpatrywać się w psa natarczywie. Może chwalisz ją zbyt entuzjastycznie i zachowujesz się zbyt energicznie jak na jej postrzeganie świata i ją to dodatkowo peszy? Jeśli jednak upewnisz się, że sunia ogólnie podczas ćwiczeń nie wysyła sygnałów stresu i uspokajających (m.in. oblizywanie się, odwracanie ciała/wzroku/głowy, ziajanie, ziewanie, podnoszenie przedniej łapki, ustawianie uszu do tyłu, otrzepywanie się, tarzanie, posikiwanie, zawąchiwanie, itp) i tylko w sesjach patrzenia w oczy zaczyna się stresować, może nie wymagaj patrzenia w oczy, tylko ogólnie na Ciebie czy Twoją twarz. W tym ćwiczeniu ogólnie chodzi o to, by pies po prostu się na nas skupił i był w stanie pracować – najłatwiej to określić, gdy patrzy w oczy, ale nie jest to jedyna wymagana forma tego ćwiczenia :)

  6. Mam od kilku dni szczeniaczka rasy maltańczyk, bardzo wesoła i psotliwa suczka. Pierwszego dnia była bardzo smutna (rozumiem że stres związany z weterynarzem zastrzykami i tatuażem z poprzedniego dnia, oderwanie od matki i rodzenstwa, nowy dom, podróż), ale już od następnego dnia Pina była już wesołym szczeniaczkiem. Problem jest taki, że na żaden (no prawie żaden) dźwięk nie chce reagowac, a co dopiero próby zwrócenia jej uwagi na imie (nie wymagam żeby od razu leciała szczęśliwa jak tylko usłyszy swoje imie). Nie wiem czy po prostu ona tak sobie olewa i jest tak niezależna, czy związane jest to z tym że może nie miała ciągłego kontaktu z ludźmi (zakupiona w hodowli ZKwP), czy może ma problem ze słuchem (chociaż nie wydaje mi się).
    Gdy maluch zrobi siusiu lub kupkę na matę chwalimy ją używając jej imienia wtedy jest radosna podskakuje łasi się, natomiast w każdej innej sytuacji nie reaguje ani na swoje imię, ani na chodź, ani na głośny dźwięk. Dopiero jak się mocniej uderzy w podłogę wtedy zwróci uwagę i przyjdzie radośnie, lub zwróci uwagę na człowieka jak głośnym przeciągniętym cmoknięciem się ją zawoła.
    Czy w takiej sytuacji powinnam mimo wszystko stosować metod przez Panią opisanych, czy może powinnam się zacząć martwić, że mój maluszek ma problem ze słuchem?

    1. Dzień dobry!
      Ciężko jednoznacznie stwierdzić, co jest przyczyną tego stanu. To, że jest u Pani dopiero od kilku dni może świadczyć o tym, że jest po prostu zestresowana i rozproszona, dlatego kiepsko reaguje na głos. Z drugiej jednak strony w zaciszu domowym psy o wiele łatwiej reagują na próby nawiązania kontaktu, itp. W warunkach domowych można zrobić amatorski test słuchu – czyli jak pies sobie po prostu łazi/leży, itp (ale nie jest czymś bardzo mocno zajęty) rzucić klucze na podłogę (NIE OBOK PSA, bo można go wystraszyć) poza zasięgiem jego wzroku i obserwować reakcję psa. Normalnie taki intensywny nagły dźwięk powinien wywołać wzdrygnięcie i spowodować poszukiwanie przez psa źródła dźwięku, ew. ucieczkę/chęć schowania się (jeśli psiak jest wrażliwy). Jeśli rzeczywiście jej reakcja będzie słabo zauważalna, warto iść do weterynarza na badanie słuchu.

      Pani sunia na razie nie wie, jak się nazywa, więc oczekiwanie, że jakieś słowo, które słyszy pierwszy raz w życiu potraktuje jako zachętę do kontaktu jest dość wygórowanym życzeniem :) Do ćwiczeń skupienia uwagi jak na razie wystarczą po prostu dobre smaczki (np, kawałki żółtego sera czy parówki) i jak już pies jest skupiony, wtedy można wymawiać imię i nagradzać, stopniowo podnosząc kryteria i oczekiwać patrzenia w oczy.

      Pozdrawiam!

      1. Witam,
        chyba tak jak Pani mówiła, rozprosza była bardzo bo teraz juz więcej reaguje. Test z kluczami juz na samym poczatku robiłam, zdała go prawie celująco :) Po prostu wtedy widziałam że muszę wydawać bardzo głosne dźwieki zeby zareagowała.
        Przeszłyśmy do etapu „nagroda za spojrzenie” – działa rewelacyjnie:) Jednak jak wcześniej dało się przywołać (stukając dłonmi w podlogę) by od razu przyszła, tak teraz już maluch wogóle bez nagrody nie chce podejść :) Taka mała cwaniara się z niej zrobiła, jednak wiem że w tym przypadku cierpliwość jest kluczem do sukcesu :)
        Pozdrawiam i serdecznie dziękuję,
        P.S. Pani strona jest rewelacyjna

        1. Dziękuję za miłe słowa :)

          Na łapówkarstwo najlepsza jest zmiana taktyki – czyli jak już pies w sesjach kojarzy, że to chodzi o spojrzenie, czy przyjście po zawołaniu, to nadeszła pora, by rozmieścić sobie w każdym pomieszczeniu w domu pojemniczek ze smaczkami i zaskakiwać psa komendą – jak tylko wykona, od razu baardzo chwalimy głosem i biegniemy do miejsca, gdzie są smaczki i nagradzamy psa. Ważne, żeby pies jak najrzadziej widział łapówkowego smaczka w naszej ręce, za to nabrał przekonania, że smakołyki bierzemy „znikąd” :)

  7. Po pierwsze chciałabym podziękować za prowadzenie tej stronki. Musze przyznać, że znalazłam tutaj wiele ciekawych I szczegółowych informacji. Jednak jedna z nich mnie zastanowiła. Jako jeden z sygnałów uspokajających podajesz podnoszenie przedniej łapy. Zawsze zastanawiało mnie co mój pies stara mi sie przekazać jak podczas aportu przed rzutem on siedzi a ja dłużej trzymam piłkę. Wtedy właśnie podnosi przednią łapę zgiętą w stawie i trzyma ją tak w powietrzu dłuższy czas. Nigdzie nie mogę znaleźć opini na ten temat…jesteś pierwszą osobą u której przeczytałam że może to być przejawem stresu a może nadinterpretuję ?. Czy dłuższe przytrzymywanie psa przed rzutem piłki (pies na jej punkcie jest sfiksowany i sie wyłącza na otoczenie) bardziej go frustruje i przejawem tego jest ta łapa (łapa w górze a on nie odwraca wzroku od piłki, można go nią dosłownie zahipnotyzować) czy uczy go to opanowania emocji i spokoju. Bo zaczynam sie skłaniać ku opini że to jednak nie jest dla niego dobre taaakie Czekanie i ze lepiej dać mu chwilkę odasapnąć a piłeczkę schowac. I drugie pytanie, czy zakładając że wpatrywanie sie w piłkę bez żadnej akcji jest dla mojego psa stresujące ze względu na jego fiksację, to przytrzymując go w ten sposób w jednym miejscu aby np inny mniejszy pies podszedl obwochal a moj sieedział spokojnie nie wywołam u niego sytuacji odwrotnej…czyli ze skojarze mu obwąchujące psy ze stresem…a co za tym idzie w końcu inny pies będzie bodźcem negatywnym – bo musze przyznać że sposób działa i jest wygodny ale nie chciałabym z powodu swojej wygody niepotrzebnie stresować psa.

    1. Dzień dobry, miło mi, że stronka się podoba :)
      Co do podnoszenia łapy – bardzo istotnym jest, że każdy psi gest trzeba rozpatrywać w ogólnym kontekście, zanim sklasyfikujemy go jako np. sygnał uspokajający czy sygnał stresu. Np. ziewanie u weterynarza będzie objawem silnego stresu, ale już ziewanie wieczorem na posłanku jest przejawem zwyczajnej senności. Dlatego biorąc pod uwagę całościowy obraz sytuacji opisanej przez Panią, ja bym stawiała na to, że u Pani psa to podnoszenie łapy ma raczej charakter elementu polowania na tę piłkę oraz, rzecz jasna, ogromnych emocji temu towarzyszących. Tym bardziej, że pisze Pani, że pies ma niejako obsesję na punkcie piłki.

      Bo zaczynam sie skłaniać ku opini że to jednak nie jest dla niego dobre taaakie Czekanie i ze lepiej dać mu chwilkę odasapnąć a piłeczkę schowac.

