Cliff

Cliff

Po sześciu latach życia z psem, w tym tak koło trzech z psem idealnym – Jazziem, postanowiłam przygarnąć szczeniaka.

Tia.. Dobrze, że nie pracuję  na etacie, bo nie wyrobiłabym z jego “obsługą” ;)

Cliff jest szczeniaczkiem z pod podłogi w stajni. Jego mama, lękliwa suczka, urodziła go i schowała tam przed “strasznym światem”. Jednakże był on tam sam jeden, bez rodzeństwa (jedynak), mamusia zaś patrolowała okolicę całe dnie.

Wzięliśmy go, jak miał miesiąc, bo zaklinował sie pod tą podłogą i nie bardzo miał jak wyjść. No to, jak już został wydobyty, nie można było pozwolić, żeby znowu tam wlazł i się zaklinował po raz drugi.

 

No i niby SIE WIE, że szczeniaka trzeba wynosić co godzinę na dwór, że będzie gryzł wszystko – no, jednym słowem, wstrętnie szczeniakował, ALE jak przychodzi co do czego, to się świat do góry nogami wywraca.

Tak się stało ze mną, narzeczonym mym i Jazziem.. A wiedliśmy tak spokojny żywot! Zaczęło się od tego, że Jazz nie lubi małego i każda próba kontaktu kończyła się warczeniem starszego psa. A że mały nie rozumiał, że jest nieproszony, a ciągnęło go do psiego ciałka, więc biedny Jazzio był ciagle najeżdżany w swej klateczkowej twierdzy.

My oberwalismy nie mniej – sen w nocy? Phi! Po co! Lepiej budzić się co 2 godziny i wynosić szczeniora na siku, w szlafroku, nie zapalając światła na klatce schodowej, bo jeszcze się rozbudzi. No, ale jak już zrobił siku, to czasami miał własny pomysł na spędzenie nocy – zabawa o 3 nad ranem? Czemu nie!?

W dzień był malcem bardzo aktywnym, lubił sobie posprawdzać, czy aby na pewno kapcie, które nosimy, spełniają wszystkie niezbedne wymagania? Czy aby na pewno są trwałe?A może podatne na uszkodzenia mechaniczne? Trzeba było pochować WSZYTSKO, co nie nadawało się do gryzienia, co chcięliśmy uratować i zachować w formie pierwotnej (aż się zdziwiłam, jaki porządek i ile miejsca nagle się pojawiło w domu ;) ).

Cliff miał też ogromne zamiłowanie do śpiewania. Jak wychodziliśmy, to zaczynał swoje arie, na szczęście krótko brzmiące, potem szedł spać. Ale obawy były duże – czy na pewno śpi? Czy się nie stresuje nadmiernie? Czy mu tak zostanie? Czy się nie pogorszy i nie zamieni w lęk separacyjny?

No i chyba najgorsza jego przypadłość – od pierwszej godziny, gdy go wzięliśmy, niemiłosiernie się drapał, iskał i wygryzał futerko. Jasne, że zapchlony – ale po kapieli, gdy juz ani jednej pchły na maleńkim ciałku nie było, on robił to dalej. No i po wnikliwych obserwacjach wyszło na to, że jak się czyms piesek wkurzy, sfrustruje, zestresuje, to się wygryza. Wyobrażacie sobie? Wpierw jeden pies z zachowaniem kompulsywnym, a teraz jeszcze drugi – no, dobrze, że miałam juz doświadczenie ;)

 

Na szczęscie, całe szczęście, nasze wysiłki się opłaciły. Obecnie Cliff ma już 3,5 miesiąca, nie ma żadnych wpadek higienicznych i przesypia wzrorowo całą noc. Przestał gryźć, co popadnie, nasze kapcie są bezpieczne. Jazzia przestał napastować aż tak i wreszcie chłopina może odetchnąć ;) Co do śpiewania po wyjściu, problem wyraźnie zmalał, co prawda zastąpiony zjadaniem chusteczek i zaciagąniem naszych ubrań do wyrka, ale dobry gryzak zazwyczaj sprawę załatwia. I kluczowy problem – drapanie: udało się nauczyć nauczyć Kłyfa, że może się otrzepać w chwili rozedrgania emocjonalnego, zamiast wydrapywać se pół grzbietu.

 

Obecnie widzę przyszłość tego małego szczyla w jasnych barwach (i naszą też ;) ), jeśli niczego nie uda mi się zepsuć, to będzie całkiem normalnym psem!

2 thoughts on “Cliff

  1. Pani Alicjo, nasz szczeniak też ma ten problem, że wygryza futerko, gryzie łapy lub ogon albo zaciekle się drapie. Nie był jeszcze kąpany ani odpchlony, ale próbowaliśmy pcheł szukać i dotychczas na żadną się nie natknęliśmy, a te zachowania pojawiają się zazwyczaj gdy sunia się bardziej pobudzi, albo zdenerwuje odosobnieniem. Jak nauczyła Pani otrzepywania się? Bardzo nas martwi, że nie umiemy reagować – klaśnięcie dla odwórcenia uwagi czasem działa, czasem nie.
    Pozdrawiam

    1. Trochę o wyciszaniu napisałam w komentarzu pod artykułem o gryzieniu. Otrzepywania uczyłam poprzez wyłapywanie, po prostu jak pies sam z siebie się otrzepywał, chwaliłam go i nagradzałam. Jak już częściej prezentował to zachowanie, to podłożyłam komendę “spooookóóój” i chwaliłam i nagradzałam. Jak już często celowo się otrzepywał, to zaczęłam komendę wymawiać w sytuacjach stresowych już oczekując, ze przypomni sobie, co znaczy i się otrzepie.

      Ale tak czy siak, trzeba psa wykąpać i odpchlić jak najszybciej, ponieważ jeśli coś go irytuje na ciele, to trudniej mu wybrać inna strategię poradzenia sobie z rozładowaniem emocji.

      Co do przerywania wygryzania, to trzeba to robić jak najspokojniej (klaśnięcia słabo tu się sprawdzają, bo to głośny nagły dźwięk, który sam w sobie może być stresujący) i konsekwentnie zawsze, jak tylko zaczyna to robić. Ja podchodziłam, delikatnie zabierałam mu pyszczek od nogi i oferowałam gryzaka, którego mu trzymałam w dłoni. Jak żuł, też mówiłam “spookóóój”, żeby sobie skojarzył chwile relaksującego żucia z komendą wypowiadaną moim spokojnym, niskim głosem.

      Ale ogólnie proszę poczytać wymianę komentarzy między mną a Jowita pod artykułem o Generalizacji Zachowań http://alaodjazza.pl/generalizacja/ bo temat nam zszedł na wyciszanie psa, a tam sporo porad dla Was, bo życie takiego pobudliwca małego tez trzeba odpowiednio układać ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *