Browsed by
Tag: nauka

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka cierpliwego czekania

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka cierpliwego czekania

Wielu właścicieli psów doświadcza regularnego braku cierpliwości ich pupili. Psy a to się przeciskają przez drzwi wyjściowe, a to skaczą do miski, którą człowiek właśnie stawia na ziemi, w konsekwencji czego połowa jedzenia ląduje na podłodze. Czasem też dzieją się różne inne rzeczy, których przyczyną jest szybkość i gwałtowność reakcji naszego psa. W tym artykule mam zamiar omówić szczegółowo właśnie spokojne wychodzenie przez drzwi i czekanie na miskę.

a) Wychodzenie przez drzwi
W niektórych książkach poświęconym psom można spotkać się z poglądem, jakoby to właściciel miał zawsze pierwszy przechodzić przez drzwi, by pokazac psu jego „miejsce” w „stadzie” (cokolwiek by to miało oznaczać…). Spotykałam się z takimi przypadkami, w których w momencie wyjścia pies wraz z właścicielem wyciskali się przez drzwi jak pasta z tubki i każdy miał zamiar wyjść pierwszy (patrząc obiektywnie, kolejność była różna, ale człowiek wycisnąwszy się z framugi jakoś zawsze miał przeświadczenie, że to on wyszedł pierwszy). Mimo tych zabiegów, pies przez resztę spaceru i tak był nieokiełznany, a dodatkowo przy kolejnym wyjściu na spacer znowu próbował wyjść pierwszy!

Ja też uważam, że w większości przypadków to człowiek powinien wyjść pierwszy, a pies poczekać na swoją kolej. Ale moje motywy są dalekie od pokazywania „kto tu rządzi”. Przede wszystkim liczy się bezpieczeństwo naszego psa. Zwłaszcza żyjąc w mieście (ale nie tylko!) mamy niedaleko swojego miejsca zamieszkania ulicę, nierzadko ruchliwą. Lepiej najpierw sprawdzić, czy coś nie jedzie, nim nasz pies wyleci na łeb na szyję. Kolejną sprawą jest bezpieczeństwo i komfort psychiczny innych ludzi i psów. Nie każdy życzy sobie, by wpadał na niego rozemocjonowany wyjściem na spacer pies sąsiadów, tak samo nie każdy inny pies lubi takie gwałtowne powitania pobudzonego pobratymca. A jeśli nasz pies ma problemy z ludźmi lub psami, tym bardziej nie powinien wybiegać bez kontroli przez drzwi wyjściowe, bo wtedy o wiele łatwiej o nieprzyjemną sytuację.

Nie oznacza to jednak, że pies nie może wyjść pierwszy! Jeśli jest na smyczy lub bez, ale wychodzi spokojnie, nie ma najmniejszego problemu, by to on przekroczył próg przed nami. Dla mnie warunek jest jeden: pies ma być spokojny i czekać na pozwolenie wyjścia. Tylko wtedy to my tak naprawdę kontrolujemy sytuację i możemy w razie czego zadziałać.

Spokojne wyjście na spacer jest połową sukcesu, jeśli chodzi o spokój i obliczalność naszego psa podczas reszty przechadzki. Pies musi na samym początku opanować emocje, bo inaczej po prostu nie wyjdzie na dwór (zakładamy oczywiście konsekwencję właściciela, bez niej psu trudniej jest to przyswoić).

Jak więc tego nauczyć?

Zasada jest prosta – otwieramy drzwi i oczekujemy, że pies będzie stał spokojnie, dopóki nie usłyszy komendy zwalniającej, czyli np. OK (więcej o komendach pomocniczych tutaj: http://alaodjazza.pl/przedluzanie/ ). Jeśli spróbuje wyjść bez hasła, sygnalizujemy i pokazujemy mu, że wyjście jest niemożliwe.

1) Mamy psa na smyczy, podchodzimy pod drzwi.
2) Łapiemy za klamkę i uchylamy drzwi na jakiś 1cm. Jak tylko pies próbuje wcisnąć nos, natychmiast je zamykamy, mówiąc normalnym tonem „a-a”(nie krzyczymy, bo to nie ma być kara, tylko sygnał „to, co zamierzasz zrobić, nie uda się”). Powtarzamy tak długo, aż pies na widok leciutko uchylonych drzwi po prostu stoi/siedzi. Najlepiej by było, gdyby patrzył wtedy na nas (wiele psów zrobi to jakby pytając „co ty do licha wyrabiasz?! Czemu nie wychodzimy jak ludzie?!”), wtedy chwalimy – wiele razy wymawiamy „doobrze/doobry pies”, kiedy pies spokojnie czeka (chwalimy nawet wtedy, gdy nie patrzy, ale po prostu czeka). Można podac smakołyk, ale niekoniecznie. Tu nagrodą główną jest WYJŚCIE. Jednak spojrzenie na właściciela, zwłaszcza w początkowych etapach nauki nie jest wymagane. Po prostu pies ma stać spokojnie.
3) Powtarzamy procedurę, za każdym razem starając się otworzyć drzwi nieco szerzej, aż do otwarcia na oścież. Jak szeroko za każdym razem, to zależy od psa – jeśli otwieramy na 30cm, a nasz pies się wypycha, to następnym razem trzeba otworzyć mniej, bo widocznie tak szerokie przejście jest dla psa zbyt kuszące :)
4) Jeśli pies nie wytrzymuje i wstaje, mówimy „a-a” i blokujemy go smyczą (NIE SZARPIEMY!! To ma być tylko blokada, a nie kara za to, że wstał) natychmiast, tak by nie mógł zrobić ani kroku w stronę wyjścia. Jednocześnie zamykamy drzwi drugą ręką. UWAGA! Staramy się psa nie przytrzymywać stale na smyczy. Ona ma luźno wisieć przez większość ćwiczenia, blokujemy zwierzaka tylko w momencie, gdy wstaje. Jak już zamkniemy drzwi, smycz znowu wisi luźno. To, że pies będzie stał spokojnie przy otwartych drzwiach to ma być świadomy wybór psa i jego kontrola emocji. Jeśli będziemy go po prostu powstrzymywać fizycznie, całe ćwiczenie nie ma sensu.
5) Po kilku/nastu powtórzeniach nasz pies powinien wytrzymywać kilka sekund przy otwartych drzwiach. Każde grzeczne czekanie powinno być okraszone pochwałami w trakcie trwania i nagrodzone pozwoleniem wyjścia, np. za pomocą komendy zwalniającej OK! i zrobieniem psu przejścia. Gdy po OK! pies stoi jak słup, wtedy pomagamy mu zrozumieć, że może już wyjśc i sami wychodzimy, zachęcając go do wyjścia.
6) Stopniowo przedłużamy czas, w którym pies ma stać i czekać przy otwartych drzwiach. Jak już mamy to opanowane z nami w środku, dokładamy rozproszenie, czyli my przechodzimy przez drzwi, a pies ma nadal siedzieć w domu. Jednak nalezy pamiętac, że nasze całkowite wyjście będzie zbyt trudne dla psa – zaczynamy od przeniesienia ciężaru ciała i pochwalenia, gdy pies nadal nie rusza z miejsca. Stopniowo ruszamy się coraz widoczniej: przekładamy nogę za próg, itp, aż cali wychodzimy.

Gdy już widzimy, że pies łapie, o co chodzi, warto jednak zacząć oczekiwać na kontakt wzrokowy i dopiero po jego uzyskaniu, a potem dłuższym utrzymaniu, pozwalamy wyjść. Jesli nie patrzy w ogóle przez dłuższą chwilę, pomagamy mu, wymawiając imię (jak nauczyć reakcji na imię, omówiłam tutaj: http://alaodjazza.pl/imie-skupienie/ ). To buduje w psie skojarzenie, że to my jesteśmy „bramą”, przez którą musi „przejść”, by coś zyskać i coś udało mu się zrobić.

Mając psa spokojnego i czekającego na smyczy, ćwiczymy wszystko od nowa z psem luzem. Nie dopuszczamy do przedwczesnego wyjścia blokując drogę ciałem – np. nogą.

Całość prawdopodobnie będzie trzeba osobno przećwiczyć w każdej nowej sytuacji, jeśli np. będziemy mieli gości i wspólnie z nimi zaplanujemy spacer – wtedy większa ilość ludzi będzie dodatkowym rozproszeniem.

Ciąg dalszy o misce nastąpi niebawem…

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka wchodzenia i schodzenia na komendę

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka wchodzenia i schodzenia na komendę

Kanapy, łóżka, sofki i fotele są miękkie, wygodne i wysokie, co sprawia, że nadają się dla nas doskonale na miejsce wypoczynkowe. Psy podzielają nasze poglądy w tej kwestii, dlatego tak chętnie się na meble pchają. Dodatkowo dochodzi jeszcze inny miły akcent – nic tak nie pachnie ukochanym pańciem, jak jego kanapa czy łóżko, a psy jako istoty społeczne chcą przebywać jak najbliżej nas, choćby za towarzystwo miały mieć jedynie zapach.

Co zrozumiałe, z różnych powodów nie każdy sobie jednak życzy psiego towarzystwa akurat na swojej ulubionej sofie, a przynajmniej nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Kolejnym faktem przemawiającym za tym, by jednak psa nie było na meblach jest ryzyko, że pies uzna np. fotel za swoje posłanie, na którym życzyłby sobie świętego spokoju za każdym razem, gdy się tam uda. A tu co? Przychodzi jakiś człowiek i świąga za fraki, krzyczy coś niezrozumiale albo stoi i powtarza nudnym tonem jakieś słowo.. Wtedy pies czuje się zobowiązany do obrony swoich racji i mamy kulturalne warczenie (albo już poważniejsze w swej wymowie kłapanie czy gryzienie) w momencie, gdy akurat próbujemy się usadowić z zamiarem oglądania tv.

Żeby uniknąć tych przykrych sytuacji, lepiej jest zawczasu psa nauczyć w miły i bezkonfliktowy sposób schodzić i wchodzić na komendę. Dzięki znajomości tych poleceń pies będzie miał jasność, kiedy jest zapraszany na kanapę, a kiedy powinien z niej zejść.

Jak tego nauczyć?

1) Bierzemy małe smakołyki i idziemy do mebla, na który najczęściej wskakuje nasz pies. Jeśli on akurat tam jest, perfidnie podsuwamy pysznie pachnący smaczek pod psi nos i „ściągamy” nim psa na samą ziemię, dając go psu, gdy zejdzie. W trakcie schodzenia wymawiamy komendę na tę czynność, np. „złaź” (tak naprawdę tu wstawiamy sobie dowolne słowo, ale pamiętając, żeby nie brzmiało podobnie z komendą na wchodzenie. Czyli np. mylące będą „wejdź” i „zejdź”. Ale już całkiem dobre „wejdź” i „złaź” lub „up” i „gleba”, itp). Nie dotykamy psa w ogóle podczas tych czynności! To ma być jego ruch i nic więcej.

2) Jak już pies sobie stoi na ziemi przy mebelku, pokazujemy, że na nasze polecenie też można na coś wejść. Czyli analogicznie do zejścia, podsuwamy psu pod nos smakołyk i tym razem „ciągniemy” go nim na kanapę, wymawiając komendę na wchodzenie, np. „wejdź”. Jak psiak już jest na kanapie, chwalimy i dajemy smaczek.

3) Jak już pies płynnie podąża za smakołykiem z i na mebel, naprowadzamy psa komendą i samą pustą ręką, wykonując gest podobny do tego, jakbyśmy naprowadzali ze smaczkiem. Z czasem ten gest się minimalizuje, po prostu wykonując coraz mniejszy ruch. Komenda słowna zostaje.

4) Kiedy pies już bez problemu wskakuje i zeskakuje za ręką, wtedy różnicujemy smakołyki i dajemy takie super (np. parówka) za zejścia i takie sobie (np. psie ciasteczko) za wejścia. Dodatkowo, jak pies zejdzie i stoi na ziemi nagradzamy wielokrotnie to, że stoi przy meblu na ziemi. Chodzi o to, by pies pomyślał, że schodzenie i bycie na ziemi to super opłacalna sprawa, a wchodzenie w zasadzie nie jest interesujące (bo czymże jest psie ciasteczko w obliczu parówki??).

5) Nadchodzi czas, by wyjść poza sesje treningowe (tak naprawdę od początku nauki będą się zdarzały sytuacje, w których trzeba będzie psa „zrzucić” z kanapy, dlatego w takich momentach stosujemy strategię odpowiednią do poziomu zaawansowania psa w sesjach.). W tym celu na co dzień przygotowujemy sobie niedaleko mebla ukryte dla psa smakołyki, po które sięgamy wtedy, gdy pies zejdzie na nasze polecenie – musi wiedzieć, że ZAWSZE opłaca mu się zejść. Z czasem, jak już pies raczej nie wchodzi na meble, będzie można zrezygnować z nagradzania materialnego na rzecz pochwał słownych i głaskania (jeśli pies to lubi), tylko od czasu do czasu dając smakołyk.

6) Aby cała operacja się powiodła, należy równolegle pielęgnować miłość psa do jego posłanka (a jeśli go jeszcze nie ma, koniecznie trzeba mu takie postawić!). W jaki sposób to robić, opisałam tutaj: http://alaodjazza.pl/na-miejsce/

Jeśli połączymy trening odsyłania na posłanie z wchodzeniem/schodzeniem, z pewnością pies szybko nauczy się, gdzie jest jego miejsce wypoczynku i przestanie pchać się na nasze meble. Jeśli jednak zdarzają się sytuacje, że nasz pies jest natrętny i podchodzi do kanapy co chwilę, mówimy normalnym tonem NIE i odsyłamy go na miejsce. A gdy już tam się znajdzie, chwalimy go i co jakiś czas podchodzimy, by psa nagrodzić (dać smakołyk między łapki lub pogłaskać uspokajająco). Dzięki temu pies zobaczy, że leżąc na posłaniu dozna więcej kontaktu z właścicielem, niż pchając się na kanapę.

UWAGA! Nigdy nie ściągamy psa siłą, nie zrzucamy, nie spychamy go ani nie szarpiemy za kark czy obrożę! Tego typu postępowanie nauczy psa, że w sytuacjach związanych z kanapą i naszą obecnością należy się bronić, bo stajemy się nieprzewidywalni i niebezpieczni. Pies nie rozumie, że jego obecność na kanapie jest dla nas nie do przyjęcia i nie pojmuje, dlaczego wpadamy w gniew, gdy on tam leży. Dodatkowo podobne praktyki mogą trwale psa zniechęcić do łapania za obrożę czy gmerania w okolicach szyi, a od tego krótka droga do warczenia przy dotykaniu psa w ogóle. Lepiej jest iśc do lodówki po kiełbasę i cofnąc się nawet o kilka etapów w nauce, niż wchodzić z psem w sytuacje konfrontacyjne.

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka nic nie robienia

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka nic nie robienia

Wstawiam przetłumaczony na język polski artykuł autorstwa Emily Larlham (na Youtube „kikopup”).

Tłumaczenie: Agata Kochańska

Naucz swojego psa absolutnego NIC NIEROBIENIA

Nagradzanie psa za to, że nic nie robi jest techniką, której nauczyłam się od mojej niesamowitej mentorki, Kyle Rayon. Główna idea polega na tym, że kiedy widzisz, że twój pies absolutnie NIC NIE ROBI, to jest to właśnie doskonały moment, by nagrodzić go twoją uwagą i smakołykami. Na przykład, pies stoi sobie spokojnie przy tobie na luźnej smyczy, gdy nagle zza rogu wyłania się inny, podekscytowany pies. Gdy twój pies dostrzeże tego drugiego, ty podajesz mu do pyszczka smakołyk, gdy tak sobie stoi ABSOLUTNIE NIC NIE ROBIĄC! W taki sposób nagrodzisz psa za nie zrobienie nic w tej sytuacji, zwiększając prawdopodobieństwo, że w przyszłości, w podobnej sytuacji twój pies też nic nie zrobi. Nie odczekuj 3 sekund, aż twój pies zacznie wściekle szczekać na tego drugiego. Kolejny przykład: podczas spaceru stoisz sobie i gawędzisz z przyjacielem, a twój pies stoi tuż obok, nie robiąc nic. Daj psu smakołyk za to, że nie robi nic, kiedy ty sobie stoisz i gadasz. Nie czekaj, aż psiak zacznie piszczeć, ciągnąć czy skakać na ciebie, by zyskać twoją uwagę.  Wielu szkoleniowców ma skłonność do poważnego niedoceniania tych wszystkich przypadków nie robienia przez psa nic. Skupiają się oni na uczeniu psa komend „Siad”, „Leżeć” czy „Stój”.  Zapominają jednak o wzmacnianiu tych wszystkich cudownych przypadków nie robienia nic, które psy już prezentują!

Młode owczarki niemieckie właśnie odbyły lekcję „Nic Nierobienia”. Ciemny samiec często wyskakiwał do innych psów na ulicy, agresywnie na nie szczekając. Już po jednej lekcji, podczas której pies był nagradzany za nie robienie nic na widok moich psów, nauczył się spokojnie z nimi przebywać. Nie dostał szansy pokazania „co zrobi”, znalazłszy się w pobliżu Splash, gdyż został natychmiast nagrodzony za niezrobienie nic, zanim miał szansę pomyśleć o czymkolwiek. Podczas następnej lekcji psy zostały nagrodzone możliwością wspólnej zabawy za uprzednie nie robienie nic i wspólne spokojne relaksowanie się.

Wskazówka: Kiedy nagradzasz psa za nie robienie nic, musisz podać mu smakołyk zanim pomyśli on o tym, by na ciebie spojrzeć. Dzieje się tak dlatego, że chcesz podaniem smakołyka „sfotografować” to spokojne zachowanie dokładnie w tym momencie, aby właśnie to spokojne zachowanie zostało powtórzone w przyszłości. Jeśli pies zwróci się, aby na ciebie spojrzeć, gdy podajesz mu smakołyk, „sfotografujesz” jedynie psa podekscytowanego jedzeniem, które zaraz ma dostać. Podanie mu smakołyka w chwili, gdy oczekuje tego smakołyka, wcale nie wzmocni tego spokojnego nie robienia nic, które chciałeś wzmocnić. Poczekaj więc do momentu, gdy pies znów nie będzie myślał o jedzeniu, zanim podasz mu smakołyk.

Możesz podać smakołyk psu, gdy na ciebie nie patrzy, mając już uprzednio przygotowany smakołyk w ręce, by pies nie zwrócił, uwagi, że sięgasz po smakołyk. Możesz też rzucić psu smakołyk pomiędzy przednie łapy, by jego pojawienie się było większym zaskoczeniem, lub też podać smakołyk od tyłu. Jeśli twój pies tak ekscytuje się jedzeniem, że w ogóle nie odwraca od niego uwagi, naucz go najpierw spokoju w obecności jedzenia.

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

Nauka czystości

Nauka czystości

Z czym kojarzy się słowo „szczeniak”?

No, cóż, na pewno z małym, rozkosznym stworzonkiem, w którego obecności ręce nas aż świerzbią, żeby go dotknąć, pogłaskać.. Każdy szczeniaki uwielbia oglądać, głaskać, bawić się z nimi…. najlepiej u znajomych. Dlaczego? Bo to słodkie i urocze słowo „szczeniak” jednoznacznie i nierozłącznie kojarzy się z określeniami: „sikanie w domu”, „zalane panele”, „psia kupa na kapciu” itp.

Niestety, brutalna prawda jest taka, że szczenięta są jak niemowlaki ludzkie – mały pęcherzyk, zwieraczyki nie do końca jeszcze sprawne, a przemiana materii przebiega w tempie ekspresowym, co łączy się z częstym załatwianiem swoich potrzeb zazwyczaj tam, gdzie piesek akurat stoi. Psy jednak rozwijają się znacznie szybciej, niż ludzie oraz mają dość silny instynkt, który nie pozwala im brudzić w miejscu, które uznają za „legowisko” (przy czym to w naszym obowiązku leży pokazanie im, że „legowiskiem” jest całe mieszkanie), co zdecydowanie ułatwia sprawę i jeśli jednak staramy się psa czegoś z tej materii nauczyć, zazwyczaj ok. 5-6 miesiąca psiakowi nie zdarzają się wpadki domowe.

Wiele osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że można uniknąć zalanych podłóg i wdeptywania w „niespodzianki” we własnym domu, godzą się one z losem czekając, aż szczeniak „dorośnie” i „zmądrzeje” i zacznie robić siku i kupę na dworze sam z siebie. Nie zawsze jednak to się udaje, bo jeśli pies zbyt wiele razy załatwiał się w domu, po prostu kojarzy to miejsce z psią toaletą.