      Ogólnie wszelkie psie fiksacje nie są dobre. Ja bym pracowała nad tym, aby podczas zabawy piłką była ona dostępna TYLKO po uprzednim spojrzeniu na Panią. Jeśli pies zaklina piłkę, to jej nie dostaje, przeczekujemy go, a jak tylko jego spojrzenie choć na moment powędruje na Pani ciało/twarz/oczy, to wtedy OK! i rzuca Pani piłkę. Warto poćwiczyć najpierw na innych rzeczach, żeby pies skojarzył, że jak np. Pani ręka wędruje wyciągnięta w bok, to trzeba na Panią spojrzeć. Wtedy w obecności najwyższego rozpraszacza – piłki – będzie w stanie pomyśleć.

      I drugie pytanie, czy zakładając że wpatrywanie sie w piłkę bez żadnej akcji jest dla mojego psa stresujące ze względu na jego fiksację, to przytrzymując go w ten sposób w jednym miejscu aby np inny mniejszy pies podszedl obwochal a moj sieedział spokojnie nie wywołam u niego sytuacji odwrotnej…czyli ze skojarze mu obwąchujące psy ze stresem…a co za tym idzie w końcu inny pies będzie bodźcem negatywnym – bo musze przyznać że sposób działa i jest wygodny ale nie chciałabym z powodu swojej wygody niepotrzebnie stresować psa.

      Taki sposób jest w każdej sytuacji nieodpowiedni dla psa. Pomijając fiksację na piłce, każda interakcja między psami powinna być kodowana przez obie strony – szczerze powiedziawszy nie wiem, jaki jest cel tego, żeby inny pies obwąchał Pani psa, podczas gdy Pani pies nie ma bladego pojęcia, że jest obwąchiwany (wyłącza się na inne bodźce i skupia na piłce). Mało tego, jeśli przypadkiem wybiłby się z transu, a spostrzegłby, że coś się przy nim „nagle” pojawiło, mógłby zareagować agresywnie lub po prostu przesadnie nerwowo na tego psa.
      To, co Pani opisała kojarzy mi się z sytuacją, gdy ktoś puka do drzwi, idziemy otworzyć i osoba stojąca za drzwiami mówi nam, że chce dokonać odczytu liczników wody. Idziemy razem do łazienki, a w tym czasie wspólnik fałszywego administratora przekopuje nam mieszkanie w poszukiwaniu pieniędzy…

      Jeśli Pani pies nie jest zaangażowany w pełni w kontakt socjalny z innym psem, nie ma sensu w ogóle ta interakcja. Tak naprawdę jeśli chciałaby Pani, żeby Pani pies dobrze kojarzył inne psy, to element piłki w ogóle bym wycofała z ich spotkań, bo on tu nie pomaga, tylko zaburza interakcje.

  8. Witam,

    Na początku chciałam podziękować za fantastyczne artykuły dotyczące wychowania. Jestem pod wielkim wrażeniem. Mam natomiast problem z 7 miesięcznym owczarkiem. Skupienie wychodzi nam średnio, ale cały czas nad tym pracujemy. Suni udaje się skupić i odwrócić uwagę od psów i ptaków, natomiast dostaje kompletnego „świra” na punkcie liści na wietrze. Świat przestaje istnieć, sunia głupieje bo listków jest dużo, jak zawieje wiatr to one wszystkie uciekają. Zaczyna się szarpać na smyczy, próbuje je łapać i to wszystkie na raz, nie wie za którym pobiec. W takich momentach kompletnie nic nie działa żadne komendy, żadne smaczki podtykane pod nos, żadne zabawki. Spacery podczas wietrzej pogody są koszmarem. Jak z nią pracować i co zrobić żeby odwrócić jej uwagę? Czy z czasem z tego wyrośnie? Dodam, że podobnie było podczas lata z owadami, też wpadała w amok i nic innego nie istniało. Sęk w tym, ze owadów było kilka sztuk co jakiś czas a listków są dziesiątki.

    1. Dzień dobry :) Dziękuję za miłe słowa!
      A czy próbowała Pani zatrzymywać się z psem na smyczy i przeczekiwać te jej amoki? Tzn, suka zaczyna szaleć za liśćmi, wtedy Pani zwija sobie smycz tak, by suka była tuż obok Pani i nie mogła biegać za liśćmi, i czeka Pani. Jak tylko nawiąże kontakt, luzuje Pani smycz i pozwala iść.
      Można jeszcze zrobić coś takiego, że bierze Pani książkę, psa i idzie w miejsce, gdzie jest pełno liści. Pies na smyczy i ignoruje ją Pani, jak ona skupia się na liściach, za to sowicie nagradza chwile, kiedy odpoczywa lub skupia się na Pani. Kilkadziesiąt minut lub jakieś 2h w takim miejscu powinny ją na tyle przyzwyczaić do wirujących liści, że powinna być przy nich spokojniejsza.
      Za tym też przemawia wiek i jest szansa, że wyrośnie z tego, ale jeszcze dochodzi tu owczarkowa tendencja do kompulsywnego fiksowania się na różnych rzeczach, dlatego na pewno powinna to Pani przerywać…

      A czy ona poprzedza jakoś swoje pościgi? Np. zaczyna powoli namierzać te liście, nim pobiegnie za nimi, zniża łeb/podnosi uszy, itp? Może gdyby w tej fazie poprzedzającej udało się ją Pani wybić z tego stanu i skupić, byłoby łatwiej? Ona ma tak od samego początku z tymi liśćmi i owadami? Jak dotychczas na to Pani reagowała?
      W jaki sposób się bawicie ogólnie?

      1. Nie próbowałam przeczekiwać, będę musiała spróbować tej metody, tyle, że jak ona widzi liście to wątpię żeby nawiązała ze mną kontakt. Po prostu wpada w amok. Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie żebym mogła wziąć książkę, bo sunia wręcz ręce wyrywa jak widzi lecące listki, ale spróbujemy :) Nie namierza powoli, na chwilkę zniża łeb jak zobaczy lecący liść i pędzi w jego stronę na oślep. Osobiście przypomina mi to pogoń kota za myszą. Niestety ma tak od samego początku, wszystko co lata trzeba koniecznie złapać i wtedy nie da się jej wybić z tego stanu. Zawsze próbuję skupiać ją na sobie (wołanie, zabawka, smakołyki) ale bezskutecznie. Nasze zabawy to głównie przeciąganie szarpaków, szukanie przedmiotów oraz ćwiczenie komend.

        1. Można spróbować też użyć tych liści, jako nagrody :) Czyli skraca Pani maksymalnie smycz tak, żeby suczka była obok Pani i czeka… Czeka długo, nie zrażając się ;)
          Jak tylko popatrzy, nawet na sekundę, luzuje Pani smycz, mówiąc jednocześnie LIŚCIE (z czasem zmieści Pani także pochwałę „dobrze!” ;) ) i zachęca sunię do pogoni, najlepiej włączając się w zabawę. Jak chwilę pogania, znowu próba nawiązania kontaktu, przeczekanie i nagroda w postaci liści i zabawy nimi z Panią. Dzięki takiemu postępowaniu suczka przekona się, ze PRAWDZIWA zabawa zaczyna się dopiero po nawiązaniu kontaktu z drugim końcem smyczy ;) W miarę postępów, proszę podnosić stopniowo poziom trudności – czyli ignorowanie liści i po prostu marsz/ długie skupienie/ kilka komend zmian pozycji, itp.
          Po kilku minutach takiej liściowej zabawy mówi Pani suce KONIEC (albo inne hasło oznaczające, że coś się kończy) i już nie pozwala się bawić liśćmi, skupiając i nagradzając smakami/zabawką. Myślę, że jeśli ona się legalnie będzie mogła wyżyć w tych liściach, to przestaną one być dla niej takie pożądane non stop.

          Oczywiście trzeba sukę obserwować. Jeśli zobaczyłaby Pani, że ona dostaje jakiejś obsesji na punkcie tych liści, trzeba zaprzestać zabaw nimi i to skonsultować z behawiorystą, który zaleci konkretne działania wobec psa (widząc go i to zachowanie). Ja przez internet nie mogę wydać jednoznacznego werdyktu, co konkretnie pomoże, nie widząc psa nie wiem, czy to zabawa, czy coś innego. Podany wyżej sposób dotyczy opcji, że sunia tylko lubi bawić się liśćmi, a nie ma ciągotki do jakichś kompulsji.

