Cykl “Szkolenie Psów” </br> Nauka wchodzenia i schodzenia na komendę

Cykl “Szkolenie Psów”
Nauka wchodzenia i schodzenia na komendę

Kanapy, łóżka, sofki i fotele są miękkie, wygodne i wysokie, co sprawia, że nadają się dla nas doskonale na miejsce wypoczynkowe. Psy podzielają nasze poglądy w tej kwestii, dlatego tak chętnie się na meble pchają. Dodatkowo dochodzi jeszcze inny miły akcent – nic tak nie pachnie ukochanym pańciem, jak jego kanapa czy łóżko, a psy jako istoty społeczne chcą przebywać jak najbliżej nas, choćby za towarzystwo miały mieć jedynie zapach.

Co zrozumiałe, z różnych powodów nie każdy sobie jednak życzy psiego towarzystwa akurat na swojej ulubionej sofie, a przynajmniej nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Kolejnym faktem przemawiającym za tym, by jednak psa nie było na meblach jest ryzyko, że pies uzna np. fotel za swoje posłanie, na którym życzyłby sobie świętego spokoju za każdym razem, gdy się tam uda. A tu co? Przychodzi jakiś człowiek i świąga za fraki, krzyczy coś niezrozumiale albo stoi i powtarza nudnym tonem jakieś słowo.. Wtedy pies czuje się zobowiązany do obrony swoich racji i mamy kulturalne warczenie (albo już poważniejsze w swej wymowie kłapanie czy gryzienie) w momencie, gdy akurat próbujemy się usadowić z zamiarem oglądania tv.

Żeby uniknąć tych przykrych sytuacji, lepiej jest zawczasu psa nauczyć w miły i bezkonfliktowy sposób schodzić i wchodzić na komendę. Dzięki znajomości tych poleceń pies będzie miał jasność, kiedy jest zapraszany na kanapę, a kiedy powinien z niej zejść.

Jak tego nauczyć?

1) Bierzemy małe smakołyki i idziemy do mebla, na który najczęściej wskakuje nasz pies. Jeśli on akurat tam jest, perfidnie podsuwamy pysznie pachnący smaczek pod psi nos i “ściągamy” nim psa na samą ziemię, dając go psu, gdy zejdzie. W trakcie schodzenia wymawiamy komendę na tę czynność, np. “złaź” (tak naprawdę tu wstawiamy sobie dowolne słowo, ale pamiętając, żeby nie brzmiało podobnie z komendą na wchodzenie. Czyli np. mylące będą “wejdź” i “zejdź”. Ale już całkiem dobre “wejdź” i “złaź” lub “up” i “gleba”, itp). Nie dotykamy psa w ogóle podczas tych czynności! To ma być jego ruch i nic więcej.

2) Jak już pies sobie stoi na ziemi przy mebelku, pokazujemy, że na nasze polecenie też można na coś wejść. Czyli analogicznie do zejścia, podsuwamy psu pod nos smakołyk i tym razem “ciągniemy” go nim na kanapę, wymawiając komendę na wchodzenie, np. “wejdź”. Jak psiak już jest na kanapie, chwalimy i dajemy smaczek.

3) Jak już pies płynnie podąża za smakołykiem z i na mebel, naprowadzamy psa komendą i samą pustą ręką, wykonując gest podobny do tego, jakbyśmy naprowadzali ze smaczkiem. Z czasem ten gest się minimalizuje, po prostu wykonując coraz mniejszy ruch. Komenda słowna zostaje.

4) Kiedy pies już bez problemu wskakuje i zeskakuje za ręką, wtedy różnicujemy smakołyki i dajemy takie super (np. parówka) za zejścia i takie sobie (np. psie ciasteczko) za wejścia. Dodatkowo, jak pies zejdzie i stoi na ziemi nagradzamy wielokrotnie to, że stoi przy meblu na ziemi. Chodzi o to, by pies pomyślał, że schodzenie i bycie na ziemi to super opłacalna sprawa, a wchodzenie w zasadzie nie jest interesujące (bo czymże jest psie ciasteczko w obliczu parówki??).

5) Nadchodzi czas, by wyjść poza sesje treningowe (tak naprawdę od początku nauki będą się zdarzały sytuacje, w których trzeba będzie psa “zrzucić” z kanapy, dlatego w takich momentach stosujemy strategię odpowiednią do poziomu zaawansowania psa w sesjach.). W tym celu na co dzień przygotowujemy sobie niedaleko mebla ukryte dla psa smakołyki, po które sięgamy wtedy, gdy pies zejdzie na nasze polecenie – musi wiedzieć, że ZAWSZE opłaca mu się zejść. Z czasem, jak już pies raczej nie wchodzi na meble, będzie można zrezygnować z nagradzania materialnego na rzecz pochwał słownych i głaskania (jeśli pies to lubi), tylko od czasu do czasu dając smakołyk.

6) Aby cała operacja się powiodła, należy równolegle pielęgnować miłość psa do jego posłanka (a jeśli go jeszcze nie ma, koniecznie trzeba mu takie postawić!). W jaki sposób to robić, opisałam tutaj: https://alaodjazza.pl/na-miejsce/

Jeśli połączymy trening odsyłania na posłanie z wchodzeniem/schodzeniem, z pewnością pies szybko nauczy się, gdzie jest jego miejsce wypoczynku i przestanie pchać się na nasze meble. Jeśli jednak zdarzają się sytuacje, że nasz pies jest natrętny i podchodzi do kanapy co chwilę, mówimy normalnym tonem NIE i odsyłamy go na miejsce. A gdy już tam się znajdzie, chwalimy go i co jakiś czas podchodzimy, by psa nagrodzić (dać smakołyk między łapki lub pogłaskać uspokajająco). Dzięki temu pies zobaczy, że leżąc na posłaniu dozna więcej kontaktu z właścicielem, niż pchając się na kanapę.

UWAGA! Nigdy nie ściągamy psa siłą, nie zrzucamy, nie spychamy go ani nie szarpiemy za kark czy obrożę! Tego typu postępowanie nauczy psa, że w sytuacjach związanych z kanapą i naszą obecnością należy się bronić, bo stajemy się nieprzewidywalni i niebezpieczni. Pies nie rozumie, że jego obecność na kanapie jest dla nas nie do przyjęcia i nie pojmuje, dlaczego wpadamy w gniew, gdy on tam leży. Dodatkowo podobne praktyki mogą trwale psa zniechęcić do łapania za obrożę czy gmerania w okolicach szyi, a od tego krótka droga do warczenia przy dotykaniu psa w ogóle. Lepiej jest iśc do lodówki po kiełbasę i cofnąc się nawet o kilka etapów w nauce, niż wchodzić z psem w sytuacje konfrontacyjne.

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 1 comment
Zasady pracy z psem

Zasady pracy z psem

Każdy pies jest inny i nie da się do każdego osobnika dobrać tej samej uniwersalnej metody pracy. Jednakże istnieje kilka wskazówek, dzięki którym ta współpraca będzie jak najbardziej owocna i miła dla obu stron.


1) Nagrody

Przez każdego psa będzie pożądane coś innego. Żeby zatem miał motywację z nami pracować i czerpał z tego przyjemność, nasze nagrody muszą być tym, co pies najbardziej chciałby w danej chwili dostać. Co istotne, preferencje psa mogą się zmieniać i w jednym momencie będzie bardziej łasy na smakołyki, a w innym bardziej chętny do zabawy lub węszenia za ciekawymi zapachami. Warto sprawdzić przed ćwiczeniami, na co akurat ma chęć nasz pies.

a) Smakołyki

– naturalne – czyli zrobione z „ludzkiego” jedzenia. Smakołyki gotowe, które można kupić w sklepie rzadko są motywujące dla psów.

– mocno aromatyczne – coś, co ładnie i mocno pachnie – mogą być gotowane podroby (serduszka, żołądki drobiowe), pasztet, mięso mielone, resztki z pieczeni, parówki, żółty ser, paski gotowanej piersi kurczaka, itp. Niektóre psy bardzo lubią warzywa i owoce, np. jabłko, pomarańczę lub marchewkę

– małe – czyli mniej więcej wielkości groszku. Przy ćwiczeniu z psem chodzi nam o to, by jak najwolniej najadał się nagrodami. Większe kawałki można podać za świetne wykonanie jakiegoś ćwiczenia. Warto wziąć pod uwagę gabaryty psa – plaster parówki będzie dla doga niemieckiego odpowiedni wielkością, ale dla jamnika będzie już zbyt duży. Tak samo mała kosteczka sera żółtego jamnika ucieszy, ale dogowi zagubi się w czeluściach pyska.

– takie, które nie pęcznieją w żołądku – czyli sucha karma, ciasteczka, chleb, itp. Można takie też używać w małych ilościach, ale na pewno nie przy ćwiczeniach dynamicznych (skakanie, bieganie, turlanie, itp.), bo wtedy pies nie może mieć mocno wypełnionego żołądka.

b) Zabawki

-najlepsze do przeciągania – sznury, plecione piłki na sznurku, gumowe piłki na sznurku, obręcze sznurkowe lub gumowe, maskotki. Najlepsze są zabawki do przeciągania, ponieważ możemy szybko i blisko siebie nagrodzić psa za pojedyncze wykonanie w sesji. Aportowanie rozbija sesję, ponieważ pies się mocno rozprasza, biegnąc za piłką. Dodatkowo musi bardzo dobrze aportować, w przeciwnym wypadku sesje rozbije nam proszenie się psa o przyniesienie nagrody z powrotem.

 -ulubione i wyjątkowe – do nagradzania w nauce używamy zabawek, którymi pies bardzo lubi się bawić, ale nie może mieć do nich dostępu poza ćwiczeniami. Zabawka ma być tylko i wyłącznie z zestawie z nami w postaci nagrody za dobrze wykonane polecenie. W innym wypadku zabawka psu się znudzi i w konkurencji z rozproszeniami, jak na przykład inne psy, nasza nagroda nie będzie mieć szans.

