psy

Cykl “Szkolenie Psów”
Trening klatkowy

Przyzwyczajanie psa do zostawania w klatce autorstwa Barbary Waldoch.

Jest to typowo techniczny opis przystosowywania psa do przebywania w klatce. Trening ten powinno się stosować wraz z zachowaniem wszelkich zasad dotyczących lokalizacji i pozytywnego skojarzenia miejsca psa ( https://alaodjazza.pl/na-miejsce/ )

ETAP I
Cel: Przyzwyczajenie się psa do nowego mebla i może przełamanie pierwszych lodów

Czynności:
a) Klatka rozstawiona w miejscu sobie przeznaczonym

b) W klatce kocyk, może to być kocyk psa, ale powinno zostać również stare miejsce psa do jego dyspozycji

c) Można wrzucić kilka pysznych smakołyków do klatki(pies nie musi ich zjeść, mają tylko stanowić niezłą pokusę )

Ilość powtórzeń: 1 dzień

Uwagi: Nie ingerujemy w żaden sposób w psie interakcje z klatką.

ETAP II
Cel: Pies chętnie wchodzi do klatki, żeby dostać smakołyk. Dążymy do skojarzenia psa wejścia do klatki z otrzymaniem smakołyka(S) i samodzielnego wchodzenia do klatki w tym celu.

Czynności:
1. Rzucamy smakołyk do klatki, najpierw bliżej wejścia, stopniowo coraz głębiej do klatki.
2. Cały czas dużo psa chwalimy za wchodzenie do klatki – im chętniej wchodzi, tym bardziej my się cieszymy.
3. Trzy razy w ciągu dnia w momencie, gdy pies nie widzi, zostawiamy w klatce coś dobrego. Jeśli zje – to Dobrze, jeśli nie – trudno. Czynność tę powtarzamy aż do zakończenia całej nauki.

Ilość powtórzeń:
1 dzień:
a) 1 sesja – 5 smakołyków(s)
b) 2 sesja – 10s
c) 3 sesja – 10s

2 dzień:
a) 5 sesji po 10s

Uwagi: W żadnym przypadku nie stosujemy przymusu, choćby nawet w najmniejszy stopniu. W trakcie ćwiczeń w ogóle NIE DOTYKAMY PSA!

Na tym etapie możemy wprowadzić komendy(na wejście do klatki, np. “klatka” lub/i gest ręką oraz na wyjście z klatki, np. “ok”). Komendę na wejście wypowiadamy, gdy widzimy, że pies wchodzi do klatki lub zaraz do niej wejdzie.
Gdy kończymy sesję ćwiczeniową odchodzimy, mówiąc komendę na wyjście.

ETAP III
Cel: Pies chętnie pozostaje w klatce, aby dostawać nagrody przez okres 1 minuty.

Czynności:
1. Smakołykami zachęcamy psa do wejścia do klatki. Gdy pies wejdzie, dajemy mu kilka smakołyków jeden po drugim, chwaląc psa.
2. Stopniowo wydłużamy czas pomiędzy jednym a drugim smakołykiem podawanym, gdy pies jest w klatce. Zaczynamy np. od 2 sekund(piesków). Nie odchodzimy od klatki.
3. Gdy pies wejdzie do klatki, możemy dać mu znaną mu komendę(np. siad, waruj), nagradzamy pozostanie w tej pozycji w klatce.
4. Jedzenie, które pies codziennie dostaje w misce, od tego etapu dostaje ZAWSZE w klatce.
5. Jeżeli mamy coś dobrego, co chcemy psu dać(np. kość mięsną, chrząstki z obiadu, itp.), dajemy psu w klatce(może sobie to sam wynieść z klatki).

Ilość powtórzeń:
3 dni
6 sesji po 20s

Wydłużenie czasu w sek, np.:
2, 4, 6, 3, 6, 2, 8, 8, 10, 5, 8, 10, 12, 5, 7, 3, 10, 12, 10, 15, 18, 10, 22, 15.

Ostatni dzień, np.:
30, 60, 30, 45, 15, 60, 60, 20… itd.

Uwagi: Aby wydłużenia czasu pomiędzy podawaniem nagród były miarodajne, polecam liczenie po cichu upływającego czasu – jeden piesek, dwa pieski, trzy pieski.. itd. Wink

ETAP IV
Cel: Przyzwyczajenie psa do faktu, że drzwiczki w klatce mogą się zamykać.

Czynności:
1. Wołamy psa do klatki. Gdy pies wejdzie, zamykamy drzwiczki. Dajemy psu smakołyk(wrzucamy do środka) i otwieramy drzwiczki.
2. Przy zamykaniu klatki bardzo chwalimy psa. Przy otwieraniu nie odzywamy się.
3. Ćwiczenie można wykonywać pojedynczo lub łączyć w sesje(wtedy wiele razy zamykamy drzwiczki tylko na czas zjedzenia smakołyku)

Ilość powtórzeń:
1 dzień:
30 zamknięć drzwiczek

ETAP V
Cel: Przyzwyczajenie psa do przebywania w zamkniętej klatce.

Czynności:
1. Wołamy psa do klatki. Gdy pies wejdzie, zamykamy drzwiczki. Dajemy psu kilka smakołyków, jeden po drugim.
2. Stopniowo, jak poprzednio, wydłużamy czas między jednym a drugim smakołykiem podawanym, gdy pies jest w klatce. Zaczynamy np. od 2 sekund. Pomiędzy smakołykami stoimy cały czas przy klatce.
3. Gdy pies dostaje w klatce swoją codzienną miskę, zamykamy go na czas jedzenia. Otwieramy klatkę, gdy KOŃCZY jeść.

Ilość powtórzeń:
3 dni:
6 sesji/dzień po 20s

Uwagi: Klatkę otwieramy, kiedy pies jeszcze nie dojadł, ale zbliża się ku końcowi.
Nie dajemy ani chwili, żeby zaczął się denerwować.

ETAP VI
Cel: Przyzwyczajenie psa do zostawania w zamkniętej klatce przez ok. 5 min.

Czynności:
1. Pies jest w klatce. Zamykamy drzwiczki. Dajemy smakołyk. Znikamy psu z oczu. Po 2-3 sekundach wracamy – nagradzamy psa wylewnymi pochwałami i smakołykami.
2. Stopniowo wydłużamy czas nieobecności(w sposób nieliniowy).
3. Raz na jakiś czas pojawiamy się w polu widzenia psa, ale gonie wypuszczamy.
4. Jeśli pies sam wchodzi do klatki i śpi w niej – zamykamy go wtedy. Wypuszczamy, gdy się budzi. Stopniowo można wydłużać czas od obudzenia do wypuszczenia.
5. Ćwiczymy zostawanie w klatce i wychodzenie z domu na korytarz(słuchamy, czy pies nie piszczy). Zaczynamy od krótkiego czasu i stopniowo wydłużamy.

JEŻELI PIES PISZCZY:
1. Nie wracamy do niego, dopóki piszczy.
2. Czekamy na moment, gdy choć na chwilę przestanie piszczeć i wtedy wracamy do niego, chwalimy i otwieramy klatkę.
3. Wracamy do początku tego lub nawet poprzedniego etapu nauki.

Ilość powtórzeń:
3-4 dni:
6 sesji po 20s

Uwagi: NIGDY nie wypuszczamy psa z klatki ani nie pojawiamy się w polu widzenia(jeśli wcześniej znikamy), gdy piszczy.

ETAP VII
Cel: Przyzwyczajanie psa do zostawania w klatce przez dłuższy czas.

Czynności:
1. Zamykamy psa w klatce i odchodzimy. Stopniowo wydłużamy czas pozostawania w klatce(nieliniowo).
2. Zamykamy psa jak najwięcej razy dziennie na dłuższy lub krótszy czas, nagradzając w rozmaity sposób, zostawiając mu np. gryzaki do jedzenia.
3. Jeśli chcemy zostawić psa na dłuższy określony czas bez naszej obecności w domu, wcześniej musimy dojść stopniowo do tego czasu w trakcie nauki.
4. Aby zostawić psa samego w klatce na określony czas, wcześniej musi on spokojnie taki sam czas spędzić w klatce w trakcie naszej obecności w domu.

Uwagi: Dobrze jest notować, jak długi czas pies zostaje w klatce. Pozwoli to zaobserwować postępy i rozsądnie wydłużać czas.

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 4 comments

Cykl “Szkolenie Psów”
Przychodzenie na zawołanie

Przychodzenie po zawołaniu jest jedną z najważniejszych umiejętności, jakie powinien posiąść nasz pies. W skrajnych przypadkach może nawet uratować mu życie (np. kiedy psiak pędzi wprost na ruchliwą ulicę), a ogólnie zapewnia miłą i niekłopotliwą codzienność spacerową, która nam i psu daje dużo satysfakcji i poczucia bezpieczeństwa.

Miasto

O ile w warunkach wiejskich/podmiejskich można by było jeszcze tolerować to, że pies nie do końca nas słucha i przychodzi, kiedy mu się podoba, o tyle w mieście jest to sytuacja niedopuszczalna. Raz, że naszego psa mogą spotkać różne zagrożenia, zwłaszcza związane z ruchem ulicznym, a dwa, że w mieście jest takie zagęszczenie różnych psów i ludzi, że czasem lepiej, aby nasz pies do niektórych nie podbiegał.

Drugim ważnym czynnikiem jest potencjalne zagrożenie/obawa, jakie może wywoływać nasz pies – nie każdy życzy sobie, aby podbiegało do niego obce zwierzę, nawet w przyjacielskich zamiarach. Ktoś może mieć chorego/agresywnego/lękliwego psa na smyczy, a samowolne podejście naszego może zniweczyć wielotygodniowy proces pracy nad psem problemowym. Jeśli dodatkowo mamy dużego psa, może on niechcący zrobić krzywdę osobie starszej czy dziecku tylko poprzez ekspresyjne wyrażanie radości.

Mając świadomość, że możemy psa psa odwołać w każdej sytuacji sprawia, że ufamy naszemu zwierzęciu, w związku z czym ma ono więcej wolności i swobody. Otoczenie także lepiej odbiera psiaka, który słucha swojego właściciela: matki czują się bezpieczne o swoje pociechy, staruszki nie boją się, że pies podetnie im nogi, a ludzie z zasmyczonymi psami odetchną z ulgą, kiedy biegnący wprost na nich taran nagle zawróci w miejscu i pomknie do właściciela po jednym zawołaniu.

Wieś /okolice podmiejskie

Jak już napisałam, na wsi, gdzie nie ma aż takiego zagęszczenia mieszkańców, a samochód przejeżdża raz na godzinę, przywołanie nie jest już tak bezwzględnie wymagane. Wiemy, że jest mała szansa, aby naszemu psu coś groziło lub on groził komuś/czemuś, więc nie czujemy trwogi, gdy pies ignoruje nasze wołanie.

Sytuacja zmienia się jednak znacznie, kiedy weźmiemy pod uwagę okolicę zalesioną lub z polami uprawnymi/łąkami, na których często można spotkać dziką zwierzynę: sarny, dziki i zające, czy chociażby hałaśliwe bażanty. Większość psów ma w różnym stopniu wykształcony instynkt pogoni, a co za tym idzie, pies jest w stanie zapamiętale gonić zwierza przez dość długi odcinek, brnąc przez krzaki i ciernie. Nawet jeśli zwierzyny nie dogania, to sama pogoń jest szalenie wzmacniająca oraz potencjalnie niebezpieczna dla psa – biegnąc, nie zważa na ostre krzewy, gałęzie, zagłębienia w terenie czy rozstawione w lesie sidła. Drugim niebezpieczeństwem jest to, że pies zapędza się nie raz w nieznaną okolicę,  pokonując pełnym biegiem nierzadko kilka-kilkanaście kilometrów. Powrót może sprawić mu problem, co jednak wcale nie zniechęci go do ponowienia takiej “przygody”.

Jednak najbardziej drastycznym skutkiem leśnych ucieczek naszego psa jest możliwość odstrzelenia go przez myśliwych, opiekujących się danym terenem. Zazwyczaj nikt nie dochodzi do tego, czy pies jest czyjś, czy to półdziki osobnik. Liczy się to, że regularnie straszy zwierzynę i jeśli nie zagraża jej bezpośrednio, to pośrednio już tak. Takie zwierzęta jak sarny są bardzo wrażliwe na stres i ciągłe gonitwy naszego psa mogą przyczynić się do zmniejszenia płodności zwierząt, wymuszonych migracji na inne tereny czy nawet ich śmierci.

Jak to zrobić?

Są różne sposoby na naukę psa przychodzenia na zawołanie, postaram się tutaj jak najbardziej zrozumiale je opisać. Jednakże recepty i techniczna strona nie wystarczą, żeby pies przychodził chętnie. Przede wszystkim psiak musi nam ufać, musi nas lubić i musi nas kojarzyć z przyjemnościami, a nie ich końcem.