Read More Read More

Cykl „Szkolenie Psów”
Jak nauczyć psa siadać na komendę

Cykl „Szkolenie Psów”
Jak nauczyć psa siadać na komendę

Siadanie na komendę to jedna z podstawowych i jednocześnie najprostszych umiejętności, jakie powinien opanować pies. Polecenie SIAD przydaje się w wielu życiowych sytuacjach i pozwala naszego psa na chwilę unieruchomić i dać nam pewność, że mamy psa pod kontrolą. Nie da się jednocześnie siedzieć i gonić rowerów, siedzieć i skakać na gości, siedzieć i wyrywać się do innego zwierzęcia.

W związku z tym, SIAD może nam pomóc także w rozwiązywaniu różnych mniej poważnych problemów, jakie mamy z psem, ponieważ jest stosowanym z powodzeniem zamiennikiem innych zachowań w danej sytuacji.

Gdy nasz pies dobrze zna komendę SIAD, wykonując ją w jakiejś emocjonującej sytuacji, będzie miał szansę na chwile zacząć myśleć i koncentrować się na zadaniu, co obniży nieco poziom jego pobudzenia – a wtedy już można z psem się porozumieć i odejść z trudnej sytuacji bez odciągania szarpiącego się na smyczy psa.

 

Instrukcja nauki polecenia SIAD:

U szczeniaków nauka wychodzi najłatwiej, bo one zazwyczaj mają „ciężkie” zadki :) Ale dorosłego psa jak najbardziej też można szybko nauczyć siadać.

– Do nauki tej komendy nie będą nam potrzebne żadne środki fizycznej kontroli nad psem – smycz, obroża, nasz dotyk. Pies ma SAM z siebie chcieć usiąść, sam wymyślić pozycję, jaką przybrać, by dostać nagrodę. Jeśli to my nim kierujemy – przyciskamy zad do ziemi, podnosimy psa na obroży do góry, itp, pies po prostu nie myśli – bo po co? Przecież sami go ustawimy.

Drugim aspektem przemawiającym przeciw stosowaniu manipulacji fizycznych przy nauce jest presja psychiczna, jaką wywieramy na psie – jednak gdy naciskamy ręką na zad, pies musi nogi ugiąć, nie dajemy mu wyboru, pies może tylko biernie się poddać – albo sprzeciwić, jednak wtedy obecny jest już element konfrontacji, a tego nie chcemy. Dążymy do tego, żeby pies chciał z nami współpracować, a nie tylko szukał momentu, kiedy może nas wykiwać.

Trzeci minus to zwyczajnie masa i wielkość psa. Nie zapomnę do końca życia widoku, gdy drobna, ważąca na oko 55kg kobieta kładła się na swoim dogu niemieckim, a ten jakoś i tak nijak nie chciał usiąść. Tego typu scenki nie mają absolutnie nic wspólnego ze skutecznością szkolenia psa, a co dopiero mówić o profesjonalizmie (wszak każdy może zostać prywatnym profesjonalnym trenerem swojego psa :) )

1) W jedną rękę bierzemy jakiś smakowity mały kąsek, którym pies się interesuje i chce go zdobyć. Rękę ze smakołykiem kierujemy nad głowę psa i przesuwamy powoli do tyłu tak, aby musiał zadrzeć głowę. A że zadzieranie głowy jest niewygodne, zapewne usiądzie. Podczas naprowadzania smaczkiem można już wypowiedzieć komendę, pamiętając, by zrobić to jednorazowo – chcemy psa nauczyć siadać na komendę „SIAD”, a nie „SIADSIADSIADSIADSIADSIAD” ;)

Jak tylko usiądzie, chwalimy np. „dobry pies!” i podajemy smakołyk jeszcze w pozycji siedzącej.

2) Niektóre psy wstaną same, inne będą nadal siedzieć (bo mają „ciężkie” zadki ;) ). Jako że chcemy stworzyć od nowa sytuację szkoleniową, potrzebujemy psa, który stoi – zatem przy tych ciężkozadkowcach najlepiej przejść z tyłu za nie. Wtedy najprawdopodobniej wstaną. Jeśli to nie działa, można delikatnie „pójść na psa”, dotykając go stopą w zad lub tylną łapkę – UWAGA! Nie depczemy psa, nie trykamy, nie wbijamy mu końca buta czy palców w tyłek. To ma być tylko delikatne DOTKNIĘCIE. Są i psiaki, które takie lekkie dotykanie będą traktowały jako dodatkową atrakcję procesu siedzenia – wtedy nie intensyfikujemy działań (czyli nie zgniatamy psu tylnej łapki), a po prostu podsuwamy psu pod nos smaczek i „wyciągamy” nim zwierzaka z pozycji siedzącej, ostatecznie smaczka nie dając (w przeciwnym wypadku pies może się szybko nauczyć, że żeby dostać dodatkowy smaczek wystarczy siedzieć i nie dawać się nakłonić do wstania).

3) Więc, gdy nasz pies znowu stoi, ponawiamy punkt 1). Wszystko powinno dziać się dość szybko i dynamicznie bez zbędnych przestojów. Cała sesja nie powinna jednak zawierać więcej, niż 3-4 powtórzenia i trwać więcej niż paręnaście sekund – inaczej pies może się znudzić lub zniecierpliwić, a to prowadzi do byle jakiego wykonywania komendy.

4) Naprowadzanie ręką ze smakołykiem wycofujemy jak najszybciej, pozostawiając naprowadzanie samą ręką z jednoczesnym wypowiadaniem komendy. Smakołyk podajemy natychmiast po wykonaniu polecenia. Dość szybko sprawdzamy, czy pies usiądzie na samą komendę słowną – w tym celu wypowiadamy ją i czekamy – dajemy psu pomyśleć nawet paręnaście sekund. To widać, kiedy pies jeszcze myśli, a kiedy już zaczyna go interesować zaschnięta kropka sosu na podłodze. Więc dopóki pies myśli, czekamy – możemy raz powtórzyć komendę.

Gdy usiądzie, baaardzo wylewnie go chwalimy i dajemy jakąś super nagrodę, tzw. jackpot – np. 10 smakołyków zamiast jednego (ale wydawane po kolei, nie całą garścią) i kończymy sesję. Jeśli pies nie myśli, znaczy to, że jeszcze za mało powtórek wykonaliśmy i trzeba jeszcze psa ponaprowadzać, jednak pilnując, by nie używać już do tego celu smakołyka.

5) Z czasem wychodzimy z ćwiczeniem poza typowe sesje treningowe – wydajemy komendę w różnych miejscach i różnych sytuacjach, za każdym razem sowicie chwaląc i nagradzając psiaka (oczywiście nie zawsze jedzeniem :) ). Wybieramy stopniowo coraz trudniejsze sytuacje z coraz bardziej rozpraszającymi elementami, dochodząc do momentu, kiedy nasz pies jest w stanie usiąść na dworcu kolejowym, w parku wśród biegających psów, przed szkołą w oczekiwaniu na naszą pociechę i w wielu, wielu przydatnych życiowych sytuacjach :)

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

Cykl „Szkolenie Psów”
Trening klatkowy

Cykl „Szkolenie Psów”
Trening klatkowy

Przyzwyczajanie psa do zostawania w klatce autorstwa Barbary Waldoch.