 -wykonane z dobrej jakości materiałów – zwłaszcza w wypadku zabawek gumowych, trzeba sprawdzić, czy guma jest dość miękka i elastyczna, ale trwała i mocna. W wypadku zabawek materiałowych (sznury, maskotki) musimy się upewnić, że wytrzymają zabawę w przeciąganie i np. nie rozerwą się na pół. Unikajmy zabawek z twardymi wypustkami (mogą uszkodzić dziąsła psa) oraz piszczących (za bardzo pobudzają psa, przez co gorzej mu się skupić i uczyć nowych rzeczy).

c) Nagrody środowiskowe – możliwość pobiegania z innym psem, powąchania obsikanego krzaczka, węszenia chwilę za tropem, zabawa listkiem, trawką, przywitanie się z człowiekiem, itp. Ze względu na to, że zazwyczaj nie są to rzeczy, którymi pies „syci” się szybko i nie możemy ich wyciągnąć z kieszeni, warto je pozostawić jako nagrody na koniec sesji czy pojedynczego wykonania ćwiczenia. Są jednak psy, które preferują tylko nagrody środowiskowe, dlatego w ich przypadku trzeba dokładnie dobrać plan ćwiczeniowy.

d) Kontakt socjalny – dotykanie, głaskanie, drapanie, mówienie do psa, itp. Żeby był faktycznie nagrodą, pies musi lubić i akceptować nasz dotyk oraz być zainteresowanym otrzymaniem naszej uwagi. Podczas nagradzania kontaktem socjalnym trzeba zwracać uwagę na komunikaty wysyłane przez psa – jeśli sygnalizuje stres lub dyskomfort (odwraca wzrok lub głowę, unika kontaktu wzrokowego, oblizuje się lub ziewa), oznacza to, że nasz dotyk nie jest dla niego nagradzający.


2) Dobra sesja ćwiczeniowa

a) Krótka, ale częsta – Maksymalnie 20-30 sekund, potem przerwa np. na nagrodzenie zabawą. Mała porcja materiału do nauki oraz częste przerwy sprzyjają przyswajaniu nowych informacji. Kilka krótkich sesji rozłożonych w czasie przyniesie o wiele lepszy efekt, niż jedna długa sesja.

b) Maksymalnie kilka powtórzeń – optymalna ilość to ok. 3-4-5. Zależy od psa, kończymy na najlepszym wykonaniu, nawet jeśli było to dopiero 2. lub 3. powtórzenie w sesji.

c) Zakończona w momencie dużego zaangażowania psa – czyli kończymy sesję, jak pies ma jeszcze motywację wykonywać ćwiczenie, a nie jak już się nudzi, frustruje i odchodzi od nas. Dzięki temu pies chętnie będzie z nami współpracował w kolejnej sesji.

d) Jedno ćwiczenie naraz – oznacza to, że w jednej sesji ćwiczeniowej skupiamy się na nauce jednej umiejętności, np. siadania na komendę. Nie oznacza to jednak, że nie możemy uczyć równolegle różnych zachowań – po prostu warowania czy aportowania uczmy w kolejnej osobnej sesji ćwiczeniowej. Chodzi o to, by psu nie pomylić, czego właściwie się uczy. Gdy już jednak pies ma dokładnie nauczone jakieś komendy, możemy je dowolnie łączyć, nawet w obrębie jednej sesji.

e) Zachowanie dzielimy na małe kawałki – aby psu jak najbardziej ułatwić i przyspieszyć naukę nowego ćwiczenia. Jeśli wymagamy za dużo naraz, pies szybko się sfrustruje, bo nie będzie wiedział, o co nam chodzi. Lepiej, gdy pies doznaje pasma sukcesów i udanych prób, bo to go motywuje jeszcze bardziej do dalszej pracy.

f) Podnosimy kryteria pojedynczo – przykładowa sytuacja: pies umie wykonać siad-zostań na komendę w domu przed nami w odległości jednego kroku przez 10s, a chcemy nauczyć go wykonywać siad-zostań na komendę przed nami w odległości 10m od nas w parku, wśród biegających psów i dzieci przez minutę. Jest tu kilka kryteriów: odległość, czas wykonania oraz rozproszenia. Żeby psu jak najbardziej ułatwić zadanie i sprawić, by jak najszybciej zrozumiał ćwiczenie, musimy pojedynczo stopniowo podnosić każde kryterium. Czyli jak ćwiczymy zwiększanie dystansu, czas wykonania i rozproszenia pozostają na takim poziomie, jaki pies już opanował. Tak samo z dwoma pozostałymi kryteriami.

g) Kryteria podnosimy stopniowo – czyli tak, aby pies się nie zniechęcił i rozumiał ćwiczenie. Jeśli pies potrafi skakać na komendę na wysokość 10cm nad ziemię, a naszym celem jest wyskok na 50cm, musimy organizować sesje ćwiczeniowe tak, by zaznaczać i nagradzać stopniowo coraz wyższe wykonania (np. wyskoki na 15cm, 20cm, 16cm, 25cm, itp. aż do 50cm). Zbyt dużym wymaganiem byłoby z kolei czekanie, aż pies skaczący na 10cm skoczy od razu na 50cm. Rodziłoby to dużo frustracji u psa, co prowadziłoby ostatecznie do zaniechania prób podskoczenia – bo i po co, skoro nie byłoby za nie nagrody?


3) Mówienie do psa

Warto pamiętać, że psy nie rozumieją naszego języka i nie znają znaczenia każdego słowa. Wiele się domyślając, sklejając do kupy nasze słowa, intonację głosu, nasze świadome i nieświadome gesty i mimikę twarzy. Natomiast pies nie rozumie, że SIAD oznacza tyle, co „usiądź na zadzie”. Aby pies skojarzył dane słowo z jakimś zachowaniem, trzeba mu z nim najpierw skojarzyć znaczenie tego słowa.

Dlatego im mniej mówimy do psa, gdy go czegoś uczymy lub wymagamy, tym jest mu łatwiej nas zrozumieć, a w konsekwencji wykonać nasze życzenie.

a) Komenda słowna

Jeśli chcemy, by pies wykonywał polecenia już po pierwszym ich wypowiedzeniu, a nie po 15-tym, powinniśmy się pilnować, by komendy nie powtarzać. Oczywiście, jeśli widzimy, że pies jest skupiony i wyraźnie myśli, jakby przypominając sobie znaczenie danego słowa, możemy mu pomóc powtarzając je i naprowadzając psa dodatkowo dla podpowiedzi. Jednak podczas nauki warto skupić się na tym, by komendę wypowiadać raz, normalnym tonem, wyraźnie. Jeśli użyjemy jeszcze innych słów, komenda zagubi się wśród nich i pies ostatecznie jej nie usłyszy here is an explanation. Czyli jeśli chcemy, by nasz pies usiadł na komendę SIAD, wymawiamy ją raz i czekamy na reakcję psa. Gdy powiemy „Siadsiadsiad, no Reksiu, usiądź, Reks, Siad! Siad, powiedziałem!”, pies będzie tak zdezorientowany bełkotem, jaki według niego wyszedł z naszych ust, że na pewno nie dowie się, o co nam chodzi i nie wykona komendy, którą właściwie musiałby odkopywać z naszej wypowiedzi.

b) Pochwały słowne

Jeśli pies wykona nasze polecenie, powinniśmy go zawsze pochwalić przed podaniem nagrody. Czyli np. SIAD → pies siada → DOBRY PIES!

Przy chwaleniu powtarzanie miłych słów akurat ma wręcz pozytywny efekt, nasz głos powinien być miły i wyrażać radość, bo przecież cieszymy się, ze nasz pies nauczył się wykonywać jakieś zadanie!

Chwalenie powinno być entuzjastyczne, ale stopień tego entuzjazmu powinien zależeć od tego, co akurat pies robi – jeśli akurat poszedł na miejsce i ma na nim zostać, wykrzyknięcie piskliwym głosem, jakim jest wspaniałym psem, raczej mu nie pomoże 🙂

c) Mówienie do psa na co dzień

Jeśli na co dzień mówimy do psa dużo, a to mówienie nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji, pies będzie mniej skłonny wykonywać nasze polecenia. Dzieje się tak dlatego, że nasz głos staje się dla niego nic nie znaczącym elementem otoczenia, tak jak śpiew ptaków w parku – po jakimś czasie po prostu się go „nie słyszy”. Dodatkowo, pies zasypywany naszą uwagą na co dzień ma jej za dużo i nie jest dla niego niczym wyjątkowym fakt, że się do niego zwracamy.

Posted by Alicja Milewska in Szkolenie pozytywne, Szkolenie psów, 0 comments
Generalizacja wykonywanych ćwiczeń

Generalizacja wykonywanych ćwiczeń

Wstawiam przetłumaczony na język polski artykuł autorstwa Emily Larlham (na Youtube “kikopup”).

Tłumaczenie: Agata Kochańska.

 

Generalizowanie

Zgeneralizowanie oznacza po prostu nauczenie psa, że kiedy wydajesz mu komendę, to oznacza ona zawsze to samo, niezależnie od sytuacji czy okoliczności, w jakich się znajdujecie. Psy nie generalizują tak dobrze jak ludzie, więc trudno jest nam zrozumieć, co to oznacza dla psa, gdy prosimy go o wykonanie znanej mu komendy w sytuacji, która jest dla niego nieznana. Oto przykład psich problemów z generalizacją: Myślisz pewnie “Mój pies umie siadać na komendę”. Ale jeśli staniesz z głową w kącie pokoju i wydasz psu komendę ‘Siad’, twój pies najprawdopodobniej tej komendy nie wykona. Podobnie, jeśli twój pies umie przynosić piłeczkę, a ty rzucisz mu kluczyki samochodowe i powiesz ‘Przynieś’, to najprawdopodobniej pies będzie zdezorientowany i nie podniesie kluczyków. Czasem zwykłe zrobienie dwóch kroków w prawo podczas sesji treningowej, w której pies uczy się czegoś nowego, całkowicie zdezorientuje psa, który nie będzie miał zielonego pojęcia, o co ci chodzi.

Aby nie “utknąć” na danym poziomie i umożliwić psu dobre zgeneralizowanie komendy, konieczne jest stałe podnoszenie kryteriów i możliwie najwcześniejsze rozpoczęcie generalizowania na inne sytuacje. Gdy tylko pies zacznie prezentować dane zachowanie na sygnał, czas na rozpoczęcie ćwiczenia tego zachowania na różnych powierzchniach, w różnych miejscach,  z różnymi rozproszeniami i w różnych położeniach względem ciebie.

