Gryzienie

Gryzienie

Gryzienie w wykonaniu szczeniąt jest chyba jednym z największych problemów świeżo upieczonych właścicieli.
Każde szczenię gryzie, ale nie każde jest niszczycielem rąk i mebli, co zależy od różnych czynników (m.in. osobowości i temperamentu psiaka, naszych reakcji na takie zachowanie, ilość codziennych aktywności i rodzaj zajęć proponowanych psu przez nas). Okres, w którym zachowanie to jest szczególnie nasilone to pierwsze parę miesięcy życia psiaka (mniej więcej w 5-6 miesiącu szczenięta już nie mają takiej tendencji), później szczęśliwie przemija.

Continue reading →

Posted by Alicja Milewska in Szczeniaki, Szkolenie psów, 86 comments

Szkolenie klikerowe

Szkolenie klikerowe to metoda nauki zwierząt polegająca na nagradzaniu (pozytywnym wzmocnieniu) pożądanego zachowania. Moment, w którym zachowanie to się pojawia, zaznacza się dźwiękiem klikera (lub innym, np. używa się gwizdka w przypadku delfinów). Cała metoda oparta jest na badaniach naukowych, potwierdzających fakt, że zachowanie nagradzane jest powtarzane przez zwierzę. Szkolenie klikerowe pozwala nam dysponować możliwością łatwego, czytelnego i zrozumiałego porozumiewania się z obiektem. Celem tego szkolenia jest zrozumienie przez obiekt, ze to on sam poprzez swoje zachowanie wpływa na uzyskanie nagrody. Pies zaczyna wykonywać nasze polecenia, bo mu się to opłaca. Nasz cel staje się celem psa. Obecna w tym procesie strategia “wygrany – wygrany” daje nam psa radośnie i chętnie wykonującego polecenia, który jest naszym partnerem, a nie niechętnym niewolnikiem.

Tradycyjne metody szkolenia często oparte są na przymusie, a jedyną nagrodą jest brak kary. Zwraca się uwagę na to, co pies robi źle i na korygowanie tego. Jest to przyczyną uruchamiania się w psie reakcji związanych z niechęcią do współpracy oraz obierania strategii wykonania “niezbędnego minimum”, nie ma pasji i dynamizmu towarzyszącego poleceniom nauczonym metodami opartymi na nagradzaniu oczekiwanego zachowania (np. szkoleniu klikerowym). W tym rodzaju szkolenia wychodzi się z założenia, że nie ma złych zachowań, są jedynie takie, których w danym momencie (lub nigdy) się nie nagradza. Komenda jest raczej wprowadzana na końcu, gdy zachowanie zostało już wykształtowane metodą małych kroczków.
Przetłumaczone i napisane przez Barbarę Waldoch:

Porównanie metod szkoleniowych

“Żart pełen prawdy, czyli uczenie człowieka przechodzenia przez płot”

Metoda szarpania/ciągnięcia:
Wydajemy komendę ‘przez płot’. Następnie łapiemy go za kołnierzyk i pasek, przyciągamy do płotu, wypychamy do góry i przerzucamy na drugą stronę. Jak tylko człowiek spadnie na ziemię, mówimy ‘dobrze’. Wracamy do punktu wyjścia i powtarzamy ćwiczenie.

Metoda wabienia/nagradzania:
Stajemy po drugiej stronie płotu. Wymachując 50$ dajemy komendę ‘przez płot’. Jak tylko człowiek przejdzie przez płot starając się dosięgnąć banknot, dajemy mu go w nagrodę.

Metoda klikerowa:
Po każdym dźwięku gwizdka dajemy człowiekowi dolara. Jak zbliży się do płotu, gwizdamy i dajemy 1$. Gdy podejdzie jeszcze raz – czekamy. Człowiek na nas patrzy, patrzy na płot, dotyka płotu – gwizdamy i dajemy dolara. Znowu dotyka płotu. My nic. Dotyka, dotyka, dotyka, aż w końcu zaczyna na niego wchodzić. Gwizdek i dajemy 20$ nagrody. Następnym razem czekamy, aż będzie na samej górze i zacznie schodzić z drugiej strony. Człowiek sam rozwiązał problem, my nie musieliśmy się męczyć, chociaż kosztowało nas to kilka dolarów…

Kliker
Kliker to sprzęt szkoleniowy, ale przede wszystkim słowo oznaczające metodę modyfikowania zachowań poprzez pozytywne wzmacnianie. I tu leży sekret powodzenia, nie w psztykającym pudełeczku!

Kliknięcie znaczy dla psa:
-że nagroda zaraz będzie
-że to co pies robił jak je usłyszał było pożądanym zachowaniem i będzie nagrodzone
-że zachowanie się skończyło
-że zaczęła się zabawa i jest szansa na zdobycie nagrody

Nagrody
Nagrody to cokolwiek na co pies będzie chciał pracować. Zwykle są to smakołyki (najłatwiejsze do początkowego uczenia czegoś), zabawki, pieszczoty, pozwolenie na coś (np. pobiegniecie się bawić z innym psem lub wyjście na spacer).

Posted by Alicja Milewska in Szkolenie pozytywne, Szkolenie psów, 10 comments

Kontrola środowiska (ang. management)

Kontrola środowiska (ang. management) to tak naprawdę nic innego, jak pilnowanie psa, aby nie ćwiczył się w zachowaniach, które uznajemy za niepożądane. Pies nie nabiera złych nawyków, a my nie musimy go na każdym kroku kontrolować, czy aby na pewno właśnie czegoś nie niszczy lub sam nie pakuje się w tarapaty.

Oto kilka przykładów pomagających zrozumieć dokładniej ideę kontroli:

1) Gdy pies nie potrafi wracać na zawołanie – dopóki nie nauczymy zwierzaka porządnie komendy przywołującej, spaceruje on tylko na smyczy lub długiej lince. Zabezpieczenia odpinamy tylko na ogrodzonym, bezpiecznym terenie.

2) Gdy pies ucieka tylko w konkretnych sytuacjach – np. ściga rowerzystów lub biegnie do bawiących się psów – nie pozwalamy na swobodne bieganie w obecności danych bodźców oraz pomagamy psu kontrolować emocje w takich sytuacjach.

3) Gdy pies zjada śmieci na spacerach, można zakładać mu kaganiec w miejscach, o których wiemy, że takowe rzeczy są tam obecne. Równocześnie prowadzamy go tam na smyczy, a osobno uczymy psa komendy “zostaw” i dopóki nie potrafi on wykonywać jej w różnych sytuacjach i w styczności z różnymi rodzajami pokus, nie wystawiamy go na próby, którym nie jest w stanie podołać (np. nie oczekujemy, że pies zostawi resztki z obiadu pod oknem sąsiada, jeśli dotychczas komendę “zostaw” ćwiczyliśmy z nim tylko na suchej karmie).

4) Gdy szczeniak obgryza nam mieszkanie – chowamy wszystko, co tylko da się schować, usuwamy z jego zasięgu rzeczy, których nie chcemy przeznaczać na jego gryzaki, ewentualnie ograniczamy psu dostęp do niektórych miejsc w domu (np. poprzez zamykanie drzwi, instalację bramek w przejściach, pozostawianie psa w klatce lub transporterze podczas naszej nieobecności).

Przykłady można mnożyć, ale kluczem do sukcesu jest tutaj zrozumienie zasady – naszym zadaniem jest przystosowanie środowiska w taki sposób, aby psu łatwo było postępować prawidłowo i tak jak chcemy. Równocześnie trzeba pracować nad sytuacjami, które są dla psa trudne i tym samym uczyć go właściwego zachowania się w nich.
Warto pamiętać, że są zachowania charakterystyczne dla określonego wieku psa, jak np. gryzienie i branie wszystkiego w pysk u szczeniaków – one w ten sposób poznają świat. Jeśli więc nie mają w okresie szczenięctwa okazji do nauczenia się gryzienia np. kapci (bo roztropnie pochowaliśmy je do szafek), to w wieku późniejszym kapcie nie będą figurowały na liście przedmiotów do gryzienia.

Dzięki uniemożliwieniu i kontroli środowiska bardzo wielu zachowaniom można zapobiec, a to czyni nas proaktywnymi. Oznacza to, że jesteśmy w stanie przewidywać problemy, zanim się pojawią, a co za tym idzie, nie musimy męczyć się później z odkręcaniem złych nawyków. To bardzo ważne, ponieważ nauczenie psa prawidłowego zachowania trwa o wiele krócej, niż zmiana utartych schematów postępowania zwierzaka w danej sytuacji.

Posted by Alicja Milewska in Szkolenie pozytywne, Szkolenie psów, 7 comments
Cykl “Szkolenie Psów” </br> Nauka chodzenia na luźnej smyczy

Cykl “Szkolenie Psów”
Nauka chodzenia na luźnej smyczy

Z problemem powyrywanych barków i naciągniętych mięśni ramion zmaga się wielu właścicieli psów. Niektórzy z nich z niekłamanym przerażeniem patrzą na prognozy pogody zapowiadające śniegi i oblodzenie, bo dla nich oznacza to jazdę figurową, w której to partnerem inicjującym piruety jest zdecydowanie ukochany Pimpuś.

Cóż, żarty żartami, ale problem psa ciągnącego na smyczy jest dość poważny, zwłaszcza, że nawet niewielki pies może uszkodzić ramię dorosłemu zdrowemu człowiekowi – wystarczy moment naszej nieuwagi, podczas którego pies znienacka szarpnie. Zwierzak ciągnący uniemożliwia nam także trzymanie w rękach czegokolwiek wraz ze smyczą – o niesieniu zakupów, jeździe na rowerze z psem czy też prowadzeniu wózka nie ma mowy.

Żeby prowadzenie naszego pupila na smyczy stało się czynnością miłą i nieabsorbującą, wystarczy nauczyć go chodzenia na luźnej smyczy. UWAGA! “Luźna” nie oznacza “długa”. Smycz może mieć 1,5m długości, ale zwisać swobodnie, nie być napięta.

Czasami nauka chodzenia na luźnej smyczy jest mylona z chodzeniem przy nodze. Jest między tymi dwoma zachowaniami zasadnicza różnica – kiedy mówimy o luźnej smyczy, mamy na myśli psa swobodnie chodzącego w zasięgu jej długości, węszącego i eksplorującego teren, którego jedynym zadaniem jest pilnowanie, by owej smyczy nie napiąć. Natomiast chodzenie przy nodze oznacza stan wysokiego skupienia, podczas którego pies znajduje się w konkretnej pozycji przy naszej nodze, co samo w sobie wyklucza relaksujący spacer pełen eksploracji otoczenia i doznawania różnych wrażeń płynących ze środowiska. Zdecydowanie nie jest wskazane, żeby pies przez cały czas trwania spaceru był w najwyższej fazie koncentracji, ponieważ wyjścia na dwór są dla psa i po to, by mógł swobodnie poznawać świat i przyjmować nowe bodźce ze środowiska. Także dla zdrowia psychicznego zwierzaka potrzebne mu jest wyraźne rozgraniczenie trybu pracy i trybu relaksu (proporcje powinny być zdecydowanie przechylone na stronę relaksu). Dlatego nauka chodzenia na luźnej smyczy jest rozwiązaniem idealnym, które pozwala zarówno psu jak i nam czerpać korzyści ze spaceru, gdyż pies może swobodnie chodzić jednocześnie nie wyłączając całkowicie myślenia.

Żeby móc skutecznie uczyć psa utrzymywania smyczy nienapiętej, należy zdać sobie sprawę z powodu, dla którego pies ciągnie. Jest on prozaiczny – po prostu ciągnąc zawsze udaje mu się szybciej dotrzeć do upatrzonego celu, w związku z czym różne psy wypracowują sobie nawet różne strategie ciągnięcia – jedne prą do przodu niczym tarany, inne z kolei stosują technikę nagłych szarpnięć, jeszcze inne potrafią stawać słupka i ciągnąć na dwóch łapach – wszystkie te sposoby zależą od tego, co danym psom działało. Jeśli pies zobaczył, że tylko nagłe szarpnięcia pozwalają szybko dotrzeć do celu, właśnie taką technikę będzie stosował.

Ciągnięcie na smyczy jest także związane z brakiem kontroli emocji i zbyt dużym pobudzeniem psychicznym na spacerze. Czasami wystarczy popracować nad psim opanowaniem, a smycz nagle “sama” staje się luźna.

Jeszcze jedną przyczyną tego, że pies ciągnie może być rodzaj smyczy, na jakiej go prowadzamy. Modne są rozciągane smycze typu “flexi”, które same rozwijają się i zwijają, my nie musimy się męczyć ze sznurkiem plączącym się pod nogami  i oplatającym wokół palców. Teoria piękna, ale cóż z tego, jeśli właśnie taka smycz uczy naszego psa napinania smyczy. Jak? To proste – kiedy zwrócimy uwagę na mechanizm rozwijania smyczy, od razu zauważymy, że to pies tak naprawdę ją rozwija…. ciągnąc. Uczy się więc, że aby iść do przodu i aby przedłużyć sobie zasięg smyczy, trzeba przeć, pokonując jej opór. Dodatkowo, wiele psów stresuje dźwięk pstrykającej blokady i rozwijania się “flexi” – co też powoduje ciągnięcie, bo pies próbuje uciec od tego dźwięku.

Dlatego, jeśli mamy psa młodego, którego dopiero zapoznajemy ze smyczą, powinniśmy zrezygnować z zastosowania właśnie takiego jej rodzaju. Zdecydowanie lepsze są długie (2 – 4 metry) smycze materiałowe, z taśmy lub skóry, przepinane na różną długość (tzw. treningówki), dzięki którym to my kontrolujemy, na jaką odległość odchodzi pies, a nie on. Taka smycz ogólnie pozwala lepiej zapanować nad zwierzęciem, bo jest poręczniejsza i krótsza, niż rozciągana.

Nie wiedzieć czemu, wielu właścicieli w obliczu problemu ciągnącego psa decyduje się na założeniu swojemu psu kolczatki, dławika, szelek zaciskowych, a nawet obroży elektrycznej. Aby używać tych narzędzi, potrzeba mieć specjalistyczną wiedzę o szkoleniu, wiedzę na wysokim poziomie popartą zarówno mocnymi podstawami teoretycznymi, jak i latami praktyki. Bardzo łatwo jest narzędziem awersyjnym wyrządzić psu krzywdę psychiczną (pomijając uszkodzenia krtani i kręgosłupa na odcinku szyjnym, mikrourazy tchawicy, itp). Należy także pamiętać, że pies po stałym noszeniu np. kolczatki po prostu przestaje na nią zwracać uwagę i ciągnie nadal, złe skojarzenia jednak dalej utrwalają się.

Co więc zrobić? Rozwiązanie jest łatwe,ale wymaga samokontroli od nas i samozaparcia – wystarczy konsekwentnie nie pozwalać osiągać psu upatrzonego celu na napiętej smyczy. Jeśli pokażemy mu, że napinając smycz nie tylko nie dojdzie do czegoś, do czego bardzo chciałby dojść, ale jeszcze zacznie się od tego oddalać, bardzo szybko nauczy się kontrolować swoje emocje i pilnować tego, aby smycz była luźna.

Jest wiele przepisów na naukę tego ćwiczenia, ja podaję kilka z nich (najlepiej jest, jeśli się ich używa równolegle, daje to najszybsze efekty):

Utrzymanie luźnej smyczy

Luźna smycz ma kształt litery U, niezależnie od swojej długości. Karabińczyk smyczy przypięty do obroży/szelek zwisa swobodnie w dół. Smycz należy trzymać w prawej dłoni, tworząc pętlę, umożliwiającą luzowanie smyczy. Nim pies napnie smycz, cmokamy i staramy się zwrócić jego uwagę, po czym zmieniamy kierunek marszu lub idziemy nadal w tą samą stronę, pod warunkiem, że smycz pozostaje luźna. Jeśli jednak pies napnie smycz – mówimy spokojnie “NIE” i stajemy w miejscu (natychmiastowo “wrastamy” w ziemię) lub robimy krok w tył, zachęcając psa do podążania za nami lub przynajmniej zwrócenia uwagi na nas. Gdy smycz staje się luźna (Pamiętaj – to pies podchodzi, nie Ty), Chwalimy psa   – “DOBRY PIES”.

Sygnał “NIE” będzie dla psa tzw. “sygnałem braku nagrody“.

Gdy pies uparcie prze, próbując ciągnąć, uniemożliwiamy jego szarpanie i wąchanie, skracając smycz i “łowiąc” psa do siebie, po czym natychmiast luzujemy smycz, czekamy na chwilę kontaktu i wtedy pozwalamy powąchać to, do czego pies dążył (oczywiście w ramach rozsądku – jeśli to cel zupełnie dla psa zabroniony, po prostu odchodzimy z komendą “IDZIEMY”, dając w zamian coś lepszego). UWAGA! Nie szarpiemy psa!

Nagradzamy pochwałą lub smakołykiem każde spojrzenie na nas i momenty, kiedy pies idzie ładnie, nie ciągnąc.

Karniaki

1) Najpierw zaczynamy z jakąś WIELKĄ pokusą dla psa. Może to być członek rodziny z czymś do jedzenia (wolno wołać do psa, ale nie jego imię ani żadne komendy, wolno skakać w miejscu, przykucnąć, pokazywać psu miskę, itp), przyjazne psy przy płocie, ktoś bawiący się piłeczką, zabawka, itp.

2) Pokusa ma być wielka, ale nie osobista, tzn. nikt nie powiedział, że to konkretnie dla naszego psa.

3) Inna możliwość, to po prostu pokazanie psu miski w czasie obiadu (pies przywiązany lub trzymany, żeby nie pobiegł od razu do miski), ale zamiast postawić ją przed psem, stawiamy ją z dala od psa.

4) Pokusę umieszczamy w pewnej odległości (np. 10m) od linii startu (zaznaczamy sobie linię startu), stopniowo ją zwiększając.

5) Mówimy imię psa (lub czekamy na spontaniczny kontakt wzrokowy) oraz komendę “IDZIEMY”.

6) Pies oczywiście bardzo chce ciągnąć do pokusy, w której stronę zaczynamy iść. Jak tylko pies leciutko napnie smycz (początkowo będzie to po 1 kroku), mówimy spokojnie “NIE”, odwracamy się i wracamy z psem do linii startu.

7) Nie szarpiemy psa, ale zabieramy go ze sobą. Zabieramy smycz do linii startu, a co za tym idzie, wszystko co jest do niej doczepione (czasem będziemy psa lekko ciągnąć, ale szybko zacznie iść z nami bez ciągnięcia z powrotem, oczekując następnej powtórki dojścia do pokusy).

8) Na linii startu czekamy aż pies przestanie się rwać (w końcu przestanie) i spojrzy na nas. Jak mamy kontakt wzrokowy, mówimy “IDZIEMY” i ruszamy znowu do przodu.

9) Znowu ciągnie – mówimy spokojnie “NIE” i cofamy się do linii startu.

10) Trzeba założyć od początku: ja mam czas i psa przeczekam. Cierpliwość i konsekwencja będą źródłem sukcesu. Pies się uczy, że za każdym razem jak napina smycz, traci grunt, który już przeszedł.

11) Jak dojdziemy do naszej pokusy, mówimy psu “PROSZĘ” i nagradzamy psa – bawimy się z nim piłeczką, dajemy smakołyki, pozwalamy zjeść obiad, w zależności od rodzaju pokusy.

12) Powtarzamy całe lekcje kilka razy (w przypadku użycia obiadu tylko jedno powtórzenie, bo pies zjada obiad), aż mamy psa idącego na luźnej smyczy w stronę wielkiej pokusy.

13) Gdy opanujemy już początki i w życiu codziennym (na spacerach, poza sesjami ćwiczeniowymi) pies czasem jeszcze ciągnie, gdy tylko zaczyna to robić, mówimy spokojnie “NIE” i zatrzymujemy się lub odwracamy się w miejscu o 180 stopni i zaczynamy iść w przeciwną stronę (można ćwiczenie urozmaicić).

14) Nie szarpiemy psa, po prostu się odwracamy i zmieniamy kierunek, a on jest do nas zaczepiony. Jak spojrzy na nas lub po prostu ładnie idzie, chwalimy “DOBRY PIES” i możemy nagrodzić.

15) Jeżeli zależy nam na posuwaniu się w określonym kierunku, to po kilku krokach bez ciągnięcia zawracamy w stronę, w którą szliśmy przedtem, mówimy wtedy “IDZIEMY”, chwalimy i nagradzamy, kiedy do nas dołącza (uczymy go przy tym zwrotów).

16) Jeżeli na początku chodzimy w tę i powrotem na krótkim odcinku, to nie przejmujemy się tym. Następnym razem odcinki bez ciągnięcia będą dłuższe i dłuższe.

POMOCY! MÓJ PIES JEST ZA SILNY!
Czasami zdarza się (zwłaszcza na początku nauki luźnej smyczy), że mimo szczerych chęci właściciel psa jest po prostu zbyt drobny i słaby, aby być w stanie utrzymać psa fizycznie (co czasem jest także konieczne, np. gdy pies prze z całej siły, by się dostać do celu albo nagle wyrywa się i pociąga nas tym samym za sobą). Jeśli nie jesteśmy w stanie psa zatrzymać, to cała nauka luźnej smyczy idzie na marne, bo pies uczy się, że “na chama” mu się udaje.

Dla takich wyjątkowych piesków można zdecydować się na specjalny rodzaj oprzyrządowania spacerowego, który pomoże nam zatrzymać psa bez użycia siły lub przy minimalnym jej nakładzie.

Ale UWAGA! Zaproponowane tu narzędzia NIE UCZĄ psa chodzenia na luźnej smyczy. Służą tylko i wyłącznie jako management .

1) Szelki zapinane z przodu. Ich budowa zakłada, że pies nie jest w stanie ciągnąć, bo smycz zaczepiona na piersi po prostu odwraca naszego psa na bok. Im większej siły zatem użyje pies, tym szybciej odwróci się w przeciwną stronę, niż chciał zmierzać. Po prostu nie jest w stanie przeć tak, jak w zwykłych szelkach, gdzie punkt zaczepienia smyczy jest umiejscowiony na grzbiecie, dzięki czemu szelki doskonale rozkładają siłę parcia na przedpiersie i pies bez większego dyskomfortu może używać maximum swojej siły.

Oto takie szelki:

źródło: http://www.edogsncats.com/glezw.php

2) Kantarek / halter

Moim zdaniem jest to narzędzie nieco gorsze, niż szelki z zapięciem z przodu – nie tylko pod względem skuteczności, ale przede wszystkim dobrego samopoczucia psa. Zasadą jego działania jest odwrócenie pyska i głowy psa na bok/do tyłu w momencie pociągnięcia smyczy. Wiąże się to jednak z dużym dyskomfortem tak fizycznym, jak i psychicznym psa – może być przyczyną narastającej w psie frustracji (fizycznie ciągnąć nie może, ale psychicznie wcale się nie wycisza). Czasami może także prowadzić do zachowań agresywnych w stosunku do innych psów, bo zaburza psią komunikację. Stosunkowo często także psy uczą się go ściągać lub na nim ciągnąć – dodatkowo, zanim nałożymy psu kantar na spacer, trzeba przeprowadzić kilkanaście sesji nauki noszenia kantara poprzez nagradzanie psa, gdy ma go na sobie i ściąganie. Bez tego jest duża szansa, że pies po prostu zacznie brykać i zdenerwuje się, bo nie wie, co ma na pysku.

Kantar zdecydowanie nie nadaje się dla psów robiących nagłe zrywy, bo może spowodować nawet urazy kręgosłupa! (I nie ma tu znaczenia, że smycz jest z drugiej strony podpięta dodatkowo do obroży – gdy mamy takiego narwańca, czasem możemy nie zdążyć złapać za koniec smyczy podpięty do obroży i pies zrobi sobie krzywdę).

Zatem dla jakich psów? Zdecydowanie dla spokojnych pełnych samozaparcia i uporu taranów, które po prostu prą przed siebie, nie robią zrywów, a ich jedyną taktyką jest przedzieranie się przez największe przeszkody niczym czołg 🙂 Przy takich psach kantar odniesie sukces, bo pomoże nam odwrócić początek tego tarana i dzięki temu być może uzyskać jakieś skupienie.

źródło: http://caviki.blogspot.com/2012/06/wojna-na-kagance.html

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 125 comments

Cykl “Szkolenie Psów”
Jak nauczyć psa polecenia “zostaw”

Komenda “zostaw” jest jedną z najważniejszych w edukacji naszego psa. Dzięki niej pies możemy uniknąć zagrożenia zatruciem czymś zjedzonym przez psa na dworze, zniszczenia jakiegoś cennego dla nas przedmiotu oraz pozwala uświadomić psu zakazy i ograniczenia, jakie na niego nakładamy.

Aby nauczyć psa niepodejmowania pokarmu (lub różnych innych zakazanych rzeczy), należy w pierwszej kolejności uświadomić mu, iż żeby coś dostać, trzeba najpierw z tego zrezygnować i “poprosić” nas o pozwolenie. Dlatego przy ćwiczeniu komendy “zostaw”, oczekujemy nie tylko odsunięcia się od pokusy, ale także nawiązania z nami kontaktu wzrokowego. To uczy psa “pytać” nas o pozwolenie i cierpliwie na nie czekać.

Instrukcja nauki:

1) Bierzemy smakołyk do ręki zamkniętej w pięść, po czym wystawiamy ją w stronę psa z komendą (zostaw/nie rusz, itp. – dowolnie, co sobie wymyślimy). Pies zapewne rozpocznie szereg starań, aby się do niego dolizać, dodrapać, itd. Ignorujemy to nic nie mówiąc i czekamy na kontakt wzrokowy. Jak tylko zaprzestanie i popatrzy na nas, mówimy “proszę” i dajemy psu smakołyk.

2) Kolejny raz wystawiamy rękę z komendą “proszę” i pozwalamy od razu zjeść smakołyk. Staramy się robić to na zmianę, jednak nie regularnie.

3) Robimy kilka(naście) powtórek (niekoniecznie w jednej sesji), aż pies na komendę i widok zamkniętej ręki będzie się odsuwał i patrzył na nas w oczekiwaniu na pozwolenie.

4) Następnym etapem nauki jest otwarta dłoń ze smakołykami (jeżeli chciałby je ukraść bez pozwolenia, natychmiast uniemożliwiamy to, zamykając dłoń). Postępujemy dokładnie tak samo, jak we wcześniejszym etapie (czekamy na kontakt i dopiero pozwalamy zjeść smakołyk).

Sesje robimy w rożnych miejscach, ponieważ dla psa inne otoczenie to zupełnie nowa sytuacja i może nie kojarzyć w pokoju tego, czego nauczył się w kuchni.
Powtarzamy ćwiczenie kładąc jedzenie w różnych miejscach – krzesło, stolik, nasza noga. Jak już ten etap jest opanowany, możemy przenieść się z ćwiczeniem na podłogę. Tu warto zwrócić uwagę na strukturę i konsystencję smakołyka, bo czasami wystąpi sytuacja, gdy będziemy musieli go przydepnąć (co np. z kawałkiem topionego sera może skończyć się tragicznie dla naszego dywanu).
Stopniowo odsuwamy rękę lub nogę ze od smakołyka coraz dalej. Trzeba jednak pamiętać, żeby nie za szybko przechodzić do kolejnego etapu, gdyż cała zabawa polega na tym, iż pies ma być przekonany o niedostępności pokusy. Jeśli jakimś cudem uda mu się ten smakołyk wydostać mimo naszej komendy, cofnie nas to w nauce o dobrych kilkadziesiąt powtórzeń.
Aby ćwiczenie wyszło z ram “laboratorium”, zaczynamy je przeprowadzać na dworze. Możemy sobie wcześniej porozkładać większe smakołyki (takie nie dające się zjeść jednym kęsem) i z psem na smyczy później ćwiczyć komendę “zostaw”. Wyjście z tym na zewnątrz jest bardzo ważne dla użyteczności polecenia w życiu codziennym. Bo cóż z tego, że w domu na dywanie pies doskonale zostawia jedzenie, jeśli na spacerze zjada wszystko, co napotka, a czego ludzkie oczy nie mają szansy dostrzec (krzaki, wysoka trawa, itp)?

Im więcej razy uda się psu odnieść sukces, wykonując nasze polecenie (zrezygnuje ze znaleziska) i im więcej razy go za to sowicie nagrodzimy, tym zachowanie wyszukiwania pożywienia stopniowo zaniknie, a komenda “zostaw” wzmocni się znacząco. Warto pamiętać, że to, czym nagradzamy psa musi być bardzo dlań wartościowe. Jeśli za pozostawienie mięsnej kości nagrodzimy psa kulką suchej karmy, będzie to porównywalne do sytuacji, w której my zrezygnowalibyśmy z wycieczki na Bahama na rzecz opalania w przydomowym ogródku.

Nagrody, które wybieramy, powinny być dla psa niewiadome – nie machamy psu przed nosem kawałkiem kiełbasy albo piłką na sznurku – niech on nigdy nie będzie pewny, co dostanie, ale musi mieć pewność, że jego wysiłek zostanie doceniony w odpowiedni sposób – w tej, czy innej postaci.

Ćwiczenie można przeprowadzać nie tylko z jedzeniem, ale także z zabawkami, innymi psami lub ludźmi, czy obiektami, do których bardzo ciągnie nasz pies (w każdej z sytuacji ćwiczymy podobnie, pamiętając, że jeśli w grę wchodzi interakcja z czyimś psem, trzeba najpierw zapytać właściciela o pozwolenie).

Nauka komendy absolutnie zabraniającej

Powyższy opis dotyczy nauki psa zostawiania na komendę jakichś znalezionych rzeczy, ale przy założeniu, że czasem w ramach nagrody pozwolimy mu pobawić się / zjeść właśnie je. Dość przydatne, kiedy wiemy, że mamy do czynienia z bezpiecznymi przedmiotami. Kiedy jednak napotykamy coś, czego pies ABSOLUTNIE nie może tknąć, warto ćwiczyć w nieco inny sposób.

1) W trakcie nauki trzeba stosować management – brać psa na smycz, kiedy spodziewamy się, że w danej okolicy może leżeć jakieś żarcie albo zakładać mu kaganiec z podwójnym dnem (UWAGA – mało skuteczne, kiedy pies napotka coś, w czym da się zanurzyć cały pysk włącznie z kagańcem, a potem rozsmakowywać się w rarytasku oblizując ze smakiem pręty kagańca…. Jazz kiedyś tak zrobił z kupą o konsystencji, której stałośc pozostawiała wiele do życzenia. Chyba łatwo sobie wyobrazić cały proces pó,źniejszego mycia psa i kagańca 😉 ). Najlepiej jednak mieć smycz czy choćby długą linkę, może być w połączeniu z kagańcem, jeśli nasz pies jest wyjątkowym zjadaczem.

2) Zaczynamy od pierwszego sposobu nauki, natomiast NIGDY nie dajemy psu w nagrodę tego smakołyka, który prezentujemy. Jeśli pies zrezygnuje z podjęcia go, dajemy inny (najlepiej lepszy) z saszetki/kieszeni/zza pleców, itp. To uczy psa, że to, co jest widoczne jest tylko pozornie dostępne i nie ma co sobie głowy tym zawracać, bo i tak tego nie dostanie, a od nas jest i tak coś lepszego.

3) Kiedy pies umie już wykonywać komendę ZOSTAW w domu jest, wprowadzamy drugi rodzaj smakołyków – niech jedne to będzie coś, co nasz pies kocha, a drugie, to coś, co zje bardziej z łaski i po dużych zachętach. Np.  kiepskie suche jedzenie i bardzo smaczne mięsko mielone albo parówki. Kiedy pies znajduje się przed nami, kładziemy na podłodze miseczkę z kiepskim suchym jedzeniem. Gdyby pies heroicznie próbował jednak zdobyć zawartość miseczki, zastawiamy ją od góry dokładnie stopą, by pies nie miał możliwości nic wziąć sam. Czekamy na spojrzenie psa na nas. Jak spojrzy, chwalimy i dajemy pyszny smakołyk (mięsko). Ponownie zabieramy stope z miseczki, ale ciągle pilnujemy i w razie czego znowu przydeptujemy miseczkę. Stopniowo dochodzimy do etapu, w którym pies siedzi przed nami, ignorując miseczkę, a wpatrując się w nas w oczekiwaniu na pochwałę i nagrodę.

4) Dodajemy ruch – jednak miseczka ze słabymi smaczkami nadal między nami na podłodze. Poruszamy się w różne strony, a pies podchodzi do nas wpatrzony, za co jest chwalony i nagradzany.

Następnie przechodzimy do przywoływania go z pewnej odległości (na początek nie za dużej, żeby było łatwiej) w obecności stojącej na podłodze miseczki. Jak już nasz pies totalnie ignoruje miseczkę z jedzeniem słabym, to zmieniamy zawartość na coś lepszego, bardziej kuszącego i zaczynamy od nowa (zupełnie tak, jakby pies w ogóle nie ćwiczył wcześniej) – wszystko to po to, aby nauczyć psa ignorować leżące jedzenie w kontrolowanych warunkach domowych. Jeśli nie zbudujemy porządnych podwalin w domu, tym bardziej nie możemy oczekiwać, że pies będzie super wykonywał ćwiczenie na dworze.

5) Gdy nasz ulubieniec w nosie ma już parówki rozsypane po pokoju i chodzi tylko za nami, oczekując nagrody, jest to znak ,że pies jest gotowy do przeniesienia ćwiczeń na dwór. Oczywiście znowu wracamy do etapu kiepskiego suchego jedzenia i wykonujemy od początku wszystkie te ćwiczenia, które robiliśmy w domu – czyli patrzenie na nas w obecności jedzenia w statyce i w ruchu, robimy proste ćwiczenia, typu chodzenie przy nodze, przywołanie nad tym jedzeniem, itp. Usilnie wytwarzamy skojarzenie, że gdy coś do jedzonka leży na ziemi, wtedy warto spojrzeć na nas, bo sypią się pyszne nagrody. Ćwiczenia powtarzamy na dworze, tak samo zmieniając pokusy na coraz lepsze.

6) Gdy nasz piesek już doskonale ignoruje jedzenie w sesjach szkoleniowych, pora podnieść poziom trudności i aranżować “przypadkowe” spotkania jedzenia na ziemi. Oczywiście psa mamy na smyczy, żeby nie ubiegł nas w znajdowaniu tychże miejsc 😉 . Lokalizujemy jakąś rewelacyjnie wyglądającą stertę żarcia/zielony chlebek/wielką kość, czy inne rybie łby i zbliżamy się w ich kierunku. Nie mówimy nic do psa. Kiedy on dostrzeże/wyczuje “skarby”, bez słowa stajemy. I stoimy, dopóki pies chociaż na moment nie nawiążę z nami kontaktu wzrokowego. Spojrzy – pochwała/nagroda w postaci czegoś super. Jeszcze raz spojrzy, znowu. Kiedy w tej konkretnej odległości pies już nawet nie zerka na frykasy, podchodzimy krok bliżej i powtarzamy całe ćwiczenie. Robimy wszystko tak samo, jak wcześniej, aż możemy przechodzić nad znaleziskiem, okrążać je, chodzić przy nim przy nodze i przywoływać psa, który ciągle wpatrzony jest w nas.
7) Powtarzamy na spacerach do upadłego. Docelowo pies na sam widok kości (albo czegokolwiek innego) powinien patrzeć na nas w oczekiwaniu na nagrodę. Komendą na nieruszanie jest tu właściwie sam widok jedzenia leżącego na ziemi.

Mimo wszystko, nawet jak ćwiczenia wychodzą wspaniale, nadal pilnujemy psa, zapinamy na smycz i przywołujemy w okolicy, która jest potencjalnie bogata w niespodzianki kulinarne.

Mniej więcej powyższy opis obrazuje ten filmik, autorstwa “kikopup“:

Podaję jeszcze jeden sposób, autorstwa Dardamell (cytat, źródło: www.szkoleniepsow.fora.pl):

Ćwiczenie z nie braniem bez komendy robiłam tak: 
Smakołyk na dłoni wyciągany do psa, gdy wyciągała ryj, aby go wziąć, zakrywałam go kciukiem, gdy dalej starała się do niego dobrać smakołyk zjadałam sama.

Następny znów wyciągałam bez komendy i suka już się od niego odwracała. Wtedy wyciągałam z kieszeni surową wątróbkę z hasłem “nimm” i suka zjadała. Aby nie nauczyć ją odwracania pyska od każdej wyciągniętej do niej rzeczy, bo początkowo robiła tak bez względu czy “nimm” padało czy nie, na kilka smaków z komendą jeden przychodził bez komendy.

Do tego tak jak pisałam wcześniej, wszystko co było jej dawane, szło z komendą “nimm”, np. śniadanie domowników nie zjedzone w pracy, jej miska. Jak już nam się udało ze smakami z ręką, to ćwiczyłam z pokusami na podłodze. Generalnie ćwiczone było tak jak komendą “zostaw” tylko zostawianie miało być bez komendy. 

I jeszcze bardzo ważna rzecz, bo to nie udało by się nam bez dwóch czynności: 
1. każde samoistne nie wzięcie do pyska rzeczy dłużej obwąchiwanej na spacerze typu kupa czy nieświeża ryba było klikane 
2. jak widziałam, że podjęcie śmiecia (nie zagrażającego życiu, typu gotowana kość) było bardzo bardzo silne – ważna jest znajomość własnego psa – to padała komenda “nimm”. Inaczej wszystko poszło by na marne.

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 46 comments

Cykl “Szkolenie Psów”
Reakcja na imię i skupienie psa na przewodniku

Imię psa najlepiej skojarzyć mu z tym, że coś właśnie od niego chcemy i prosimy tym samym o odrobinę uwagi. Może nam się to przydać w sytuacjach rozpoczęcia sesji ćwiczeniowej, przerwania wykonywania jakiejś czynności na spacerze (pod warunkiem, że pies nie zatracił się w niej całkowicie), czy po prostu zachęcenia do kontaktu z nami.

Imię ma się psu kojarzyć jak najbardziej miło – wyklucza to upominanie i karcenie psa imieniem (wymawiamy je zawsze miłym, zachęcającym tonem), wołanie go imieniem do czynności dlań niemiłych (czesanie, obcinanie pazurów, zastrzyki, kąpiele, itp), czy powtarzanie go w już trwających sytuacjach stresujących dla psa (np. przemawianie do psa podczas zabiegu weterynaryjnego w stylu “no, Pimpuś, bądź grzeczny, nie bój się, Pimpuś, Pimpulek..”) – takie postępowanie skutecznie wyrobi w naszym zwierzaku odruch ewakuacyjny na dźwięk swojego imienia.

Wymawiamy je za to w sytuacjach, które postrzegane sa przez psa jako przyjemne – pieszczoty na kanapie, zabawa, karmienie, pochwały (np. “dobry Pimpuś!”, gdy Pimpuś właśnie usiadł na komendę) oraz wszystko inne, co pies lubi i mu się podoba (oczywiście może się tu także znaleźć w.w. czesanie, o ile wywołuje to w nim pozytywne odczucia).

 

Instrukcja na nauczenie reagowania skupieniem na dźwięk imienia:

-Wymawiamy imię psa miłym głosem

-Gdy tylko spojrzy, natychmiast naciskamy kliker, mówimy „dobry pies” i wydajemy smakołyk. Pies powinien patrzeć w oczy.

-Jeśli pies patrzy już za każdym razem, możemy przedłużać czas skupienia na nas, klikając odpowiednio później.

-Nową sesję rozpoczynamy nagradzając pierwsze krótkie spojrzenie, ale kolejny klik powinien nastąpić po czasie, na jakim skończyliśmy poprzednią sesję (czyli np. pies patrzył już 3 sekundy, więc w kolejnej sesji wymagamy min. 3 sekund i stopniowo wydłużamy czas).

-Mając parę sekund spoglądania w oczy, rezygnujemy z klikera i staramy się utrzymać jak najdłużej zainteresowanie psa, chwaląc go za utrzymywanie kontaktu (dobry piesek), wydajemy smakołyki w nieregularnych odstępach czasu.

-Jeśli pies rozproszył się, ale po chwili znów spojrzał na nas – klikamy, jednocześnie mówiąc „dobry pies” i wydajemy smakołyk. Staramy się jednak tak dobierać czas oczekiwania, aby pies jak najmniej się rozpraszał i zrywał kontakt wzrokowy.

 

Innym dobrym ćwiczeniem, zwłaszcza na wyłapywanie takich ułamkowo – sekundowych mignięć wzrokiem jest to:

– W jednej wyciągniętej w bok ręce (dość wysoko, żeby pies nie mógł doskoczyć do niej) trzymamy jakiś pyszny smakołyk tak, żeby pies doskonale wiedział, że on tam jest.

-W drugiej ręce trzymamy kliker. Ignorujemy wszelkie próby wydobycia smaczka (podskoki, piszczenie, oszczekiwanie) i wgapianie się w rękę ze smaczkiem. Po prostu psa przeczekujemy – po to smakołyk ma być super, żeby pies nie olał sprawy. W końcu pies na pewno wielce zdziwiony spojrzy na nas – może to być ukradkiem.

– Jak tylko ruszy oczami w naszą stronę, klikamy i dajemy ten smakołyk. Całą procedurę powtarzamy od nowa. Pies szybko powinien zrozumieć, jaki jest klucz do zdobycia smakołyka i że tylko człowiek jest “bramą”, przez którą udaje się dostać do nagródek. Pies przestanie zaklinać smakołyk w ręce, bo przez to ćwiczenie pokazujemy mu, że jest to bezsensowne. A po co robić coś, co nie przynosi efektu?

-Jak już pies wie, o co chodzi i nie wgapia się w smaczek, od razu kierując wzrok na nas, gdy tylko wyciągamy rękę w bok, możemy dodać komendę bezpośrednio przed spojrzeniem na nas (np. PATRZ) – ale nie jest to obowiązkowe.

Oczywiście zamiast smaczka może być piłeczka, jeśli nasz pies należy do gatunku “piłkogłowych” – tym lepiej, bo dzięki temu uda nam się nieco odfiksować psa od piłeczki, żeby w jej obecności także był w stanie myśleć i skupić się na nas.

Jak już mamy komendę i nieruchomo trzymana ręka powoduje patrzenie na nas, możemy zacząć dodawać ruchy ta ręką ze smaczkiem – lekkie wahania w górę i w dół, machanie nią, a z czasem aż do machania nią przed nosem psa 😉 Analogiczne ćwiczenie przeprowadzamy, gdy np. pies zawiesza się wgapiając, gdy nasz ręka wędruje do kieszeni – wtedy zamiast trzymać ją wyciągniętą w bok, wkładamy ją w kieszeń i trzymamy. Procedura jest dokładnie taka sama.

Jak już pies jest w stanie dłużej się na nas skupiać (bo z czasem wymagamy coraz dłuższego patrzenia na nas, nim klikniemy), wycofujemy kliker, zastępując go komendą zwalniającą, np. OK!

 

Te ćwiczenia warto jest wykonywać równolegle, a dodatkowo jeszcze nosić kliker ze sobą na spacery i klikać KAŻDE spontaniczne spojrzenie na nas, dając coś super, czy też bawiąc się z psem( UWAGA! Koniecznie po każdym nagrodzeniu mówimy KONIEC i ignorujemy psa przez jakiś czas, żeby nie wyrobić w nim efektu ciągłego wgapiania się). Pies bardzo szybko zacznie celowo patrzeć na nas bardzo często. Jak już tak się dzieje, wtedy podnosimy kryteria i nagradzamy tylko spojrzenia w trudnych dla psa sytuacjach, w których pies zazwyczaj reaguje szczekaniem, emocjonuje się, itp. Np. jadą rowerzyści i pies wtedy (nauczony poprzednim doświadczeniem) patrzy na nas – takiego spojrzenia nie można zignorować! Wręcz baaardzo psa pochwalić i dać taką nagrodę, żeby zapamiętał do końca życia 😉

Z czasem oczywiście przestajemy klikać i wystarczy sama pochwała, np. “dobry pies!”. Nie zawsze też niech będzie nagroda – czasem tylko pochwała słowna i idziemy dalej.

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 78 comments

Cykl “Szkolenie Psów”
Jak nauczyć psa komendy “na miejsce”?

Właściciele pytani, gdzie śpi ich pies, w 80% przypadków odpowiadają, że wszędzie. Czyli są to kanapy, fotele, podłoga, kuchnia, łazienka, pokój, kolana właściciela, itp. Wiele psów rzeczywiście radzi sobie z tym stanem rzeczy i funkcjonują w szczęściu przez długie lata. Ale wśród nich istnieje dość pokaźna grupa psów, które nie wpuszczają na “swój” fotel właściciela czy osób z najbliższego otoczenia, takich, które strach przekraczać w przejściu, bo potrafią kłapnąć lub takich, które uznają za swój cały pokój i nie pozwalają doń wchodzić członkom rodziny. Ludzie (nie wiedzieć czemu), zgadzają się na takie życie, część z nich toczy bezskuteczne wojny z psem, pogłębiając tylko problemy, z kolei niektóre przypadki są na tyle poważne, że człowiek decyduje się oddać swojego budzącego strach psa.

Warto przyjrzeć się bliżej przyczynie tego zjawiska. Dobrym wytłumaczeniem będzie porównanie do świata ludzi( choć pamiętajmy, że psa nie należy uczłowieczać, bo w większości przypadków przynosi to więcej szkody niż korzyści):

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w gościach u dalekiej, dość licznej rodziny. Okazuje się, że nie ma dla nas łóżka, ale mamy pozwolenie na wybranie sobie jakiegoś miejsca wśród tych już tam istniejących. Więc rozpakowujemy bagaże i zmęczeni podróżą wybieramy całkiem zachęcającą wersalkę.. Kładziemy się i okazuje się być faktycznie dość wygodna, dzięki czemu szybko zapadamy w drzemkę… Nagle budzi nas gwałtowny ruch tuż obok nas, którego przyczyną okazuje się być wuj Michał, kładący się na wersalce.. Cóż, postanawiamy przenieść się gdzieś indziej, bo przestało być wygodnie. Następnym wyborem jest rozkładany fotel. Sytuacja się powtarza, bo tym razem to ciocia Kazia chciałaby usiąść na swoim fotelu i nas wyprasza. Kilkakrotnie wybieramy sobie jakieś inne miejsca, nawet ostatecznie lądując na łóżku polowym w korytarzu. Ale nawet tu nie da się spać, bo ktoś ciągle gdzieś chodzi. Jesteśmy już zmęczeni, sfrustrowani i zirytowani, bo nigdzie nie można w spokoju odpocząć, co sprawia, że wszystko zaczyna nas drażnić i chcemy jak najszybciej zakończyć odwiedziny i wrócić do domu na swoje ciepłe, wygodne łóżeczko.. 🙂

No, i teraz wszystko pięknie, bo my mamy gdzie wrócić. A nasz pies nie. On, nie posiadając swojego posłania czuje się tak, jak my w odwiedzinach u rodziny – sfrustrowany i zły, brak mu poczucia bezpieczeństwa, na które m.in. składa się możliwość odpoczynku i zachowania prywatności.

Jeśli zdecydujemy się na założenie psu posłania, warto pomyśleć także o nauce psa przebywania na nim nie tylko wtedy, gdy on będzie tego potrzebował, ale także wtedy, gdy nam przyda się pies w jednym miejscu 😉 Dlatego uważam, że polecenie “na miejsce” jest jednym z najważniejszych w naszej koegzystencji z psem.

Polecenie to jest często niedoceniane wśród właścicieli psów – nie zdajemy sobie bowiem sprawy, jak wiele problemów pomoże nam ono rozwiązać i jak korzystny wpływ ma na samego psa.

Możliwość odesłania psa na jego posłanie daje nam szereg nowych aktywności, które ciężko jest wykonać w towarzystwie pupila – od przewijania czy karmienia dziecka począwszy, na sprzątaniu czy przyjmowaniu gości skończywszy.

Ponadto, gdy mamy psa problemowego, odesłanie go na miejsce jest jednym ze sposobów zapobiegania pogłębiania się kłopotów: pies agresywny nie będzie zagrażał gościom, pies lękliwy będzie mógł się udać do swego cichego kąta, a ten pobudliwy będzie miał chwilę na ochłonięcie i opanowanie emocji.

Odnośnie miejsca psa:
Najlepiej, żeby pies miał jedno “główne” miejsce(np klatka w naszej sypialni), a w pozostałych pokojach jakiś kocyk, czy fotel – co tam chcemy.

Żadne z legowisk psa nie powinno być w ciągu komunikacyjnym – przedpokój, korytarz, itp.
Dlatego, że:
a) pies przeszkadza nam
b) my przeszkadzamy psu

Umieszczenie leża w takim miejscu może prowadzić do nerwowości psa, a niektóre osobniki o bardziej asertywnym lub reaktywnym usposobieniu skłaniać nawet do agresji (w sumie nie ma się co dziwić – nikt by nie wytrzymał, gdyby mu po uszach deptać podczas drzemki).
Poza tym, miejsce ma się psu kojarzyć z azylem:
NIKT i NIC nie ma prawa mu tam przeszkadzać: dzieci z daleka, inne psy z daleka, inne zwierzaki z daleka, MY z daleka. Chcemy miziać psa? Zawsze można go do siebie zawołać, ale nie nagabywać go podczas odpoczynku.
Uszanujmy to, że pies też ma do niego prawo. ( UWAGA! W opisie nauki tej komendy napisałam, że można zawołać psa na posłanie i tam go głaskać, jeśli to lubi. Natomiast trzeba koniecznie rozróżnić te dwie sytuacje – co innego jest, kiedy pies idzie na posłanie, bo chce odpocząć, a co innego, kiedy chodzi po domu, a my go zaprosimy na posłanie do głaskania).

Najlepiej umieścić legowisko w jakimś zacisznym kącie(jeśli mamy psa bardzo lękliwego nawet za jakimś fotelem, itp.), ale takim, z którego można obserwować co się dzieje.

Dlaczego sypialnia jest najlepszym miejscem na główne legowisko?
To proste – w nocy pies czuje się bezpieczniej śpiąc z nami, zwłaszcza kiedy jest szczeniakiem. Wyrzucając małego przybysza do kuchni lub przedpokoju sprawiamy, że odczuwa wielki strach i niepewność: nagle odebrany z gromadki mamy i rodzeństwa, gdy nigdy nie spał sam, teraz trafia na wygnanie.

Co zrobić, aby pies pokochał miejsce?
1) Same miłe rzeczy się tam dzieją – jeśli pies lubi pieszczoty, to wołamy go na miejsce i tam głaszczemy.

2) Zostawiamy mu “niespodzianki” w postaci gryzaków i zabawek pozostawionych pod psią nieobecność.

3) Miejsce jest WYGODNE! Nie ma się czemu dziwić, że pies wybiera kanapę, jeśli jego legowiskiem jest cienki stary ręcznik.. Najlepiej jest oddać psu jakąś starą poduchę, kołdrę lub kupić profesjonalny pontonik z poduchą 🙂

4) Przez jakiś czas lub zawsze karmimy psa na legowisku. (to zależy od nas, ja np karmię psa tylko w klatce ).

5) Legowisko to miejsce pełne SPOKOJU – jeśli pies tam idzie, nie nagabujmy go, nie głaszczmy, itp.

6) Legowisko NIE NADAJE SIĘ na: czesanie, obcinanie pazurów, zakraplanie uszu, oczu, wyrywanie kleszczy i inne mało przyjemne dla psa czynności, które czasami wykonać trzeba. Na nie wybieramy neutralne miejsce i czas, a kiedy pies ucieknie nam do legowiska, nigdy nie wyciągajmy go stamtąd siłą! Lepiej poczekać, na inną okazję i wykonać zabieg, niż spowodować, że nawet na swoim posłaniu zwierzak będzie czuł się niepewnie.

Jak uczymy komendy “na miejsce”? (będę używać określenia “kocyk”, bo będzie łatwiej 🙂 )

1) Mamy smakołyki, kliker i psa obok kocyka
2) Naprowadzamy psa lub rzucamy smakołyk na kocyk z komendą “MIEJSCE” – jak tylko się na nim znajdzie w celu złowienia smaczka: klik i kolejny smakołyk.
3) Zazwyczaj pies schodzi z kocyka i wtedy mamy kolejną szansę. Jeśli jednak się “zasiedzi”, możemy go chwalić(doobry pies! Doobre miejsce) i dawać smaczki. Gdy chcemy go sprowadzić z kocyka, wystarczy mu powiedzieć “OK!” jednocześnie wywabiając smakołykiem poza kocyk(nie dajemy go!)
4) Powtarzamy tak kilka – kilkanaście razy(nie za wiele na jedną sesję – żeby psu się nie znudziło. Jeśli mamy flegmatycznego molosa, który ma ogólnie wszystko w poważaniu, lepiej zrobić 3 powtórzenia i zakończyć sesję, niż piłować go kilkanaście razy, bo znienawidzi tę komendę 😉 ).
5) W kolejnej sesji powtarzamy całą procedurę za pierwszym razem, a za drugim robimy to samo, tylko bez smaczka w dłoni – sam gest naprowadzenia lub rzucenia smaczka z komendą. Jak pies się znajdzie na kocyku, klik i smakołyk. Staramy się za każdym razem, żeby był tam jak najdłużej – czyli skarmiamy smakołyki, jak pies jest na kocyku i mówimy komendę “OK!”, jeśli chcemy go już zwolnić.(tu możemy już zrezygnować z klikera)
I tak kilka-kilkanaście razy.
6) Kiedy pies ładnie wchodzi na kocyk i trwa tam chwilę, możemy wprowadzić “połóż się”(nie “waruj”, bo nie chcemy, żeby pies tkwił na kocyku z pozycji sfinksa, ale żeby się walnął po prostu), naprowadzając go na położenie się. Z czasem oczekujemy automatycznego położenia się po wejściu na kocyk.
7) Jak już nam pies pięknie wchodzi na komendę(głosową i gest lub samą głosową) i kładzie się, kiedy stoimy blisko kocyka, podnosimy poprzeczkę i robimy to z dalszej odległości.
8) Potem operujemy już czasem bycia na kocyku, odległością, rozproszeniami.
WAŻNE: każdy z tych czynników ćwiczymy OSOBNO – czyli jak chcemy, żeby pies dłużej był na kocyku, to nie oczekujemy jednocześnie, żeby robił to z 20 metrów 🙂
9) Praktycznie na każdym etapie(oprócz pierwszego) jeśli uznamy, że chcemy psa przetrzymać dłużej na kocyku(oczywiście w granicach rozsądku stopniując utrudnienie), a pies nam złazi, mówimy spokojnie “nie”/”a-a” i ponownie każemy psu wleźć na kocyk lub jeśli jeszcze nie zszedł całkiem, blokujemy zejście z niego.
Po tym należy jeszcze chwilę go przetrzymać, ale na tyle krótko, żeby na pewno mu się udało i można go było zwolnić komendą “OK”.

Po co są komendy “OK”, “Dobrze” i “a-a”?
Żeby pies był w stanie wytrzymać dłużej na kocyku i czekał na pozwolenie zejścia, musimy tak nauczyć psa bycia na miejscu, aby dokładnie wiedział, kiedy trwa ćwiczenie, a kiedy jest jego koniec.
To właśnie umożliwiają komendy: zwalniająca “OK” i sygnał braku nagrody “a-a”.
Jasna sytuacja – jest “OK”, mogę schodzić, nie ma “OK” a schodzę – jest “a-a”, czyli “nic z tego mój drogi psie, leż dalej”.

Słowo “Dobrze” to sygnał kontynuacji, oznaczające tyle, co “to, co robisz to to, o co chodzi”, dzięki któremu pies wie, że ćwiczenie trwa, ale jest to czynność w danej chwili przez nas pożądana. Wielu psom pomaga to w wykonywaniu ćwiczeń statycznych, które wymagają od psa koncentracji na zadaniu i cierpliwości.

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 25 comments