Jest to typowo techniczny opis przystosowywania psa do przebywania w klatce. Trening ten powinno się stosować wraz z zachowaniem wszelkich zasad dotyczących lokalizacji i pozytywnego skojarzenia miejsca psa ( http://alaodjazza.pl/na-miejsce/ )

ETAP I
Cel: Przyzwyczajenie się psa do nowego mebla i może przełamanie pierwszych lodów

Czynności:
a) Klatka rozstawiona w miejscu sobie przeznaczonym

b) W klatce kocyk, może to być kocyk psa, ale powinno zostać również stare miejsce psa do jego dyspozycji

c) Można wrzucić kilka pysznych smakołyków do klatki(pies nie musi ich zjeść, mają tylko stanowić niezłą pokusę )

Ilość powtórzeń: 1 dzień

Uwagi: Nie ingerujemy w żaden sposób w psie interakcje z klatką.

ETAP II
Cel: Pies chętnie wchodzi do klatki, żeby dostać smakołyk. Dążymy do skojarzenia psa wejścia do klatki z otrzymaniem smakołyka(S) i samodzielnego wchodzenia do klatki w tym celu.

Czynności:
1. Rzucamy smakołyk do klatki, najpierw bliżej wejścia, stopniowo coraz głębiej do klatki.
2. Cały czas dużo psa chwalimy za wchodzenie do klatki – im chętniej wchodzi, tym bardziej my się cieszymy.
3. Trzy razy w ciągu dnia w momencie, gdy pies nie widzi, zostawiamy w klatce coś dobrego. Jeśli zje – to Dobrze, jeśli nie – trudno. Czynność tę powtarzamy aż do zakończenia całej nauki.

Ilość powtórzeń:
1 dzień:
a) 1 sesja – 5 smakołyków(s)
b) 2 sesja – 10s
c) 3 sesja – 10s

2 dzień:
a) 5 sesji po 10s

Uwagi: W żadnym przypadku nie stosujemy przymusu, choćby nawet w najmniejszy stopniu. W trakcie ćwiczeń w ogóle NIE DOTYKAMY PSA!

Na tym etapie możemy wprowadzić komendy(na wejście do klatki, np. „klatka” lub/i gest ręką oraz na wyjście z klatki, np. „ok”). Komendę na wejście wypowiadamy, gdy widzimy, że pies wchodzi do klatki lub zaraz do niej wejdzie.
Gdy kończymy sesję ćwiczeniową odchodzimy, mówiąc komendę na wyjście.

ETAP III
Cel: Pies chętnie pozostaje w klatce, aby dostawać nagrody przez okres 1 minuty.

Czynności:
1. Smakołykami zachęcamy psa do wejścia do klatki. Gdy pies wejdzie, dajemy mu kilka smakołyków jeden po drugim, chwaląc psa.
2. Stopniowo wydłużamy czas pomiędzy jednym a drugim smakołykiem podawanym, gdy pies jest w klatce. Zaczynamy np. od 2 sekund(piesków). Nie odchodzimy od klatki.
3. Gdy pies wejdzie do klatki, możemy dać mu znaną mu komendę(np. siad, waruj), nagradzamy pozostanie w tej pozycji w klatce.
4. Jedzenie, które pies codziennie dostaje w misce, od tego etapu dostaje ZAWSZE w klatce.
5. Jeżeli mamy coś dobrego, co chcemy psu dać(np. kość mięsną, chrząstki z obiadu, itp.), dajemy psu w klatce(może sobie to sam wynieść z klatki).

Ilość powtórzeń:
3 dni
6 sesji po 20s

Wydłużenie czasu w sek, np.:
2, 4, 6, 3, 6, 2, 8, 8, 10, 5, 8, 10, 12, 5, 7, 3, 10, 12, 10, 15, 18, 10, 22, 15.

Ostatni dzień, np.:
30, 60, 30, 45, 15, 60, 60, 20… itd.

Uwagi: Aby wydłużenia czasu pomiędzy podawaniem nagród były miarodajne, polecam liczenie po cichu upływającego czasu – jeden piesek, dwa pieski, trzy pieski.. itd. Wink

ETAP IV
Cel: Przyzwyczajenie psa do faktu, że drzwiczki w klatce mogą się zamykać.

Czynności:
1. Wołamy psa do klatki. Gdy pies wejdzie, zamykamy drzwiczki. Dajemy psu smakołyk(wrzucamy do środka) i otwieramy drzwiczki.
2. Przy zamykaniu klatki bardzo chwalimy psa. Przy otwieraniu nie odzywamy się.
3. Ćwiczenie można wykonywać pojedynczo lub łączyć w sesje(wtedy wiele razy zamykamy drzwiczki tylko na czas zjedzenia smakołyku)

Ilość powtórzeń:
1 dzień:
30 zamknięć drzwiczek

ETAP V
Cel: Przyzwyczajenie psa do przebywania w zamkniętej klatce.

Czynności:
1. Wołamy psa do klatki. Gdy pies wejdzie, zamykamy drzwiczki. Dajemy psu kilka smakołyków, jeden po drugim.
2. Stopniowo, jak poprzednio, wydłużamy czas między jednym a drugim smakołykiem podawanym, gdy pies jest w klatce. Zaczynamy np. od 2 sekund. Pomiędzy smakołykami stoimy cały czas przy klatce.
3. Gdy pies dostaje w klatce swoją codzienną miskę, zamykamy go na czas jedzenia. Otwieramy klatkę, gdy KOŃCZY jeść.

Ilość powtórzeń:
3 dni:
6 sesji/dzień po 20s

Uwagi: Klatkę otwieramy, kiedy pies jeszcze nie dojadł, ale zbliża się ku końcowi.
Nie dajemy ani chwili, żeby zaczął się denerwować.

ETAP VI
Cel: Przyzwyczajenie psa do zostawania w zamkniętej klatce przez ok. 5 min.

Czynności:
1. Pies jest w klatce. Zamykamy drzwiczki. Dajemy smakołyk. Znikamy psu z oczu. Po 2-3 sekundach wracamy – nagradzamy psa wylewnymi pochwałami i smakołykami.
2. Stopniowo wydłużamy czas nieobecności(w sposób nieliniowy).
3. Raz na jakiś czas pojawiamy się w polu widzenia psa, ale gonie wypuszczamy.
4. Jeśli pies sam wchodzi do klatki i śpi w niej – zamykamy go wtedy. Wypuszczamy, gdy się budzi. Stopniowo można wydłużać czas od obudzenia do wypuszczenia.
5. Ćwiczymy zostawanie w klatce i wychodzenie z domu na korytarz(słuchamy, czy pies nie piszczy). Zaczynamy od krótkiego czasu i stopniowo wydłużamy.

JEŻELI PIES PISZCZY:
1. Nie wracamy do niego, dopóki piszczy.
2. Czekamy na moment, gdy choć na chwilę przestanie piszczeć i wtedy wracamy do niego, chwalimy i otwieramy klatkę.
3. Wracamy do początku tego lub nawet poprzedniego etapu nauki.

Ilość powtórzeń:
3-4 dni:
6 sesji po 20s

Uwagi: NIGDY nie wypuszczamy psa z klatki ani nie pojawiamy się w polu widzenia(jeśli wcześniej znikamy), gdy piszczy.

ETAP VII
Cel: Przyzwyczajanie psa do zostawania w klatce przez dłuższy czas.

Czynności:
1. Zamykamy psa w klatce i odchodzimy. Stopniowo wydłużamy czas pozostawania w klatce(nieliniowo).
2. Zamykamy psa jak najwięcej razy dziennie na dłuższy lub krótszy czas, nagradzając w rozmaity sposób, zostawiając mu np. gryzaki do jedzenia.
3. Jeśli chcemy zostawić psa na dłuższy określony czas bez naszej obecności w domu, wcześniej musimy dojść stopniowo do tego czasu w trakcie nauki.
4. Aby zostawić psa samego w klatce na określony czas, wcześniej musi on spokojnie taki sam czas spędzić w klatce w trakcie naszej obecności w domu.

Uwagi: Dobrze jest notować, jak długi czas pies zostaje w klatce. Pozwoli to zaobserwować postępy i rozsądnie wydłużać czas.

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

Szkolenie klikerowe

Szkolenie klikerowe

Szkolenie klikerowe to metoda nauki zwierząt polegająca na nagradzaniu (pozytywnym wzmocnieniu) pożądanego zachowania. Moment, w którym zachowanie to się pojawia, zaznacza się dźwiękiem klikera (lub innym, np. używa się gwizdka w przypadku delfinów). Cała metoda oparta jest na badaniach naukowych, potwierdzających fakt, że zachowanie nagradzane jest powtrzane przez zwierzę. Szkolenie klikerowe pozwala nam dysponować możliwością łatwego, czytelnego i zrozumiałego porozumiewania się z obiektem. Celem tego szkolenia jest zrozumienie przez obiekt, ze to on sam poprzez swoje zachowanie wpływa na uzyskanie nagrody. Pies zaczyna wykonywać nasze polecenia, bo mu się to opłaca. Nasz cel staje się celem psa. Obecna w tym procesie strategia „wygrany – wygrany” daje nam psa dośnie i chęnie wykonującego polecenia, który jest naszym partnerem, a nie niechętnym niewolnikiem.

Tradycyjne metody szkolenia często oparte są na przymusie, a jedyną nagrodą jest brak kary. Zwraca się uwagę na to, co pies robi źle i na korygowanie tego. Jest to przyczyną uruchamiania się w psie reakcji związanych z niechęcią do współpracy oraz obierania strategii wykonania „niezbędnego minimum”, nie ma pasji i dynamizmu towarzyszącego poleceniom nauczonym metodami opartymi na nagradzaniu oczekiwanego zachowania (np. szkoleniu klikerowym). W tym rodzaju szkolenia wychodzi się z założenia, że nie ma złych zachowań, są jedynie takie, których w danym momencie (lub nigdy) się nie nagradza. Komenda jest raczej wprowadzana na końcu, gdy zachowanie zostało już wykształtowane metodą małych kroczków.
Przetłumaczone i napisane przez Barbarę Waldoch:

Porównanie metod szkoleniowych

„Żart pełen prawdy, czyli uczenie człowieka przechodzenia przez płot”

Metoda szarpania/ciągnięcia:
Wydajemy komendę ‚przez płot’. Następnie łapiemy go za kołnierzyk i pasek, przyciągamy do płotu, wypychamy do góry i przerzucamy na drugą stronę. Jak tylko człowiek spadnie na ziemię, mówimy ‚dobrze’. Wracamy do punktu wyjścia i powtarzamy ćwiczenie.

Metoda wabienia/nagradzania:
Stajemy po drugiej stronie płotu. Wymachując 50$ dajemy komendę ‚przez płot’. Jak tylko człowiek przejdzie przez płot starając się dosięgnąć banknot, dajemy mu go w nagrodę.

Metoda klikerowa:
Po każdym dźwięku gwizdka dajemy człowiekowi dolara. Jak zbliży się do płotu, gwizdamy i dajemy 1$. Gdy podejdzie jeszcze raz – czekamy. Człowiek na nas patrzy, patrzy na płot, dotyka płotu – gwizdamy i dajemy dolara. Znowu dotyka płotu. My nic. Dotyka, dotyka, dotyka, aż w końcu zaczyna na niego wchodzić. Gwizdek i dajemy 20$ nagrody. Następnym razem czekamy, aż będzie na samej górze i zacznie schodzić z drugiej strony. Człowiek sam rozwiązał problem, my nie musieliśmy się męczyć, chociaż kosztowało nas to kilka dolarów…

Kliker
Kliker to sprzęt szkoleniowy, ale przede wszystkim słowo oznaczające metodę modyfikowania zachowań poprzez pozytywne wzmacnianie. I tu leży sekret powodzenia, nie w psztykającym pudełeczku!

Kliknięcie znaczy dla psa:
-że nagroda zaraz będzie
-że to co pies robił jak je usłyszał było pożądanym zachowaniem i będzie nagrodzone
-że zachowanie się skończyło
-że zaczęła się zabawa i jest szansa na zdobycie nagrody

Nagrody
Nagrody to cokolwiek na co pies będzie chciał pracować. Zwykle są to smakołyki (najłatwiejsze do początkowego uczenia czegoś), zabawki, pieszczoty, pozwolenie na coś (np. pobiegniecie się bawić z innym psem lub wyjście na spacer).

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka chodzenia na luźnej smyczy

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka chodzenia na luźnej smyczy

Z problemem powyrywanych barków i naciągniętych mięśni ramion zmaga się wielu właścicieli psów. Niektórzy z nich z niekłamanym przerażeniem patrzą na prognozy pogody zapowiadające śniegi i oblodzenie, bo dla nich oznacza to jazdę figurową, w której to partnerem inicjującym piruety jest zdecydowanie ukochany Pimpuś.

Cóż, żarty żartami, ale problem psa ciągnącego na smyczy jest dość poważny, zwłaszcza, że nawet niewielki pies może uszkodzić ramię dorosłemu zdrowemu człowiekowi – wystarczy moment naszej nieuwagi, podczas którego pies znienacka szarpnie. Zwierzak ciągnący uniemożliwia nam także trzymanie w rękach czegokolwiek wraz ze smyczą – o niesieniu zakupów, jeździe na rowerze z psem czy też prowadzeniu wózka nie ma mowy.

Żeby prowadzenie naszego pupila na smyczy stało się czynnością miłą i nieabsorbującą, wystarczy nauczyć go chodzenia na luźnej smyczy. UWAGA! „Luźna” nie oznacza „długa”. Smycz może mieć 1,5m długości, ale zwisać swobodnie, nie być napięta.