          Pozdrawiam!
          Alicja Milewska

  9. Witam,
    Będziemy adoptować psa ze schroniska,ma już imię na które podobno reaguje, jest ono jednak niefajne i dlatego chcemy mu dać inne. Nie wiem niestety czy to jest dobre posunięcie, a jeżeli tak to kiedy uaczac z nim naukę? Zaraz po odebraniu go? Czy będzie to dla psa stresujące?
    Super blog, przeczytałam od a do z :)

    1. Dla psa to i tak będzie stresująca sytuacja, dlatego myślę, że można zwracać się do niego od razu nowym imieniem. Przy każdej miłej dla niego czynności można powtarzać imię (karmienie, mizianie, czesanie – jak lubi, zabawa, itp). A osobno robić sesje z reakcji na imię, takie jak opisałam w artykule. Spokojnie, na pewno po niedługim czasie pies zrozumie, że to nowe słowo tyczy się jego :)

  10. Nie wiem co zrobić aby skupić uwagę psa na dworze wszystko jest ciekawsze… w domu pięknie reaguje na komendę chodz do mnie a na dworze wcale to samo jest z reakcją na imię

    1. Z innego Pani komentarza wynika, że Pani psiak ma 8 tygodni… Czy oczekiwałaby Pani od ludzkiego dziecka w wieku 1,5 roku, że będzie w stanie skupić się na jednej czynności przez dłuższy czas wtedy, gdy Pani tego akurat chce? :)
      Tak samo ze szczeniakiem. Poza tym, jeśli ma 8 tyg, to znaczy, że jest u Pani bardzo krótko. W domu reaguje, bo nie ma bodźców, które rozpraszają uwagę. Na dworze to inna bajka. A jak Pani uczy tej reakcji na imię? Ile pies na dworze biega luzem bez smyczy?

  11. Pani Alu! A jak radzić sobie, gdy szczeniak (7 miesięcy) pięknie reaguje na komendę do mnie gdy jest sam (nawet gdy jest w posiadaniu piłeczki), bardzo bardzo dobrze, gdy jest z innymi psami, a w ogóle nie reaguje na nic kiedy w okolicy są e dwie rzeczy na raz tzn. inny pies/psy i piłka. Nie widzi wtedy świata, nie stara się nas szukać. Biega z piłką bez opamiętania, tracąc kontakt ze światem, a jeśli jeszcze tę piłeczkę złapie towogóle nic nie działa. Nie reaguje ani na „do mnie” ani na „puść” ani na to, że znikniemy mu z pola widzenia. Tracimy z nim zupełnie kontakt. :( Jak go tego oduczać i jak reagować, gdy taka sytuacja już się wydarzy? Boimy się, ze kiedyś w takim „amoku” wpadnie nam w jakieś niebezpieczne miejsce, albo się zgubi. :( Co więcej zaczeliśmy biegać agility i czasem przy nagradzaniu go wyrzuconą piłką on w ogóle nie chce wrócić. :( Będę wdzięczna za wszelką pomoc. Dziękuję!

    1. Czy on miał jakieś doświadczenia, że inny pies mu zabierał zabawkę/ścigał się do niej i łapał pierwszy/miał zabawkę i jej bronił przed Waszym psem?
      Czy jeśli Wy nie zaobserwowaliście tego podczas pobytu psa u Was, czy możliwe, by zapytać hodowcę/wcześniejszego opiekuna, czy w rodzeństwie albo w relacji z innym psem w otoczeniu były takie sytuacje?
      Bo wygląda na to, że Wasz pies bardzo obawia się stracić piłkę i nie ma zaufania do innych psów w obecności swojej zabawki. Do tego budzi to w nim tak ogromne emocje, ze wyłącza myślenie.

      Nad tym trzeba popracować w taki sposób, by pies nabrał zaufania do innych psów :) Czyli najlepiej zaprosić na dłuuugi spacer w bezpiecznym miejscu (czyli jakieś łąki/pola/ogrodzony ogromny teren – ogródek przydomowy może być nieco za mały) psa, który w ogóle gdzieś ma zabawki, a najlepiej też inne psy. Może być jakiś starszy, ale taki, który jest po prostu uprzejmie obojętny, a nie lękliwy. No i psy luzem, dajecie Waszemu piłkę i pozwalacie odejść na według niego wystarczająco bezpieczną odległość. Ignorujecie go, pozwalając mu dostrzec, że nic się nie dzieje przy innym psie z ta piłką, a sam pies ma go i jego zabawkę w nosie. Spacer ma być długi, bo to może długo potrwać, nim Wasz pies wyluzuje. Może być tak, że na pierwszym spacerze w ogóle nie wyluzuje i trzeba będzie powtarzać takie sesje z tym innym psem.

      A tak doraźnie na treningach ja bym spróbowała z piłką na sznurku i na lince ;) W sensie piłka na lince, nie pies. Nawet jak złapie piłkę, to możecie psa złowić i baaardzo go nagrodzić, jak się znajdzie już przy Was z tą zabawką.

      A jak on ucieka z ta piłką w pysku i nie reaguje na przywołanie, to jak w końcu udaje się Wam go złapać?

      1. Pani Alu! Przede wszystkim dziękuję za tak szybką odpowiedź. W hodowli na pewno było sporo rzucania i galop siedmiu maluchów do piłki, ale wtedy raczej oddawał, a nie z nią zwiewał. Teraz dużo jeździmy na spacery zbiorowe(po 5-7 psów) i tam też jest rzucanie i gonienie, choć fakt Młody rzadko złapie, bo jest najmłodszy zazwyczaj. No a jak złapie to jak pisałam wyżej, obłęd i ucieczka w pobliżu nas, ale oddać nie odda, mimo że normalnie to robi. Może tych spacerów powinniśmy zaprzestać?

        A na taki spacer długi z innym psem i w posiadaniu piłki chodzimy nawet z dwom, czy trzema psami. I dopóki łażą,jest super, na wszystko reaguje. Kłopoty pojawiają się, gdy zaczyna się ostre bieganie/ganianie, no i tym bardziej – rzucanie… Gonienia nie powstrzymamy, nie zawsze możemy też poprosić o przestanie rzucania, zresztą docelowo chcielibyśmy aby mógł biegać i bawić się w ten sposób z innymi psami. Tylko jak to zrobić, aby bawił się ale i pozostawał pod naszą kontrolą = reagował na Do mnie/Puść/Przynieś?…. Pani ALu, prośba o wsparcie. :(

        A co do tego jak w końcu „odzyskujemy” psa. Zazwyczaj w końcu piłeczkę gubi/jest mu zabrana i prędzej czy później trafia do jakiegoś człowieka-rzucacza. Wtedy siedzi przed taką osobą, wpatrzony na nią, zafiksowany i głuchy na świat, a w szczególności na komendę do mnie lub własne imię. „Rzucacz” przytrzymuje go za obrożę i podchodzimy go zapiąć. Jak po prostu podchodzimy to najczęściej niestety ucieka. ;( Być może dlategoże wie, że to będzie koniec zabawy, ale jak go nie zapniemy to szał się powtarza. Nie wiemy jak wtedy właśnie reagować.. :(

        1. No, to ma Pani przyczyny problemu…

          W hodowli na pewno było sporo rzucania i galop siedmiu maluchów do piłki, ale wtedy raczej oddawał, a nie z nią zwiewał. Teraz dużo jeździmy na spacery zbiorowe(po 5-7 psów) i tam też jest rzucanie i gonienie, choć fakt Młody rzadko złapie, bo jest najmłodszy zazwyczaj.

          No, tak. Jest coś superowego – piłka. Jedna. 7 psów, czyli bardzo duża rywalizacja i zawziętość. On rzadko łapie, więc jest bardzo sfrustrowany i nakręcony i jak w końcu złapie to traktuje to, jakby człowiek wygrał milion w totka.

          No a jak złapie to jak pisałam wyżej, obłęd i ucieczka w pobliżu nas, ale oddać nie odda, mimo że normalnie to robi.

          No, a po co ma oddawać? Żeby znowu ktoś wyrzucił tę piłkę i on wtedy straci skarb, na którego otrzymanie ciężko pracował? I jak w końcu mu się udało, to znowu ludzie mu ją odbiorą i znowu będzie musiał walczyć…
          Z punktu widzenia Waszego psa te spacery wcale nie są fajne. Ciągle ma poczucie straty i niezdrowej rywalizacji. On wie, że nie ma szans i się frustruje. Jeśli lubią Państwo towarzystwo właścicieli tych psów, to proponuję spotykać się na kawę na mieście/u siebie w domu, a zrezygnować ze spotkań z psami w tej formie. Chyba, że zmieniłyby one swoją postać na zwykłe spacery bez zabawek, ew. z treningiem, ale takim, w którym każdy pies ćwiczy z właścicielem i jest zabawką nagradzany i jest ona JEGO.

          docelowo chcielibyśmy aby mógł biegać i bawić się w ten sposób z innymi psami. Tylko jak to zrobić, aby bawił się ale i pozostawał pod naszą kontrolą = reagował na Do mnie/Puść/Przynieś?

          Jak już wyżej napisałam… To według Was taka forma spacerów jest fajna. Dla Waszego psa to po prostu stres i mała przyjemność. Pies nie potrzebuje ganiania z innymi psami, wystarczy, że mogą razem maszerować po kilka km i sobie swobodnie eksplorować, wspólnie wąchać i obsikiwać krzaki. Tam, gdzie jest rywalizacja, nie ma przyjemności.
          Ja bym się zastanowiła – na czym Wam bardziej zależy: na dobru i satysfakcji Waszego psa, czy na Waszej wizji „dobrych spacerów”. Proszę tez pamiętać, że każdy taki spacer obniża pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa Waszego psa. Co się dzieje, gdy ciągle przegrywamy i coś nam się nie udaje? Zniechęcamy się i w końcu przestajemy próbować. Albo zaczynamy histerycznie walczyć o szansę powodzenia. Psy mają podobnie.
          A dodatkowo, burzycie zaufanie psa do Was w to, że go zawsze wesprzecie i pomożecie mu w każdej sytuacji. Bo robicie dokładnie coś odwrotnego: dołączacie do całej reszty psów i ludzi rzucających – odbieracie mu ten skarb, który udaje mu się w pocie czoła zdobyć. To po prostu nie fair.. Wyobrażacie sobie podobną sytuację z 3-letnimi dziećmi? Rzucić im jedną łopatkę do piaskownicy i jak któremuś uda się w końcu ją zdobyć, to rodzic podchodzi, wyrywa mu ją z rak i rzuca ponownie na środek piaskownicy. Myślę, że taka „zabawa” szybko przemieniłaby się w lament i płacz. Psy nie płaczą, ale odczucia mają podobne, co takie dzieci (wszak poziom rozwoju ich mózgu i emocji porównuje się z 2-3-letnimi dziećmi).

          Rzucacz” przytrzymuje go za obrożę i podchodzimy go zapiąć. Jak po prostu podchodzimy to najczęściej niestety ucieka.

          No cóż, nie dziwne, że ucieka, skoro zapięcie na smycz = koniec zabawy ;) Proszę przeczytać artykuł o przywołaniu i zastosować tam zawarte sposoby: http://alaodjazza.pl/przychodzenie-na-zawolanie/
          No i jeśli chcecie, by pies do Was przybiegał w każdej sytuacji, nie możecie go „zdradzać”…

          1. Pani Alu, bardzo dziekujemy za otworzenie nam oczu. Przy takim tlumaczeniu absolutnie sie z tym zgadzamy. Jego ekscytacje traktowalismy,jak radosc ze wspolnej zabawy z innymi psami, podczas gdy to byl w sumie stres. :(

            Do tej pory czasem slyszelismy,ze takie wspolne bieganie za pilka oglupia, ten argument sadzilismy jednak ze przewalczamy,wczesniej skupiajac psy, egzekwujac kilka komend.

            Dopiero teraz rozumiemy,ze popelnialismy duzy blad pozwalajac azczeniakowi na taka „zabawe”.

            A czy gdy sa dwa psy i dwie zabawki rzucanie jest ok?To pies z gatunku aporterow, uwielbia biegac za pilka, nie chcialibysmy go tego pozbawiac kiedy idziemy na spacer z inna osoba i jej psem.

            Zastanawiamy sie tez… Czy da sie jakos przekonac psa do innych zabaw w momencie kiedy w poblizu ktos rzuca pilke swojemu psu? Mowie tu o sytuacji kiedy idziemy w dwie osoby,kazda za swoim psem i ta druga zaczyna rzucac swojemu,a nasz pies piszczy i wyje,ze tez chce. Zabrac go wtedy z takiego miejsca i porzucac mu jego pilke? Co jesli ucieknie do tamtego psa?..

            Wiem,ze pytam o tak wiele,ale pani rady w koncu otwieraja nam oczy..

          2. Do tej pory czasem slyszelismy,ze takie wspolne bieganie za pilka oglupia, ten argument sadzilismy jednak ze przewalczamy,wczesniej skupiajac psy, egzekwujac kilka komend.

            Myślę, że tego typu pogląd wziął się z tego, że faktycznie taka duża ilość aportowania połączona z rywalizacją z innymi psami wyzwala w psie tyle hormonów walki i stresu, że często „głuchnie”, jest bardzo pobudzony, zafiksowany na piłkę, itp.
            Samo aportowanie działa dość stresująco w nadmiarze – jeśli porównamy to do polowania, powtarza się tylko sekwencja „namierzyć->gonić->złapać”. Brakuje na końcu „rozszarpać->zjeść”. Te dwa ostatnie ogniwa są o tyle ważne, że żucie, lizanie i połykanie działa relaksująco na psa – wydzielają się hormony szczęścia, które niwelują działanie tych hormonów walki, które wydzieliły się w znacznej ilości podczas pogoni i chwytania. Jeśli zatem pies wiele razy tylko „namierza, goni i łapie”, jest nabuzowany adrenaliną i kortyzolem (w dłuższej perspektywie), co prowadzi do bardzo silnego zafiksowania na przedmiocie gonionym oraz ogólnym codziennym dużym pobudzeniu, problemami z wyciszaniem, itp.
            Nie mówię, że zabawa w aportowanie jest zła sama w sobie, ale powinna być dawkowana odpowiednio do stanu psychicznego psa. Jeśli nasz pies ma fiksację, lepiej jest zmniejszyć ilość tego rodzaju zabawy.

            A czy gdy sa dwa psy i dwie zabawki rzucanie jest ok?To pies z gatunku aporterow, uwielbia biegac za pilka, nie chcialibysmy go tego pozbawiac kiedy idziemy na spacer z inna osoba i jej psem.

            Musicie zobaczyć, jak Wasz pies na to reaguje. Jeśli mimo dwóch zabawek będzie się zachowywał w opisywany przez Was sposób, lepiej jest zaprzestać tego typu spacerów. W ogóle ja bym przyjęła taką strategię, żeby na kilka tygodni mu całkowicie wyłączyć takie spacery. Potem stopniowo do nich wracac, ale już w zmodyfikowanej formie – właśnie albo tylko dwa psy, albo tylko jedna sesja zabawy piłką połączona z nauką komend, na rzecz wiekszej części spaceru „bez niczego” – po prostu eksploracja, wspólne wąchanie, itp. Psom potrzebne są spacery, na których „nie robią nic”. W sensie bez ciągłego przywoływania, skupiania, równania, czekania, zwalniania, aportowania, szukania, itp. To im się pozwala zresetować, zrelaksować i obniżyć poziom ogólnego napięcia. Tylko niezbędne minimum – jak chcemy psa na chwilę przy sobie to wołamy i nagradzamy, jak przyjdzie, ale nie robimy przez cały spacer jednej wielkiej sesji przywołania.

            Zastanawiamy sie tez… Czy da sie jakos przekonac psa do innych zabaw w momencie kiedy w poblizu ktos rzuca pilke swojemu psu? Mowie tu o sytuacji kiedy idziemy w dwie osoby,kazda za swoim psem i ta druga zaczyna rzucac swojemu,a nasz pies piszczy i wyje,ze tez chce. Zabrac go wtedy z takiego miejsca i porzucac mu jego pilke? Co jesli ucieknie do tamtego psa?..

            Trzeba zaaranżować takie ćwiczenia, żeby pies zrozumiał, że piłka kogoś jest dla niego niedostępna :) To będzie trudne po jego doświadczeniach spacerowych pt. „każda rzucona piłka może być moja”, ale nie niemożliwe. Chcę zaznaczyć, że czeka Was bardzo dużo pracy nad tym, żeby to odkręcić, bo Wasz pies miał dotychczas tylko trening w tym, by działać dokładnie odwrotnie – skupiać się na piłce, rywalizacji, zamiast na tym, kto rzuca, po co i komu.
            Najpierw tylko z drugim człowiekiem, bez drugiego psa. Sytuacja taka, jaka Pani opisuje – człowiek zaczyna się bawić piłką (najlepiej na sznurku, żeby jej nie wypuścił z rąk), Wasz pies leci do niego, a ten natychmiast zwija piłkę, chowa, ręce zakłada na pierś i ignorując psa odwraca się do niego tyłem. Wy w tym czasie wołacie i pokazujecie Waszą piłkę na sznurku, która oczywiście jest dla psa dostępna (najlepiej na początek ćwiczyć w bliskiej odległości, bo pies może nie chcieć odbiec daleko od pomocnika). W trakcie tej Waszej zabawy druga osoba znowu zaczyna się intensywnie bawić swoją zabawką i wtedy zapewne Wasz pies znowu poleci tam. Pozwalajcie na to – żadnego wołania, zabraniania, itp. On musi SAM dojść do tego, że mu się nie opłaca porzucać Was na rzecz innej osoby z zabawką. Procedurę powtarzajcie kilka/naście razy z przerwami na normalny spacer. Na pewno będzie potrzebnych kilka/naście takich spacerów z różnymi osobami (w celu generalizacji, że nie tylko jedna osoba z piłką tak „działa”.), a dopiero potem z tymi osobami wprowadzacie jeszcze drugiego psa. Wszystko wygląda tak samo :)

  12. Pewnie ma Pani rację że za dużo od niej wymagam chociaż w domu też ma rozpraszacze bo są 2 koty jeszcze… to kiedy powinnam zacząć się martwić? Sunia nie jest puszczana luzem tylko zawsze na smyczy. Jest u mnie od 20 grudnia…

    1. Ale te koty ogląda non stop, a na dworze wszystko się zmienia co chwilę. :)
      Proszę spróbować na ćwiczenia wybierać miejsca spokojne, gdy się w miarę nic nie dzieje. SUPER smaczki muszą być, lepsze, niż używa Pani w domu – co używa Pani jako smaczki??
      Czy próbowała Pani skrócić smycz na tyle, by sunia była obok Pani i czekać tak długo, aż się psina nie zainteresuje, dlaczego stoicie? :) Jak tylko spojrzy, to luzuje Pani smycz i ruszacie – psy dość szybko łapią, że aby iść do przodu, trzeba nawiązać kontakt z „bazą” :)
      Jeśli sunia w ogóle nie biega luzem, nie może Pani wykorzystywać naturalnego odruchu szczeniaka do podążania za człowiekiem – a to mija w okolicy 4 miesiąca… Trzeba ją zacząć spuszczać albo chociaż zapinać na długa linkę 10m, by miała swobodę. Wtedy nagradza Pani każde podejście, zresztą proszę poczytać tutaj: http://alaodjazza.pl/przychodzenie-na-zawolanie/ :)
      No i na krótkiej smyczy trudniej psu eksplorować, nie może się więc nacieszyć wyjściem, dlatego trudniej jej się skupić. Smycz minimum 3m powinna mieć, zwykła przepinana na kółeczka. Smyczy automatyczne typu Flexi uczą psa ciągnięcia i nie pozwalają w pełni zapanować nad psem, trudniej też mu czegoś skutecznie zabronić poprzez blokowanie smyczą.

    1. A siada przodem do Pani, patrząc na Panią? Czy jak słyszy komendę, to po prostu bezmyślnie klapie tyłkiem tyłem do Pani i rozgląda się po okolicy?

  13. Smaczkiem jest jej karma albo jablko innych nie używam bo słyszałam że za mała jest… siada zawsze przodem do mnie i patrzy na mnie. Na razie nie uczę jej chodzenia przy nodze ale też nie pozwalam jej ciągnąć mnie. Smycz na razie zwykła taka około metra, w smycz typu flexi nie chcemy przechodzić ale w linkę na pewno zainwestuję. Wolno nie chcę jej spuszczać na blokowisku bo boję się o nią, ale jak tylko jesteśmy u mojej siostry albo rodziców gdzie jest podwórko to tam nie zapinamy jej. Chcemy aby najpierw się z nami „złączyła” a dopiero potem puszczać luzem.

    1. Karma… No, szału nie robi. Zwłaszcza w konkurencji z ciekawymi bodźcami. Jabłko jest ok, jeśli je lubi. Ale przy dużych rozproszeniach potrzeba EXTRA smakołyków. Żadne gotowce takie nie są. Najlepiej sprawdzają się parówki, żółty ser, resztki z pieczeni, mielone mięso surowe lub obrobione termicznie, kawałki ryby z puszki, itp. Wszystko, co mocno pachnie.

      Smycz ma zdecydowanie za krótką. Szczeniak ma ogromną potrzebę eksploracji otoczenia. A jeśli nie chcecie jej jeszcze puszczać luzem (choć to najlepszy sposób), to koniecznie trzeba jej jak najszybciej zapewnić swobodę na długiej lince. Im dłużej będzie chodziła tylko na krótkiej smyczy, tym trudniej będzie Wam ją nauczyć przychodzenia na zawołanie, bo ten „szeroki świat” poza smyczą staje się zakazanym owocem. Więc paradoksalnie, im szybciej puścicie ją luzem, tym lepiej. Oczywiście nie przy ulicy, ale na takim osiedlowym trawniczku – czemu nie :)

      Proszę też poczytać te uniwersalne zasady pracy z psem: http://alaodjazza.pl/zasady/

  14. tak się cieszę że trafiłam na tą stronkę!!!! świetnie wszystko napisane przystępnym językiem, forumowicze super ludzie -pomocni.
    na pewno po przeczytaniu wszystkich tekstów w razie wątpliwości odezwę się i Państwa popytam o to czy owo…jeżeli nie znajdę odpowiedzi na stronce!!
    Świetna strona!!!

  15. Witam. Dziękuję za porady i mam kilka pytań.

    Mam pół rocznego pieska i dopiero mam zamiar uczyć go skupienia się na mnie i wracania do mnie, ponieważ np. Dzisiaj wychodząc z nim na spacer w parku puściłem psa luzem i jak zwykle pobiegł, poganiał i chciałem mu dawać smakołyki,(Karmę,ale widzę, że powinienem zacząć dawać coś innego)ale nie zwracał na mnie zbytnio uwagi. Podbiegał do mnie i nagle znów w długą poleciał i nie reaguje na swoje imię, gdy zauważy innego psa, oczywiście jest to strasznie frustrujące, ponieważ ludzie oczywiście zrozumiale panikują(Zapomniałem wspomnieć, że jest to młody doberman.), a pies nadal nie chce wrócić muszę dopiero podnieść kija i nim rzucić, choć nie zawsze się to udaje i czasami mnie ignoruje. Chcąc dawać mu smakołyki nie podbiegał całkowicie tylko okrążał i sprintem poleciał dalej i tak kilka razy. Prosiłbym o odpowiedź i kolejne rady(Możliwe, że dużo informacji pominąłem później dopiszę)

    1. Dzień dobry :)
      Odnośnie przywołania polecam przeczytać i zastosować sposoby podane w tym artykule: http://alaodjazza.pl/przychodzenie-na-zawolanie/

      Czy psiak był uczony skupienia bez rozproszeń w postaci psów?
      Czy reaguje na imię w spokojnych sytuacjach?
      Czy uczył go Pan wcześniej czegokolwiek? Jaka skuteczność tych rzeczy?

      Będzie teraz trudniej, jeśli psiak nie był uczony od początku skupienia i przywołania, ponieważ wiek 6 miesięcy to rozpoczęcie okresu dojrzewania płciowego, które trwa niestety aż do 15-18 miesięcy. To okres, w którym pies nie dość, że ma huśtawki hormonalne, to jeszcze przechodzi drugi okres lękowy (w którym zaczyna nerwowo reagować na przedmioty/istoty dotychczas ignorowane, np. śmietniki, ludzi w kapeluszach, itp). Połączenie daje niestety psa, który zdaje się obrastać w mięśnie na rzecz kurczenia się mózgu ;) Teraz Pana pies zaczyna/zacznie się interesować zapachami bardziej niż dotychczas, inne psy też stanowią większą pokusę, ponieważ jako dorastający młody samiec ma potrzebę rywalizacji i „ustawek” z innymi samcami oraz adorowania i zalecania się do suczek. Oczywiście wszystkiego da się nauczyć, niezależnie od wieku – ale teraz będzie po prostu wyjątkowo paskudny okres :)
      W razie pytań oczywiście jestem do dyspozycji i zapraszam do kontaktu :)

  16. Witam ponownie.

    Bez rozproszeń w postaci psów, że w domu czy może na dworze?
    Jeżeli w domu to raczej nie, ponieważ mam jeszcze 9-10 letnią suczkę.
    Pies reaguje na swoje imię w spokojnych sytuacjach. Na dworze czasami udaje głuchego, ale też zaczął bardziej reagować.
    Uczyłem go wcześniej podstaw jak np. Siadania lub schodzenia z mebli, pies bardzo szybko się uczy i zapamiętuję… Jestem naprawdę zdziwiony jego postępem jeśli o to chodzi.
    Wspomniany artykuł przeczytałem i od kilku dni już go uczę przychodzenia, gdy go puszczam luzem. Jak na razie idzie wszystko w dobrym kierunku.
    A ten okres to jest to może okres, w którym psa nie powinienem puszczać za często luzem?
    Zapomniałem wspomnieć, że mój piesek miał też dość trudno u „hodowcy/właściciela” jakkolwiek ich nazywać, ponieważ był kopiowany nielegalnie i na żywca gdy miał 4 miesiące strasznie wszystkiego się bał i posikiwał ze strachu. Od ludzi uciekał na dwór wychodzić nie chciał.
    Oczywiście było minęło coraz odważniejszy jest z dnia na dzień. Czy może mu się to odbić na przyszłość albo czy w tym teraz okresie, który nadejdzie będzie miał przez to jakieś trudności czy coś w ten teges.
    Dziękuję bardzo za odpowiedź.

    1. W jakich sytuacjach „udaje głuchego”?

      A ten okres to jest to może okres, w którym psa nie powinienem puszczać za często luzem?

      Ogólnie dopóki pies nie nauczy się mocnego przywołania, powinien śmigać sobie na długiej lince, o której też jest mowa w artykule o przywołaniu.