Najlepszym sposobem na to, by pies po naszym zawołaniu uciekł jeszcze dalej, jest zapinanie go znienacka na smycz, gdy tylko pojawi się w zasięgu naszej ręki. Drugim najlepszym sposobem jest robienie psu wymówek i udzielanie reprymendy, jak już w końcu do nas przyjdzie.

Jak więc postępować? Co robić, aby pies tylko marzył o tym, byśmy go zawołali?

1) Graj fair w przypadku smyczy – niech pies wie, że zostanie zapięty na smycz, ale niech ten moment kojarzy mu się miło i nie oznacza straty wolności. W tym celu często zapinajmy psa podczas spaceru po to, aby go za parę kroków odpiąć. Po każdym zapięciu na smycz powinniśmy go sowicie chwalić oraz nagradzać pysznościami lub zabawą – pokażmy psu, że ten moment jest fajny, a widok smyczy łączy się z samymi przyjemnościami. Mało tego, za parę kroków znowu może biegać dalej.

Jeśli udało nam się już skutecznie zrazić psa do smyczy i teraz na jej widok pies ucieka, a my musimy go gonić przez pół osiedla, ćwiczenia ze smyczą warto zacząć w domu – niech smycz będzie obowiązkowym akcesorium przy każdym posiłku, zabawie i innych miłych czynnościach. Gdy tylko smycz znika – znikają przyjemności. Stopniowo ćwiczymy odpinanie i zapinanie coraz dalej od domu: na klatce schodowej (w przypadku wyjątkowo opornych psów można spróbować najpierw w windzie – mniejsza powierzchnia do ucieczki 😉 ), w przydomowym ogrodzonym ogródku, itp.

Dopóki nie nauczymy psa, że smycz jest fajna i że na zawołanie warto przyjść, powinniśmy ze względów bezpieczeństwa prowadząc naszego pupila na 15-20-metrowej lince.

2) Ciesz się za każdym razem, gdy pies do Ciebie przyjdzie po zawołaniu – i to nie tak o sobie byle jak, tylko tak, jakby nasz pies przybiegł wprost spod kół rozpędzonej ciężarówki! Chwalmy go, czochrajmy, obdarowujmy smaczkami, bawmy się i co tylko pies jeszcze uwielbia. To go utwierdzi, że ZAWSZE jest miło wracać do właściciela, że nawet jak pies się zawąchał czy “udał głuchego”, to niepotrzebnie zwlekał, bo tutaj takie cuda!

Czy wolimy jeździć do cioci, która zawsze cieszy się z naszej wizyty, nawet gdy ta zdarza się raz na rok? A może do takiej cioci, która od progu narzeka, że czemu tak rzadko ją odwiedzamy, że w ogóle chyba zapomnieliśmy o “drogiej ciotce” i ma nadzieję na rychłą poprawę, a tak poza tym, to moglibyśmy porządnie się odżywiać, bo straszne z nas szkielety.

Hm? 🙂

Tak samo postrzega to nasz pies – jeśli po przyjściu do nas czeka go negatywne nastawienie z naszej strony, a czasami nawet kara, to utwierdza się w przekonaniu, że nie ma sensu do nas wracać, bo czeka go coś niemiłego. Dlatego za każdym razem zwleka dłużej, a jak już wróci, to wygląda, jak kupka nieszczęścia – wtedy mówimy “aha! Wie, ze źle zrobił”!,  jednak pies wygląda tak, bo po prostu oczekuje tych negatywów z naszej strony.

3) Bądź nieprzewidywalny i zawsze miej asa w rękawie – jeśli nasz pies za każde przyjście na zawołanie dostaje psie ciasteczka, w końcu może nauczyć się zastanawiać – czy aby na pewno opłaca się pójść do Pańci po ciasteczko..? A może lepiej zostać z psimi kumplami? O, a co tam tak ładnie pachnie?

Jeśli zawsze stosujemy jeden typ nagrody, stajemy się dla psa przewidywalni i nudni, co z kolei pociąga za sobą ryzyko, że pies przyjdzie, jak mu się zechce albo w ogóle przestanie przychodzić, bo dana nagroda przestanie nią być. Dlatego powinniśmy się starać jak najbardziej urozmaicać nagradzanie naszego psiaka: raz zabawa, raz coś dobrego, raz wspólne szukanie fajnych zapachów, czasem wspólne bieganie czy zapasy, czasem pozwolenie pobiegnięcia do psiego kumpla, a czasami… tylko dobre słowo 🙂

Im większą różnorodność wprowadzimy, tym chętniej nasz pies przybiegnie, bo zawsze będzie ciekaw, co tym razem dlań mamy. Zdarza się co prawda, że bywają psiaki o jednorodnych upodobaniach – np. nie interesuje ich nic innego, niż zabawa. Albo jedzenie – tylko smaczki i nic więcej! Tu także mamy możliwość urozmaicać nagrody – zmieniajmy co jakiś czas rodzaj smakołyków/zabawek. Czasem miejmy dla naszego psiaka żółty serek, czasem śmierdzący żwacz wołowy, czasami pasztet do lizania, a jeszcze innym razem suchą karmę. Można zaszaleć i co jakiś czas ugotować psu wątróbkę lub serca, które w każdym mięsnym można dostać albo jeśli jesteśmy miłośnikami pieczenia, możemy upiec psu świetne ciasteczka wątróbkowe 🙂

Tak samo sprawa ma się z zabawkami – raz piłeczka, raz szarpak, raz piłka na sznurku, a czasem po prostu stary poczciwy patyk, a może niekiedy ukochany pluszowy misio naszego psa, z którym śpi?

Bywają i psy, których ani jedzenie specjalnie nie rusza, ani zabawki, czasem ucieszą się z naszego “dobry pies” i raz machną ogonem, gdy je głaszczemy, z kolei mogłyby wąchać w nieskończoność. Królestwo zapachów ma dla nich największą wartość i nic jej nie przebije. To dobrze! 🙂 Pies ma nos po to, aby wąchać. Naszą rolą jest jednak pokazać psu, że może to robić z nami i nawet jest fajniej – jeśli wąchacz do nas przyjdzie, pobiegnijmy w jakąś stert liści i pokażmy mu “a co tu pachnie?”, palcem rozgarniając liście. Pies powinien zaraz żywo zainteresować się “znaleziskiem”. Możemy nauczyć się układania śladów i tropić wspólnie z psem.

4) Niech to pies pilnuje Ciebie, a nie odwrotnie – żeby to psiak zwracał baczną uwagę na to, gdzie jesteśmy, powinniśmy wprowadzić nutę niepewności na nasze spacery. Gdy psiak się zawącha lub biega sobie beztrosko, my znienacka się schowajmy – za drzewem, murkiem, krzaczkiem, itp. Poczekajmy chwilę, aż pies się zorientuje, że nas nie ma – pozwólmy mu chwilę nas poszukać, niech nasz pies się zmartwi. Jednak nie czekajmy, aż wpadnie w panikę – nie chcemy, żeby odłączył myślenie, a by tylko poczuł się lekko niepewnie. Jeśli pies dłuższą chwilę biega w tę i z powrotem, pomóżmy mu, wołając go – mamy jak w banku, że przybiegnie najprędzej, jak umie – wtedy oczywiście się cieszymy, nagradzamy, chwalimy, bawimy, po czym idziemy sobie dalej, jak gdyby nigdy nic. Sposób działa, gdy nie jest powtarzany co chwilę – pies ostatecznie głupi nie jest i dość szybko zorientuje się, że znowu mu się schowaliśmy, przez co zmaleje jego motywacja do szukania.

UWAGA! To ćwiczenie przeprowadzamy tylko i wyłącznie na terenie bezpiecznym – z dala od ulicy, placów zabaw, zagród zwierząt (konie, krowy, itp) czy jakiegokolwiek miejsca, gdzie naszemu psu mogłaby stać się krzywda. Najlepiej na pierwszy test wybrać teren ogrodzony, bo gdyby okazało się, że nasz pies od razu wpada w panikę, nie będzie problemu, by go złapać i nic mu się nie stanie.

Nieco bezpieczniejszą metodą jest po prostu nieoczekiwane zmienianie kierunku marszu – wszystko wskazuje na to, iż pójdziemy prosto, a my CYK! i w lewo schodząc z parkowej ścieżki. Nie mówimy nic do psa, nie wołamy go, nie pokazujemy, że zaraz pójdziemy gdzie indziej. Jeśli pies zdziwiony podchodzi do nas, chwalimy go wtedy i sowicie nagradzamy.

Po wprowadzeniu powyższych ćwiczeń w życie, z pewnością po jakimś czasie zauważymy, że nasz pies częściej na nas zerka, trzyma się bliżej i nim odbiegnie upewnia się, że idziemy tam, gdzie on uważa, że idziemy.

A teraz techniczna strona przywołania. Podam parę przepisów, jak rozpocząć naukę komendy oraz jak tę komendę wprowadzić w życie i utrwalić:

PRZYWOŁANIE UWARUNKOWANE KLASYCZNIE

Poniższe opracowane w oparciu o metodę Shirley Chong (tłum. i opracowanie Barbara Waldoch, źródło: http://dogs.gd.pl/kliker dostęp do: 2010r).
Klasyczne uwarunkowanie przywołania ma na celu nauczenie psa ‘pamięci mięśniowej’, tak żeby po wydaniu komendy mięśnie ‘same’ zwracały się w kierunku przewodnika (refleks), zanim pies będzie się miał czas nad tym zastanowić. Pozornie zabiera to bardzo dużo czasu, ale tylko pozornie. Sesje mogą być krótkie i w każdej można swobodnie zrobić 100-150 powtórek. Jeżeli zrobi się to 3 razy dziennie, to w przeciągu tygodnia mamy już 3150 przywołań!

1. Wybieramy sobie komendę. Mechaniczny dźwięk jest najlepszy, bo jest zawsze taki sam, ale ciężko mieć zawsze przy sobie gwizdek. Używa się tej komendy(DO MNIE lub WRÓĆ lub CHODŹ lub COME – zależy, co masz teraz i na co już on nie reaguje. Musi być nowa komenda) początkowo wyłącznie wtedy, kiedy wiemy że pies ją wykona (na co dzień możemy mieć inną – Twoja „spalona”, którą pies nie zawsze wykonuje )
2. Wybieramy NAJLEPSZY możliwy smakołyk.
3. Zaczynamy w najnudniejszym miejscu w domu. Zwykle w łazience. Dajemy komendę(np. WRÓĆ) i dajemy smakołyk.
4. Ponieważ jesteśmy w bardzo nudnym miejscu, pies zrobi co chcemy (w dodatku dajemy mu za darmo pyszne smakołyki). Powtarzamy to 150 razy 3 razy na dzień.
5. Smakołyki muszą być MALUTKIE.(najlepiej pierwsze 3 sesje zrobić na głodnym psie, czyli jedynym jedzeniem w tym dniu będzie pasztet wydawany w sesjach)
6. Wołamy podobnie do tego, jak będziemy wołać na dworze, tylko nieco ciszej. Nie oczekujemy od psa siadu czy jakiejkolwiek innej konkretnej czynności po tej komendzie, ale bycia przy nas.
7. Idziemy do drugiego najnudniejszego miejsca w domu i powtarzamy punkt 4. Przez następny tydzień idziemy do wszystkich pomieszczeń w domu po kolei i powtarzamy to samo.
8. Bierzemy psa na długą smycz i wychodzimy poza dom, najpierw do najspokojniejszego miejsca jakie możemy znaleźć. Powtarzamy punkt 4. Robimy podczas tego tygodnia przynajmniej dwie sesje dziennie na dworze na smyczy i jedna w domu (bez smyczy).
9. Z psem na smyczy jak poprzednio, chodzimy codziennie ćwiczyć do nowego miejsca na dworze. Początkowo pies może być rozproszony, ale potem się skupi na nas. Jeżeli pies jest bardzo rozproszony w nowych miejscach, podnosimy wartość smakołyków i przegładzamy psa – jedynym dostępnym jedzeniem są smakołyki wydawane w sesjach.
10. Ćwiczymy ciągle też w domu, używamy różne nagrody, zwiększamy odległość z której wołamy psa (przynajmniej pierwszy raz, bo po pierwszym przywołaniu pies i tak nas nie odstąpi).
11. Zakładamy psu smycz jak poprzednio, ale w domu i ćwiczymy bardzo rozpraszające sytuacje. Np. miska z jedzeniem na podłodze, ktoś rzucający piłeczkę, jedzenie itp. Im więcej wymyślimy rozproszeń, tym solidniejsze będzie przywołanie.
12. Rozproszenia najpierw w większej odległości, potem obok psa. Kiedy pies nie zwraca uwagi na rozpraszanie w domu, wychodzimy z tym na dwór. Jeżeli pies jest rozproszony i nie zwraca na nas uwagi, mamy kilka opcji na tym etapie.
13. Zwiększamy odległość od rozpraszacza i przeczekujemy. Pies jest na smyczy i nigdzie nie pójdzie. Jeżeli w ‘rozsądnym’ czasie się odwróci i przyjdzie, klik/smakołyk. Jeżeli nie, odciągamy go lekko smyczą od rozpraszającej sytuacji, tak żeby się odwrócił i odchodzimy jeszcze kawałek.
14. NIGDY NIE SZARPIEMY ZA SMYCZ jeżeli pies jest rozproszony. Jeżeli nie odnosimy sukcesów na tym etapie, to oddalamy się od tej rozpraszającej sytuacji, bo jesteśmy za blisko.
15. Zakładamy psu długą linkę(15m), ale nie trzymamy w ręku (żeby psu się nie wytworzył obraz przewodnika z linką). Warto założyć rękawiczki, żeby sobie nie ‘poparzyć’ rąk w razie czego.
16. Kiedy pies się LEKKO zainteresuje czymś innym niż nami, dajemy komendę. Jak tylko się do nas zbliża, wydajemy wesoły okrzyk DOBRY PIES!).
17. Powtarzamy WIELE razy. Zmieniamy miejsca ćwiczeń, rozpraszające sytuacje. Im więcej wybierzemy rożnych miejsc do ćwiczeń, tym lepsze będzie przywołanie psa.
18. Zaczynamy od znanych miejsc i mniej rozpraszających. Jeżeli daliśmy komendę i pies to zignorował, stajemy na linie i idziemy po niej bliżej psa, udając, że nic nie robimy. Pies zauważa, że nie może się poruszać do przodu, ale to nie ma nic wspólnego z nami.
19. Kiedy jesteśmy bliżej, dajemy znowu komendę (kiedy jesteśmy pewni, ze pies ja wykona – komenda bez reakcji psa może się pojawić TYLKO RAZ) – jak wykona, chwalimy “dobry pies”.
20. Chwalimy i nagradzamy zawsze.
21. Celowo aranżujemy rozpraszające sytuacje (np. obecność innych psów, zwłaszcza bawiących się). Umawiamy się z kimś, czyje psy warują na każdą komendę. Jeżeli nasz pies nie przyjdzie na pierwsza komendę, tamte psy dostana komendę ‘waruj’, co je czyni od razu nudnymi.
22. Ćwiczenia z innymi psami zaczynamy na krótszej smyczy, z większej odległości, potem bliżej, potem na lince z dala, potem na lince bliżej.
23. Kiedy mamy opanowane przychodzenie na lince, powtarzamy całość zaczynając od niewielkich rozproszeń bez linki.

Ten przepis przeprowadzony od początku do końca, według instrukcji gwarantuje u psa idealne przywołanie.
Wydaje się być czaso- i pracochłonny, ale to tak naprawdę tylko 15 minut dziennie(3 sesje po ok. 5 min) w okresie w domu, a potem mniej więcej tyle samo na każdym spacerze.

Ćwiczenia z przywołania psa, również przerabiamy na szkoleniach grupowych, gdzie każdy uczestnik pod moim okiem ma szanse poćwiczyć oraz pochwalić się efektami na kolejnych zajęciach.

ZABAWA W PRZYWOŁANIE

1) Zabawę w przywołanie organizujemy w kilka osób – mogą to być członkowie rodziny, z która pies mieszka na co dzień albo po prostu nasi znajomi.

Każdy jest zaopatrzony w pyszne smakołyki lub zabawki i staje w pewnej odległości od siebie mniej więcej w okręgu.  Po kolei każdy woła komendę na przywołanie, a zadaniem psa jest podbiec do tej osoby, która go wołała – wtedy następuje nagradzanie, chwalenie, itp. Gdy woła następna osoba, wtedy nagradzanie się kończy, żeby pies miał szansę odbiec i poszukać drugiego źródła nagród. Jeśli pies pomyli osoby, nie dzieje się nic. Czekamy, aż pies zacznie się skupiać na wszystkich i rozglądać, po czym można ponownie psa zawołać – teraz już nie powinien popełnić błędu.

Z czasem można wprowadzać utrudnienia – zwiększać odległość, ilość osób, można się ustawiać w szeregu lub osoba wołająca staje za kimś innym, ew. za drzewem, itp.

2) Tę zabawę organizujemy w dwie osoby. Warunek jej powodzenia jest taki, że pies lubi się bawić zabawką. Wtedy gramy z psem trochę w “głupiego Jasia”. Osoba mająca zabawkę woła psa, po czym bawi się z nim ta zabawką. Po chwili druga osoba (bez zabawki) woła psa i ta pierwsza osoba natychmiast przerywa zabawę i rzuca przedmiot tamtej wołającej, która mając już zabawkę w ręku, zachęca nią psa do przyjścia, nie powtarzając już komendy przywołania. (na początku, bo po kilku powtórzeniach pies już nie będzie zdezorientowany i zacznie biec do osoby wołającej, bo będzie wiedział, że to ona wtedy będzie w posiadaniu zabawki).

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., 68 comments

Gdy pies warczy przy jedzeniu

Miska

Warczenie w obecności zasobów, szczególnie przy misce ma swoją przyczynę w braku zaufania psa do nas. Najgorsze jest przybranie postawy “bo mój pies musi pozwolić zrobić ze sobą wszystko!”, które pociąga za sobą dążenie do tego celu często po trupach (najczęściej trupach naszych palców..). Zwłaszcza, że często mamy tendencję do karania psa, gdy warczy: zabieramy mu to, czego pilnuje, krzyczymy na niego wtedy, czasem nawet postanawiamy rywalizować i pokazać psu “kto tu rządzi” uciekając się do przemocy. Choć nie zawsze tylko uciekanie się do takich środków powoduje warczenie – czasem wystarczy po prostu odchodzić od psa, gdy warczy, aby przekonał się, że może nas odgonić.

Warczy przy misce tylko pies, który czuje się niepewnie – po co pies mocny psychicznie i pewny siebie miałby odganiać kogoś od swojej miski? On ma w sobie przekonanie, że TAKIEMU psu nikt nic nie zabierze 😉 Chyba, że odbieramy mu tą pewność siebie, właśnie zabierając, chowając, przechytrzając psa. On traci pewność siebie i walką o zasoby próbuje przywrócić sobie poczucie bezpieczeństwa.

Techniki, w których rywalizujemy z psem tylko utwierdzają go w przekonaniu, że tego, co ma, trzeba bronić z całych sił. A to pogarsza problem – gdy pies wcześniej warczał tylko w przypadku, gdy np. zbliżaliśmy rękę do przedmiotu, teraz warczy już gdy wejdziemy do pokoju. Karcenie psa za warczenie w tym przypadku powoduje nakręcanie się spirali agresji, którą im później tym trudniej przerwać.

Jeśli pies jest przy misce i warczy, to nas kulturalnie ostrzega. My, pchając ręce do miski  ignorujemy to miłe ostrzeżenie. Zatem pies przechodzi do kolejnego etapu groźby – ostrzegawczego kłapnięcia.
Dlatego gdy pies warczy, można stać w miejscu i się nie ruszać, a pójść sobie dopiero, gdy pies przestanie warczeć – jeśli odejdziemy jeszcze podczas odganiania nas, wzmacnia się to zachowanie. Jeśli to przeczekamy stojąc, utwierdzimy psa, że nie przegoni nas warczeniem, ale przede wszystkim nie ma po temu powodu – stoimy i nie zabieramy mu nic (a co jeszcze ważniejsze, po prostu stojąc, nie sprowokujemy ataku – w takim wypadku każdy ruch w stronę psa może zostać odebrany jako prowokacja z naszej strony). I jeśli odejdziemy, gdy przestanie warczeć, pokażemy mu, że odchodzimy, gdy jest spokojny, a nie gdy warczy.

Bardzo trudno jest odbudować psie zaufanie, zwłaszcza jeśli przez długi czas dawaliśmy psu do zrozumienia, że na nie nie zasługujemy. Jest to także proces długotrwały, który wymaga czasu, konsekwencji i cierpliwości. Prawdopodobnie będzie tak, że jak już osiągniemy sukces, to czasem może pojawić się regres – ale tym nie należy się przejmować, a robić to, co robimy konsekwentnie i ze spokojem.

 

Od czego właściwie powinniśmy zacząć?

Na początek warto “spalić” miskę – czyli jedzenie podajemy tylko z ręki. Z czasem bierzemy miskę w jedną rękę, jedzenie w drugą i nakładamy po kilka, nadal trzymając miskę w ręku. Pozwalamy psu jeść tylko po komendzie np. PROSZĘ. Jak próbuje wcześniej wziąć, to podnosimy miskę i mówimy np. E-E. Pokazujemy tym samym psu, że tylko kulturalne i spokojne zachowanie będzie punktowane, ale złe zachowanie nie zabierze miski na zawsze – musi być kolejna szansa! Tylko wtedy psiak będzie mógł pojąć zasadę – siedzę spokojnie i grzecznie czekam: mogę jeść – jestem zdenerwowany, warczę i skaczę: nie mogę jeść.

Dosypujemy po małej porcji jedzonka, aż zje całą swoją dolę. Z czasem, podczas gdy je z miski trzymanej w ręce, dorzucamy kawałek czegoś smakowitego (jeśli je sucha karmę, to wrzucamy np. kawałek mięska). To psa nauczy, że gdy przy misce pojawia się ręka, to po to, aby coś DAĆ, nie zabrać.  Chwalimy, jak je spokojnie. Cały czas utwierdzamy psa w przekonaniu, że warto nam zaufać i być spokojnym, a więcej się zyska.

Jak już pies akceptuje w pełni dorzucanie smakowitego kąska (nie sztywnieje, gdy pojawia się ręka, nie próbuje warczeć, nie mierzy ręki wzrokiem, nie przyspiesza jedzenia, a nawet lekko się odsuwa, aby można było łatwiej wrzucić), wtedy stawiamy miskę na ziemi (nadal ją trzymając) i powtarzamy całą procedurę od nowa. Ćwiczenia warto zacząć w ogóle od innego pomieszczenia, niż kuchnia, żeby zmienić całkowicie kontekst i ułatwić tym samym psu zadanie. Dopiero potem w kuchni osobno trzeba przerobić wszystko od nowa. Ale teraz będzie już łatwiej, bo pies nauczył się nam już trochę ufać.

Kiedy dochodzimy do etapu, w którym miska stoi obok nas, ale nie trzymamy już jej i pies akceptuje fakt, że dorzucamy mu coś dobrego, możemy dodawać inne ruchy ciałem – wstawanie, kroki, itp, aż do chodzenia przy psie i misce. Jak chodzimy, to tak samo wrzucamy coś pysznego , dosypujemy karmy, itp.
Nasza obecność przy psiej misce ma się mu kojarzyć z super wydarzeniem, że dostanie coś extra, a nikt mu niczego nie zabierze.
Oczywiście każdy z domowników mieszkających z psem powinien także przerobić każdy krok – to ważne, bo psy łatwiej generalizują te negatywne rzeczy, niż pozytywne. Dlatego aby zdobyć na nowo zaufanie naszego psiaka, trzeba mu udowodnić na każdym kroku, że na nie zasługujemy 🙂

Kości, gryzaki i inne Skarby, czyli wspólne gryzienie i przeżuwanie

Czasem zdarza się jednak, że pies pozwala sobie zrobić wszystko przy misce i ogólnie można mu grzebać w pysku, a warczy i ostrzega tylko w przypadku jakichś super kąsków – pachnących kości surowych i wędzonych, dużych gryzaków naturalnych oraz Skarbów (czyli ni mniej ni więcej jak zdechłych ryb, wyrzuconych korpusów z kurczaka, stert spleśniałego chleba, itd – niepotrzebne skreślić, a na pewno ktoś doda coś od siebie), które znajduje na Polowaniach (czyli gorliwej penetracji terenu osiedla w poszukiwaniu Skarbów).

Niestety, aby poradzić sobie z kolekcjonowaniem Skarbów, najlepiej jest zastosować prewencję: skutecznie odwoływać psa oraz nauczyć go niepodejmowania jedzenia z ziemi. Po prostu oddanie tego przez psa jest często nierealne, gdyś stałość konsystencji takich Skarbów zazwyczaj pozostawia wiele do życzenia.

Obrona takich frykasów wynika po części także z braku zaufania do nas, ale trzeba pamiętać, że do głosu dochodzi jeszcze dość pierwotny instynkt obrony “Zdobytej Zdobyczy” (czyli Skarbu).

Żeby problem wyeliminować, a przynajmniej załagodzić, żebyśmy mogli przynajmniej przechodzić obok psa jedzącego Wielką Smaczną Kość, należy zmienić kontekst. Ponieważ Skarb i Zdobycz wiążą się bezpośrednio z elementem znajdowania, zdobywania, chowania się ze znaleziskiem, dużo zdziałamy, gdy zastąpimy taki kontekst skojarzeniami typu: dzielenie się, zachowanie społeczne, wspólne znajdowanie i jedzenie. Najprościej jest zaczynać już ze szczeniaczkiem, aby pokazać mu, że te wspaniałe rzeczy pochodzą od nas i my się tym dzielimy (dochodzi tu także skojarzenie ręki jako dystrybutora połączonego z trzymadełkiem), ale i z dorosłym psem można stworzyć nowy rytuał. Gdy mamy zamiar dać psu coś super, nie dawajmy tego tak po prostu. Najlepiej siąść sobie z tym w ręku na środku pokoju i zawołać psa. Gdy podejdzie, podsuwamy mu kość zachęcając, by chwycił drugi koniec. Trzymamy mocno, bo pies zapewne zechce wyrwać nam ją z ręki. Gdy tylko zaprzestaje wyrywania, a zaczyna gryźć kość, wtedy chwalimy spokojnie i cicho, najlepiej nie patrząc w ogóle na psa – chcemy mu pokazać, że to o to zachowanie nam chodzi i przy okazji przekazać mu, że jak “razem gryziemy”, to nie rywalizujemy (dlatego należy się wystrzegać wgapiania się w psa). Na początku nauki wspólnego gryzienia warto nie wymagać zbyt wiele, dlatego jeśli pies dosłownie parę gryzów wykona bez wyrywania, mówimy PROSZĘ (czyli komenda dostępności nagrody – w skrócie “ok, rób to, co chciałeś”) i puszczamy kość, pozwalając psu zadekować się ze swoim Skarbem. Ważne jest to, że jak już mówimy PROSZĘ to jest to jednoznaczne z ignorowaniem psa i jego kości, aż sam nie straci nią zainteresowania. Chodzi o to, żeby pies zrozumiał, że my się czymś dzielimy, ale nie przychodzimy zaraz później i co chwilę zabieramy i dajemy z powrotem. Każdy by się zdenerwował, gdyby kelner w restauracji co 5 minut zabierał nam zupę sprzed nosa tylko po to, by zaraz ją przynieść.

UWAGA! Jeśli pies nie ma swojego miejsca, do którego może sobie zabierać swoje zdobycze i skarby oraz podarunki od nas, jego problem obrony zasobu może być cięższy do wyeliminowania. Pies musi czuć się bezpiecznie, a bez swojego kąta to praktycznie niemożliwe. Dlatego warto równolegle stworzyć psu stałe miejsce i nauczyć odsyłania go tam ( https://alaodjazza.pl/na-miejsce/ ).

Za każdym razem czekamy coraz dłużej, nim puścimy drugi koniec. Czasem, gdy jest to mniejszy gryzak (np. suszony żwacz wołowy), sami puszczamy wtedy, gdy kąsek jest na tyle mały, że trudno jest psu żuć go nie dotykając zębami naszej ręki –  puszczamy wcześniej po to, by pies nie zaczął nam wyrywać tego kawałka, którego i tak nie utrzymamy i żeby zapamiętał, że i tak wszystko należy do niego, mimo to, że to my trzymaliśmy gryzaka.

Pamiętamy o tym, by chwalić psa za każdy przejaw spokoju – rozluźnienie mięśni, spowolnienie jedzenia trzymanej przez nas kości, mrużenie oczu i taki charakterystyczny wyraz błogostanu na pysku (no, jak to się pojawia, to już w ogóle jest super 🙂 ). Przetrzymujemy i przeczekujemy każdy sygnał dyskomfortu – spięcie, szybkie żucie, warczenie, itp. Jeśli takie zachowania się pojawiają, czekamy po prostu aż pies zaprzestanie ich wykonywania i wtedy mówimy “PROSZĘ”. Czyli znowu pilnujemy, żeby nie oddać Skarbu w momencie nerwowości. Powinno to też być dla nas wskazówką, że być może wymagamy za dużo (za czybko wydłużamy czas żucia z nami), więc trzeba cofnąć się do poprzedniego etapu – wcześniej oddawać psu gryzak lub zamienić go na mniej wartościowy – np. kość surową na kość z prasowanej skóry wołowej.

Co ważne – NIE DOTYKAJMY psa w ogóle podczas tego rytuału. Jest tylko pies, kość i nasza dłoń. Dotyk można dołączać dopiero, gdy pies już sam chętnie przynosi nam kości i wtyka w rękę, żebyśmy mu potrzymali (psy są wygodnickie i szybko uczą się, że mniej trzeba się męczyć, gdy gryzak jest trzymany przez kogoś 🙂 ), a i to krótko i delikatnie oraz z dala od okolic pyska.

Po kilku/nastu takich powtórzeniach możemy spróbować pozostać na podłodze, nawet gdy pies odejdzie z kością. Może okazać się, że psu podobało się trzymanie przez nas gryzaka i zaraz będzie chciał wrócić – może jeszcze obawiać się wetknąć nam kość do ręki, ale wtedy chwalimy nawet za ułożenie się bliżej nas. Często też sami sobie siadajmy obok, gdy pies ma coś mniej wartościowego do żucia, żeby pokazać mu, że jak jesteśmy blisko, to nie pchamy od razu łap do jego zasobu, a po prostu jesteśmy miłym towarzystwem (stojaczkiem, trzymaczkiem czy po prostu “pańciem obok”.)

Jeśli zbudujemy miłą atmosferę współpracy i “kontaktu socjalnego” podczas dawania wyjątkowych gryzaków, pies chętnie będzie się z nami dzielił i nawet oddawał “do pokazania” swój cenny zasób, bo będzie wiedział, że bierzemy to tylko po to, by oddać go z powrotem.

Najlepiej jest zaczynać od gryzaków mało wartościowych – np. kości z prasowanej skóry wołowej, a z czasem przechodzić do tych bardziej przez psa pożądanych.

Mi osobiście “wspólne gryzienie” kojarzy się z kołem gospodyń wiejskich – siada kilka bab i se razem wyszywają, napychają pierzem poduszki, itp. Takie zacieśnianie więzi poprzez wspólne wykonywanie takich samych czynności – a psy to lubią! W końcu to istoty społeczne, trzeba tylko zyskać ich zaufanie.

 

Nagrodą dla nas za ciężką pracę, cierpliwość i konsekwencję będzie miłe i bezproblemowe towarzystwo psa, który nie ma powodu, by się nas obawiać i czegokolwiek w związku z tym bronić. Spojrzymy także na relację z psem inaczej – nie jako ciągłą rywalizację, a wspólną koegzystencję połączoną z budowaniem więzi, pełną wzajemnego zrozumienia i zaufania w każdej sytuacji.

Posted by Alicja Milewska in Problemy behawioralne, 91 comments
Gryzienie

Gryzienie

Gryzienie w wykonaniu szczeniąt jest chyba jednym z największych problemów świeżo upieczonych właścicieli.
Każde szczenię gryzie, ale nie każde jest niszczycielem rąk i mebli, co zależy od różnych czynników (m.in. osobowości i temperamentu psiaka, naszych reakcji na takie zachowanie, ilość codziennych aktywności i rodzaj zajęć proponowanych psu przez nas). Okres, w którym zachowanie to jest szczególnie nasilone to pierwsze parę miesięcy życia psiaka (mniej więcej w 5-6 miesiącu szczenięta już nie mają takiej tendencji), później szczęśliwie przemija.

Continue reading →

Posted by Alicja Milewska in Szczeniaki, Szkolenie psów, 86 comments

Szkolenie klikerowe

Szkolenie klikerowe to metoda nauki zwierząt polegająca na nagradzaniu (pozytywnym wzmocnieniu) pożądanego zachowania. Moment, w którym zachowanie to się pojawia, zaznacza się dźwiękiem klikera (lub innym, np. używa się gwizdka w przypadku delfinów). Cała metoda oparta jest na badaniach naukowych, potwierdzających fakt, że zachowanie nagradzane jest powtarzane przez zwierzę. Szkolenie klikerowe pozwala nam dysponować możliwością łatwego, czytelnego i zrozumiałego porozumiewania się z obiektem. Celem tego szkolenia jest zrozumienie przez obiekt, ze to on sam poprzez swoje zachowanie wpływa na uzyskanie nagrody. Pies zaczyna wykonywać nasze polecenia, bo mu się to opłaca. Nasz cel staje się celem psa. Obecna w tym procesie strategia “wygrany – wygrany” daje nam psa radośnie i chętnie wykonującego polecenia, który jest naszym partnerem, a nie niechętnym niewolnikiem.

Tradycyjne metody szkolenia często oparte są na przymusie, a jedyną nagrodą jest brak kary. Zwraca się uwagę na to, co pies robi źle i na korygowanie tego. Jest to przyczyną uruchamiania się w psie reakcji związanych z niechęcią do współpracy oraz obierania strategii wykonania “niezbędnego minimum”, nie ma pasji i dynamizmu towarzyszącego poleceniom nauczonym metodami opartymi na nagradzaniu oczekiwanego zachowania (np. szkoleniu klikerowym). W tym rodzaju szkolenia wychodzi się z założenia, że nie ma złych zachowań, są jedynie takie, których w danym momencie (lub nigdy) się nie nagradza. Komenda jest raczej wprowadzana na końcu, gdy zachowanie zostało już wykształtowane metodą małych kroczków.
Przetłumaczone i napisane przez Barbarę Waldoch:

Porównanie metod szkoleniowych

“Żart pełen prawdy, czyli uczenie człowieka przechodzenia przez płot”

Metoda szarpania/ciągnięcia:
Wydajemy komendę ‘przez płot’. Następnie łapiemy go za kołnierzyk i pasek, przyciągamy do płotu, wypychamy do góry i przerzucamy na drugą stronę. Jak tylko człowiek spadnie na ziemię, mówimy ‘dobrze’. Wracamy do punktu wyjścia i powtarzamy ćwiczenie.

Metoda wabienia/nagradzania:
Stajemy po drugiej stronie płotu. Wymachując 50$ dajemy komendę ‘przez płot’. Jak tylko człowiek przejdzie przez płot starając się dosięgnąć banknot, dajemy mu go w nagrodę.

Metoda klikerowa:
Po każdym dźwięku gwizdka dajemy człowiekowi dolara. Jak zbliży się do płotu, gwizdamy i dajemy 1$. Gdy podejdzie jeszcze raz – czekamy. Człowiek na nas patrzy, patrzy na płot, dotyka płotu – gwizdamy i dajemy dolara. Znowu dotyka płotu. My nic. Dotyka, dotyka, dotyka, aż w końcu zaczyna na niego wchodzić. Gwizdek i dajemy 20$ nagrody. Następnym razem czekamy, aż będzie na samej górze i zacznie schodzić z drugiej strony. Człowiek sam rozwiązał problem, my nie musieliśmy się męczyć, chociaż kosztowało nas to kilka dolarów…

Kliker
Kliker to sprzęt szkoleniowy, ale przede wszystkim słowo oznaczające metodę modyfikowania zachowań poprzez pozytywne wzmacnianie. I tu leży sekret powodzenia, nie w psztykającym pudełeczku!

Kliknięcie znaczy dla psa:
-że nagroda zaraz będzie
-że to co pies robił jak je usłyszał było pożądanym zachowaniem i będzie nagrodzone
-że zachowanie się skończyło
-że zaczęła się zabawa i jest szansa na zdobycie nagrody

Nagrody
Nagrody to cokolwiek na co pies będzie chciał pracować. Zwykle są to smakołyki (najłatwiejsze do początkowego uczenia czegoś), zabawki, pieszczoty, pozwolenie na coś (np. pobiegniecie się bawić z innym psem lub wyjście na spacer).

Posted by Alicja Milewska in Szkolenie pozytywne, Szkolenie psów, 10 comments

Kontrola środowiska (ang. management)

Kontrola środowiska (ang. management) to tak naprawdę nic innego, jak pilnowanie psa, aby nie ćwiczył się w zachowaniach, które uznajemy za niepożądane. Pies nie nabiera złych nawyków, a my nie musimy go na każdym kroku kontrolować, czy aby na pewno właśnie czegoś nie niszczy lub sam nie pakuje się w tarapaty.

Oto kilka przykładów pomagających zrozumieć dokładniej ideę kontroli:

1) Gdy pies nie potrafi wracać na zawołanie – dopóki nie nauczymy zwierzaka porządnie komendy przywołującej, spaceruje on tylko na smyczy lub długiej lince. Zabezpieczenia odpinamy tylko na ogrodzonym, bezpiecznym terenie.

2) Gdy pies ucieka tylko w konkretnych sytuacjach – np. ściga rowerzystów lub biegnie do bawiących się psów – nie pozwalamy na swobodne bieganie w obecności danych bodźców oraz pomagamy psu kontrolować emocje w takich sytuacjach.

3) Gdy pies zjada śmieci na spacerach, można zakładać mu kaganiec w miejscach, o których wiemy, że takowe rzeczy są tam obecne. Równocześnie prowadzamy go tam na smyczy, a osobno uczymy psa komendy “zostaw” i dopóki nie potrafi on wykonywać jej w różnych sytuacjach i w styczności z różnymi rodzajami pokus, nie wystawiamy go na próby, którym nie jest w stanie podołać (np. nie oczekujemy, że pies zostawi resztki z obiadu pod oknem sąsiada, jeśli dotychczas komendę “zostaw” ćwiczyliśmy z nim tylko na suchej karmie).

4) Gdy szczeniak obgryza nam mieszkanie – chowamy wszystko, co tylko da się schować, usuwamy z jego zasięgu rzeczy, których nie chcemy przeznaczać na jego gryzaki, ewentualnie ograniczamy psu dostęp do niektórych miejsc w domu (np. poprzez zamykanie drzwi, instalację bramek w przejściach, pozostawianie psa w klatce lub transporterze podczas naszej nieobecności).

Przykłady można mnożyć, ale kluczem do sukcesu jest tutaj zrozumienie zasady – naszym zadaniem jest przystosowanie środowiska w taki sposób, aby psu łatwo było postępować prawidłowo i tak jak chcemy. Równocześnie trzeba pracować nad sytuacjami, które są dla psa trudne i tym samym uczyć go właściwego zachowania się w nich.
Warto pamiętać, że są zachowania charakterystyczne dla określonego wieku psa, jak np. gryzienie i branie wszystkiego w pysk u szczeniaków – one w ten sposób poznają świat. Jeśli więc nie mają w okresie szczenięctwa okazji do nauczenia się gryzienia np. kapci (bo roztropnie pochowaliśmy je do szafek), to w wieku późniejszym kapcie nie będą figurowały na liście przedmiotów do gryzienia.

Dzięki uniemożliwieniu i kontroli środowiska bardzo wielu zachowaniom można zapobiec, a to czyni nas proaktywnymi. Oznacza to, że jesteśmy w stanie przewidywać problemy, zanim się pojawią, a co za tym idzie, nie musimy męczyć się później z odkręcaniem złych nawyków. To bardzo ważne, ponieważ nauczenie psa prawidłowego zachowania trwa o wiele krócej, niż zmiana utartych schematów postępowania zwierzaka w danej sytuacji.

Posted by Alicja Milewska in Szkolenie pozytywne, Szkolenie psów, 7 comments
Cykl “Szkolenie Psów” </br> Nauka chodzenia na luźnej smyczy

Cykl “Szkolenie Psów”
Nauka chodzenia na luźnej smyczy

Z problemem powyrywanych barków i naciągniętych mięśni ramion zmaga się wielu właścicieli psów. Niektórzy z nich z niekłamanym przerażeniem patrzą na prognozy pogody zapowiadające śniegi i oblodzenie, bo dla nich oznacza to jazdę figurową, w której to partnerem inicjującym piruety jest zdecydowanie ukochany Pimpuś.

Cóż, żarty żartami, ale problem psa ciągnącego na smyczy jest dość poważny, zwłaszcza, że nawet niewielki pies może uszkodzić ramię dorosłemu zdrowemu człowiekowi – wystarczy moment naszej nieuwagi, podczas którego pies znienacka szarpnie. Zwierzak ciągnący uniemożliwia nam także trzymanie w rękach czegokolwiek wraz ze smyczą – o niesieniu zakupów, jeździe na rowerze z psem czy też prowadzeniu wózka nie ma mowy.

Żeby prowadzenie naszego pupila na smyczy stało się czynnością miłą i nieabsorbującą, wystarczy nauczyć go chodzenia na luźnej smyczy. UWAGA! “Luźna” nie oznacza “długa”. Smycz może mieć 1,5m długości, ale zwisać swobodnie, nie być napięta.

Czasami nauka chodzenia na luźnej smyczy jest mylona z chodzeniem przy nodze. Jest między tymi dwoma zachowaniami zasadnicza różnica – kiedy mówimy o luźnej smyczy, mamy na myśli psa swobodnie chodzącego w zasięgu jej długości, węszącego i eksplorującego teren, którego jedynym zadaniem jest pilnowanie, by owej smyczy nie napiąć. Natomiast chodzenie przy nodze oznacza stan wysokiego skupienia, podczas którego pies znajduje się w konkretnej pozycji przy naszej nodze, co samo w sobie wyklucza relaksujący spacer pełen eksploracji otoczenia i doznawania różnych wrażeń płynących ze środowiska. Zdecydowanie nie jest wskazane, żeby pies przez cały czas trwania spaceru był w najwyższej fazie koncentracji, ponieważ wyjścia na dwór są dla psa i po to, by mógł swobodnie poznawać świat i przyjmować nowe bodźce ze środowiska. Także dla zdrowia psychicznego zwierzaka potrzebne mu jest wyraźne rozgraniczenie trybu pracy i trybu relaksu (proporcje powinny być zdecydowanie przechylone na stronę relaksu). Dlatego nauka chodzenia na luźnej smyczy jest rozwiązaniem idealnym, które pozwala zarówno psu jak i nam czerpać korzyści ze spaceru, gdyż pies może swobodnie chodzić jednocześnie nie wyłączając całkowicie myślenia.

Żeby móc skutecznie uczyć psa utrzymywania smyczy nienapiętej, należy zdać sobie sprawę z powodu, dla którego pies ciągnie. Jest on prozaiczny – po prostu ciągnąc zawsze udaje mu się szybciej dotrzeć do upatrzonego celu, w związku z czym różne psy wypracowują sobie nawet różne strategie ciągnięcia – jedne prą do przodu niczym tarany, inne z kolei stosują technikę nagłych szarpnięć, jeszcze inne potrafią stawać słupka i ciągnąć na dwóch łapach – wszystkie te sposoby zależą od tego, co danym psom działało. Jeśli pies zobaczył, że tylko nagłe szarpnięcia pozwalają szybko dotrzeć do celu, właśnie taką technikę będzie stosował.

Ciągnięcie na smyczy jest także związane z brakiem kontroli emocji i zbyt dużym pobudzeniem psychicznym na spacerze. Czasami wystarczy popracować nad psim opanowaniem, a smycz nagle “sama” staje się luźna.

Jeszcze jedną przyczyną tego, że pies ciągnie może być rodzaj smyczy, na jakiej go prowadzamy. Modne są rozciągane smycze typu “flexi”, które same rozwijają się i zwijają, my nie musimy się męczyć ze sznurkiem plączącym się pod nogami  i oplatającym wokół palców. Teoria piękna, ale cóż z tego, jeśli właśnie taka smycz uczy naszego psa napinania smyczy. Jak? To proste – kiedy zwrócimy uwagę na mechanizm rozwijania smyczy, od razu zauważymy, że to pies tak naprawdę ją rozwija…. ciągnąc. Uczy się więc, że aby iść do przodu i aby przedłużyć sobie zasięg smyczy, trzeba przeć, pokonując jej opór. Dodatkowo, wiele psów stresuje dźwięk pstrykającej blokady i rozwijania się “flexi” – co też powoduje ciągnięcie, bo pies próbuje uciec od tego dźwięku.

Dlatego, jeśli mamy psa młodego, którego dopiero zapoznajemy ze smyczą, powinniśmy zrezygnować z zastosowania właśnie takiego jej rodzaju. Zdecydowanie lepsze są długie (2 – 4 metry) smycze materiałowe, z taśmy lub skóry, przepinane na różną długość (tzw. treningówki), dzięki którym to my kontrolujemy, na jaką odległość odchodzi pies, a nie on. Taka smycz ogólnie pozwala lepiej zapanować nad zwierzęciem, bo jest poręczniejsza i krótsza, niż rozciągana.

Nie wiedzieć czemu, wielu właścicieli w obliczu problemu ciągnącego psa decyduje się na założeniu swojemu psu kolczatki, dławika, szelek zaciskowych, a nawet obroży elektrycznej. Aby używać tych narzędzi, potrzeba mieć specjalistyczną wiedzę o szkoleniu, wiedzę na wysokim poziomie popartą zarówno mocnymi podstawami teoretycznymi, jak i latami praktyki. Bardzo łatwo jest narzędziem awersyjnym wyrządzić psu krzywdę psychiczną (pomijając uszkodzenia krtani i kręgosłupa na odcinku szyjnym, mikrourazy tchawicy, itp). Należy także pamiętać, że pies po stałym noszeniu np. kolczatki po prostu przestaje na nią zwracać uwagę i ciągnie nadal, złe skojarzenia jednak dalej utrwalają się.

Co więc zrobić? Rozwiązanie jest łatwe,ale wymaga samokontroli od nas i samozaparcia – wystarczy konsekwentnie nie pozwalać osiągać psu upatrzonego celu na napiętej smyczy. Jeśli pokażemy mu, że napinając smycz nie tylko nie dojdzie do czegoś, do czego bardzo chciałby dojść, ale jeszcze zacznie się od tego oddalać, bardzo szybko nauczy się kontrolować swoje emocje i pilnować tego, aby smycz była luźna.

Jest wiele przepisów na naukę tego ćwiczenia, ja podaję kilka z nich (najlepiej jest, jeśli się ich używa równolegle, daje to najszybsze efekty):

Utrzymanie luźnej smyczy

Luźna smycz ma kształt litery U, niezależnie od swojej długości. Karabińczyk smyczy przypięty do obroży/szelek zwisa swobodnie w dół. Smycz należy trzymać w prawej dłoni, tworząc pętlę, umożliwiającą luzowanie smyczy. Nim pies napnie smycz, cmokamy i staramy się zwrócić jego uwagę, po czym zmieniamy kierunek marszu lub idziemy nadal w tą samą stronę, pod warunkiem, że smycz pozostaje luźna. Jeśli jednak pies napnie smycz – mówimy spokojnie “NIE” i stajemy w miejscu (natychmiastowo “wrastamy” w ziemię) lub robimy krok w tył, zachęcając psa do podążania za nami lub przynajmniej zwrócenia uwagi na nas. Gdy smycz staje się luźna (Pamiętaj – to pies podchodzi, nie Ty), Chwalimy psa   – “DOBRY PIES”.

Sygnał “NIE” będzie dla psa tzw. “sygnałem braku nagrody“.

Gdy pies uparcie prze, próbując ciągnąć, uniemożliwiamy jego szarpanie i wąchanie, skracając smycz i “łowiąc” psa do siebie, po czym natychmiast luzujemy smycz, czekamy na chwilę kontaktu i wtedy pozwalamy powąchać to, do czego pies dążył (oczywiście w ramach rozsądku – jeśli to cel zupełnie dla psa zabroniony, po prostu odchodzimy z komendą “IDZIEMY”, dając w zamian coś lepszego). UWAGA! Nie szarpiemy psa!

Nagradzamy pochwałą lub smakołykiem każde spojrzenie na nas i momenty, kiedy pies idzie ładnie, nie ciągnąc.

Karniaki

1) Najpierw zaczynamy z jakąś WIELKĄ pokusą dla psa. Może to być członek rodziny z czymś do jedzenia (wolno wołać do psa, ale nie jego imię ani żadne komendy, wolno skakać w miejscu, przykucnąć, pokazywać psu miskę, itp), przyjazne psy przy płocie, ktoś bawiący się piłeczką, zabawka, itp.

2) Pokusa ma być wielka, ale nie osobista, tzn. nikt nie powiedział, że to konkretnie dla naszego psa.

3) Inna możliwość, to po prostu pokazanie psu miski w czasie obiadu (pies przywiązany lub trzymany, żeby nie pobiegł od razu do miski), ale zamiast postawić ją przed psem, stawiamy ją z dala od psa.

4) Pokusę umieszczamy w pewnej odległości (np. 10m) od linii startu (zaznaczamy sobie linię startu), stopniowo ją zwiększając.

5) Mówimy imię psa (lub czekamy na spontaniczny kontakt wzrokowy) oraz komendę “IDZIEMY”.

6) Pies oczywiście bardzo chce ciągnąć do pokusy, w której stronę zaczynamy iść. Jak tylko pies leciutko napnie smycz (początkowo będzie to po 1 kroku), mówimy spokojnie “NIE”, odwracamy się i wracamy z psem do linii startu.

7) Nie szarpiemy psa, ale zabieramy go ze sobą. Zabieramy smycz do linii startu, a co za tym idzie, wszystko co jest do niej doczepione (czasem będziemy psa lekko ciągnąć, ale szybko zacznie iść z nami bez ciągnięcia z powrotem, oczekując następnej powtórki dojścia do pokusy).

8) Na linii startu czekamy aż pies przestanie się rwać (w końcu przestanie) i spojrzy na nas. Jak mamy kontakt wzrokowy, mówimy “IDZIEMY” i ruszamy znowu do przodu.

9) Znowu ciągnie – mówimy spokojnie “NIE” i cofamy się do linii startu.

10) Trzeba założyć od początku: ja mam czas i psa przeczekam. Cierpliwość i konsekwencja będą źródłem sukcesu. Pies się uczy, że za każdym razem jak napina smycz, traci grunt, który już przeszedł.

11) Jak dojdziemy do naszej pokusy, mówimy psu “PROSZĘ” i nagradzamy psa – bawimy się z nim piłeczką, dajemy smakołyki, pozwalamy zjeść obiad, w zależności od rodzaju pokusy.

12) Powtarzamy całe lekcje kilka razy (w przypadku użycia obiadu tylko jedno powtórzenie, bo pies zjada obiad), aż mamy psa idącego na luźnej smyczy w stronę wielkiej pokusy.

13) Gdy opanujemy już początki i w życiu codziennym (na spacerach, poza sesjami ćwiczeniowymi) pies czasem jeszcze ciągnie, gdy tylko zaczyna to robić, mówimy spokojnie “NIE” i zatrzymujemy się lub odwracamy się w miejscu o 180 stopni i zaczynamy iść w przeciwną stronę (można ćwiczenie urozmaicić).

14) Nie szarpiemy psa, po prostu się odwracamy i zmieniamy kierunek, a on jest do nas zaczepiony. Jak spojrzy na nas lub po prostu ładnie idzie, chwalimy “DOBRY PIES” i możemy nagrodzić.

15) Jeżeli zależy nam na posuwaniu się w określonym kierunku, to po kilku krokach bez ciągnięcia zawracamy w stronę, w którą szliśmy przedtem, mówimy wtedy “IDZIEMY”, chwalimy i nagradzamy, kiedy do nas dołącza (uczymy go przy tym zwrotów).

16) Jeżeli na początku chodzimy w tę i powrotem na krótkim odcinku, to nie przejmujemy się tym. Następnym razem odcinki bez ciągnięcia będą dłuższe i dłuższe.

POMOCY! MÓJ PIES JEST ZA SILNY!
Czasami zdarza się (zwłaszcza na początku nauki luźnej smyczy), że mimo szczerych chęci właściciel psa jest po prostu zbyt drobny i słaby, aby być w stanie utrzymać psa fizycznie (co czasem jest także konieczne, np. gdy pies prze z całej siły, by się dostać do celu albo nagle wyrywa się i pociąga nas tym samym za sobą). Jeśli nie jesteśmy w stanie psa zatrzymać, to cała nauka luźnej smyczy idzie na marne, bo pies uczy się, że “na chama” mu się udaje.

Dla takich wyjątkowych piesków można zdecydować się na specjalny rodzaj oprzyrządowania spacerowego, który pomoże nam zatrzymać psa bez użycia siły lub przy minimalnym jej nakładzie.

Ale UWAGA! Zaproponowane tu narzędzia NIE UCZĄ psa chodzenia na luźnej smyczy. Służą tylko i wyłącznie jako management .

1) Szelki zapinane z przodu. Ich budowa zakłada, że pies nie jest w stanie ciągnąć, bo smycz zaczepiona na piersi po prostu odwraca naszego psa na bok. Im większej siły zatem użyje pies, tym szybciej odwróci się w przeciwną stronę, niż chciał zmierzać. Po prostu nie jest w stanie przeć tak, jak w zwykłych szelkach, gdzie punkt zaczepienia smyczy jest umiejscowiony na grzbiecie, dzięki czemu szelki doskonale rozkładają siłę parcia na przedpiersie i pies bez większego dyskomfortu może używać maximum swojej siły.

Oto takie szelki:

źródło: http://www.edogsncats.com/glezw.php

2) Kantarek / halter

Moim zdaniem jest to narzędzie nieco gorsze, niż szelki z zapięciem z przodu – nie tylko pod względem skuteczności, ale przede wszystkim dobrego samopoczucia psa. Zasadą jego działania jest odwrócenie pyska i głowy psa na bok/do tyłu w momencie pociągnięcia smyczy. Wiąże się to jednak z dużym dyskomfortem tak fizycznym, jak i psychicznym psa – może być przyczyną narastającej w psie frustracji (fizycznie ciągnąć nie może, ale psychicznie wcale się nie wycisza). Czasami może także prowadzić do zachowań agresywnych w stosunku do innych psów, bo zaburza psią komunikację. Stosunkowo często także psy uczą się go ściągać lub na nim ciągnąć – dodatkowo, zanim nałożymy psu kantar na spacer, trzeba przeprowadzić kilkanaście sesji nauki noszenia kantara poprzez nagradzanie psa, gdy ma go na sobie i ściąganie. Bez tego jest duża szansa, że pies po prostu zacznie brykać i zdenerwuje się, bo nie wie, co ma na pysku.

Kantar zdecydowanie nie nadaje się dla psów robiących nagłe zrywy, bo może spowodować nawet urazy kręgosłupa! (I nie ma tu znaczenia, że smycz jest z drugiej strony podpięta dodatkowo do obroży – gdy mamy takiego narwańca, czasem możemy nie zdążyć złapać za koniec smyczy podpięty do obroży i pies zrobi sobie krzywdę).

Zatem dla jakich psów? Zdecydowanie dla spokojnych pełnych samozaparcia i uporu taranów, które po prostu prą przed siebie, nie robią zrywów, a ich jedyną taktyką jest przedzieranie się przez największe przeszkody niczym czołg 🙂 Przy takich psach kantar odniesie sukces, bo pomoże nam odwrócić początek tego tarana i dzięki temu być może uzyskać jakieś skupienie.

źródło: http://caviki.blogspot.com/2012/06/wojna-na-kagance.html

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 125 comments

Cykl “Szkolenie Psów”
Jak nauczyć psa polecenia “zostaw”

Komenda “zostaw” jest jedną z najważniejszych w edukacji naszego psa. Dzięki niej pies możemy uniknąć zagrożenia zatruciem czymś zjedzonym przez psa na dworze, zniszczenia jakiegoś cennego dla nas przedmiotu oraz pozwala uświadomić psu zakazy i ograniczenia, jakie na niego nakładamy.

Aby nauczyć psa niepodejmowania pokarmu (lub różnych innych zakazanych rzeczy), należy w pierwszej kolejności uświadomić mu, iż żeby coś dostać, trzeba najpierw z tego zrezygnować i “poprosić” nas o pozwolenie. Dlatego przy ćwiczeniu komendy “zostaw”, oczekujemy nie tylko odsunięcia się od pokusy, ale także nawiązania z nami kontaktu wzrokowego. To uczy psa “pytać” nas o pozwolenie i cierpliwie na nie czekać.

Instrukcja nauki:

1) Bierzemy smakołyk do ręki zamkniętej w pięść, po czym wystawiamy ją w stronę psa z komendą (zostaw/nie rusz, itp. – dowolnie, co sobie wymyślimy). Pies zapewne rozpocznie szereg starań, aby się do niego dolizać, dodrapać, itd. Ignorujemy to nic nie mówiąc i czekamy na kontakt wzrokowy. Jak tylko zaprzestanie i popatrzy na nas, mówimy “proszę” i dajemy psu smakołyk.

2) Kolejny raz wystawiamy rękę z komendą “proszę” i pozwalamy od razu zjeść smakołyk. Staramy się robić to na zmianę, jednak nie regularnie.

3) Robimy kilka(naście) powtórek (niekoniecznie w jednej sesji), aż pies na komendę i widok zamkniętej ręki będzie się odsuwał i patrzył na nas w oczekiwaniu na pozwolenie.

4) Następnym etapem nauki jest otwarta dłoń ze smakołykami (jeżeli chciałby je ukraść bez pozwolenia, natychmiast uniemożliwiamy to, zamykając dłoń). Postępujemy dokładnie tak samo, jak we wcześniejszym etapie (czekamy na kontakt i dopiero pozwalamy zjeść smakołyk).

Sesje robimy w rożnych miejscach, ponieważ dla psa inne otoczenie to zupełnie nowa sytuacja i może nie kojarzyć w pokoju tego, czego nauczył się w kuchni.
Powtarzamy ćwiczenie kładąc jedzenie w różnych miejscach – krzesło, stolik, nasza noga. Jak już ten etap jest opanowany, możemy przenieść się z ćwiczeniem na podłogę. Tu warto zwrócić uwagę na strukturę i konsystencję smakołyka, bo czasami wystąpi sytuacja, gdy będziemy musieli go przydepnąć (co np. z kawałkiem topionego sera może skończyć się tragicznie dla naszego dywanu).
Stopniowo odsuwamy rękę lub nogę ze od smakołyka coraz dalej. Trzeba jednak pamiętać, żeby nie za szybko przechodzić do kolejnego etapu, gdyż cała zabawa polega na tym, iż pies ma być przekonany o niedostępności pokusy. Jeśli jakimś cudem uda mu się ten smakołyk wydostać mimo naszej komendy, cofnie nas to w nauce o dobrych kilkadziesiąt powtórzeń.
Aby ćwiczenie wyszło z ram “laboratorium”, zaczynamy je przeprowadzać na dworze. Możemy sobie wcześniej porozkładać większe smakołyki (takie nie dające się zjeść jednym kęsem) i z psem na smyczy później ćwiczyć komendę “zostaw”. Wyjście z tym na zewnątrz jest bardzo ważne dla użyteczności polecenia w życiu codziennym. Bo cóż z tego, że w domu na dywanie pies doskonale zostawia jedzenie, jeśli na spacerze zjada wszystko, co napotka, a czego ludzkie oczy nie mają szansy dostrzec (krzaki, wysoka trawa, itp)?

Im więcej razy uda się psu odnieść sukces, wykonując nasze polecenie (zrezygnuje ze znaleziska) i im więcej razy go za to sowicie nagrodzimy, tym zachowanie wyszukiwania pożywienia stopniowo zaniknie, a komenda “zostaw” wzmocni się znacząco. Warto pamiętać, że to, czym nagradzamy psa musi być bardzo dlań wartościowe. Jeśli za pozostawienie mięsnej kości nagrodzimy psa kulką suchej karmy, będzie to porównywalne do sytuacji, w której my zrezygnowalibyśmy z wycieczki na Bahama na rzecz opalania w przydomowym ogródku.

Nagrody, które wybieramy, powinny być dla psa niewiadome – nie machamy psu przed nosem kawałkiem kiełbasy albo piłką na sznurku – niech on nigdy nie będzie pewny, co dostanie, ale musi mieć pewność, że jego wysiłek zostanie doceniony w odpowiedni sposób – w tej, czy innej postaci.

Ćwiczenie można przeprowadzać nie tylko z jedzeniem, ale także z zabawkami, innymi psami lub ludźmi, czy obiektami, do których bardzo ciągnie nasz pies (w każdej z sytuacji ćwiczymy podobnie, pamiętając, że jeśli w grę wchodzi interakcja z czyimś psem, trzeba najpierw zapytać właściciela o pozwolenie).

Nauka komendy absolutnie zabraniającej

Powyższy opis dotyczy nauki psa zostawiania na komendę jakichś znalezionych rzeczy, ale przy założeniu, że czasem w ramach nagrody pozwolimy mu pobawić się / zjeść właśnie je. Dość przydatne, kiedy wiemy, że mamy do czynienia z bezpiecznymi przedmiotami. Kiedy jednak napotykamy coś, czego pies ABSOLUTNIE nie może tknąć, warto ćwiczyć w nieco inny sposób.

1) W trakcie nauki trzeba stosować management – brać psa na smycz, kiedy spodziewamy się, że w danej okolicy może leżeć jakieś żarcie albo zakładać mu kaganiec z podwójnym dnem (UWAGA – mało skuteczne, kiedy pies napotka coś, w czym da się zanurzyć cały pysk włącznie z kagańcem, a potem rozsmakowywać się w rarytasku oblizując ze smakiem pręty kagańca…. Jazz kiedyś tak zrobił z kupą o konsystencji, której stałośc pozostawiała wiele do życzenia. Chyba łatwo sobie wyobrazić cały proces pó,źniejszego mycia psa i kagańca 😉 ). Najlepiej jednak mieć smycz czy choćby długą linkę, może być w połączeniu z kagańcem, jeśli nasz pies jest wyjątkowym zjadaczem.

2) Zaczynamy od pierwszego sposobu nauki, natomiast NIGDY nie dajemy psu w nagrodę tego smakołyka, który prezentujemy. Jeśli pies zrezygnuje z podjęcia go, dajemy inny (najlepiej lepszy) z saszetki/kieszeni/zza pleców, itp. To uczy psa, że to, co jest widoczne jest tylko pozornie dostępne i nie ma co sobie głowy tym zawracać, bo i tak tego nie dostanie, a od nas jest i tak coś lepszego.

3) Kiedy pies umie już wykonywać komendę ZOSTAW w domu jest, wprowadzamy drugi rodzaj smakołyków – niech jedne to będzie coś, co nasz pies kocha, a drugie, to coś, co zje bardziej z łaski i po dużych zachętach. Np.  kiepskie suche jedzenie i bardzo smaczne mięsko mielone albo parówki. Kiedy pies znajduje się przed nami, kładziemy na podłodze miseczkę z kiepskim suchym jedzeniem. Gdyby pies heroicznie próbował jednak zdobyć zawartość miseczki, zastawiamy ją od góry dokładnie stopą, by pies nie miał możliwości nic wziąć sam. Czekamy na spojrzenie psa na nas. Jak spojrzy, chwalimy i dajemy pyszny smakołyk (mięsko). Ponownie zabieramy stope z miseczki, ale ciągle pilnujemy i w razie czego znowu przydeptujemy miseczkę. Stopniowo dochodzimy do etapu, w którym pies siedzi przed nami, ignorując miseczkę, a wpatrując się w nas w oczekiwaniu na pochwałę i nagrodę.

4) Dodajemy ruch – jednak miseczka ze słabymi smaczkami nadal między nami na podłodze. Poruszamy się w różne strony, a pies podchodzi do nas wpatrzony, za co jest chwalony i nagradzany.

Następnie przechodzimy do przywoływania go z pewnej odległości (na początek nie za dużej, żeby było łatwiej) w obecności stojącej na podłodze miseczki. Jak już nasz pies totalnie ignoruje miseczkę z jedzeniem słabym, to zmieniamy zawartość na coś lepszego, bardziej kuszącego i zaczynamy od nowa (zupełnie tak, jakby pies w ogóle nie ćwiczył wcześniej) – wszystko to po to, aby nauczyć psa ignorować leżące jedzenie w kontrolowanych warunkach domowych. Jeśli nie zbudujemy porządnych podwalin w domu, tym bardziej nie możemy oczekiwać, że pies będzie super wykonywał ćwiczenie na dworze.

5) Gdy nasz ulubieniec w nosie ma już parówki rozsypane po pokoju i chodzi tylko za nami, oczekując nagrody, jest to znak ,że pies jest gotowy do przeniesienia ćwiczeń na dwór. Oczywiście znowu wracamy do etapu kiepskiego suchego jedzenia i wykonujemy od początku wszystkie te ćwiczenia, które robiliśmy w domu – czyli patrzenie na nas w obecności jedzenia w statyce i w ruchu, robimy proste ćwiczenia, typu chodzenie przy nodze, przywołanie nad tym jedzeniem, itp. Usilnie wytwarzamy skojarzenie, że gdy coś do jedzonka leży na ziemi, wtedy warto spojrzeć na nas, bo sypią się pyszne nagrody. Ćwiczenia powtarzamy na dworze, tak samo zmieniając pokusy na coraz lepsze.

6) Gdy nasz piesek już doskonale ignoruje jedzenie w sesjach szkoleniowych, pora podnieść poziom trudności i aranżować “przypadkowe” spotkania jedzenia na ziemi. Oczywiście psa mamy na smyczy, żeby nie ubiegł nas w znajdowaniu tychże miejsc 😉 . Lokalizujemy jakąś rewelacyjnie wyglądającą stertę żarcia/zielony chlebek/wielką kość, czy inne rybie łby i zbliżamy się w ich kierunku. Nie mówimy nic do psa. Kiedy on dostrzeże/wyczuje “skarby”, bez słowa stajemy. I stoimy, dopóki pies chociaż na moment nie nawiążę z nami kontaktu wzrokowego. Spojrzy – pochwała/nagroda w postaci czegoś super. Jeszcze raz spojrzy, znowu. Kiedy w tej konkretnej odległości pies już nawet nie zerka na frykasy, podchodzimy krok bliżej i powtarzamy całe ćwiczenie. Robimy wszystko tak samo, jak wcześniej, aż możemy przechodzić nad znaleziskiem, okrążać je, chodzić przy nim przy nodze i przywoływać psa, który ciągle wpatrzony jest w nas.
7) Powtarzamy na spacerach do upadłego. Docelowo pies na sam widok kości (albo czegokolwiek innego) powinien patrzeć na nas w oczekiwaniu na nagrodę. Komendą na nieruszanie jest tu właściwie sam widok jedzenia leżącego na ziemi.

Mimo wszystko, nawet jak ćwiczenia wychodzą wspaniale, nadal pilnujemy psa, zapinamy na smycz i przywołujemy w okolicy, która jest potencjalnie bogata w niespodzianki kulinarne.

Mniej więcej powyższy opis obrazuje ten filmik, autorstwa “kikopup“:

Podaję jeszcze jeden sposób, autorstwa Dardamell (cytat, źródło: www.szkoleniepsow.fora.pl):

Ćwiczenie z nie braniem bez komendy robiłam tak: 
Smakołyk na dłoni wyciągany do psa, gdy wyciągała ryj, aby go wziąć, zakrywałam go kciukiem, gdy dalej starała się do niego dobrać smakołyk zjadałam sama.

Następny znów wyciągałam bez komendy i suka już się od niego odwracała. Wtedy wyciągałam z kieszeni surową wątróbkę z hasłem “nimm” i suka zjadała. Aby nie nauczyć ją odwracania pyska od każdej wyciągniętej do niej rzeczy, bo początkowo robiła tak bez względu czy “nimm” padało czy nie, na kilka smaków z komendą jeden przychodził bez komendy.

Do tego tak jak pisałam wcześniej, wszystko co było jej dawane, szło z komendą “nimm”, np. śniadanie domowników nie zjedzone w pracy, jej miska. Jak już nam się udało ze smakami z ręką, to ćwiczyłam z pokusami na podłodze. Generalnie ćwiczone było tak jak komendą “zostaw” tylko zostawianie miało być bez komendy. 

I jeszcze bardzo ważna rzecz, bo to nie udało by się nam bez dwóch czynności: 
1. każde samoistne nie wzięcie do pyska rzeczy dłużej obwąchiwanej na spacerze typu kupa czy nieświeża ryba było klikane 
2. jak widziałam, że podjęcie śmiecia (nie zagrażającego życiu, typu gotowana kość) było bardzo bardzo silne – ważna jest znajomość własnego psa – to padała komenda “nimm”. Inaczej wszystko poszło by na marne.

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 46 comments

Cykl “Szkolenie Psów”
Reakcja na imię i skupienie psa na przewodniku

Imię psa najlepiej skojarzyć mu z tym, że coś właśnie od niego chcemy i prosimy tym samym o odrobinę uwagi. Może nam się to przydać w sytuacjach rozpoczęcia sesji ćwiczeniowej, przerwania wykonywania jakiejś czynności na spacerze (pod warunkiem, że pies nie zatracił się w niej całkowicie), czy po prostu zachęcenia do kontaktu z nami.

Imię ma się psu kojarzyć jak najbardziej miło – wyklucza to upominanie i karcenie psa imieniem (wymawiamy je zawsze miłym, zachęcającym tonem), wołanie go imieniem do czynności dlań niemiłych (czesanie, obcinanie pazurów, zastrzyki, kąpiele, itp), czy powtarzanie go w już trwających sytuacjach stresujących dla psa (np. przemawianie do psa podczas zabiegu weterynaryjnego w stylu “no, Pimpuś, bądź grzeczny, nie bój się, Pimpuś, Pimpulek..”) – takie postępowanie skutecznie wyrobi w naszym zwierzaku odruch ewakuacyjny na dźwięk swojego imienia.

Wymawiamy je za to w sytuacjach, które postrzegane sa przez psa jako przyjemne – pieszczoty na kanapie, zabawa, karmienie, pochwały (np. “dobry Pimpuś!”, gdy Pimpuś właśnie usiadł na komendę) oraz wszystko inne, co pies lubi i mu się podoba (oczywiście może się tu także znaleźć w.w. czesanie, o ile wywołuje to w nim pozytywne odczucia).

 

Instrukcja na nauczenie reagowania skupieniem na dźwięk imienia:

-Wymawiamy imię psa miłym głosem

-Gdy tylko spojrzy, natychmiast naciskamy kliker, mówimy „dobry pies” i wydajemy smakołyk. Pies powinien patrzeć w oczy.

-Jeśli pies patrzy już za każdym razem, możemy przedłużać czas skupienia na nas, klikając odpowiednio później.

-Nową sesję rozpoczynamy nagradzając pierwsze krótkie spojrzenie, ale kolejny klik powinien nastąpić po czasie, na jakim skończyliśmy poprzednią sesję (czyli np. pies patrzył już 3 sekundy, więc w kolejnej sesji wymagamy min. 3 sekund i stopniowo wydłużamy czas).

-Mając parę sekund spoglądania w oczy, rezygnujemy z klikera i staramy się utrzymać jak najdłużej zainteresowanie psa, chwaląc go za utrzymywanie kontaktu (dobry piesek), wydajemy smakołyki w nieregularnych odstępach czasu.

-Jeśli pies rozproszył się, ale po chwili znów spojrzał na nas – klikamy, jednocześnie mówiąc „dobry pies” i wydajemy smakołyk. Staramy się jednak tak dobierać czas oczekiwania, aby pies jak najmniej się rozpraszał i zrywał kontakt wzrokowy.

 

Innym dobrym ćwiczeniem, zwłaszcza na wyłapywanie takich ułamkowo – sekundowych mignięć wzrokiem jest to:

– W jednej wyciągniętej w bok ręce (dość wysoko, żeby pies nie mógł doskoczyć do niej) trzymamy jakiś pyszny smakołyk tak, żeby pies doskonale wiedział, że on tam jest.

-W drugiej ręce trzymamy kliker. Ignorujemy wszelkie próby wydobycia smaczka (podskoki, piszczenie, oszczekiwanie) i wgapianie się w rękę ze smaczkiem. Po prostu psa przeczekujemy – po to smakołyk ma być super, żeby pies nie olał sprawy. W końcu pies na pewno wielce zdziwiony spojrzy na nas – może to być ukradkiem.

– Jak tylko ruszy oczami w naszą stronę, klikamy i dajemy ten smakołyk. Całą procedurę powtarzamy od nowa. Pies szybko powinien zrozumieć, jaki jest klucz do zdobycia smakołyka i że tylko człowiek jest “bramą”, przez którą udaje się dostać do nagródek. Pies przestanie zaklinać smakołyk w ręce, bo przez to ćwiczenie pokazujemy mu, że jest to bezsensowne. A po co robić coś, co nie przynosi efektu?

-Jak już pies wie, o co chodzi i nie wgapia się w smaczek, od razu kierując wzrok na nas, gdy tylko wyciągamy rękę w bok, możemy dodać komendę bezpośrednio przed spojrzeniem na nas (np. PATRZ) – ale nie jest to obowiązkowe.

Oczywiście zamiast smaczka może być piłeczka, jeśli nasz pies należy do gatunku “piłkogłowych” – tym lepiej, bo dzięki temu uda nam się nieco odfiksować psa od piłeczki, żeby w jej obecności także był w stanie myśleć i skupić się na nas.

Jak już mamy komendę i nieruchomo trzymana ręka powoduje patrzenie na nas, możemy zacząć dodawać ruchy ta ręką ze smaczkiem – lekkie wahania w górę i w dół, machanie nią, a z czasem aż do machania nią przed nosem psa 😉 Analogiczne ćwiczenie przeprowadzamy, gdy np. pies zawiesza się wgapiając, gdy nasz ręka wędruje do kieszeni – wtedy zamiast trzymać ją wyciągniętą w bok, wkładamy ją w kieszeń i trzymamy. Procedura jest dokładnie taka sama.

Jak już pies jest w stanie dłużej się na nas skupiać (bo z czasem wymagamy coraz dłuższego patrzenia na nas, nim klikniemy), wycofujemy kliker, zastępując go komendą zwalniającą, np. OK!

 

Te ćwiczenia warto jest wykonywać równolegle, a dodatkowo jeszcze nosić kliker ze sobą na spacery i klikać KAŻDE spontaniczne spojrzenie na nas, dając coś super, czy też bawiąc się z psem( UWAGA! Koniecznie po każdym nagrodzeniu mówimy KONIEC i ignorujemy psa przez jakiś czas, żeby nie wyrobić w nim efektu ciągłego wgapiania się). Pies bardzo szybko zacznie celowo patrzeć na nas bardzo często. Jak już tak się dzieje, wtedy podnosimy kryteria i nagradzamy tylko spojrzenia w trudnych dla psa sytuacjach, w których pies zazwyczaj reaguje szczekaniem, emocjonuje się, itp. Np. jadą rowerzyści i pies wtedy (nauczony poprzednim doświadczeniem) patrzy na nas – takiego spojrzenia nie można zignorować! Wręcz baaardzo psa pochwalić i dać taką nagrodę, żeby zapamiętał do końca życia 😉

Z czasem oczywiście przestajemy klikać i wystarczy sama pochwała, np. “dobry pies!”. Nie zawsze też niech będzie nagroda – czasem tylko pochwała słowna i idziemy dalej.

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 78 comments

Cykl “Szkolenie Psów”
Jak nauczyć psa komendy “na miejsce”?

Właściciele pytani, gdzie śpi ich pies, w 80% przypadków odpowiadają, że wszędzie. Czyli są to kanapy, fotele, podłoga, kuchnia, łazienka, pokój, kolana właściciela, itp. Wiele psów rzeczywiście radzi sobie z tym stanem rzeczy i funkcjonują w szczęściu przez długie lata. Ale wśród nich istnieje dość pokaźna grupa psów, które nie wpuszczają na “swój” fotel właściciela czy osób z najbliższego otoczenia, takich, które strach przekraczać w przejściu, bo potrafią kłapnąć lub takich, które uznają za swój cały pokój i nie pozwalają doń wchodzić członkom rodziny. Ludzie (nie wiedzieć czemu), zgadzają się na takie życie, część z nich toczy bezskuteczne wojny z psem, pogłębiając tylko problemy, z kolei niektóre przypadki są na tyle poważne, że człowiek decyduje się oddać swojego budzącego strach psa.

Warto przyjrzeć się bliżej przyczynie tego zjawiska. Dobrym wytłumaczeniem będzie porównanie do świata ludzi( choć pamiętajmy, że psa nie należy uczłowieczać, bo w większości przypadków przynosi to więcej szkody niż korzyści):

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w gościach u dalekiej, dość licznej rodziny. Okazuje się, że nie ma dla nas łóżka, ale mamy pozwolenie na wybranie sobie jakiegoś miejsca wśród tych już tam istniejących. Więc rozpakowujemy bagaże i zmęczeni podróżą wybieramy całkiem zachęcającą wersalkę.. Kładziemy się i okazuje się być faktycznie dość wygodna, dzięki czemu szybko zapadamy w drzemkę… Nagle budzi nas gwałtowny ruch tuż obok nas, którego przyczyną okazuje się być wuj Michał, kładący się na wersalce.. Cóż, postanawiamy przenieść się gdzieś indziej, bo przestało być wygodnie. Następnym wyborem jest rozkładany fotel. Sytuacja się powtarza, bo tym razem to ciocia Kazia chciałaby usiąść na swoim fotelu i nas wyprasza. Kilkakrotnie wybieramy sobie jakieś inne miejsca, nawet ostatecznie lądując na łóżku polowym w korytarzu. Ale nawet tu nie da się spać, bo ktoś ciągle gdzieś chodzi. Jesteśmy już zmęczeni, sfrustrowani i zirytowani, bo nigdzie nie można w spokoju odpocząć, co sprawia, że wszystko zaczyna nas drażnić i chcemy jak najszybciej zakończyć odwiedziny i wrócić do domu na swoje ciepłe, wygodne łóżeczko.. 🙂

No, i teraz wszystko pięknie, bo my mamy gdzie wrócić. A nasz pies nie. On, nie posiadając swojego posłania czuje się tak, jak my w odwiedzinach u rodziny – sfrustrowany i zły, brak mu poczucia bezpieczeństwa, na które m.in. składa się możliwość odpoczynku i zachowania prywatności.

Jeśli zdecydujemy się na założenie psu posłania, warto pomyśleć także o nauce psa przebywania na nim nie tylko wtedy, gdy on będzie tego potrzebował, ale także wtedy, gdy nam przyda się pies w jednym miejscu 😉 Dlatego uważam, że polecenie “na miejsce” jest jednym z najważniejszych w naszej koegzystencji z psem.

Polecenie to jest często niedoceniane wśród właścicieli psów – nie zdajemy sobie bowiem sprawy, jak wiele problemów pomoże nam ono rozwiązać i jak korzystny wpływ ma na samego psa.

Możliwość odesłania psa na jego posłanie daje nam szereg nowych aktywności, które ciężko jest wykonać w towarzystwie pupila – od przewijania czy karmienia dziecka począwszy, na sprzątaniu czy przyjmowaniu gości skończywszy.

Ponadto, gdy mamy psa problemowego, odesłanie go na miejsce jest jednym ze sposobów zapobiegania pogłębiania się kłopotów: pies agresywny nie będzie zagrażał gościom, pies lękliwy będzie mógł się udać do swego cichego kąta, a ten pobudliwy będzie miał chwilę na ochłonięcie i opanowanie emocji.

Odnośnie miejsca psa:
Najlepiej, żeby pies miał jedno “główne” miejsce(np klatka w naszej sypialni), a w pozostałych pokojach jakiś kocyk, czy fotel – co tam chcemy.

Żadne z legowisk psa nie powinno być w ciągu komunikacyjnym – przedpokój, korytarz, itp.
Dlatego, że:
a) pies przeszkadza nam
b) my przeszkadzamy psu

Umieszczenie leża w takim miejscu może prowadzić do nerwowości psa, a niektóre osobniki o bardziej asertywnym lub reaktywnym usposobieniu skłaniać nawet do agresji (w sumie nie ma się co dziwić – nikt by nie wytrzymał, gdyby mu po uszach deptać podczas drzemki).
Poza tym, miejsce ma się psu kojarzyć z azylem:
NIKT i NIC nie ma prawa mu tam przeszkadzać: dzieci z daleka, inne psy z daleka, inne zwierzaki z daleka, MY z daleka. Chcemy miziać psa? Zawsze można go do siebie zawołać, ale nie nagabywać go podczas odpoczynku.
Uszanujmy to, że pies też ma do niego prawo. ( UWAGA! W opisie nauki tej komendy napisałam, że można zawołać psa na posłanie i tam go głaskać, jeśli to lubi. Natomiast trzeba koniecznie rozróżnić te dwie sytuacje – co innego jest, kiedy pies idzie na posłanie, bo chce odpocząć, a co innego, kiedy chodzi po domu, a my go zaprosimy na posłanie do głaskania).

Najlepiej umieścić legowisko w jakimś zacisznym kącie(jeśli mamy psa bardzo lękliwego nawet za jakimś fotelem, itp.), ale takim, z którego można obserwować co się dzieje.

Dlaczego sypialnia jest najlepszym miejscem na główne legowisko?
To proste – w nocy pies czuje się bezpieczniej śpiąc z nami, zwłaszcza kiedy jest szczeniakiem. Wyrzucając małego przybysza do kuchni lub przedpokoju sprawiamy, że odczuwa wielki strach i niepewność: nagle odebrany z gromadki mamy i rodzeństwa, gdy nigdy nie spał sam, teraz trafia na wygnanie.

Co zrobić, aby pies pokochał miejsce?
1) Same miłe rzeczy się tam dzieją – jeśli pies lubi pieszczoty, to wołamy go na miejsce i tam głaszczemy.

2) Zostawiamy mu “niespodzianki” w postaci gryzaków i zabawek pozostawionych pod psią nieobecność.

3) Miejsce jest WYGODNE! Nie ma się czemu dziwić, że pies wybiera kanapę, jeśli jego legowiskiem jest cienki stary ręcznik.. Najlepiej jest oddać psu jakąś starą poduchę, kołdrę lub kupić profesjonalny pontonik z poduchą 🙂

4) Przez jakiś czas lub zawsze karmimy psa na legowisku. (to zależy od nas, ja np karmię psa tylko w klatce ).

5) Legowisko to miejsce pełne SPOKOJU – jeśli pies tam idzie, nie nagabujmy go, nie głaszczmy, itp.

6) Legowisko NIE NADAJE SIĘ na: czesanie, obcinanie pazurów, zakraplanie uszu, oczu, wyrywanie kleszczy i inne mało przyjemne dla psa czynności, które czasami wykonać trzeba. Na nie wybieramy neutralne miejsce i czas, a kiedy pies ucieknie nam do legowiska, nigdy nie wyciągajmy go stamtąd siłą! Lepiej poczekać, na inną okazję i wykonać zabieg, niż spowodować, że nawet na swoim posłaniu zwierzak będzie czuł się niepewnie.

Jak uczymy komendy “na miejsce”? (będę używać określenia “kocyk”, bo będzie łatwiej 🙂 )

1) Mamy smakołyki, kliker i psa obok kocyka
2) Naprowadzamy psa lub rzucamy smakołyk na kocyk z komendą “MIEJSCE” – jak tylko się na nim znajdzie w celu złowienia smaczka: klik i kolejny smakołyk.
3) Zazwyczaj pies schodzi z kocyka i wtedy mamy kolejną szansę. Jeśli jednak się “zasiedzi”, możemy go chwalić(doobry pies! Doobre miejsce) i dawać smaczki. Gdy chcemy go sprowadzić z kocyka, wystarczy mu powiedzieć “OK!” jednocześnie wywabiając smakołykiem poza kocyk(nie dajemy go!)
4) Powtarzamy tak kilka – kilkanaście razy(nie za wiele na jedną sesję – żeby psu się nie znudziło. Jeśli mamy flegmatycznego molosa, który ma ogólnie wszystko w poważaniu, lepiej zrobić 3 powtórzenia i zakończyć sesję, niż piłować go kilkanaście razy, bo znienawidzi tę komendę 😉 ).
5) W kolejnej sesji powtarzamy całą procedurę za pierwszym razem, a za drugim robimy to samo, tylko bez smaczka w dłoni – sam gest naprowadzenia lub rzucenia smaczka z komendą. Jak pies się znajdzie na kocyku, klik i smakołyk. Staramy się za każdym razem, żeby był tam jak najdłużej – czyli skarmiamy smakołyki, jak pies jest na kocyku i mówimy komendę “OK!”, jeśli chcemy go już zwolnić.(tu możemy już zrezygnować z klikera)
I tak kilka-kilkanaście razy.
6) Kiedy pies ładnie wchodzi na kocyk i trwa tam chwilę, możemy wprowadzić “połóż się”(nie “waruj”, bo nie chcemy, żeby pies tkwił na kocyku z pozycji sfinksa, ale żeby się walnął po prostu), naprowadzając go na położenie się. Z czasem oczekujemy automatycznego położenia się po wejściu na kocyk.
7) Jak już nam pies pięknie wchodzi na komendę(głosową i gest lub samą głosową) i kładzie się, kiedy stoimy blisko kocyka, podnosimy poprzeczkę i robimy to z dalszej odległości.
8) Potem operujemy już czasem bycia na kocyku, odległością, rozproszeniami.
WAŻNE: każdy z tych czynników ćwiczymy OSOBNO – czyli jak chcemy, żeby pies dłużej był na kocyku, to nie oczekujemy jednocześnie, żeby robił to z 20 metrów 🙂
9) Praktycznie na każdym etapie(oprócz pierwszego) jeśli uznamy, że chcemy psa przetrzymać dłużej na kocyku(oczywiście w granicach rozsądku stopniując utrudnienie), a pies nam złazi, mówimy spokojnie “nie”/”a-a” i ponownie każemy psu wleźć na kocyk lub jeśli jeszcze nie zszedł całkiem, blokujemy zejście z niego.
Po tym należy jeszcze chwilę go przetrzymać, ale na tyle krótko, żeby na pewno mu się udało i można go było zwolnić komendą “OK”.

Po co są komendy “OK”, “Dobrze” i “a-a”?
Żeby pies był w stanie wytrzymać dłużej na kocyku i czekał na pozwolenie zejścia, musimy tak nauczyć psa bycia na miejscu, aby dokładnie wiedział, kiedy trwa ćwiczenie, a kiedy jest jego koniec.
To właśnie umożliwiają komendy: zwalniająca “OK” i sygnał braku nagrody “a-a”.
Jasna sytuacja – jest “OK”, mogę schodzić, nie ma “OK” a schodzę – jest “a-a”, czyli “nic z tego mój drogi psie, leż dalej”.

Słowo “Dobrze” to sygnał kontynuacji, oznaczające tyle, co “to, co robisz to to, o co chodzi”, dzięki któremu pies wie, że ćwiczenie trwa, ale jest to czynność w danej chwili przez nas pożądana. Wielu psom pomaga to w wykonywaniu ćwiczeń statycznych, które wymagają od psa koncentracji na zadaniu i cierpliwości.

[widget id=”text-3″]

Posted by Alicja Milewska in Jak nauczyć psa..., Szkolenie psów, 25 comments