Generalizacja nie musi być zadaniem przytłaczającym. Niech twój pies generalizuje komendy do takiego poziomu, jaki ci jest rzeczywiście potrzebny. Być może twój pies nie musi siadać na komendę w odległości 15 metrów od ciebie, lub też wykonywać tej komendy, gdy on jest w salonie, a ty wydajesz mu ją z dachu domu. Niech pies opanuje komendę do poziomu, który jest ci potrzebny, a ty nie oczekuj od niego jej wykonania w sytuacjach, których nie przećwiczyłeś. Zalecałabym jednak, abyś ZAWSZE przepracowywał najlepiej, jak to możliwe, generalizację zachowań awaryjnych, na przykład przywołania. Ćwicz ze swoim psem generalizację przywołania w tak wielu sytuacjach, jak to tylko możliwe. Czy twój pies przybiegnie na przywołanie, gdy ktoś inny go karmi? Czy przybiegnie, gdy w swoim polu widzenia ma zająca, gdy bawi się z innymi psami, gdy biegnie, zajada kocie kupy lub gdy usłyszy niepokojące hałasy?

Kiedy już uda ci się psu zgeneralizować dużą liczbę komend w różnorodnych sytuacjach, pies sam zacznie generalizować, zwłaszcza w przypadku podobnych zachowań. Na przykład, jeśli nauczy się siadać na komendę zarówno na trawie jak i na betonie, wtedy generalizacja komendy ‘Poproś’, by pies umiał ją wykonać zarówno na trawie jak i na betonie, będzie łatwiejsza, niż gdyby pies w żaden sposób nie przećwiczył generalizowania wcześniej.

 

 

Wskazówki dotyczące generalizowania

  •  W przypadku trudniejszych komend, najpierw przećwicz komendę z psem w miejscu, gdzie pies komendę opanował, zanim przeniesiesz ćwiczenie w nowe miejsce – w ten sposób odświeżysz psu komendę.
  • Używaj bardziej wartościowych nagród.
  • Na ćwiczenia wykonywane w nowym miejscu reaguj z większym entuzjazmem. NIE ZAKŁADAJ, że twój pies po prostu powinien komendę wykonać. Mieszaj nowe ćwiczenia z zabawą i z łatwymi ćwiczeniami, które pies ma już dobrze opanowane.
  • Aby rozkręcić psa, zacznij od ćwiczeń na skupianie uwagi. Jak już pies skupi się na tobie, możesz rozpocząć pracę nad generalizowaniem nowych zachowań.
  • Poczekaj, aż pies w nowym otoczeniu trochę się uspokoi i będzie mniej rozproszony, dając mu czas na oswojenie się z nową sytuacją, zanim zaczniecie ćwiczyć. Aby pomóc psu się uspokoić w nowym otoczeniu, możesz też przed sesją wykonać z nim jakieś ćwiczenia na samokontrolę.
  • Kiedy zaczynasz ćwiczyć komendę w nowym otoczeniu lub w innym położeniu względem ciebie, obniż kryteria. Nagradzaj wykonanie komendy nawet, jeśli z początku jest dalekie od doskonałości. Możesz też przypomnieć psu, jakiego zachowania od niego oczekujesz, naprowadzając go smakołykiem w ten sam sposób, jak to robiłeś  na samym początku uczenia komendy.
  • Dla psa rasy chihuahua, siadanie w wysokiej trawie może być bardzo nieprzyjemne. Pomyśl tylko, jak długie są takie źdźbła trawy w stosunku do wielkości psa. Aby nauczyć siadać na trawie psa, który nie lubi trawy, możesz go najpierw nauczyć siadać na małej macie, a potem przenieść tę matę na trawę tips and tricks. Poćwicz wtedy z psem siadanie na macie, a następnie zabierz matę i wydaj psu komendę ‘Siad’. Pies zapewne będzie bardziej chętny do wykonania komendy bezpośrednio na trawie po serii sowicie nagradzanych powtórzeń na macie. Możesz również tak zaplanować ćwiczenia, że wykonanie komendy ‘Siad’ na trawie jest nagradzane zawsze na początku procesu generalizacji, natomiast wykonanie tej komendy na macie nagradzane jest tylko czasami. W ten sposób pies uzna, że siadanie na trawie z większym prawdopodobieństwem zapowiada nagrodę i będzie miał większą motywację, by siadać na trawie, niż by siadać na macie.
Posted by Alicja Milewska in Szkolenie pozytywne, Szkolenie psów, 29 comments
Cykl “Szkolenie Psów” </br> Nauka nic nie robienia

Cykl “Szkolenie Psów”
Nauka nic nie robienia

Wstawiam przetłumaczony na język polski artykuł autorstwa Emily Larlham (na Youtube “kikopup”).

Tłumaczenie: Agata Kochańska

Naucz swojego psa absolutnego NIC NIEROBIENIA

Nagradzanie psa za to, że nic nie robi jest techniką, której nauczyłam się od mojej niesamowitej mentorki, Kyle Rayon. Główna idea polega na tym, że kiedy widzisz, że twój pies absolutnie NIC NIE ROBI, to jest to właśnie doskonały moment, by nagrodzić go twoją uwagą i smakołykami. Na przykład, pies stoi sobie spokojnie przy tobie na luźnej smyczy, gdy nagle zza rogu wyłania się inny, podekscytowany pies. Gdy twój pies dostrzeże tego drugiego, ty podajesz mu do pyszczka smakołyk, gdy tak sobie stoi ABSOLUTNIE NIC NIE ROBIĄC! W taki sposób nagrodzisz psa za nie zrobienie nic w tej sytuacji, zwiększając prawdopodobieństwo, że w przyszłości, w podobnej sytuacji twój pies też nic nie zrobi. Nie odczekuj 3 sekund, aż twój pies zacznie wściekle szczekać na tego drugiego. Kolejny przykład: podczas spaceru stoisz sobie i gawędzisz z przyjacielem, a twój pies stoi tuż obok, nie robiąc nic. Daj psu smakołyk za to, że nie robi nic, kiedy ty sobie stoisz i gadasz. Nie czekaj, aż psiak zacznie piszczeć, ciągnąć czy skakać na ciebie, by zyskać twoją uwagę.  Wielu szkoleniowców ma skłonność do poważnego niedoceniania tych wszystkich przypadków nie robienia przez psa nic. Skupiają się oni na uczeniu psa komend „Siad”, „Leżeć” czy „Stój”.  Zapominają jednak o wzmacnianiu tych wszystkich cudownych przypadków nie robienia nic, które psy już prezentują!

Młode owczarki niemieckie właśnie odbyły lekcję „Nic Nierobienia”. Ciemny samiec często wyskakiwał do innych psów na ulicy, agresywnie na nie szczekając. Już po jednej lekcji, podczas której pies był nagradzany za nie robienie nic na widok moich psów, nauczył się spokojnie z nimi przebywać. Nie dostał szansy pokazania „co zrobi”, znalazłszy się w pobliżu Splash, gdyż został natychmiast nagrodzony za niezrobienie nic, zanim miał szansę pomyśleć o czymkolwiek. Podczas następnej lekcji psy zostały nagrodzone możliwością wspólnej zabawy za uprzednie nie robienie nic i wspólne spokojne relaksowanie się.

Wskazówka: Kiedy nagradzasz psa za nie robienie nic, musisz podać mu smakołyk zanim pomyśli on o tym, by na ciebie spojrzeć. Dzieje się tak dlatego, że chcesz podaniem smakołyka „sfotografować” to spokojne zachowanie dokładnie w tym momencie, aby właśnie to spokojne zachowanie zostało powtórzone w przyszłości. Jeśli pies zwróci się, aby na ciebie spojrzeć, gdy podajesz mu smakołyk, „sfotografujesz” jedynie psa podekscytowanego jedzeniem, które zaraz ma dostać. Podanie mu smakołyka w chwili, gdy oczekuje tego smakołyka, wcale nie wzmocni tego spokojnego nie robienia nic, które chciałeś wzmocnić. Poczekaj więc do momentu, gdy pies znów nie będzie myślał o jedzeniu, zanim podasz mu smakołyk.

Możesz podać smakołyk psu, gdy na ciebie nie patrzy, mając już uprzednio przygotowany smakołyk w ręce, by pies nie zwrócił, uwagi, że sięgasz po smakołyk. Możesz też rzucić psu smakołyk pomiędzy przednie łapy, by jego pojawienie się było większym zaskoczeniem, lub też podać smakołyk od tyłu. Jeśli twój pies tak ekscytuje się jedzeniem, że w ogóle nie odwraca od niego uwagi, naucz go najpierw spokoju w obecności jedzenia.

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 3 comments
Cykl “Szkolenie Psów” </br> Przedłużanie wykonania komendy

Cykl “Szkolenie Psów”
Przedłużanie wykonania komendy

Nauczenie psa siadania czy kładzenia się na komendę to jedne z najprostszych czynności, których zazwyczaj nawet osoba dopiero rozpoczynająca przygodę szkoleniową potrafi nauczyć swojego czworonoga. Problem zaczyna się, kiedy pies po wykonaniu komendy po prostu… sobie idzie. Lub zrywa się z radosnym wyrazem pyska “no, co teraz robimy?” Mnożą się pytania: co zrobiłem źle? Czy mój pies nie zrozumiał? A może jest głupi? A może to ja nie umiem mu przekazać wiedzy?

Na pocieszenie napiszę, że nic z tych rzeczy 🙂 Jeśli pies po komendzie siada lub kładzie się od razu w różnych rozproszeniach, to komenda jest nauczona, hasło dobrze skojarzone z czynnością, a pies rozumie, o co nam chodzi. Czyli pierwszy etap nauki mamy za sobą. Teraz pora na następny – przedłużanie wykonania. Warto zdać sobie sprawę z tego, jak wygląda sesja ćwiczeniowa: mamy smaczek, mówimy komendę naprowadzając psa na daną pozycję, pies siada/kładzie się, dostaje smaczka i.. pora na kolejne powtórzenie! Czyli tak naprawdę dajemy psu sygnał: oczekuję wielokrotnego sekundowego klapnięcia tyłkiem/całym ciałem o ziemię. Taki schemat jest niezbędny, aby pies dobrze skojarzył komendę z czynnością, bo to właśnie ilość poprawnych wykonań decyduje o tym, czy pies zrozumie, o co nam chodziło.

Jak więc sprawić, by nasz czworonóg nie zrywał się natychmiast po wykonaniu komendy?

Wprowadzamy kilka komend, które ułatwią psu zrozumienie naszych oczekiwań i wyeliminują frustrację z procesu nauki. Im jaśniej określimy kryteria, tym pies szybciej nauczy się, że ćwiczenie może rozciągać się w czasie.