Czasami nauka chodzenia na luźnej smyczy jest mylona z chodzeniem przy nodze. Jest między tymi dwoma zachowaniami zasadnicza różnica – kiedy mówimy o luźnej smyczy, mamy na myśli psa swobodnie chodzącego w zasięgu jej długości, węszącego i eksplorującego teren, którego jedynym zadaniem jest pilnowanie, by owej smyczy nie napiąć. Natomiast chodzenie przy nodze oznacza stan wysokiego skupienia, podczas którego pies znajduje się w konkretnej pozycji przy naszej nodze, co samo w sobie wyklucza relaksujący spacer pełen eksploracji otoczenia i doznawania różnych wrażeń płynących ze środowiska. Zdecydowanie nie jest wskazane, żeby pies przez cały czas trwania spaceru był w najwyższej fazie koncentracji, ponieważ wyjścia na dwór są dla psa i po to, by mógł swobodnie poznawać świat i przyjmować nowe bodźce ze środowiska. Także dla zdrowia psychicznego zwierzaka potrzebne mu jest wyraźne rozgraniczenie trybu pracy i trybu relaksu (proporcje powinny być zdecydowanie przechylone na stronę relaksu). Dlatego nauka chodzenia na luźnej smyczy jest rozwiązaniem idealnym, które pozwala zarówno psu jak i nam czerpać korzyści ze spaceru, gdyż pies może swobodnie chodzić jednocześnie nie wyłączając całkowicie myślenia.

Żeby móc skutecznie uczyć psa utrzymywania smyczy nienapiętej, należy zdać sobie sprawę z powodu, dla którego pies ciągnie. Jest on prozaiczny – po prostu ciągnąc zawsze udaje mu się szybciej dotrzeć do upatrzonego celu, w związku z czym różne psy wypracowują sobie nawet różne strategie ciągnięcia – jedne prą do przodu niczym tarany, inne z kolei stosują technikę nagłych szarpnięć, jeszcze inne potrafią stawać słupka i ciągnąć na dwóch łapach – wszystkie te sposoby zależą od tego, co danym psom działało. Jeśli pies zobaczył, że tylko nagłe szarpnięcia pozwalają szybko dotrzeć do celu, właśnie taką technikę będzie stosował.

Ciągnięcie na smyczy jest także związane z brakiem kontroli emocji i zbyt dużym pobudzeniem psychicznym na spacerze. Czasami wystarczy popracować nad psim opanowaniem, a smycz nagle „sama” staje się luźna.

Jeszcze jedną przyczyną tego, że pies ciągnie może być rodzaj smyczy, na jakiej go prowadzamy. Modne są rozciągane smycze typu „flexi”, które same rozwijają się i zwijają, my nie musimy się męczyć ze sznurkiem plączącym się pod nogami  i oplatającym wokół palców. Teoria piękna, ale cóż z tego, jeśli właśnie taka smycz uczy naszego psa napinania smyczy. Jak? To proste – kiedy zwrócimy uwagę na mechanizm rozwijania smyczy, od razu zauważymy, że to pies tak naprawdę ją rozwija…. ciągnąc. Uczy się więc, że aby iść do przodu i aby przedłużyć sobie zasięg smyczy, trzeba przeć, pokonując jej opór. Dodatkowo, wiele psów stresuje dźwięk pstrykającej blokady i rozwijania się „flexi” – co też powoduje ciągnięcie, bo pies próbuje uciec od tego dźwięku.

Dlatego, jeśli mamy psa młodego, którego dopiero zapoznajemy ze smyczą, powinniśmy zrezygnować z zastosowania właśnie takiego jej rodzaju. Zdecydowanie lepsze są długie (2 – 4 metry) smycze materiałowe, z taśmy lub skóry, przepinane na różną długość (tzw. treningówki), dzięki którym to my kontrolujemy, na jaką odległość odchodzi pies, a nie on. Taka smycz ogólnie pozwala lepiej zapanować nad zwierzęciem, bo jest poręczniejsza i krótsza, niż rozciągana.

Nie wiedzieć czemu, wielu właścicieli w obliczu problemu ciągnącego psa decyduje się na założeniu swojemu psu kolczatki, dławika, szelek zaciskowych, a nawet obroży elektrycznej. Aby używać tych narzędzi, potrzeba mieć specjalistyczną wiedzę o szkoleniu, wiedzę na wysokim poziomie popartą zarówno mocnymi podstawami teoretycznymi, jak i latami praktyki. Bardzo łatwo jest narzędziem awersyjnym wyrządzić psu krzywdę psychiczną (pomijając uszkodzenia krtani i kręgosłupa na odcinku szyjnym, mikrourazy tchawicy, itp). Należy także pamiętać, że pies po stałym noszeniu np. kolczatki po prostu przestaje na nią zwracać uwagę i ciągnie nadal, złe skojarzenia jednak dalej utrwalają się.

Co więc zrobić? Rozwiązanie jest łatwe,ale wymaga samokontroli od nas i samozaparcia – wystarczy konsekwentnie nie pozwalać osiągać psu upatrzonego celu na napiętej smyczy. Jeśli pokażemy mu, że napinając smycz nie tylko nie dojdzie do czegoś, do czego bardzo chciałby dojść, ale jeszcze zacznie się od tego oddalać, bardzo szybko nauczy się kontrolować swoje emocje i pilnować tego, aby smycz była luźna.

Jest wiele przepisów na naukę tego ćwiczenia, ja podaję kilka z nich (najlepiej jest, jeśli się ich używa równolegle, daje to najszybsze efekty):

Utrzymanie luźnej smyczy

Luźna smycz ma kształt litery U, niezależnie od swojej długości. Karabińczyk smyczy przypięty do obroży/szelek zwisa swobodnie w dół. Smycz należy trzymać w prawej dłoni, tworząc pętlę, umożliwiającą luzowanie smyczy. Nim pies napnie smycz, cmokamy i staramy się zwrócić jego uwagę, po czym zmieniamy kierunek marszu lub idziemy nadal w tą samą stronę, pod warunkiem, że smycz pozostaje luźna. Jeśli jednak pies napnie smycz – mówimy spokojnie „NIE” i stajemy w miejscu (natychmiastowo „wrastamy” w ziemię) lub robimy krok w tył, zachęcając psa do podążania za nami lub przynajmniej zwrócenia uwagi na nas. Gdy smycz staje się luźna (Pamiętaj – to pies podchodzi, nie Ty), Chwalimy psa   – „DOBRY PIES”.

Sygnał „NIE” będzie dla psa tzw. „sygnałem braku nagrody„.

Gdy pies uparcie prze, próbując ciągnąć, uniemożliwiamy jego szarpanie i wąchanie, skracając smycz i „łowiąc” psa do siebie, po czym natychmiast luzujemy smycz, czekamy na chwilę kontaktu i wtedy pozwalamy powąchać to, do czego pies dążył (oczywiście w ramach rozsądku – jeśli to cel zupełnie dla psa zabroniony, po prostu odchodzimy z komendą „IDZIEMY”, dając w zamian coś lepszego). UWAGA! Nie szarpiemy psa!

Nagradzamy pochwałą lub smakołykiem każde spojrzenie na nas i momenty, kiedy pies idzie ładnie, nie ciągnąc.

Karniaki

1) Najpierw zaczynamy z jakąś WIELKĄ pokusą dla psa. Może to być członek rodziny z czymś do jedzenia (wolno wołać do psa, ale nie jego imię ani żadne komendy, wolno skakać w miejscu, przykucnąć, pokazywać psu miskę, itp), przyjazne psy przy płocie, ktoś bawiący się piłeczką, zabawka, itp.

2) Pokusa ma być wielka, ale nie osobista, tzn. nikt nie powiedział, że to konkretnie dla naszego psa.

3) Inna możliwość, to po prostu pokazanie psu miski w czasie obiadu (pies przywiązany lub trzymany, żeby nie pobiegł od razu do miski), ale zamiast postawić ją przed psem, stawiamy ją z dala od psa.

4) Pokusę umieszczamy w pewnej odległości (np. 10m) od linii startu (zaznaczamy sobie linię startu), stopniowo ją zwiększając.

5) Mówimy imię psa (lub czekamy na spontaniczny kontakt wzrokowy) oraz komendę „IDZIEMY”.

6) Pies oczywiście bardzo chce ciągnąć do pokusy, w której stronę zaczynamy iść. Jak tylko pies leciutko napnie smycz (początkowo będzie to po 1 kroku), mówimy spokojnie „NIE”, odwracamy się i wracamy z psem do linii startu.

7) Nie szarpiemy psa, ale zabieramy go ze sobą. Zabieramy smycz do linii startu, a co za tym idzie, wszystko co jest do niej doczepione (czasem będziemy psa lekko ciągnąć, ale szybko zacznie iść z nami bez ciągnięcia z powrotem, oczekując następnej powtórki dojścia do pokusy).

8) Na linii startu czekamy aż pies przestanie się rwać (w końcu przestanie) i spojrzy na nas. Jak mamy kontakt wzrokowy, mówimy „IDZIEMY” i ruszamy znowu do przodu.

9) Znowu ciągnie – mówimy spokojnie „NIE” i cofamy się do linii startu.

10) Trzeba założyć od początku: ja mam czas i psa przeczekam. Cierpliwość i konsekwencja będą źródłem sukcesu. Pies się uczy, że za każdym razem jak napina smycz, traci grunt, który już przeszedł.

11) Jak dojdziemy do naszej pokusy, mówimy psu „PROSZĘ” i nagradzamy psa – bawimy się z nim piłeczką, dajemy smakołyki, pozwalamy zjeść obiad, w zależności od rodzaju pokusy.

12) Powtarzamy całe lekcje kilka razy (w przypadku użycia obiadu tylko jedno powtórzenie, bo pies zjada obiad), aż mamy psa idącego na luźnej smyczy w stronę wielkiej pokusy.

13) Gdy opanujemy już początki i w życiu codziennym (na spacerach, poza sesjami ćwiczeniowymi) pies czasem jeszcze ciągnie, gdy tylko zaczyna to robić, mówimy spokojnie „NIE” i zatrzymujemy się lub odwracamy się w miejscu o 180 stopni i zaczynamy iść w przeciwną stronę (można ćwiczenie urozmaicić).

14) Nie szarpiemy psa, po prostu się odwracamy i zmieniamy kierunek, a on jest do nas zaczepiony. Jak spojrzy na nas lub po prostu ładnie idzie, chwalimy „DOBRY PIES” i możemy nagrodzić.

15) Jeżeli zależy nam na posuwaniu się w określonym kierunku, to po kilku krokach bez ciągnięcia zawracamy w stronę, w którą szliśmy przedtem, mówimy wtedy „IDZIEMY”, chwalimy i nagradzamy, kiedy do nas dołącza (uczymy go przy tym zwrotów).

16) Jeżeli na początku chodzimy w tę i powrotem na krótkim odcinku, to nie przejmujemy się tym. Następnym razem odcinki bez ciągnięcia będą dłuższe i dłuższe.

POMOCY! MÓJ PIES JEST ZA SILNY!
Czasami zdarza się (zwłaszcza na początku nauki luźnej smyczy), że mimo szczerych chęci właściciel psa jest po prostu zbyt drobny i słaby, aby być w stanie utrzymać psa fizycznie (co czasem jest także konieczne, np. gdy pies prze z całej siły, by się dostać do celu albo nagle wyrywa się i pociąga nas tym samym za sobą). Jeśli nie jesteśmy w stanie psa zatrzymać, to cała nauka luźnej smyczy idzie na marne, bo pies uczy się, że „na chama” mu się udaje.

Dla takich wyjątkowych piesków można zdecydować się na specjalny rodzaj oprzyrządowania spacerowego, który pomoże nam zatrzymać psa bez użycia siły lub przy minimalnym jej nakładzie.

Ale UWAGA! Zaproponowane tu narzędzia NIE UCZĄ psa chodzenia na luźnej smyczy. Służą tylko i wyłącznie jako management .

1) Szelki zapinane z przodu. Ich budowa zakłada, że pies nie jest w stanie ciągnąć, bo smycz zaczepiona na piersi po prostu odwraca naszego psa na bok. Im większej siły zatem użyje pies, tym szybciej odwróci się w przeciwną stronę, niż chciał zmierzać. Po prostu nie jest w stanie przeć tak, jak w zwykłych szelkach, gdzie punkt zaczepienia smyczy jest umiejscowiony na grzbiecie, dzięki czemu szelki doskonale rozkładają siłę parcia na przedpiersie i pies bez większego dyskomfortu może używać maximum swojej siły.

Oto takie szelki:

źródło: http://www.edogsncats.com/glezw.php

2) Kantarek / halter

Moim zdaniem jest to narzędzie nieco gorsze, niż szelki z zapięciem z przodu – nie tylko pod względem skuteczności, ale przede wszystkim dobrego samopoczucia psa. Zasadą jego działania jest odwrócenie pyska i głowy psa na bok/do tyłu w momencie pociągnięcia smyczy. Wiąże się to jednak z dużym dyskomfortem tak fizycznym, jak i psychicznym psa – może być przyczyną narastającej w psie frustracji (fizycznie ciągnąć nie może, ale psychicznie wcale się nie wycisza). Czasami może także prowadzić do zachowań agresywnych w stosunku do innych psów, bo zaburza psią komunikację. Stosunkowo często także psy uczą się go ściągać lub na nim ciągnąć – dodatkowo, zanim nałożymy psu kantar na spacer, trzeba przeprowadzić kilkanaście sesji nauki noszenia kantara poprzez nagradzanie psa, gdy ma go na sobie i ściąganie. Bez tego jest duża szansa, że pies po prostu zacznie brykać i zdenerwuje się, bo nie wie, co ma na pysku.

Kantar zdecydowanie nie nadaje się dla psów robiących nagłe zrywy, bo może spowodować nawet urazy kręgosłupa! (I nie ma tu znaczenia, że smycz jest z drugiej strony podpięta dodatkowo do obroży – gdy mamy takiego narwańca, czasem możemy nie zdążyć złapać za koniec smyczy podpięty do obroży i pies zrobi sobie krzywdę).

Zatem dla jakich psów? Zdecydowanie dla spokojnych pełnych samozaparcia i uporu taranów, które po prostu prą przed siebie, nie robią zrywów, a ich jedyną taktyką jest przedzieranie się przez największe przeszkody niczym czołg :) Przy takich psach kantar odniesie sukces, bo pomoże nam odwrócić początek tego tarana i dzięki temu być może uzyskać jakieś skupienie.

źródło: http://caviki.blogspot.com/2012/06/wojna-na-kagance.html

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :)