Kiedy już wiesz, że Twój pies umiera…

To ten moment, w którym weterynarz zleca kolejne badanie. Kolejną wizytę u kolejnego specjalisty. To ten moment, kiedy Twój „zawszewszystkojedzący” pies odmawia wzięcia do pyska każdego możliwego rodzaju jedzenia. To moment, w którym sięgasz do desperackich prób wciskania mu żarcia do pyska na siłę, bardzo usatysfakcjonowana, gdy to żarcie jakimś cudem znajdzie się w jego żołądku. To niecierpliwe oczekiwanie i rosnąca z każdą minutą nadzieja, że tym razem biedny żołądek Twojego psa przyjmie ten kawałek. I ta bezradność, gdy jednak okazuje się, że biedny żołądek odmawia współpracy, a Ty uświadamiasz sobie, że Twój pies głoduje kolejny dzień, a leki na żołądek jakoś nie chcą zadziałać.

To ten moment, w którym każde wyjście na spacer zaczynasz od trwającego 10 minut zachęcania swojego psa do wstania, a on tylko trzęsie się cały i warczy. To ten moment, kiedy po 10 minutach decydujesz się fizycznie podnieść swojego psa i zostajesz pogryziona. Nie do krwi… Do krwi już nie ma siły gryźć. To ten moment, w którym po prostu widzisz, że Twój pies ma dość. Dość wstawania, dość jedzenia, dość Twoich starań.

To ten moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że biedne łapy Twojego psa się pod nim załamują i boleśnie upada na chodnik. Że wstaje jakby oszołomiony tym, co się właśnie stało i obawia zrobić kolejny krok. To moment, w którym czujesz wstyd, że nie byłeś nie dość uważny,  przegapiłeś niepewny chód Twojego psa i pozwoliłeś mu upaść.

To świadomość, że Twój pies już nigdy nie pobiegnie za piłką. Nigdy już nie pójdzie z Tobą na długi spacer po łąkach. Nigdy już nie nagrodzisz go smaczkiem czy gryzakiem, które przecież całe życie tak uwielbiał. Nigdy już nie pojedzie z Tobą na pokaz psich sztuczek i nie będzie „Psem na kluczyk”. Nigdy nie pogoni za własnym ogonem. Nigdy już nie będzie wyżerał kocich kup z kuwety. Nigdy już nie przywita Cię w progu. Nigdy już nie zrobi żadnej z tych rzeczy, które doprowadzały Cię do szału. Teraz leży.

To bolesne dostrzeżenie, że radość coraz rzadziej gości w oczach Twojego psa. Widzisz, że są mętne, a gdy podchodzisz, on zamiast się cieszyć, napina się cały, bo wie, że będziesz mu coś robić. Że będziesz dawać kolejną tabletkę. Że po raz kolejny zmusisz go do wstania i zabierzesz na dwór. Że będziesz grzebać przy jego bandażu na łapie, bo ktoś za ciasno go zawiązał. Bo nawet głaskanie sprawia, że znowu ciało zaczyna się trząść.

To wtedy, gdy uświadamiasz sobie, jak wiele przez te wszystkie lata dał Ci Twój pies, a jak mało teraz możesz zrobić dla niego, żeby poczuł się lepiej. To wtedy, gdy dociera do Ciebie, że wraz z Twoim psem odejdzie praktycznie połowa Twojego życia. Że jest on długim, bogatym we wspomnienia rozdziałem Twojego życia. To pokrzepiająca myśl, że może jednak byłaś wystarczająco dobrą pańcią.

To ten moment, w którym zastanawiasz się, czy płacząc nad swoim psem nie stresujesz go jeszcze bardziej. To moment, w którym zastanawiasz się, czy on wie, że płaczesz, bo on umiera? Czy w ogóle wie, że umiera? A może jak nie będziesz nad nim płakać, to się nie dowie…?

To moment, w którym zaczynasz przeczesywać psie grupy na fejsbuku w poszukiwaniu informacji, co ludzie robią ze zwłokami…. To moment, w którym uświadamiasz sobie, że nie masz kawałka cholernej działki, na której mogłabyś nielegalnie pochować swojego psa i najprawdopodobniej będziesz musiała zapłacić, żeby jego ciało ktoś beznamiętnie wrzucił na stertę wraz z setkami innych martwych ciał, a potem nie wiadomo w sumie, co z nimi zrobił.

To wtedy, gdy łapiesz się na tym, że obawiasz się, jak Twój pies sobie poradzi TAM. Wtedy, gdy obawiasz się, czy kiedyś jeszcze się spotkacie. Obawiasz się, czy przypadkiem ta głupia zakonnica nie miała racji, mówiąc, że zwierzęta nie idą do nieba. Wiesz, że idą. Chcesz wiedzieć.

To moment, w którym Twój pies jeszcze żyje, ale Ty już wiesz, że on umiera…

6 Replies to “Kiedy już wiesz, że Twój pies umiera…”

  1. Droga Pani Alu, trafiłąm na Pani wpis w smutnych okolicznościach. 19 lipca odeszła nasza ukochana Molly. Nie wiem, czy Pani pamięta obóz w Grotnikach z Joasią Bohdziun wiele lat temu. Molly to ta seterka irlandzka, która nie lubiła husky. Pamiętam Jazza i pamiętam Panią. Czytałam Pani wpis płacząc, bo z naszą sunią było dokładnie tak, jak Pani pisze. Stan zapalny w płucach, niewydolność krążenia i niewydolność nerek, walczyliśmy ponad miesiąc i już się wydawało, że uda nam się wyrwać losowi jeszcze parę miesięcy, ale się nie udało. Tak to boli, że już nie mogę się nią zaopiekować, pogłaskać, przytulić, dać coś pysznego do jedzenia. Na razie nic nie jest pocieszeniem.

    Serdecznie pozdrawiam
    Małgorzata

    1. Alicja Milewska says: Odpowiedz

      Och, pamiętam Molly i ten obóz! 🙂 Pani Małgosiu, to trudne momenty, gdy zwierzaki odchodzą… Jazza nie ma już z nami kilka miesięcy, a ból powoli przygasa. Pocieszam się myślą, że kiedyś wszyscy się z nimi spotkamy… Życzę siły, na pewno da Pani radę! <3

  2. Alicja Milewska says: Odpowiedz

    Dziękuję Wam za ciepłe słowa…. Jazz odszedł za Tęczowy Most 19.02.2019. Już nic go nie boli, wierzę też że kiedyś się z nim spotkam… 🙂

  3. Pani Alu, najtrudniejszy czas❤️…

  4. Olgierd Bruś says: Odpowiedz

    Dawno nic nie sprawilo, ze sie poryczalem… Mimo, ze moje kundle sa jeszcze mlode (2 i 6 lat) to strasznie boje sie tego momentu… Wspolczuje z calego serca…

  5. Kochana, bardzo mi przykro. Dużo siły! <3

Dodaj komentarz