1) DOBRZE/ DOBRY PIES/ YES, itp. – komenda potwierdzająca dobre wykonanie, przy okazji sygnał kontynuacji (keep going signal). Mówimy wielokrotnie spokojnym miłym tonem pozbawiony ekscytacji. Chodzi o to, by pomóc psu wytrwać w komendzie, a nie podekscytować go, że je wykonuje 🙂 To taka informacji: “to, co robisz jest dokładnie tym, czego od Ciebie chcę”. Co jakiś czas po komendzie można podać smakołyk, jeśli jednak widzimy, że psa wytrąca to ze skupienia i nie działa na korzyść, lepiej zaniechać dodatkowego nagradzania.

2) OK/JUŻ, itp. – komenda zwalniająca. Ma być ona informacją dla psa, że to, co wykonywał właśnie dobiegło końca i może zmienić pozycję. Po komendzie zwalniającej nagradzamy psa – smakołyk, zabawa zabawką, wąchanie, itp.

3) E-E/UPS – sygnał braku nagrody. Mówimy go, jeśli pies próbuje zmienić pozycję, zanim wypowiemy komendę zwalniającą. Przy wymawianiu komendy jednocześnie nie dopuszczamy, by pies ruszał się dalej – blokujemy ciałem/smyczą i naprowadzamy na pozycję bez podania nagrody, jak pies tę pozycję przybierze. Sygnał braku nagrody jest dla psa informacją “nie tędy droga, a to, co chciałeś zrobić nie uda Ci się”. UWAGA! To nie ma być kara dla psa ani grożenie mu, dlatego sygnał wymawiamy normalnym tonem, a blokujemy ciałem i smyczą tylko z taką siłą, jakiej potrzeba, by psa zatrzymać. NIE SZARPIEMY psa ani na niego nie napieramy ciałem czy przygniatamy go do ściany. Chodzi nam o to, by pies dostał jasne komunikaty, co trzeba robić, a co nie opłaci się przy osiąganiu nagrody i nie by czuł się zagrożony czy zestresowany.

3) KONIEC – sygnał kończący całą aktywność z psem. Czyli po tej komendzie chowamy smaczki/zabawki, itp., idziemy do swoich spraw lub kontynuujemy spacer ignorując psa. Ta komenda jest istotna przy pracy z każdym psem, ale niezbędna jest przy osobnikach mających problem z wyciszeniem się i odpoczynkiem od pracy / zabawy. Pozwala ona rozróżnić czas, w którym się psem zajmujemy od czasu, w którym pies dla nas nie istnieje.

Dzięki tym sygnałom pies wie, kiedy ćwiczenie rozpoczyna się, kiedy trwa i kiedy ma swój koniec. Dzięki temu nie frustruje się, poziom jego emocji spada i ćwiczenia wykonane są z większym skupieniem i dokładnością. Jeśli nie przeprowadzimy tego procesu stopniowo i bez tych dodatkowych komend, dla psa pojęcie trwania ćwiczenia będzie niejasne, dlatego będzie zrywał komendę oczekując, że dostanie nagrodę już.

Ucząc przedłużania wykonania komendy wprowadzamy do każdego siadu/waruja komendę zwalniającą. Czyli SIAD->pies siada->OK! +smaczek. Z czasem oczekujemy, że pies poczeka sekundę dłużej, nim wstanie – dlatego używamy słowa kontynuacji (DOOBRZE), a po chwili OK! Obserwujemy psa i pozwalamy mu popełnić błąd celowo zbyt długo przeciągając wykonanie. Wtedy pokazujemy psu, co się dzieje, gdy przerywa ćwiczenie, nim mu pozwolimy – słyszy “UPS” i jest cofany na to miejsce, na którym siedział i znowu ma usiąść. Po tym czekamy chwilkę i zwalniamy OK. DOOBRZE powtarzamy wielokrotnie, zwłaszcza w momentach, gdy widzimy, że pies się nieco rozprasza. Jeśli pracujemy w wyjątkowo dla psa trudnych warunkach, warto mówić OK w momencie, gdy widzimy, że nasz pies lada moment wstanie – ratujemy sytuację, pozwalając psu odnieść kolejny sukces, a sobie przyswajając komunikat, że oczekujemy za dużo i warto cofnąć się do spokojniejszych warunków pracy.

Oczywiście w procesie nauki bardzo ważne jest to, by psu tak dobierać oczekiwania, by 90% powtórek było dla niego udanych (inaczej się zniechęci, a ćwiczenia staną się niemiłe, co wpłynie negatywnie na jakość wykonania i zapał do pracy). Stopniowo zwiększamy czas trwania ćwiczenia, wprowadzamy to w nowych miejscach, z innymi nagrodami. Możemy wychodzić poza sesje i ćwiczyć podczas aportowania piłki, czy otwierania drzwi i wychodzenia na spacer. Tak naprawdę schemat przedłużania można wykorzystać bardzo skutecznie w nauce psa kontroli emocji i spokojnego czekania oraz w każdej innej sytuacji, gdy robimy coś z psem. Nauczenie psa, że to my decydujemy, kiedy może coś robić, a kiedy musi poczekać sprawia, że jego świat obowiązują jasne zasady i mało dzieje się nieprzewidywalnie. To szalenie istotne w przypadku psów problemowych, nadaktywnych czy lękliwych. To buduje poczucie bezpieczeństwa i wzmacnia zaufanie do nas – ale tylko wtedy, gdy podczas ćwiczeń i późniejszego życia z psem reagujemy ze spokojem.

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 9 comments

Nauka czystości

Z czym kojarzy się słowo “szczeniak”?

No, cóż, na pewno z małym, rozkosznym stworzonkiem, w którego obecności ręce nas aż świerzbią, żeby go dotknąć, pogłaskać.. Każdy szczeniaki uwielbia oglądać, głaskać, bawić się z nimi…. najlepiej u znajomych. Dlaczego? Bo to słodkie i urocze słowo “szczeniak” jednoznacznie i nierozłącznie kojarzy się z określeniami: “sikanie w domu”, “zalane panele”, “psia kupa na kapciu” itp.

Niestety, brutalna prawda jest taka, że szczenięta są jak niemowlaki ludzkie – mały pęcherzyk, zwieraczyki nie do końca jeszcze sprawne, a przemiana materii przebiega w tempie ekspresowym, co łączy się z częstym załatwianiem swoich potrzeb zazwyczaj tam, gdzie piesek akurat stoi. Psy jednak rozwijają się znacznie szybciej, niż ludzie oraz mają dość silny instynkt, który nie pozwala im brudzić w miejscu, które uznają za “legowisko” (przy czym to w naszym obowiązku leży pokazanie im, że “legowiskiem” jest całe mieszkanie), co zdecydowanie ułatwia sprawę i jeśli jednak staramy się psa czegoś z tej materii nauczyć, zazwyczaj ok. 5-6 miesiąca psiakowi nie zdarzają się wpadki domowe visit la-dieta-chetogenica/it.

Wiele osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że można uniknąć zalanych podłóg i wdeptywania w “niespodzianki” we własnym domu, godzą się one z losem czekając, aż szczeniak “dorośnie” i “zmądrzeje” i zacznie robić siku i kupę na dworze sam z siebie. Nie zawsze jednak to się udaje, bo jeśli pies zbyt wiele razy załatwiał się w domu, po prostu kojarzy to miejsce z psią toaletą.

Continue reading →

Posted by Alicja Milewska in Szczeniaki, Szkolenie psów, 253 comments

Cykl “Szkolenie Psów”
Jak nauczyć psa siadać na komendę

Siadanie na komendę to jedna z podstawowych i jednocześnie najprostszych umiejętności, jakie powinien opanować pies. Polecenie SIAD przydaje się w wielu życiowych sytuacjach i pozwala naszego psa na chwilę unieruchomić i dać nam pewność, że mamy psa pod kontrolą. Nie da się jednocześnie siedzieć i gonić rowerów, siedzieć i skakać na gości, siedzieć i wyrywać się do innego zwierzęcia.

W związku z tym, SIAD może nam pomóc także w rozwiązywaniu różnych mniej poważnych problemów, jakie mamy z psem, ponieważ jest stosowanym z powodzeniem zamiennikiem innych zachowań w danej sytuacji.

Gdy nasz pies dobrze zna komendę SIAD, wykonując ją w jakiejś emocjonującej sytuacji, będzie miał szansę na chwile zacząć myśleć i koncentrować się na zadaniu, co obniży nieco poziom jego pobudzenia – a wtedy już można z psem się porozumieć i odejść z trudnej sytuacji bez odciągania szarpiącego się na smyczy psa.

 

Instrukcja nauki polecenia SIAD:

U szczeniaków nauka wychodzi najłatwiej, bo one zazwyczaj mają “ciężkie” zadki 🙂 Ale dorosłego psa jak najbardziej też można szybko nauczyć siadać.

– Do nauki tej komendy nie będą nam potrzebne żadne środki fizycznej kontroli nad psem – smycz, obroża, nasz dotyk. Pies ma SAM z siebie chcieć usiąść, sam wymyślić pozycję, jaką przybrać, by dostać nagrodę. Jeśli to my nim kierujemy – przyciskamy zad do ziemi, podnosimy psa na obroży do góry, itp, pies po prostu nie myśli – bo po co? Przecież sami go ustawimy.

Drugim aspektem przemawiającym przeciw stosowaniu manipulacji fizycznych przy nauce jest presja psychiczna, jaką wywieramy na psie – jednak gdy naciskamy ręką na zad, pies musi nogi ugiąć, nie dajemy mu wyboru, pies może tylko biernie się poddać – albo sprzeciwić, jednak wtedy obecny jest już element konfrontacji, a tego nie chcemy. Dążymy do tego, żeby pies chciał z nami współpracować, a nie tylko szukał momentu, kiedy może nas wykiwać.

Trzeci minus to zwyczajnie masa i wielkość psa. Nie zapomnę do końca życia widoku, gdy drobna, ważąca na oko 55kg kobieta kładła się na swoim dogu niemieckim, a ten jakoś i tak nijak nie chciał usiąść. Tego typu scenki nie mają absolutnie nic wspólnego ze skutecznością szkolenia psa, a co dopiero mówić o profesjonalizmie (wszak każdy może zostać prywatnym profesjonalnym trenerem swojego psa 🙂 )

1) W jedną rękę bierzemy jakiś smakowity mały kąsek, którym pies się interesuje i chce go zdobyć. Rękę ze smakołykiem kierujemy nad głowę psa i przesuwamy powoli do tyłu tak, aby musiał zadrzeć głowę. A że zadzieranie głowy jest niewygodne, zapewne usiądzie. Podczas naprowadzania smaczkiem można już wypowiedzieć komendę, pamiętając, by zrobić to jednorazowo – chcemy psa nauczyć siadać na komendę “SIAD”, a nie “SIADSIADSIADSIADSIADSIAD” 😉

Jak tylko usiądzie, chwalimy np. “dobry pies!” i podajemy smakołyk jeszcze w pozycji siedzącej.

2) Niektóre psy wstaną same, inne będą nadal siedzieć (bo mają “ciężkie” zadki 😉 ). Jako że chcemy stworzyć od nowa sytuację szkoleniową, potrzebujemy psa, który stoi – zatem przy tych ciężkozadkowcach najlepiej przejść z tyłu za nie. Wtedy najprawdopodobniej wstaną. Jeśli to nie działa, można delikatnie “pójść na psa”, dotykając go stopą w zad lub tylną łapkę – UWAGA! Nie depczemy psa, nie trykamy, nie wbijamy mu końca buta czy palców w tyłek. To ma być tylko delikatne DOTKNIĘCIE. Są i psiaki, które takie lekkie dotykanie będą traktowały jako dodatkową atrakcję procesu siedzenia – wtedy nie intensyfikujemy działań (czyli nie zgniatamy psu tylnej łapki), a po prostu podsuwamy psu pod nos smaczek i “wyciągamy” nim zwierzaka z pozycji siedzącej, ostatecznie smaczka nie dając (w przeciwnym wypadku pies może się szybko nauczyć, że żeby dostać dodatkowy smaczek wystarczy siedzieć i nie dawać się nakłonić do wstania).

3) Więc, gdy nasz pies znowu stoi, ponawiamy punkt 1). Wszystko powinno dziać się dość szybko i dynamicznie bez zbędnych przestojów. Cała sesja nie powinna jednak zawierać więcej, niż 3-4 powtórzenia i trwać więcej niż paręnaście sekund – inaczej pies może się znudzić lub zniecierpliwić, a to prowadzi do byle jakiego wykonywania komendy.

4) Naprowadzanie ręką ze smakołykiem wycofujemy jak najszybciej, pozostawiając naprowadzanie samą ręką z jednoczesnym wypowiadaniem komendy. Smakołyk podajemy natychmiast po wykonaniu polecenia. Dość szybko sprawdzamy, czy pies usiądzie na samą komendę słowną – w tym celu wypowiadamy ją i czekamy – dajemy psu pomyśleć nawet paręnaście sekund. To widać, kiedy pies jeszcze myśli, a kiedy już zaczyna go interesować zaschnięta kropka sosu na podłodze. Więc dopóki pies myśli, czekamy – możemy raz powtórzyć komendę.

Gdy usiądzie, baaardzo wylewnie go chwalimy i dajemy jakąś super nagrodę, tzw. jackpot – np. 10 smakołyków zamiast jednego (ale wydawane po kolei, nie całą garścią) i kończymy sesję. Jeśli pies nie myśli, znaczy to, że jeszcze za mało powtórek wykonaliśmy i trzeba jeszcze psa ponaprowadzać, jednak pilnując, by nie używać już do tego celu smakołyka.

5) Z czasem wychodzimy z ćwiczeniem poza typowe sesje treningowe – wydajemy komendę w różnych miejscach i różnych sytuacjach, za każdym razem sowicie chwaląc i nagradzając psiaka (oczywiście nie zawsze jedzeniem 🙂 ). Wybieramy stopniowo coraz trudniejsze sytuacje z coraz bardziej rozpraszającymi elementami, dochodząc do momentu, kiedy nasz pies jest w stanie usiąść na dworcu kolejowym, w parku wśród biegających psów, przed szkołą w oczekiwaniu na naszą pociechę i w wielu, wielu przydatnych życiowych sytuacjach 🙂

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 46 comments

Cykl “Szkolenie Psów”
Przychodzenie na zawołanie

Przychodzenie po zawołaniu jest jedną z najważniejszych umiejętności, jakie powinien posiąść nasz pies. W skrajnych przypadkach może nawet uratować mu życie (np. kiedy psiak pędzi wprost na ruchliwą ulicę), a ogólnie zapewnia miłą i niekłopotliwą codzienność spacerową, która nam i psu daje dużo satysfakcji i poczucia bezpieczeństwa.

Miasto

O ile w warunkach wiejskich/podmiejskich można by było jeszcze tolerować to, że pies nie do końca nas słucha i przychodzi, kiedy mu się podoba, o tyle w mieście jest to sytuacja niedopuszczalna. Raz, że naszego psa mogą spotkać różne zagrożenia, zwłaszcza związane z ruchem ulicznym, a dwa, że w mieście jest takie zagęszczenie różnych psów i ludzi, że czasem lepiej, aby nasz pies do niektórych nie podbiegał.

Drugim ważnym czynnikiem jest potencjalne zagrożenie/obawa, jakie może wywoływać nasz pies – nie każdy życzy sobie, aby podbiegało do niego obce zwierzę, nawet w przyjacielskich zamiarach. Ktoś może mieć chorego/agresywnego/lękliwego psa na smyczy, a samowolne podejście naszego może zniweczyć wielotygodniowy proces pracy nad psem problemowym. Jeśli dodatkowo mamy dużego psa, może on niechcący zrobić krzywdę osobie starszej czy dziecku tylko poprzez ekspresyjne wyrażanie radości.

Mając świadomość, że możemy psa psa odwołać w każdej sytuacji sprawia, że ufamy naszemu zwierzęciu, w związku z czym ma ono więcej wolności i swobody. Otoczenie także lepiej odbiera psiaka, który słucha swojego właściciela: matki czują się bezpieczne o swoje pociechy, staruszki nie boją się, że pies podetnie im nogi, a ludzie z zasmyczonymi psami odetchną z ulgą, kiedy biegnący wprost na nich taran nagle zawróci w miejscu i pomknie do właściciela po jednym zawołaniu.

Wieś /okolice podmiejskie

Jak już napisałam, na wsi, gdzie nie ma aż takiego zagęszczenia mieszkańców, a samochód przejeżdża raz na godzinę, przywołanie nie jest już tak bezwzględnie wymagane. Wiemy, że jest mała szansa, aby naszemu psu coś groziło lub on groził komuś/czemuś, więc nie czujemy trwogi, gdy pies ignoruje nasze wołanie.

Sytuacja zmienia się jednak znacznie, kiedy weźmiemy pod uwagę okolicę zalesioną lub z polami uprawnymi/łąkami, na których często można spotkać dziką zwierzynę: sarny, dziki i zające, czy chociażby hałaśliwe bażanty. Większość psów ma w różnym stopniu wykształcony instynkt pogoni, a co za tym idzie, pies jest w stanie zapamiętale gonić zwierza przez dość długi odcinek, brnąc przez krzaki i ciernie. Nawet jeśli zwierzyny nie dogania, to sama pogoń jest szalenie wzmacniająca oraz potencjalnie niebezpieczna dla psa – biegnąc, nie zważa na ostre krzewy, gałęzie, zagłębienia w terenie czy rozstawione w lesie sidła. Drugim niebezpieczeństwem jest to, że pies zapędza się nie raz w nieznaną okolicę,  pokonując pełnym biegiem nierzadko kilka-kilkanaście kilometrów. Powrót może sprawić mu problem, co jednak wcale nie zniechęci go do ponowienia takiej “przygody”.

Jednak najbardziej drastycznym skutkiem leśnych ucieczek naszego psa jest możliwość odstrzelenia go przez myśliwych, opiekujących się danym terenem. Zazwyczaj nikt nie dochodzi do tego, czy pies jest czyjś, czy to półdziki osobnik. Liczy się to, że regularnie straszy zwierzynę i jeśli nie zagraża jej bezpośrednio, to pośrednio już tak. Takie zwierzęta jak sarny są bardzo wrażliwe na stres i ciągłe gonitwy naszego psa mogą przyczynić się do zmniejszenia płodności zwierząt, wymuszonych migracji na inne tereny czy nawet ich śmierci.

Jak to zrobić?

Są różne sposoby na naukę psa przychodzenia na zawołanie, postaram się tutaj jak najbardziej zrozumiale je opisać. Jednakże recepty i techniczna strona nie wystarczą, żeby pies przychodził chętnie. Przede wszystkim psiak musi nam ufać, musi nas lubić i musi nas kojarzyć z przyjemnościami, a nie ich końcem.

Najlepszym sposobem na to, by pies po naszym zawołaniu uciekł jeszcze dalej, jest zapinanie go znienacka na smycz, gdy tylko pojawi się w zasięgu naszej ręki. Drugim najlepszym sposobem jest robienie psu wymówek i udzielanie reprymendy, jak już w końcu do nas przyjdzie.

Jak więc postępować? Co robić, aby pies tylko marzył o tym, byśmy go zawołali?

1) Graj fair w przypadku smyczy – niech pies wie, że zostanie zapięty na smycz, ale niech ten moment kojarzy mu się miło i nie oznacza straty wolności. W tym celu często zapinajmy psa podczas spaceru po to, aby go za parę kroków odpiąć. Po każdym zapięciu na smycz powinniśmy go sowicie chwalić oraz nagradzać pysznościami lub zabawą – pokażmy psu, że ten moment jest fajny, a widok smyczy łączy się z samymi przyjemnościami. Mało tego, za parę kroków znowu może biegać dalej.

Jeśli udało nam się już skutecznie zrazić psa do smyczy i teraz na jej widok pies ucieka, a my musimy go gonić przez pół osiedla, ćwiczenia ze smyczą warto zacząć w domu – niech smycz będzie obowiązkowym akcesorium przy każdym posiłku, zabawie i innych miłych czynnościach. Gdy tylko smycz znika – znikają przyjemności. Stopniowo ćwiczymy odpinanie i zapinanie coraz dalej od domu: na klatce schodowej (w przypadku wyjątkowo opornych psów można spróbować najpierw w windzie – mniejsza powierzchnia do ucieczki 😉 ), w przydomowym ogrodzonym ogródku, itp.

Dopóki nie nauczymy psa, że smycz jest fajna i że na zawołanie warto przyjść, powinniśmy ze względów bezpieczeństwa prowadząc naszego pupila na 15-20-metrowej lince.

