Kolejna wizyta Śmierci

Śmierć przyszła niezapowiedzianie. Niespodziewanie. Jak to ona. Czasem mnie tym wkurza.
– Napijesz się czegoś? Kawa? Herbata? Mam takie fajne, ekologiczne… – Proponuję.
– Nie, dzięki, każdy zaprasza, sama rozumiesz… – odpowiada nieco zniecierpliwiona.
– Co tam u Jazza?
– Nie mogę Ci powiedzieć… Sama wiesz, tajemnica zawodowa.
– Jasne… Ale spotkają się tam? No.. wiesz.. w Niebie?
– One zawsze się tam spotykają. Są niewinne. Czasem cierpią. Ale Pchełka miała dobrze… Prócz jednej rzeczy… To okropnie pospolite przezwisko. SZARA. Phi! Jak można nazywać SWOJEGO kota “Szarą”??? Jakby była JAKĄŚ tam kotką. Kolejną z kolei, jak w jakimś schronisku! – Śmierć wyraźnie się oburzyła. Nie wiedziałam, że ona ma jakieś emocje…
– Eh, no, wiesz, tak jakoś wyszło… Pchełka, Szara, Gruba, Kycina…. Wszystko z miłością wymawiane, bez pogardy, pobłażliwie. 16 lat skończyła w marcu, wiesz? – Pytam, jakbym mówiła do nowej koleżanki, przed którą w jednym zdaniu chcę wszystko usprawiedliwić, wszystko wyjaśnić.
– Wiem przecież… Kawał życia razem, co?? Trudno się rozstać? – Śmierć patrzy, jakby współczująco.
– Przecież wiesz, jak to jest. Czuję, jakbyśmy były od zawsze i jakby miała być na zawsze. A tu to paskudztwo się przyplątało. Teraz…? Mogłaby dożyć przynajmniej 18-nastki, jak Biała. – Mówię z wyrzutem.
– Och, nie przesadzaj – Śmierć patrzy na mnie z lekko drwiącym uśmieszkiem na pięknej, młodej twarzy. No własnie… Czy to nie dziwne? Istnieje od zawsze, a wygląda, jakby dopiero co 20-tka musnęła jej oblicze. Heh.. To pewnie te dywidendy wypłacane rok-rocznie za wykonane usługi. Ok, będę twarda. Nie dam się. Zapytam wprost. MUSI mi odpowiedzieć.
– Słuchaj.. Znamy się już, a wiem, że Ty wiesz. KIEDY jest ten czas? TEN moment? Ostatnio mi pokazałaś… Od razu wiedziałam, że to już wszystko. A teraz? Jak długo mam czekać?
– Zobaczysz. Głupia nie jesteś. Egoistka tez nie. Domyślisz się. – mam wrażenie, że Śmierć mnie zbywa.
– Co zobaczę? Czego domyślę?! Nie chcę czekać i dedukować. Nie chcę się domyślać. Powiedz od razu! Po co te ceregiele? Przynajmniej się przygotuję… – patrzę na nią z nadzieją. Błagalnie.
– Nic z tego. Znasz zasady. – odpowiada kategorycznie, po czym dodaje – Oho! Ale się zasiedziałam! A sąsiad z pod “piątki” czeka! Kurczę, muszę lecieć! Dzięki za gościnę, ale sama wiesz, jak to jest.. Praca, praca, praca! Do zobaczenia.
– Do… zobaczenia. Bądźmy w kontakcie?
Ale ona już wyszła. Pozostaje czekać…

Na nieuniknione.

Dodaj komentarz