Browsed by
Tag: agresja

Pat Miller „Warczenie jako prezent”

Pat Miller „Warczenie jako prezent”

Poniżej zamieszczam tekst autorstwa Pat Miller „Warczenie jako prezent”, ponieważ uważam, że to jeden z lepiej dających do zrozumienia tekstów o warczeniu :)

 

Moi klienci zawsze wyglądają na zaskoczonych kiedy im powiem, ze warczenie psa to jest coś dobrego. Nawet jest to coś, co należy bardzo cenić.

To są klienci, którzy przyszli z problemami agresji u ich psa, łapiący się ostatniej deski ratunku, oczekujący na magiczna tabletkę, która zmieni ich psa w bezpiecznego towarzysza.
Są często zdziwieni i zaskoczeni, ze pogląd, z którym wyrastaliśmy, że należy psa surowo skarcić, gdy tylko ujawni jakąś agresję, nie tylko przyczynił się, ale i zwiększył niebezpieczne zachowanie psa, które ich do mnie przywiodło.

Z jednej strony, wydaje się to naturalna reakcja, skarcić psa za warczenie. Warczenie prowadzi do gryzienia, psy które gryzą są usypiane, wiec zduśmy problem w zarodku poprzez skarcenie psa na widok pierwszych oznak tego zachowania. To wydaje się mieć sens, ale kiedy lepiej zrozumiemy psią agresję, zrozumiemy dlaczego jest to zupełnie błędne poczynanie.

Większość psów nie chce ugryźć czy walczyć. Zachowanie, które zapowiada nadchodzącą agresję, ma za zadanie głównie ostrzec i odstraszyć. Pies, który NIE CHCE ugryźć, stara się za wszelką cenę skłonić cię do odejścia. Może zacząć z subtelnymi sygnałami stresu, które są zwykle niezauważone przez człowieka, jak napięcie w ruchach, sztywno machający ogon.

‚Proszę’ mówi pies łagodnie, ‚Nie chce żebyś tu był’.

Jeżeli dalej przebywasz w jego strefie komfortu, jego ostrzeżenia mogą nabrać intensywności, z większym napięciem, twardym wzrokiem, niskim warczeniem.

‚Nie żartuję’, mówi bardziej zdecydowanie, ‚Chcę żebyś stąd odszedł.’

Jeżeli to jest zignorowane, może stać się bardziej natarczywy, kłapiąc zębami w powietrzu, uderzając nosem, albo dotykając delikatnie twoje ramię zębami, nie przegryzając skory.

‚Proszę’ mówi, ‚nie zmuszaj mnie żebym cię ugryzł.’

Jeżeli to nie skutkuje i nie odchodzisz, pies może się czuć zmuszony ugryźć mocno, żeby przegryźć skórę, po to żeby obronić siebie, terytorium, członków jego grupy socjalnej, albo inne cenne zasoby.

Ludzie nie zdają sobie sprawy, że agresja jest spowodowana stresem. Stres może mieć związek z bólem, strachem, wtargnięciem, zagrożeniem zasobów, dawnymi skojarzeniami, albo spodziewaniem się którejś z tych rzeczy.

-Asertywny, agresywny pies atakuje, ponieważ stresuje go intruz na jego terytorium (inny pies lub człowiek).
-Tchórzliwy pies gryzie, ponieważ stresuje się zbliżeniem się człowieka.
-Ranny pies gryzie rękę ratownika, bo stresuje go ból.

Kiedy karzesz warczenie albo inny wczesny sygnał ostrzegawczy, może ci się udać stłumić warczenie, kłapniecie zębami czy inne ostrzegające zachowanie, ale nie likwiduje to stresu, który początkowo spowodował pojawienie się tych zachowań.

Faktycznie  ZWIĘKSZASZ ten stres, ponieważ teraz ty, przewodnik psa, stałeś się nieprzewidywalny i gwałtowny.
Jeżeli udało ci się stłumić sygnały ostrzegawcze, masz teraz psa, który gryzie bez ostrzeżenia. Pies się nauczył, że nie jest bezpiecznie ostrzegać.

Jeżeli pies się boi dzieci, może warczeć gdy dziecko się zbliża. Ty, jako odpowiedzialny właściciel, zdajesz sobie sprawę, co się dzieje z psami agresywnymi do dzieci, więc karzesz psa szarpnięciem smyczy i głośnym ‚Fe! Zły pies!’

Robisz to za każdym razem, gdy pies warczy na dzieci i pies wkrótce ma potwierdzenie, że dzieci naprawdę zwiastują złe rzeczy dla psa. Dzieci podobają mu się jeszcze mniej, niż przedtem, ale nauczył się nie warczeć na nie, żeby uniknąć twojego gwałtownego zachowania.

Ty myślisz, że pies się nauczył nie być agresywnym do dzieci, ponieważ następnym razem jak mijacie dziecko, pies nie warczy. Jesteś przekonany, że twój pies teraz akceptuje dzieci. Następnym razem jak się jakieś zbliża i pyta, czy może pogłaskać psa, zgadzasz się. Fakt jest taki, że pies nauczył się nie warczeć, ale dzieci ciągle powodują w nim niepewność i stres.

Twój pies jest teraz super zestresowany, starając się kontrolować warczenie, a dziecko zbliża się coraz bliżej. Kiedy ‚straszne’ dziecko wyciąga rękę, pies nie może już wytrzymać, skacze do przodu i kłapie dziecku zębami przy twarzy. Na szczęście był na smyczy i mogłeś go utrzymać, nic się nie stało, ale wszyscy są zdenerwowani tym zajściem.

CZAS ZMIENIC TOK MYSLENIA

Warczenia to wołanie psa o pomoc. To sposób przekazania ci, że pies nie może tolerować tej sytuacji.
Mówi: ‚Nie mogę sobie z tym poradzić, proszę zabierz mnie stad!’.

Jeżeli warczenie było wywołane czymś co ty robiłeś, przestań to robić. Tak, twój pies miał małą lekcję, co zrobić żebyś przestał robić to, czego nie lubi, ale zamażesz to w jego pamięci wieloma lekcjami,na których to, co go stresuje, zwiastuje coś BARDZO dobrego dla piesków.

Tutaj włącza się przeciwwarunkowanie.
Twój pies warczy, ponieważ ma negatywne skojarzenie z czymś, powiedzmy, że warczy, gdy dotykasz jego łapy. Z jakiejś przyczyny jest przekonany, ze dotykanie jego łapy to jest coś złego.
Jeżeli zaczniesz od dotykania jego kolana, dawania mu kawałeczka kurczaka i powtarzania tego, pies zacznie myśleć, ze dotykanie jego kolana powoduje pojawianie się kurczaka. Będzie CHCIAŁ, żebyś dotykał jego kolana, żeby dostać kawałeczek kurczaka.

Uwaga: Upewnij się, że problem z dotykaniem jego łapy nie ma nic wspólnego z bólem. Jeżeli psa boli, gdy dotykasz łapy, przeciwwarunkowanie nie będzie działało. Jeżeli jest podejrzenie, że warczenie jest związane z bólem, udaj się najpierw z psem do weterynarza na badanie.

Kiedy widzisz, że pies wyczekująco rozgląda się za kurczakiem, gdy dotykasz jego kolana, możesz przenieść rękę niżej, aż dostaniesz taką samą reakcję: ‚gdzie mój kurczak?’ w nowym miejscu.

Stopniowo przesuwaj rękę bliżej i bliżej łapy, aż pies jest zachwycony, że dotykasz jego łapy, bo to sprawia, że pojawia się kurczak!
Ćwicz z każdą łapą, aż pies jest zachwycony, gdy dotykasz każdej łapy. Pamiętaj, że dotyk jest najpierw, konsekwentnie zapowiadając nadejście kurczaka.
Jeżeli na jakimkolwiek etapie tego procesu (który może trwać dni, tygodnie lub nawet miesiące, w zależności od psa i tego jak to przeprowadzasz) widzisz, że napięcie psa wzrasta, posunąłeś się za szybko do przodu. Cofnij się trochę tam, gdzie pies jest OK z twoim dotykiem i zacznij znowu. Stres może się zwiększyć w obecności jakichś elementów w środowisku. Rozejrzyj się i upewnij, że nic w środowisku nie dodaje psu stresu.
Niech hałasujące dzieci opuszczą pokój, zrelaksuj psa i zacznij od nowa.

Pamiętaj, pies nie może nam powiedzieć słowami co go martwi, ale używa do tego języka ciała i wokalizacji. Zwracaj uwagę na to, co pies ci przekazuje. Słuchaj sercem i empatią. Bądź łagodny, gdy pies ci mówi, że potrzebuje pomocy. Przyjdź mu na ratunek. Ceń sobie jego ostrzeżenie, jakim jest warczenie.

Gdy pies warczy przy jedzeniu

Gdy pies warczy przy jedzeniu

Miska

Warczenie w obecności zasobów, szczególnie przy misce ma swoją przyczynę w braku zaufania psa do nas. Najgorsze jest przybranie postawy „bo mój pies musi pozwolić zrobić ze sobą wszystko!”, które pociąga za sobą dążenie do tego celu często po trupach (najczęściej trupach naszych palców..). Zwłaszcza, że często mamy tendencję do karania psa, gdy warczy: zabieramy mu to, czego pilnuje, krzyczymy na niego wtedy, czasem nawet postanawiamy rywalizować i pokazać psu „kto tu rządzi” uciekając się do przemocy. Choć nie zawsze tylko uciekanie się do takich środków powoduje warczenie – czasem wystarczy po prostu odchodzić od psa, gdy warczy, aby przekonał się, że może nas odgonić.

Warczy przy misce tylko pies, który czuje się niepewnie – po co pies mocny psychicznie i pewny siebie miałby odganiać kogoś od swojej miski? On ma w sobie przekonanie, że TAKIEMU psu nikt nic nie zabierze ;) Chyba, że odbieramy mu tą pewność siebie, właśnie zabierając, chowając, przechytrzając psa. On traci pewność siebie i walką o zasoby próbuje przywrócić sobie poczucie bezpieczeństwa.

Techniki, w których rywalizujemy z psem tylko utwierdzają go w przekonaniu, że tego, co ma, trzeba bronić z całych sił. A to pogarsza problem – gdy pies wcześniej warczał tylko w przypadku, gdy np. zbliżaliśmy rękę do przedmiotu, teraz warczy już gdy wejdziemy do pokoju. Karcenie psa za warczenie w tym przypadku powoduje nakręcanie się spirali agresji, którą im później tym trudniej przerwać.

Jeśli pies jest przy misce i warczy, to nas kulturalnie ostrzega. My, pchając ręce do miski  ignorujemy to miłe ostrzeżenie. Zatem pies przechodzi do kolejnego etapu groźby – ostrzegawczego kłapnięcia.
Dlatego gdy pies warczy, można stać w miejscu i się nie ruszać, a pójść sobie dopiero, gdy pies przestanie warczeć – jeśli odejdziemy jeszcze podczas odganiania nas, wzmacnia się to zachowanie. Jeśli to przeczekamy stojąc, utwierdzimy psa, że nie przegoni nas warczeniem, ale przede wszystkim nie ma po temu powodu – stoimy i nie zabieramy mu nic (a co jeszcze ważniejsze, po prostu stojąc, nie sprowokujemy ataku – w takim wypadku każdy ruch w stronę psa może zostać odebrany jako prowokacja z naszej strony). I jeśli odejdziemy, gdy przestanie warczeć, pokażemy mu, że odchodzimy, gdy jest spokojny, a nie gdy warczy.

Bardzo trudno jest odbudować psie zaufanie, zwłaszcza jeśli przez długi czas dawaliśmy psu do zrozumienia, że na nie nie zasługujemy. Jest to także proces długotrwały, który wymaga czasu, konsekwencji i cierpliwości. Prawdopodobnie będzie tak, że jak już osiągniemy sukces, to czasem może pojawić się regres – ale tym nie należy się przejmować, a robić to, co robimy konsekwentnie i ze spokojem.

 

Od czego właściwie powinniśmy zacząć?

Na początek warto „spalić” miskę – czyli jedzenie podajemy tylko z ręki. Z czasem bierzemy miskę w jedną rękę, jedzenie w drugą i nakładamy po kilka, nadal trzymając miskę w ręku. Pozwalamy psu jeść tylko po komendzie np. PROSZĘ. Jak próbuje wcześniej wziąć, to podnosimy miskę i mówimy np. E-E. Pokazujemy tym samym psu, że tylko kulturalne i spokojne zachowanie będzie punktowane, ale złe zachowanie nie zabierze miski na zawsze – musi być kolejna szansa! Tylko wtedy psiak będzie mógł pojąć zasadę – siedzę spokojnie i grzecznie czekam: mogę jeść – jestem zdenerwowany, warczę i skaczę: nie mogę jeść.

Dosypujemy po małej porcji jedzonka, aż zje całą swoją dolę. Z czasem, podczas gdy je z miski trzymanej w ręce, dorzucamy kawałek czegoś smakowitego (jeśli je sucha karmę, to wrzucamy np. kawałek mięska). To psa nauczy, że gdy przy misce pojawia się ręka, to po to, aby coś DAĆ, nie zabrać.  Chwalimy, jak je spokojnie. Cały czas utwierdzamy psa w przekonaniu, że warto nam zaufać i być spokojnym, a więcej się zyska.

Jak już pies akceptuje w pełni dorzucanie smakowitego kąska (nie sztywnieje, gdy pojawia się ręka, nie próbuje warczeć, nie mierzy ręki wzrokiem, nie przyspiesza jedzenia, a nawet lekko się odsuwa, aby można było łatwiej wrzucić), wtedy stawiamy miskę na ziemi (nadal ją trzymając) i powtarzamy całą procedurę od nowa. Ćwiczenia warto zacząć w ogóle od innego pomieszczenia, niż kuchnia, żeby zmienić całkowicie kontekst i ułatwić tym samym psu zadanie. Dopiero potem w kuchni osobno trzeba przerobić wszystko od nowa. Ale teraz będzie już łatwiej, bo pies nauczył się nam już trochę ufać.

Kiedy dochodzimy do etapu, w którym miska stoi obok nas, ale nie trzymamy już jej i pies akceptuje fakt, że dorzucamy mu coś dobrego, możemy dodawać inne ruchy ciałem – wstawanie, kroki, itp, aż do chodzenia przy psie i misce. Jak chodzimy, to tak samo wrzucamy coś pysznego , dosypujemy karmy, itp.
Nasza obecność przy psiej misce ma się mu kojarzyć z super wydarzeniem, że dostanie coś extra, a nikt mu niczego nie zabierze.
Oczywiście każdy z domowników mieszkających z psem powinien także przerobić każdy krok – to ważne, bo psy łatwiej generalizują te negatywne rzeczy, niż pozytywne. Dlatego aby zdobyć na nowo zaufanie naszego psiaka, trzeba mu udowodnić na każdym kroku, że na nie zasługujemy :)

Kości, gryzaki i inne Skarby, czyli wspólne gryzienie i przeżuwanie

Czasem zdarza się jednak, że pies pozwala sobie zrobić wszystko przy misce i ogólnie można mu grzebać w pysku, a warczy i ostrzega tylko w przypadku jakichś super kąsków – pachnących kości surowych i wędzonych, dużych gryzaków naturalnych oraz Skarbów (czyli ni mniej ni więcej jak zdechłych ryb, wyrzuconych korpusów z kurczaka, stert spleśniałego chleba, itd – niepotrzebne skreślić, a na pewno ktoś doda coś od siebie), które znajduje na Polowaniach (czyli gorliwej penetracji terenu osiedla w poszukiwaniu Skarbów).

Niestety, aby poradzić sobie z kolekcjonowaniem Skarbów, najlepiej jest zastosować prewencję: skutecznie odwoływać psa oraz nauczyć go niepodejmowania jedzenia z ziemi. Po prostu oddanie tego przez psa jest często nierealne, gdyś stałość konsystencji takich Skarbów zazwyczaj pozostawia wiele do życzenia.

Obrona takich frykasów wynika po części także z braku zaufania do nas, ale trzeba pamiętać, że do głosu dochodzi jeszcze dość pierwotny instynkt obrony „Zdobytej Zdobyczy” (czyli Skarbu).

Żeby problem wyeliminować, a przynajmniej załagodzić, żebyśmy mogli przynajmniej przechodzić obok psa jedzącego Wielką Smaczną Kość, należy zmienić kontekst. Ponieważ Skarb i Zdobycz wiążą się bezpośrednio z elementem znajdowania, zdobywania, chowania się ze znaleziskiem, dużo zdziałamy, gdy zastąpimy taki kontekst skojarzeniami typu: dzielenie się, zachowanie społeczne, wspólne znajdowanie i jedzenie. Najprościej jest zaczynać już ze szczeniaczkiem, aby pokazać mu, że te wspaniałe rzeczy pochodzą od nas i my się tym dzielimy (dochodzi tu także skojarzenie ręki jako dystrybutora połączonego z trzymadełkiem), ale i z dorosłym psem można stworzyć nowy rytuał. Gdy mamy zamiar dać psu coś super, nie dawajmy tego tak po prostu. Najlepiej siąść sobie z tym w ręku na środku pokoju i zawołać psa. Gdy podejdzie, podsuwamy mu kość zachęcając, by chwycił drugi koniec. Trzymamy mocno, bo pies zapewne zechce wyrwać nam ją z ręki. Gdy tylko zaprzestaje wyrywania, a zaczyna gryźć kość, wtedy chwalimy spokojnie i cicho, najlepiej nie patrząc w ogóle na psa – chcemy mu pokazać, że to o to zachowanie nam chodzi i przy okazji przekazać mu, że jak „razem gryziemy”, to nie rywalizujemy (dlatego należy się wystrzegać wgapiania się w psa). Na początku nauki wspólnego gryzienia warto nie wymagać zbyt wiele, dlatego jeśli pies dosłownie parę gryzów wykona bez wyrywania, mówimy PROSZĘ (czyli komenda dostępności nagrody – w skrócie „ok, rób to, co chciałeś”) i puszczamy kość, pozwalając psu zadekować się ze swoim Skarbem. Ważne jest to, że jak już mówimy PROSZĘ to jest to jednoznaczne z ignorowaniem psa i jego kości, aż sam nie straci nią zainteresowania. Chodzi o to, żeby pies zrozumiał, że my się czymś dzielimy, ale nie przychodzimy zaraz później i co chwilę zabieramy i dajemy z powrotem. Każdy by się zdenerwował, gdyby kelner w restauracji co 5 minut zabierał nam zupę sprzed nosa tylko po to, by zaraz ją przynieść.

UWAGA! Jeśli pies nie ma swojego miejsca, do którego może sobie zabierać swoje zdobycze i skarby oraz podarunki od nas, jego problem obrony zasobu może być cięższy do wyeliminowania. Pies musi czuć się bezpiecznie, a bez swojego kąta to praktycznie niemożliwe. Dlatego warto równolegle stworzyć psu stałe miejsce i nauczyć odsyłania go tam ( http://alaodjazza.pl/na-miejsce/ ).

Za każdym razem czekamy coraz dłużej, nim puścimy drugi koniec. Czasem, gdy jest to mniejszy gryzak (np. suszony żwacz wołowy), sami puszczamy wtedy, gdy kąsek jest na tyle mały, że trudno jest psu żuć go nie dotykając zębami naszej ręki –  puszczamy wcześniej po to, by pies nie zaczął nam wyrywać tego kawałka, którego i tak nie utrzymamy i żeby zapamiętał, że i tak wszystko należy do niego, mimo to, że to my trzymaliśmy gryzaka.

Pamiętamy o tym, by chwalić psa za każdy przejaw spokoju – rozluźnienie mięśni, spowolnienie jedzenia trzymanej przez nas kości, mrużenie oczu i taki charakterystyczny wyraz błogostanu na pysku (no, jak to się pojawia, to już w ogóle jest super :) ). Przetrzymujemy i przeczekujemy każdy sygnał dyskomfortu – spięcie, szybkie żucie, warczenie, itp. Jeśli takie zachowania się pojawiają, czekamy po prostu aż pies zaprzestanie ich wykonywania i wtedy mówimy „PROSZĘ”. Czyli znowu pilnujemy, żeby nie oddać Skarbu w momencie nerwowości. Powinno to też być dla nas wskazówką, że być może wymagamy za dużo (za czybko wydłużamy czas żucia z nami), więc trzeba cofnąć się do poprzedniego etapu – wcześniej oddawać psu gryzak lub zamienić go na mniej wartościowy – np. kość surową na kość z prasowanej skóry wołowej.

Co ważne – NIE DOTYKAJMY psa w ogóle podczas tego rytuału. Jest tylko pies, kość i nasza dłoń. Dotyk można dołączać dopiero, gdy pies już sam chętnie przynosi nam kości i wtyka w rękę, żebyśmy mu potrzymali (psy są wygodnickie i szybko uczą się, że mniej trzeba się męczyć, gdy gryzak jest trzymany przez kogoś :) ), a i to krótko i delikatnie oraz z dala od okolic pyska.

Po kilku/nastu takich powtórzeniach możemy spróbować pozostać na podłodze, nawet gdy pies odejdzie z kością. Może okazać się, że psu podobało się trzymanie przez nas gryzaka i zaraz będzie chciał wrócić – może jeszcze obawiać się wetknąć nam kość do ręki, ale wtedy chwalimy nawet za ułożenie się bliżej nas. Często też sami sobie siadajmy obok, gdy pies ma coś mniej wartościowego do żucia, żeby pokazać mu, że jak jesteśmy blisko, to nie pchamy od razu łap do jego zasobu, a po prostu jesteśmy miłym towarzystwem (stojaczkiem, trzymaczkiem czy po prostu „pańciem obok”.)

Jeśli zbudujemy miłą atmosferę współpracy i „kontaktu socjalnego” podczas dawania wyjątkowych gryzaków, pies chętnie będzie się z nami dzielił i nawet oddawał „do pokazania” swój cenny zasób, bo będzie wiedział, że bierzemy to tylko po to, by oddać go z powrotem.

Najlepiej jest zaczynać od gryzaków mało wartościowych – np. kości z prasowanej skóry wołowej, a z czasem przechodzić do tych bardziej przez psa pożądanych.

Mi osobiście „wspólne gryzienie” kojarzy się z kołem gospodyń wiejskich – siada kilka bab i se razem wyszywają, napychają pierzem poduszki, itp. Takie zacieśnianie więzi poprzez wspólne wykonywanie takich samych czynności – a psy to lubią! W końcu to istoty społeczne, trzeba tylko zyskać ich zaufanie.

 

Nagrodą dla nas za ciężką pracę, cierpliwość i konsekwencję będzie miłe i bezproblemowe towarzystwo psa, który nie ma powodu, by się nas obawiać i czegokolwiek w związku z tym bronić. Spojrzymy także na relację z psem inaczej – nie jako ciągłą rywalizację, a wspólną koegzystencję połączoną z budowaniem więzi, pełną wzajemnego zrozumienia i zaufania w każdej sytuacji.