2) Ciesz się za każdym razem, gdy pies do Ciebie przyjdzie po zawołaniu – i to nie tak o sobie byle jak, tylko tak, jakby nasz pies przybiegł wprost spod kół rozpędzonej ciężarówki! Chwalmy go, czochrajmy, obdarowujmy smaczkami, bawmy się i co tylko pies jeszcze uwielbia. To go utwierdzi, że ZAWSZE jest miło wracać do właściciela, że nawet jak pies się zawąchał czy “udał głuchego”, to niepotrzebnie zwlekał, bo tutaj takie cuda!

Czy wolimy jeździć do cioci, która zawsze cieszy się z naszej wizyty, nawet gdy ta zdarza się raz na rok? A może do takiej cioci, która od progu narzeka, że czemu tak rzadko ją odwiedzamy, że w ogóle chyba zapomnieliśmy o “drogiej ciotce” i ma nadzieję na rychłą poprawę, a tak poza tym, to moglibyśmy porządnie się odżywiać, bo straszne z nas szkielety.

Hm? 🙂

Tak samo postrzega to nasz pies – jeśli po przyjściu do nas czeka go negatywne nastawienie z naszej strony, a czasami nawet kara, to utwierdza się w przekonaniu, że nie ma sensu do nas wracać, bo czeka go coś niemiłego. Dlatego za każdym razem zwleka dłużej, a jak już wróci, to wygląda, jak kupka nieszczęścia – wtedy mówimy “aha! Wie, ze źle zrobił”!,  jednak pies wygląda tak, bo po prostu oczekuje tych negatywów z naszej strony.

3) Bądź nieprzewidywalny i zawsze miej asa w rękawie – jeśli nasz pies za każde przyjście na zawołanie dostaje psie ciasteczka, w końcu może nauczyć się zastanawiać – czy aby na pewno opłaca się pójść do Pańci po ciasteczko..? A może lepiej zostać z psimi kumplami? O, a co tam tak ładnie pachnie?

Jeśli zawsze stosujemy jeden typ nagrody, stajemy się dla psa przewidywalni i nudni, co z kolei pociąga za sobą ryzyko, że pies przyjdzie, jak mu się zechce albo w ogóle przestanie przychodzić, bo dana nagroda przestanie nią być. Dlatego powinniśmy się starać jak najbardziej urozmaicać nagradzanie naszego psiaka: raz zabawa, raz coś dobrego, raz wspólne szukanie fajnych zapachów, czasem wspólne bieganie czy zapasy, czasem pozwolenie pobiegnięcia do psiego kumpla, a czasami… tylko dobre słowo 🙂

Im większą różnorodność wprowadzimy, tym chętniej nasz pies przybiegnie, bo zawsze będzie ciekaw, co tym razem dlań mamy. Zdarza się co prawda, że bywają psiaki o jednorodnych upodobaniach – np. nie interesuje ich nic innego, niż zabawa. Albo jedzenie – tylko smaczki i nic więcej! Tu także mamy możliwość urozmaicać nagrody – zmieniajmy co jakiś czas rodzaj smakołyków/zabawek. Czasem miejmy dla naszego psiaka żółty serek, czasem śmierdzący żwacz wołowy, czasami pasztet do lizania, a jeszcze innym razem suchą karmę. Można zaszaleć i co jakiś czas ugotować psu wątróbkę lub serca, które w każdym mięsnym można dostać albo jeśli jesteśmy miłośnikami pieczenia, możemy upiec psu świetne ciasteczka wątróbkowe 🙂

Tak samo sprawa ma się z zabawkami – raz piłeczka, raz szarpak, raz piłka na sznurku, a czasem po prostu stary poczciwy patyk, a może niekiedy ukochany pluszowy misio naszego psa, z którym śpi?

Bywają i psy, których ani jedzenie specjalnie nie rusza, ani zabawki, czasem ucieszą się z naszego “dobry pies” i raz machną ogonem, gdy je głaszczemy, z kolei mogłyby wąchać w nieskończoność. Królestwo zapachów ma dla nich największą wartość i nic jej nie przebije. To dobrze! 🙂 Pies ma nos po to, aby wąchać. Naszą rolą jest jednak pokazać psu, że może to robić z nami i nawet jest fajniej – jeśli wąchacz do nas przyjdzie, pobiegnijmy w jakąś stert liści i pokażmy mu “a co tu pachnie?”, palcem rozgarniając liście. Pies powinien zaraz żywo zainteresować się “znaleziskiem”. Możemy nauczyć się układania śladów i tropić wspólnie z psem.

4) Niech to pies pilnuje Ciebie, a nie odwrotnie – żeby to psiak zwracał baczną uwagę na to, gdzie jesteśmy, powinniśmy wprowadzić nutę niepewności na nasze spacery. Gdy psiak się zawącha lub biega sobie beztrosko, my znienacka się schowajmy – za drzewem, murkiem, krzaczkiem, itp. Poczekajmy chwilę, aż pies się zorientuje, że nas nie ma – pozwólmy mu chwilę nas poszukać, niech nasz pies się zmartwi. Jednak nie czekajmy, aż wpadnie w panikę – nie chcemy, żeby odłączył myślenie, a by tylko poczuł się lekko niepewnie. Jeśli pies dłuższą chwilę biega w tę i z powrotem, pomóżmy mu, wołając go – mamy jak w banku, że przybiegnie najprędzej, jak umie – wtedy oczywiście się cieszymy, nagradzamy, chwalimy, bawimy, po czym idziemy sobie dalej, jak gdyby nigdy nic. Sposób działa, gdy nie jest powtarzany co chwilę – pies ostatecznie głupi nie jest i dość szybko zorientuje się, że znowu mu się schowaliśmy, przez co zmaleje jego motywacja do szukania.

UWAGA! To ćwiczenie przeprowadzamy tylko i wyłącznie na terenie bezpiecznym – z dala od ulicy, placów zabaw, zagród zwierząt (konie, krowy, itp) czy jakiegokolwiek miejsca, gdzie naszemu psu mogłaby stać się krzywda. Najlepiej na pierwszy test wybrać teren ogrodzony, bo gdyby okazało się, że nasz pies od razu wpada w panikę, nie będzie problemu, by go złapać i nic mu się nie stanie.

Nieco bezpieczniejszą metodą jest po prostu nieoczekiwane zmienianie kierunku marszu – wszystko wskazuje na to, iż pójdziemy prosto, a my CYK! i w lewo schodząc z parkowej ścieżki. Nie mówimy nic do psa, nie wołamy go, nie pokazujemy, że zaraz pójdziemy gdzie indziej. Jeśli pies zdziwiony podchodzi do nas, chwalimy go wtedy i sowicie nagradzamy.

Po wprowadzeniu powyższych ćwiczeń w życie, z pewnością po jakimś czasie zauważymy, że nasz pies częściej na nas zerka, trzyma się bliżej i nim odbiegnie upewnia się, że idziemy tam, gdzie on uważa, że idziemy.

A teraz techniczna strona przywołania. Podam parę przepisów, jak rozpocząć naukę komendy oraz jak tę komendę wprowadzić w życie i utrwalić:

PRZYWOŁANIE UWARUNKOWANE KLASYCZNIE

Poniższe opracowane w oparciu o metodę Shirley Chong (tłum. i opracowanie Barbara Waldoch, źródło: http://dogs.gd.pl/kliker dostęp do: 2010r).
Klasyczne uwarunkowanie przywołania ma na celu nauczenie psa ‘pamięci mięśniowej’, tak żeby po wydaniu komendy mięśnie ‘same’ zwracały się w kierunku przewodnika (refleks), zanim pies będzie się miał czas nad tym zastanowić. Pozornie zabiera to bardzo dużo czasu, ale tylko pozornie. Sesje mogą być krótkie i w każdej można swobodnie zrobić 100-150 powtórek. Jeżeli zrobi się to 3 razy dziennie, to w przeciągu tygodnia mamy już 3150 przywołań!

1. Wybieramy sobie komendę. Mechaniczny dźwięk jest najlepszy, bo jest zawsze taki sam, ale ciężko mieć zawsze przy sobie gwizdek. Używa się tej komendy(DO MNIE lub WRÓĆ lub CHODŹ lub COME – zależy, co masz teraz i na co już on nie reaguje. Musi być nowa komenda) początkowo wyłącznie wtedy, kiedy wiemy że pies ją wykona (na co dzień możemy mieć inną – Twoja „spalona”, którą pies nie zawsze wykonuje )
2. Wybieramy NAJLEPSZY możliwy smakołyk.
3. Zaczynamy w najnudniejszym miejscu w domu. Zwykle w łazience. Dajemy komendę(np. WRÓĆ) i dajemy smakołyk.
4. Ponieważ jesteśmy w bardzo nudnym miejscu, pies zrobi co chcemy (w dodatku dajemy mu za darmo pyszne smakołyki). Powtarzamy to 150 razy 3 razy na dzień.
5. Smakołyki muszą być MALUTKIE.(najlepiej pierwsze 3 sesje zrobić na głodnym psie, czyli jedynym jedzeniem w tym dniu będzie pasztet wydawany w sesjach)
6. Wołamy podobnie do tego, jak będziemy wołać na dworze, tylko nieco ciszej. Nie oczekujemy od psa siadu czy jakiejkolwiek innej konkretnej czynności po tej komendzie, ale bycia przy nas.
7. Idziemy do drugiego najnudniejszego miejsca w domu i powtarzamy punkt 4. Przez następny tydzień idziemy do wszystkich pomieszczeń w domu po kolei i powtarzamy to samo.
8. Bierzemy psa na długą smycz i wychodzimy poza dom, najpierw do najspokojniejszego miejsca jakie możemy znaleźć. Powtarzamy punkt 4. Robimy podczas tego tygodnia przynajmniej dwie sesje dziennie na dworze na smyczy i jedna w domu (bez smyczy).
9. Z psem na smyczy jak poprzednio, chodzimy codziennie ćwiczyć do nowego miejsca na dworze. Początkowo pies może być rozproszony, ale potem się skupi na nas. Jeżeli pies jest bardzo rozproszony w nowych miejscach, podnosimy wartość smakołyków i przegładzamy psa – jedynym dostępnym jedzeniem są smakołyki wydawane w sesjach.
10. Ćwiczymy ciągle też w domu, używamy różne nagrody, zwiększamy odległość z której wołamy psa (przynajmniej pierwszy raz, bo po pierwszym przywołaniu pies i tak nas nie odstąpi).
11. Zakładamy psu smycz jak poprzednio, ale w domu i ćwiczymy bardzo rozpraszające sytuacje. Np. miska z jedzeniem na podłodze, ktoś rzucający piłeczkę, jedzenie itp. Im więcej wymyślimy rozproszeń, tym solidniejsze będzie przywołanie.
12. Rozproszenia najpierw w większej odległości, potem obok psa. Kiedy pies nie zwraca uwagi na rozpraszanie w domu, wychodzimy z tym na dwór. Jeżeli pies jest rozproszony i nie zwraca na nas uwagi, mamy kilka opcji na tym etapie.
13. Zwiększamy odległość od rozpraszacza i przeczekujemy. Pies jest na smyczy i nigdzie nie pójdzie. Jeżeli w ‘rozsądnym’ czasie się odwróci i przyjdzie, klik/smakołyk. Jeżeli nie, odciągamy go lekko smyczą od rozpraszającej sytuacji, tak żeby się odwrócił i odchodzimy jeszcze kawałek.
14. NIGDY NIE SZARPIEMY ZA SMYCZ jeżeli pies jest rozproszony. Jeżeli nie odnosimy sukcesów na tym etapie, to oddalamy się od tej rozpraszającej sytuacji, bo jesteśmy za blisko.
15. Zakładamy psu długą linkę(15m), ale nie trzymamy w ręku (żeby psu się nie wytworzył obraz przewodnika z linką). Warto założyć rękawiczki, żeby sobie nie ‘poparzyć’ rąk w razie czego.
16. Kiedy pies się LEKKO zainteresuje czymś innym niż nami, dajemy komendę. Jak tylko się do nas zbliża, wydajemy wesoły okrzyk DOBRY PIES!).
17. Powtarzamy WIELE razy. Zmieniamy miejsca ćwiczeń, rozpraszające sytuacje. Im więcej wybierzemy rożnych miejsc do ćwiczeń, tym lepsze będzie przywołanie psa.
18. Zaczynamy od znanych miejsc i mniej rozpraszających. Jeżeli daliśmy komendę i pies to zignorował, stajemy na linie i idziemy po niej bliżej psa, udając, że nic nie robimy. Pies zauważa, że nie może się poruszać do przodu, ale to nie ma nic wspólnego z nami.
19. Kiedy jesteśmy bliżej, dajemy znowu komendę (kiedy jesteśmy pewni, ze pies ja wykona – komenda bez reakcji psa może się pojawić TYLKO RAZ) – jak wykona, chwalimy “dobry pies”.
20. Chwalimy i nagradzamy zawsze.
21. Celowo aranżujemy rozpraszające sytuacje (np. obecność innych psów, zwłaszcza bawiących się). Umawiamy się z kimś, czyje psy warują na każdą komendę. Jeżeli nasz pies nie przyjdzie na pierwsza komendę, tamte psy dostana komendę ‘waruj’, co je czyni od razu nudnymi.
22. Ćwiczenia z innymi psami zaczynamy na krótszej smyczy, z większej odległości, potem bliżej, potem na lince z dala, potem na lince bliżej.
23. Kiedy mamy opanowane przychodzenie na lince, powtarzamy całość zaczynając od niewielkich rozproszeń bez linki.

Ten przepis przeprowadzony od początku do końca, według instrukcji gwarantuje u psa idealne przywołanie.
Wydaje się być czaso- i pracochłonny, ale to tak naprawdę tylko 15 minut dziennie(3 sesje po ok. 5 min) w okresie w domu, a potem mniej więcej tyle samo na każdym spacerze.

Ćwiczenia z przywołania psa, również przerabiamy na szkoleniach grupowych, gdzie każdy uczestnik pod moim okiem ma szanse poćwiczyć oraz pochwalić się efektami na kolejnych zajęciach.

ZABAWA W PRZYWOŁANIE

1) Zabawę w przywołanie organizujemy w kilka osób – mogą to być członkowie rodziny, z która pies mieszka na co dzień albo po prostu nasi znajomi.

Każdy jest zaopatrzony w pyszne smakołyki lub zabawki i staje w pewnej odległości od siebie mniej więcej w okręgu.  Po kolei każdy woła komendę na przywołanie, a zadaniem psa jest podbiec do tej osoby, która go wołała – wtedy następuje nagradzanie, chwalenie, itp. Gdy woła następna osoba, wtedy nagradzanie się kończy, żeby pies miał szansę odbiec i poszukać drugiego źródła nagród. Jeśli pies pomyli osoby, nie dzieje się nic. Czekamy, aż pies zacznie się skupiać na wszystkich i rozglądać, po czym można ponownie psa zawołać – teraz już nie powinien popełnić błędu.

Z czasem można wprowadzać utrudnienia – zwiększać odległość, ilość osób, można się ustawiać w szeregu lub osoba wołająca staje za kimś innym, ew. za drzewem, itp.

2) Tę zabawę organizujemy w dwie osoby. Warunek jej powodzenia jest taki, że pies lubi się bawić zabawką. Wtedy gramy z psem trochę w “głupiego Jasia”. Osoba mająca zabawkę woła psa, po czym bawi się z nim ta zabawką. Po chwili druga osoba (bez zabawki) woła psa i ta pierwsza osoba natychmiast przerywa zabawę i rzuca przedmiot tamtej wołającej, która mając już zabawkę w ręku, zachęca nią psa do przyjścia, nie powtarzając już komendy przywołania. (na początku, bo po kilku powtórzeniach pies już nie będzie zdezorientowany i zacznie biec do osoby wołającej, bo będzie wiedział, że to ona wtedy będzie w posiadaniu zabawki).

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., 68 comments

Gdy pies warczy przy jedzeniu

Miska

Warczenie w obecności zasobów, szczególnie przy misce ma swoją przyczynę w braku zaufania psa do nas. Najgorsze jest przybranie postawy “bo mój pies musi pozwolić zrobić ze sobą wszystko!”, które pociąga za sobą dążenie do tego celu często po trupach (najczęściej trupach naszych palców..). Zwłaszcza, że często mamy tendencję do karania psa, gdy warczy: zabieramy mu to, czego pilnuje, krzyczymy na niego wtedy, czasem nawet postanawiamy rywalizować i pokazać psu “kto tu rządzi” uciekając się do przemocy. Choć nie zawsze tylko uciekanie się do takich środków powoduje warczenie – czasem wystarczy po prostu odchodzić od psa, gdy warczy, aby przekonał się, że może nas odgonić.

Warczy przy misce tylko pies, który czuje się niepewnie – po co pies mocny psychicznie i pewny siebie miałby odganiać kogoś od swojej miski? On ma w sobie przekonanie, że TAKIEMU psu nikt nic nie zabierze 😉 Chyba, że odbieramy mu tą pewność siebie, właśnie zabierając, chowając, przechytrzając psa. On traci pewność siebie i walką o zasoby próbuje przywrócić sobie poczucie bezpieczeństwa.

Techniki, w których rywalizujemy z psem tylko utwierdzają go w przekonaniu, że tego, co ma, trzeba bronić z całych sił. A to pogarsza problem – gdy pies wcześniej warczał tylko w przypadku, gdy np. zbliżaliśmy rękę do przedmiotu, teraz warczy już gdy wejdziemy do pokoju. Karcenie psa za warczenie w tym przypadku powoduje nakręcanie się spirali agresji, którą im później tym trudniej przerwać.

Jeśli pies jest przy misce i warczy, to nas kulturalnie ostrzega. My, pchając ręce do miski  ignorujemy to miłe ostrzeżenie. Zatem pies przechodzi do kolejnego etapu groźby – ostrzegawczego kłapnięcia.
Dlatego gdy pies warczy, można stać w miejscu i się nie ruszać, a pójść sobie dopiero, gdy pies przestanie warczeć – jeśli odejdziemy jeszcze podczas odganiania nas, wzmacnia się to zachowanie. Jeśli to przeczekamy stojąc, utwierdzimy psa, że nie przegoni nas warczeniem, ale przede wszystkim nie ma po temu powodu – stoimy i nie zabieramy mu nic (a co jeszcze ważniejsze, po prostu stojąc, nie sprowokujemy ataku – w takim wypadku każdy ruch w stronę psa może zostać odebrany jako prowokacja z naszej strony). I jeśli odejdziemy, gdy przestanie warczeć, pokażemy mu, że odchodzimy, gdy jest spokojny, a nie gdy warczy.

Bardzo trudno jest odbudować psie zaufanie, zwłaszcza jeśli przez długi czas dawaliśmy psu do zrozumienia, że na nie nie zasługujemy. Jest to także proces długotrwały, który wymaga czasu, konsekwencji i cierpliwości. Prawdopodobnie będzie tak, że jak już osiągniemy sukces, to czasem może pojawić się regres – ale tym nie należy się przejmować, a robić to, co robimy konsekwentnie i ze spokojem.

 

Od czego właściwie powinniśmy zacząć?

Na początek warto “spalić” miskę – czyli jedzenie podajemy tylko z ręki. Z czasem bierzemy miskę w jedną rękę, jedzenie w drugą i nakładamy po kilka, nadal trzymając miskę w ręku. Pozwalamy psu jeść tylko po komendzie np. PROSZĘ. Jak próbuje wcześniej wziąć, to podnosimy miskę i mówimy np. E-E. Pokazujemy tym samym psu, że tylko kulturalne i spokojne zachowanie będzie punktowane, ale złe zachowanie nie zabierze miski na zawsze – musi być kolejna szansa! Tylko wtedy psiak będzie mógł pojąć zasadę – siedzę spokojnie i grzecznie czekam: mogę jeść – jestem zdenerwowany, warczę i skaczę: nie mogę jeść.

Dosypujemy po małej porcji jedzonka, aż zje całą swoją dolę. Z czasem, podczas gdy je z miski trzymanej w ręce, dorzucamy kawałek czegoś smakowitego (jeśli je sucha karmę, to wrzucamy np. kawałek mięska). To psa nauczy, że gdy przy misce pojawia się ręka, to po to, aby coś DAĆ, nie zabrać.  Chwalimy, jak je spokojnie. Cały czas utwierdzamy psa w przekonaniu, że warto nam zaufać i być spokojnym, a więcej się zyska.

Jak już pies akceptuje w pełni dorzucanie smakowitego kąska (nie sztywnieje, gdy pojawia się ręka, nie próbuje warczeć, nie mierzy ręki wzrokiem, nie przyspiesza jedzenia, a nawet lekko się odsuwa, aby można było łatwiej wrzucić), wtedy stawiamy miskę na ziemi (nadal ją trzymając) i powtarzamy całą procedurę od nowa. Ćwiczenia warto zacząć w ogóle od innego pomieszczenia, niż kuchnia, żeby zmienić całkowicie kontekst i ułatwić tym samym psu zadanie. Dopiero potem w kuchni osobno trzeba przerobić wszystko od nowa. Ale teraz będzie już łatwiej, bo pies nauczył się nam już trochę ufać.

Kiedy dochodzimy do etapu, w którym miska stoi obok nas, ale nie trzymamy już jej i pies akceptuje fakt, że dorzucamy mu coś dobrego, możemy dodawać inne ruchy ciałem – wstawanie, kroki, itp, aż do chodzenia przy psie i misce. Jak chodzimy, to tak samo wrzucamy coś pysznego , dosypujemy karmy, itp.
Nasza obecność przy psiej misce ma się mu kojarzyć z super wydarzeniem, że dostanie coś extra, a nikt mu niczego nie zabierze.
Oczywiście każdy z domowników mieszkających z psem powinien także przerobić każdy krok – to ważne, bo psy łatwiej generalizują te negatywne rzeczy, niż pozytywne. Dlatego aby zdobyć na nowo zaufanie naszego psiaka, trzeba mu udowodnić na każdym kroku, że na nie zasługujemy 🙂

Kości, gryzaki i inne Skarby, czyli wspólne gryzienie i przeżuwanie

Czasem zdarza się jednak, że pies pozwala sobie zrobić wszystko przy misce i ogólnie można mu grzebać w pysku, a warczy i ostrzega tylko w przypadku jakichś super kąsków – pachnących kości surowych i wędzonych, dużych gryzaków naturalnych oraz Skarbów (czyli ni mniej ni więcej jak zdechłych ryb, wyrzuconych korpusów z kurczaka, stert spleśniałego chleba, itd – niepotrzebne skreślić, a na pewno ktoś doda coś od siebie), które znajduje na Polowaniach (czyli gorliwej penetracji terenu osiedla w poszukiwaniu Skarbów).

Niestety, aby poradzić sobie z kolekcjonowaniem Skarbów, najlepiej jest zastosować prewencję: skutecznie odwoływać psa oraz nauczyć go niepodejmowania jedzenia z ziemi. Po prostu oddanie tego przez psa jest często nierealne, gdyś stałość konsystencji takich Skarbów zazwyczaj pozostawia wiele do życzenia.

Obrona takich frykasów wynika po części także z braku zaufania do nas, ale trzeba pamiętać, że do głosu dochodzi jeszcze dość pierwotny instynkt obrony “Zdobytej Zdobyczy” (czyli Skarbu).

Żeby problem wyeliminować, a przynajmniej załagodzić, żebyśmy mogli przynajmniej przechodzić obok psa jedzącego Wielką Smaczną Kość, należy zmienić kontekst. Ponieważ Skarb i Zdobycz wiążą się bezpośrednio z elementem znajdowania, zdobywania, chowania się ze znaleziskiem, dużo zdziałamy, gdy zastąpimy taki kontekst skojarzeniami typu: dzielenie się, zachowanie społeczne, wspólne znajdowanie i jedzenie. Najprościej jest zaczynać już ze szczeniaczkiem, aby pokazać mu, że te wspaniałe rzeczy pochodzą od nas i my się tym dzielimy (dochodzi tu także skojarzenie ręki jako dystrybutora połączonego z trzymadełkiem), ale i z dorosłym psem można stworzyć nowy rytuał. Gdy mamy zamiar dać psu coś super, nie dawajmy tego tak po prostu. Najlepiej siąść sobie z tym w ręku na środku pokoju i zawołać psa. Gdy podejdzie, podsuwamy mu kość zachęcając, by chwycił drugi koniec. Trzymamy mocno, bo pies zapewne zechce wyrwać nam ją z ręki. Gdy tylko zaprzestaje wyrywania, a zaczyna gryźć kość, wtedy chwalimy spokojnie i cicho, najlepiej nie patrząc w ogóle na psa – chcemy mu pokazać, że to o to zachowanie nam chodzi i przy okazji przekazać mu, że jak “razem gryziemy”, to nie rywalizujemy (dlatego należy się wystrzegać wgapiania się w psa). Na początku nauki wspólnego gryzienia warto nie wymagać zbyt wiele, dlatego jeśli pies dosłownie parę gryzów wykona bez wyrywania, mówimy PROSZĘ (czyli komenda dostępności nagrody – w skrócie “ok, rób to, co chciałeś”) i puszczamy kość, pozwalając psu zadekować się ze swoim Skarbem. Ważne jest to, że jak już mówimy PROSZĘ to jest to jednoznaczne z ignorowaniem psa i jego kości, aż sam nie straci nią zainteresowania. Chodzi o to, żeby pies zrozumiał, że my się czymś dzielimy, ale nie przychodzimy zaraz później i co chwilę zabieramy i dajemy z powrotem. Każdy by się zdenerwował, gdyby kelner w restauracji co 5 minut zabierał nam zupę sprzed nosa tylko po to, by zaraz ją przynieść.

UWAGA! Jeśli pies nie ma swojego miejsca, do którego może sobie zabierać swoje zdobycze i skarby oraz podarunki od nas, jego problem obrony zasobu może być cięższy do wyeliminowania. Pies musi czuć się bezpiecznie, a bez swojego kąta to praktycznie niemożliwe. Dlatego warto równolegle stworzyć psu stałe miejsce i nauczyć odsyłania go tam ( https://alaodjazza.pl/na-miejsce/ ).

Za każdym razem czekamy coraz dłużej, nim puścimy drugi koniec. Czasem, gdy jest to mniejszy gryzak (np. suszony żwacz wołowy), sami puszczamy wtedy, gdy kąsek jest na tyle mały, że trudno jest psu żuć go nie dotykając zębami naszej ręki –  puszczamy wcześniej po to, by pies nie zaczął nam wyrywać tego kawałka, którego i tak nie utrzymamy i żeby zapamiętał, że i tak wszystko należy do niego, mimo to, że to my trzymaliśmy gryzaka.

Pamiętamy o tym, by chwalić psa za każdy przejaw spokoju – rozluźnienie mięśni, spowolnienie jedzenia trzymanej przez nas kości, mrużenie oczu i taki charakterystyczny wyraz błogostanu na pysku (no, jak to się pojawia, to już w ogóle jest super 🙂 ). Przetrzymujemy i przeczekujemy każdy sygnał dyskomfortu – spięcie, szybkie żucie, warczenie, itp. Jeśli takie zachowania się pojawiają, czekamy po prostu aż pies zaprzestanie ich wykonywania i wtedy mówimy “PROSZĘ”. Czyli znowu pilnujemy, żeby nie oddać Skarbu w momencie nerwowości. Powinno to też być dla nas wskazówką, że być może wymagamy za dużo (za czybko wydłużamy czas żucia z nami), więc trzeba cofnąć się do poprzedniego etapu – wcześniej oddawać psu gryzak lub zamienić go na mniej wartościowy – np. kość surową na kość z prasowanej skóry wołowej.

Co ważne – NIE DOTYKAJMY psa w ogóle podczas tego rytuału. Jest tylko pies, kość i nasza dłoń. Dotyk można dołączać dopiero, gdy pies już sam chętnie przynosi nam kości i wtyka w rękę, żebyśmy mu potrzymali (psy są wygodnickie i szybko uczą się, że mniej trzeba się męczyć, gdy gryzak jest trzymany przez kogoś 🙂 ), a i to krótko i delikatnie oraz z dala od okolic pyska.

Po kilku/nastu takich powtórzeniach możemy spróbować pozostać na podłodze, nawet gdy pies odejdzie z kością. Może okazać się, że psu podobało się trzymanie przez nas gryzaka i zaraz będzie chciał wrócić – może jeszcze obawiać się wetknąć nam kość do ręki, ale wtedy chwalimy nawet za ułożenie się bliżej nas. Często też sami sobie siadajmy obok, gdy pies ma coś mniej wartościowego do żucia, żeby pokazać mu, że jak jesteśmy blisko, to nie pchamy od razu łap do jego zasobu, a po prostu jesteśmy miłym towarzystwem (stojaczkiem, trzymaczkiem czy po prostu “pańciem obok”.)

Jeśli zbudujemy miłą atmosferę współpracy i “kontaktu socjalnego” podczas dawania wyjątkowych gryzaków, pies chętnie będzie się z nami dzielił i nawet oddawał “do pokazania” swój cenny zasób, bo będzie wiedział, że bierzemy to tylko po to, by oddać go z powrotem.

Najlepiej jest zaczynać od gryzaków mało wartościowych – np. kości z prasowanej skóry wołowej, a z czasem przechodzić do tych bardziej przez psa pożądanych.

Mi osobiście “wspólne gryzienie” kojarzy się z kołem gospodyń wiejskich – siada kilka bab i se razem wyszywają, napychają pierzem poduszki, itp. Takie zacieśnianie więzi poprzez wspólne wykonywanie takich samych czynności – a psy to lubią! W końcu to istoty społeczne, trzeba tylko zyskać ich zaufanie.

 

Nagrodą dla nas za ciężką pracę, cierpliwość i konsekwencję będzie miłe i bezproblemowe towarzystwo psa, który nie ma powodu, by się nas obawiać i czegokolwiek w związku z tym bronić. Spojrzymy także na relację z psem inaczej – nie jako ciągłą rywalizację, a wspólną koegzystencję połączoną z budowaniem więzi, pełną wzajemnego zrozumienia i zaufania w każdej sytuacji.

Posted by Alicja Milewska in Problemy behawioralne, 91 comments
Gryzienie

Gryzienie

Gryzienie w wykonaniu szczeniąt jest chyba jednym z największych problemów świeżo upieczonych właścicieli.
Każde szczenię gryzie, ale nie każde jest niszczycielem rąk i mebli, co zależy od różnych czynników (m.in. osobowości i temperamentu psiaka, naszych reakcji na takie zachowanie, ilość codziennych aktywności i rodzaj zajęć proponowanych psu przez nas). Okres, w którym zachowanie to jest szczególnie nasilone to pierwsze parę miesięcy życia psiaka (mniej więcej w 5-6 miesiącu szczenięta już nie mają takiej tendencji), później szczęśliwie przemija.

Continue reading →

Posted by Alicja Milewska in Szczeniaki, Szkolenie psów, 86 comments