      Zapomniałem wspomnieć, że mój piesek miał też dość trudno u „hodowcy/właściciela” jakkolwiek ich nazywać, ponieważ był kopiowany nielegalnie i na żywca gdy miał 4 miesiące strasznie wszystkiego się bał i posikiwał ze strachu. Od ludzi uciekał na dwór wychodzić nie chciał.

      Boże… No, cóż, to bardzo istotne informacje… Wie Pan, niestety najpewniej jego najważniejszy okres socjalizacyjny został zaprzepaszczony, ale on nadal jest bardzo młody i podatny na poznawanie świata – więc można w tym zakresie bardzo dużo nadrobić. Skąd Pan jest? Może mogę polecić jakąś szkołę, z która mógłby się Pan umawiać na zajęcia socjalizacyjne? Może Pan to robić sam, ale jak ktoś prowadzi kursy grupowe, to ma większa możliwość dobrania odpowiednich psów i ludzi dla Pańskiego czworonoga.
      Na pewno teraz trzeba dbać o to, by jego kontakty z ludźmi były pozytywne i regularne. Z różnymi ludźmi – kalekimi, młodymi, starymi, w kapeluszach i okularach, z brodą i parasolem. Wszystko, co może być potencjalnie straszne trzeba oswoić i miło skojarzyć. Na pewno proszę unikać tzw. „miłośników psów”, którzy totalnie nie respektują psiej mowy ciała, a argumenty „mój pies się boi” nie trafiają do nich zupełnie… Wszystko ma się odbywać na zasadach psa – to on się zapoznaje z osobą we własnym tempie, nie jest naciskany, wołany, cmokany w nieskończoność, itp.

      Na pewno ten filmik nie wyczerpuje tematu, ale warto go obejrzeć, by mieć choćby minimalne rozeznanie:
      https://www.youtube.com/watch?v=-cGDYI-s-cQ

    1. Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi :)
      Wszystko zależy od psa i od tego, jak bardzo potrzebujemy mieć go skupionego w pewnych sytuacjach i czy naszemu psu rzeczywiście to służy w radzeniu sobie w trudnych momentach.

      Warto pamiętać, że są psy (jak np. mój Cliff :) ), które wybierają strategię np. zawąchiwania się / usilnego niezwracania uwagi na NIC – w sensie odcinają się jakby, zawieszają i idą szybko, by jak najszybciej coś minąć, czasami ciągną wtedy na smyczy w obecności stresującego bodźca (np. idący z naprzeciwka ludzie, ruch uliczny, itp.). Wymaganie skupienia u takich typów może paradoksalnie pogarszać ich komfort i poczucie bezpieczeństwa w tych sytuacjach dla nich trudnych, dlatego ja np. chwaliłam to zawąchiwanie (przeciwieństwem było szczekanie), wręcz podkładałam komendę”wąchaj” i potem jak widziałam, że pies się na coś zagapia i może być awantura, mówiłam „wąchaj” i udawało się przejść z psem pt. „ja tu tylko sprzątam” :)

      Jeśli natomiast brak skupienia wynika raczej z tego, że pies nawykł do ignorowania właściciela i brania sobie samemu ze środowiska tego, co go interesuje, intensywność sesji jest wskazana – najlepiej połączona z wprowadzeniem zasady „nic w życiu za darmo” (ang. NIFIL -nothing is free in life). Czyli wszystko, co pies chce uzyskać poprzedzone jest spojrzeniem i czekaniem na pozwolenie.

      Jeśli wprowadzi Pani nagradzanie spontanicznego kontaktu, pies dość szybko wejdzie w tryb pracoholika na spacerze. Wtedy trzeba podnieść poprzeczkę i selektywnie nagradzać te spontaniczne spojrzenia. Czyli w spokojnych momentach spaceru można chwalić i nagradzać tylko spojrzenia poprzedzone Pani komendą (np. imieniem), a te spontaniczne sporadycznie, już nie każde. Za to w sytuacjach dla psa trudnych (np. psy szczekające za płotem) nadal intensywnie prowadzić sesje skupienia oraz nagradzać spontany. I tak po kolei, stopniując sytuacje od łatwych dla psa, poprzez trudniejsze, aż do bardzo trudnych dla niego, wymagać więcej na każdym opanowanym etapie.

  17. Witam panią serdecznie! Cieszę sie bardzo iż trafiłam na tę stronkę, szukając metod szkoleniowych dla mojego 7 miesięcznego westa. Piesek jest u nas od końca września i chyba trochę za późno wzięłam sie za jego szkolenie metodą klikerową, ale są już pozytywne skutki :) pięknie reaguje na przywołanie do nogi na podwórku , po posesji ładnie chodzi na luźnej smyczy, cały czas pilnuje, czy jestem obok. wcześniej nie był spuszczamy ze smyczy, ponieważ nasza podwórkowa sunia zrobilą w siatce dziurę, przez którą ciągle wychodzi za posesje, poniewaz zaraz po tym jak szczeniak był zaszczepiony zapoznałam psy ze sobą a ona ciągle go „zapraszała” w te dziurę do ucieczki i ja sie bałam , że moze nam uciec. Teraz puszczam go luzem, bawimy sie, przybiega na zawołanie , zapinam pozniej odpinam ze smyczy ćwiczymy siadanie czekanie chodzenie przywołanie na podwórku , gdzie słychać i szczekanie innych psów i ptaki i motory wszystko, ale jak idę z nim do lasu na spacer , to jest tak podniecony innymi szczekającymi psami, bądź przechodzącymi, że odbiera mi to wszelaką chęć chodzić z nim gdzieś dalej. Rwie sie do nich, trzęsie sie jak galareta, ujada jak najęty. Kiedy nie słychać i nie widać innych psów jest ok – stara sie pilnować mnie, jak zaczyna ciągnąć ja przestaje iść dalej on albo wraca do mnie albo siada , ale jak tylko gdzieś w okolicy szczeknie pies, wyrywa sie szczękając i nie słyszy nic, albo dopiero za 10 razem i tak ujadając wracamy do domu. Smakołyki i kliker zawsze mam ze sobą. Ponieważ jest karmiony suchą karmą mam pokrojone parówki pomieszane z gotowaną piersią lub żołądkami kurzymi, ser, bardzo lubi paprykę i ogórki. Nie wiem jak mam go oduczyć tego ujadania i wyrywania sie ze smyczy. Z naszą sunią dużo się bawi zarówno pod czas naszych spacerów, jak i pod czas kiedy zostawiam go na długiej lince na podwórku, więc chyba nie powinien mieć braku obcowania z innym psem. Z góry dziękuje za odpowiedz.

    1. Pani Kseniu – powiem tak… Proszę sobie wyobrazić taką sytuację (heh, pewnie ciężko będzie), gdyby Panią zamknięto jako dziecko od urodzenia w domu z ogrodem i wypuszczono na „świat zewnętrzny” w wieku 7 lat. Oczywiście miała Pani starszego kuzyna, z którym bawiła się przez te 7 lat codziennie. No i słyszała Pani za ogrodzeniem różne dźwięki.

      Dla Pani psa to jest sytuacja analogiczna – przez większość czasu swojego dotychczasowego życia miał kontakt tylko Panią, Pani rodziną i JEDNYM psem. Czy można się dziwić, że pies jest zestresowany i przerażony tym, czego nie zna? Mało tego, obecnie Pani psiak przeżywa okres lękowy, których jest 3-4 (zależy od psa), w którym nawet dobrze i od początku socjalizowane psy przeżywają jakieś irracjonalne z naszego punktu widzenia lęki.

      Trzeba mu dać czas, najlepiej po prostu wychodzić poza dom bez nastawienia na dojście GDZIEŚ, tylko na SPOKÓJ podczas tego marszu. Poza tym, trzeba mu zapewnić swobodny (bez smyczy) kontakt z innymi psami. Najlepiej umówić się z kimś, kto ma psa i pojechać na spacer na jakieś łąki/pola, żeby pies w miarę spokojnym miejscu mógł w swoim własnym tempie zapoznać się z pobratymcem. Ważne, żeby drugi pies nie był natarczywy i „zabawowy”, bo to może Pani psiaka wystraszyć. Raczej ten drugi powinien być spokojny, bardziej ignorować Pani psiaka.

      Na razie nie chodźcie na dalekie spacery pieszo, żeby mu dawkować bodźce. Lepiej jest zrobić spacer na 10m poza posesję, ale w spokoju i dobrym nastroju (pochwały, smakołyki, zabawa, wąchanie, itp), niż iść kilometr, przeładować psa wrażeniami i potem ciągnąć szczekający kłębek nerwów do domu. Zdecydowanie bardziej wartościowy dla budowania poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie będzie ta pierwsza wersja :)
      Proszę mu też dużo umożliwiać wąchanie i swobodną eksplorację – jaką macie smycz? Rozwijaną automatycznie, czy zwykłą? Jak zwykłą, to jaką długość pies ma do dyspozycji na spacerach? Czy pies ma obrożę, czy szelki?

  18. Witam po raz kolejny. Dziękuje bardzo za odpowiedz. Chciała bym sprostować kilka rzeczy. Piesek miał od samego początku kontakty i z innymi ludźmi , które do nas i di dzieci przychodzą w gości od samego początku nie izolowalismy go od innych, bardzo lubi dzieci, do moich synów przychodzą koledzy on sie z nimi pięknie bawi, nie był tez izolowNy od innych psów , co prawda nie były to bardzo częste kontakty, ale miał okazje do zapoznania sie i do zabaw i ze starszą sunią westem i z dużo większymi i mniejszymi od niego pieskami, tylko że na co dzień ma naszą sunie, która jest bardzo zaczepna w stosunku do innych psów i wydaje mi sie że nasz westik nabrał sie od niej takich samych zachowań, ponieważ jak zabieram go samochodem w inne miejsca gdzie sa inne psy, on zachowuje sie znośnie. Chętnie zapoznaje sie na spacerach z innymi pieskami nie jest w stosunku do nich ani agresywny ani lękliwy. Kiedy pisałam że trzęsie sie jak galareta, to wydaje mi sie iż bardziej z podniecenia, poniewaz my mieszkamy praktycznie w lesie i jak tylko wychodzimy za furtkę to dosłownie naprzeciwko mieszka sunia – owczarek niemiecki , która z naszą sunią bardzo sie nie lubi i jak tylko furtka sie otwiera nasza czarnula leci z niesamowitym szczekaniem do Jonki, a mały westik ciągnie za nià i spacer na działkę obok, na wstępie jest juz do bani. On leci ciągnie szczeka, ale z sąsiadką już zaczęłyśmy ostrożnie ich ze sobą zapoznawać , moze bedzie lepiej. Piesek ma zwyczajnà obrożę i zwyczajną smycz, chyba ok 2 metrów. Po naszej działce lata luzem bez smyczy. Dziękuje jeszcze raz za każdą wskazówkę

    1. Rozumiem już :)

      Ja bym na Pani miejscu przede wszystkim ukróciła to samowolne bieganie starszej suni do innych psów i ujadanie na nie.
      Dodatkowo, robiłabym jak najrzadziej wspólne spacery, zwłaszcza w sytuacji, kiedy możecie spotkać inne psy. Jeśli szczeniak i starszy pies wychowują się razem, to młody będzie brał przykład i wchłonie jak gąbka zachowania starszego psa. Dlatego jeśli nie chce Pani dwóch histeryków w stosunku do innych psów, radzę postawić na socjalizację BEZ udziału starszej suni :) Oczywiście, da się zmienić podejście starszego psa do pobratymców, natomiast o wiele trudniej to przyjdzie, niż nauczenie od samego początku przyjaznej komunikacji młodego pieska.

      Popracowałabym też nad rodzajem spotkań westika z innymi psami – by nie była to tylko bezmyślna szalona gonitwa, ale także właśnie ćwiczenia w obecności innych psów. Dodatkowo dobierałabym mu do towarzystwa raczej dorosłe, zrównoważone psy, a nie szczeniaki czy młode narwańce ;)

      Skąd jesteście?

  19. Ja i sama rozumiem, ze trzeba ukrócić jej wychodzenie, ale problem w tym, ze jak tylko ona widzi, ze ja wychodzę z małym na smyczy, to juz wie ze bedzie spacer, jeżeli ja zostawiam na podwórku , to ona natychmiast robi podkop, albo następną dziurę w siatce i leci za nami. Jak tylko brama sie otwiera ona wyskakuje, jedynym wyjściem było by usadzenie jej przy budzie na łańcuchu . Ona obszczekuje wszystkich przeczodniow, a jak biegnie ulicą jakiś pies, albo śmieciarka, listonosz, motor, to ujada jak szalona, jak mały jest w tym czasie na podwórku to ujada razem z nią :( ja juz sie zastanawiałam nad zakupieniem obroży antyszczekowej dla niej.

    1. Droga Kseniu – wybacz proszę, moje nagłe zamilknięcie… Co u Was? Czy coś się poprawiło? Jakoś ćwiczyliście?

  20. Po tym jak załapaliśmy już wszystkie dziury w płocie, które ona zrobiła , ona sporadycznie ma okazje do ucieczek, przez otwierającą sie bramę wyjazdowi, kiedy my akurat nie widzimy tego, bo jak ktoś jest na podwórku wtedy jak brama sie otwiera, to ona nie ucieka. Mieszkamy w niewielkim miasteczku miedzy Warszawa a Białymstokiem , dokładnie 100 km dzieli nas i od jednego i od drugiego miasta, w mieszacie niema żadnych szkół , ani tym bardziej przedszkoli dla piesków. Oczywiście na spotkania z innymi psami ja zabieram tylko młodego , i jak juz mówiłam jest on wtedy grzeczny, oczywiście obwąchuje wszystko i musi wszystko ” zaznaczyć ” , ale nie ujada , chyba ze szczeka inny pies, to ja mu wydaje komedie chodź i wąchaj i on raz dwa razy szczeknie i idzie ze mną. Szczególnie jest baaaaardzo zdziwiony, kiedy jakiś starszy pies ignoruje jego szczekanie.

  21. „Odwiedzilam” wiele miejsc,w ktorych udzielane sa roznego rodzaju porady i pomoc w wychowaniu mlodego psa ale tak pomocnego,z konkretnymi radami i pomoca nie znalazlam. Chyle czolo przed ogromna wiedza i ciesze sie,ze w koncu znalazlam wlasciwe miejsce. Zdecydowalam sie zadac rowniez pytanie i poprosic o pomoc.Mam 5 mies.ON-ka a z nim dwa „problemy”;szczekanie na wszystko i wszystkich oraz ciagniecie na smyczy.Na spacery zwierz wychodzi w szelkach na zwyklej smyczy i ciagnie jak oszalaly.Kiedy staje i czekam az przestanie,on siada w kierunku spaceru i czeka az do niego dojde i znowu ciagnie.W miedzyczasie ujada na wszystko,jest najezony i przestaje byc slodkim miskiem,nie dziala stawanie przed mim,smakolyki ani proba odwrocenia uwagi.Jak zmeczy sie spacerem to robi przerwy w ujadaniu.To spory zwierz wiec odstrasza inne psiaki i ludzi.

    1. Droga Ewo, dziękuję za miłe słowa :)

      Co do Twojego psa to z tego pobieżnego opisu wynika, że Twój szczeniak się boi… Obrał strategię odstraszania (która, jak piszesz, mu działa…), przez co wygląda to jak pewne siebie ataki, ale ciągnięcie na smyczy świadczy tu ewidentnie o pobudzeniu i stresie. Ciężko mi napisać coś „na szybko”… Bo po prostu problem jest głębszy i nie leży typowo w technicznym uczeniu komendy. Dobrze by było, gdyby psa zobaczył jakiś specjalista na żywo. Gdzie mieszkasz? Może mogę kogoś polecić? Gdyby nie było nikogo wartego polecenia w Twojej okolicy, możemy się umówić na konsultacje przez Skype (wiadomo, że lepiej na żywo, ale całkiem sporo osób dobrze sobie radzi przy takim instruowaniu „zdalnym”).

  22. Witam Pani Alu! Cudowna strona, że też dowiedziałam się o niej dopiero teraz!
    Wczoraj tutaj trafiłam szukając informacji jak poradzić sobie z naszym problemem. Mam 2 psy, 14-letnia suczke i 8-letniego psa. 2 tyg temu przeprowadziliśmy się z domu do mieszkania. Suka od początku jak do nas trafiła miała problemy z agresja, ma mocno terytorialny charakter i wiedziałam że będę musiała bardzo uważać na klatce i w windzie. Niestety nie myliłam się, sunia rzuca sie w amoku a zaniepokojony pies szczeka. Wątpię czy zdołam babcie czegoś nauczyć, ale chciałabym by choć 8latek zachowywał się grzecznie. Kupiłam suszoną kaczkę, za która szaleją i zamierzam używać jej tylko przy wychodzeniu/wchodzeniu. Zaczęłam zabierać 8latka ze sobą przy każdej okazji by trafić na sąsiada i ukarać jego złe zachowanie powrotem do domu. Poki co na szczęście kaczka wystarczyła:) pomyślałam dziś by na wspolne spacery wyprowadzać ich z bloku osobno, tj poprosić kogos z rodziny by popilnowal 1 psa a ja wroce do domu po drugiego,czy to dobry pomysl?
    Drugi problem to szczekanie podczas naszej nieobecności. Od momemtu przeprowadzki wzięłam na 2tyg urlop, cwiczylismy zostawanie w domu stopniowo wydłużając czas,bywało że siedziałam pod drzwiami godzinę i bylo spokojnie. Kiedy zostały same na 5h zostawilam kamere i nisetety po 2,5h zaczęły szczekac, wzajemnie sie nakrecajac i w konsekwencji wyć :( na filmie mlodszy skakal po drzwiach i probowal je otworzyć, byly zamkniete w pokoju z włączoną muzyką. Dzis zostawilam ich po raz drugi na dluzej i boje sie co zastane na filmie, czy beda szczekac na kazdy szmer z klatki? Porozkladalam w calum mieszkaniu smaczki, mlodszy uwielbia węszyc to moze chwile czyms sie zamjmie. Co moge zrobić by im pomóc? Pozdrawiam

    1. Dzień dobry!
      Miło mi, że strona się podoba! :)

      Wasza sytuacja jest dla nich ogromnie stresująca. One jeszcze nie czują się w ogóle bezpiecznie w nowym miejscu, więc wszelkie problemy z ich zachowaniem, które już istnieją, będą nasilone. Adaptacja do nowego miejsca trwa min 4 miesiące, czasami dłużej.
      Proszę pomyśleć nad stworzeniem im jak najbardziej przewidywalnego życia – stałe punkty dnia, stałe rytuały, stałe pory, itp.
      Jak Pani jest w domu, większość czasu je ignorować, za to na spacerach poświęcać 100% uwagi – ćwiczyć nowe rzeczy, nagradzać jedzeniem, zabawą, itp.
      Najlepiej jest nauczyć je odesłania na miejsce: http://alaodjazza.pl/na-miejsce/ i w ciągu dnia, psy nie łażą za Panią, tylko mają leżeć na miejscach i odpoczywać.

      Na pewno trzeba im robić osobne spacery, żeby właśnie się nie nakręcały.

      Co do zostawania w domu, to można spróbować je zostawiać w osobnych pomieszczeniach, ogólnie jak Pani jest w domu, to cały czas jak najwięcej ćwiczyć wychodzenie (ale tak, jakby rzeczywiście się Pani gdzieś wybierała – zabiera Pani klucze, torebkę, kurtkę, buty, itp, zamyka psy w pokoju i nie stoi Pani pod drzwiami, bo one wiedzą, że Pani tam stoi ;) ).

      Można też dla wspomożenia tych ćwiczeń kupić i podawać im Relaxer Vet Plus, który zawiera tryptofan, który w organizmie przekształca się do serotoniny – hormonu szczęścia, relaksu i spokoju. Dodatkowo warto pomyśleć nad kroplami Bacha, o których działaniu może Pani więcej poczytać na stronie Państwa Leszczyńskich: hissteria.pl

      A zostawia im Pani KONGi wypełnione np. surowym mięsem mielonym, pasztetem, serkiem topionym, masłem, itp?

      Może w ogóle zechciałaby się Pani umówić ze mną na konsultacje przez Skype?? Mogłybyśmy wtedy więcej szczegółów omówić i opracować dla Was jakąś strategię konkretną?

  23. Hej,

    a czy masz jakis pomysl na takie elementy, które nie chcą nagrod? Otoz moja suka, chocby smaczek byl nie wiem jak ekstra,nowy i w ogole NAJ, to na spacerze zje go raz, pięć razy, a potem juz nie chce i wypluwa. W domu dalaby sie pokroic chocby i za cebule, a na spacerach zwyczajnie nie chce jesc.
    A mamy duuuzy problem z tym zawąchiwaniem się- ona niucha i zero kontaktu. Próbowaliśmy też na pilke i ten sam efekt – raz,dwa razy sie cieszy, potem olewa. To samo z patyczkiem. Czasem lepiej jest z glaskaniem i chwaleniem po prostu, ale to jest jakby ‚za slabe’ zeby najpierw ją skupic na sobie. Tzn ja ją wołam, ona wie, ze w nagrodę będzie mizianko, no ale nie jest to aż tak wyjątkowa sytuacja (wszak miziamy duzo), zeby oplacalo sie spojrzeć na pańcię.
    Młoda ma 9mcy. Co najlepsze,w domu czy ogródku kontakt mamy rewelacyjny, sama szuka mojego wzroku, komendy wykonuje błyskawicznie,jest skupiona i chętna do pracy. Ale te spacery…

    1. Cześć, Dorota! :)
      A co dajesz suni do jedzenia?
      Ile jej dajesz i ile razy dziennie?
      Jakich używasz smaczków?
      Czy próbowałaś po wypowiedzeniu imienia zatrzymywać się i czekać, aż spojrzy i dopiero pozwalać wąchać dalej? Wąchanie też można wykorzystać jako nagrodę :)
      Zastanawiam się jednak, czy ona tak się nie zawąchuje, bo np. jest zestresowana? To by się też łączyło z niechęcią do jedzenia na dworze (oczywiście zakładając, że masz zawsze super smaki i pies nie jest przejedzony ;) )
      Ile razy dziennie wychodzisz na spacer? Ile trwa spacer?
      Co robicie na spacerze?

      Piszesz, że miziasz ją dużo – może otrzymuje za dużo uwagi w domu i na spacerach ma ważniejsze rzeczy? Myślę, że możesz w domu zacząć ją ignorować w większości, a cały kontakt i pełną uwagę przenieść na spacery poza posesję, na pewno ona się będzie lepiej skupiała, bo nie będzie przesycona kontaktem z Tobą.

      1. Suna je suchą karmę, 3x dziennie.
        Smaczków używamy przeróżnych, od jakichś gotowych typu Maced, przez warzywa, owoce, żwacze, parówki, ser żółty, masło orzechowe (bo to dobre dla zestresowanych psów ponoc). No i jak juz, juz mysle ze mam to, zznalazlam,bo je (!!!) to zje pare razy i na tym koniec).

        Z tym wypowiedzeniem imienia i zatrzymaniem się, to robię tak, spojrzy i mówię ‚bardzo dobrzeeee’ i idziemy dalej.

        Na spacer chodzimy raz dziennie, reszta to zabawy ogródkowe.
        Spacer trwa najczęściej ok. godziny, nieraz dłużej. Głównie na spacerze próbuję ją opanować :D Więc właśnie ćwiczymy ten kontakt + nie ciągnięcie na smyczy.
        Chodzimy też do lasu (na lince) i tam ma więcej biegania, wącha też dużo, ale w lesie mamy lepszy kontakt, co ja upatruję właśnie w braku ludzi i psów.

        Hmm, może faktycznie w domu za dużo ma uwagi.. Tzn jak leży grzecznie i nic nie chce, to ja jej nie ruszam. Ale jak przychodzi na mizianko, to nie odmawiam.

        No właśnie rzecz w tym, że właśnie dla mnie ona JEST zestresowana i stąd to wąchanie, ale szukając pomocy na jednym forum dowiedziałam się, że jestem beznadziejna, pies ma mnie w tyłku, nie mamy kontaktu, a ona wcale nie jest zestresowana.
        A ja znam swojego psa i po prostu wiem, że jest zestresowana. To jest paradoksalne, bo ona bardzo lubi spacery i cieszy się na nie bardzo. Szczeka widząc psa, bardzo się cieszy na niego, ale WIEM, no po prostu WIEM, że jest zestresowana. Zwłaszcza,że poza ogródkiem nie chce się załatwiać (dopiero jak ją baaaardzo przyciśnie).

        1. Myślę, że to się wszystko łączy – to, że najlepsza zabawa jest na jej własnym terenie, że zwracasz na nią dużo uwagi w domu i to, że nie czuje się pewnie na spacerach. Jednak wszystkie najlepsze narzędzia, żeby psu podnieść pewność siebie wykorzystujesz w warunkach, które tego nie wymagają ;)
          Ja bym spróbowała w domu i ogrodzie ją w większości ignorować, za to wszelkie zabawy (na początku to będą pewnie próby zabaw) przekładać na spacery. Rób 3 spacery dziennie poza posesję – jeden może być dłuższy, a dwa pozostałe krótsze. Skupiasz się na jakości spaceru, nie na odległości, jaką pokonacie. Jeśli częściej będziecie wychodzić poza posesję i ona będzie miała okazję się tam bawić, itp i po prostu BYĆ, chodzić jakimiś trasami często, to szybciej zobaczy, że tam jest bezpiecznie – no i im więcej swojego zapachu będzie zostawiała POZA posesją, tym bardziej swojsko się będzie czuła na spacerach. Chwal ją bardzo za podsikiwanie na spacerze, za każdym razem – nawet za dwie kropelki ;) Znaczenie moczem, drapanie w podłoże, tarzanie się, ocieranie o gałązki/pnie, itp tez możesz chwalić, bo to są wszystko zachowania związane ze znaczeniem zapachem, czyli świadczące o odwadze psa do powiedzenia innym psom „helloooooł! Tu jestem, tu byłam, patrzcie!”.
          A jakie ma kontaktu z psami, jak często bez smyczy?

          Mówisz, że szczeka, jak zobaczy innego psa… To nie jest radość. To wyraz niepewności lub frustracji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *