Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka chodzenia na luźnej smyczy

Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka chodzenia na luźnej smyczy

Z problemem powyrywanych barków i naciągniętych mięśni ramion zmaga się wielu właścicieli psów. Niektórzy z nich z niekłamanym przerażeniem patrzą na prognozy pogody zapowiadające śniegi i oblodzenie, bo dla nich oznacza to jazdę figurową, w której to partnerem inicjującym piruety jest zdecydowanie ukochany Pimpuś.

Cóż, żarty żartami, ale problem psa ciągnącego na smyczy jest dość poważny, zwłaszcza, że nawet niewielki pies może uszkodzić ramię dorosłemu zdrowemu człowiekowi – wystarczy moment naszej nieuwagi, podczas którego pies znienacka szarpnie. Zwierzak ciągnący uniemożliwia nam także trzymanie w rękach czegokolwiek wraz ze smyczą – o niesieniu zakupów, jeździe na rowerze z psem czy też prowadzeniu wózka nie ma mowy.

Żeby prowadzenie naszego pupila na smyczy stało się czynnością miłą i nieabsorbującą, wystarczy nauczyć go chodzenia na luźnej smyczy. UWAGA! „Luźna” nie oznacza „długa”. Smycz może mieć 1,5m długości, ale zwisać swobodnie, nie być napięta.

Czasami nauka chodzenia na luźnej smyczy jest mylona z chodzeniem przy nodze. Jest między tymi dwoma zachowaniami zasadnicza różnica – kiedy mówimy o luźnej smyczy, mamy na myśli psa swobodnie chodzącego w zasięgu jej długości, węszącego i eksplorującego teren, którego jedynym zadaniem jest pilnowanie, by owej smyczy nie napiąć. Natomiast chodzenie przy nodze oznacza stan wysokiego skupienia, podczas którego pies znajduje się w konkretnej pozycji przy naszej nodze, co samo w sobie wyklucza relaksujący spacer pełen eksploracji otoczenia i doznawania różnych wrażeń płynących ze środowiska. Zdecydowanie nie jest wskazane, żeby pies przez cały czas trwania spaceru był w najwyższej fazie koncentracji, ponieważ wyjścia na dwór są dla psa i po to, by mógł swobodnie poznawać świat i przyjmować nowe bodźce ze środowiska. Także dla zdrowia psychicznego zwierzaka potrzebne mu jest wyraźne rozgraniczenie trybu pracy i trybu relaksu (proporcje powinny być zdecydowanie przechylone na stronę relaksu). Dlatego nauka chodzenia na luźnej smyczy jest rozwiązaniem idealnym, które pozwala zarówno psu jak i nam czerpać korzyści ze spaceru, gdyż pies może swobodnie chodzić jednocześnie nie wyłączając całkowicie myślenia.

Żeby móc skutecznie uczyć psa utrzymywania smyczy nienapiętej, należy zdać sobie sprawę z powodu, dla którego pies ciągnie. Jest on prozaiczny – po prostu ciągnąc zawsze udaje mu się szybciej dotrzeć do upatrzonego celu, w związku z czym różne psy wypracowują sobie nawet różne strategie ciągnięcia – jedne prą do przodu niczym tarany, inne z kolei stosują technikę nagłych szarpnięć, jeszcze inne potrafią stawać słupka i ciągnąć na dwóch łapach – wszystkie te sposoby zależą od tego, co danym psom działało. Jeśli pies zobaczył, że tylko nagłe szarpnięcia pozwalają szybko dotrzeć do celu, właśnie taką technikę będzie stosował.

Ciągnięcie na smyczy jest także związane z brakiem kontroli emocji i zbyt dużym pobudzeniem psychicznym na spacerze. Czasami wystarczy popracować nad psim opanowaniem, a smycz nagle „sama” staje się luźna.

Jeszcze jedną przyczyną tego, że pies ciągnie może być rodzaj smyczy, na jakiej go prowadzamy. Modne są rozciągane smycze typu „flexi”, które same rozwijają się i zwijają, my nie musimy się męczyć ze sznurkiem plączącym się pod nogami  i oplatającym wokół palców. Teoria piękna, ale cóż z tego, jeśli właśnie taka smycz uczy naszego psa napinania smyczy. Jak? To proste – kiedy zwrócimy uwagę na mechanizm rozwijania smyczy, od razu zauważymy, że to pies tak naprawdę ją rozwija…. ciągnąc. Uczy się więc, że aby iść do przodu i aby przedłużyć sobie zasięg smyczy, trzeba przeć, pokonując jej opór. Dodatkowo, wiele psów stresuje dźwięk pstrykającej blokady i rozwijania się „flexi” – co też powoduje ciągnięcie, bo pies próbuje uciec od tego dźwięku.

Dlatego, jeśli mamy psa młodego, którego dopiero zapoznajemy ze smyczą, powinniśmy zrezygnować z zastosowania właśnie takiego jej rodzaju. Zdecydowanie lepsze są długie (2 – 4 metry) smycze materiałowe, z taśmy lub skóry, przepinane na różną długość (tzw. treningówki), dzięki którym to my kontrolujemy, na jaką odległość odchodzi pies, a nie on. Taka smycz ogólnie pozwala lepiej zapanować nad zwierzęciem, bo jest poręczniejsza i krótsza, niż rozciągana.

Nie wiedzieć czemu, wielu właścicieli w obliczu problemu ciągnącego psa decyduje się na założeniu swojemu psu kolczatki, dławika, szelek zaciskowych, a nawet obroży elektrycznej. Aby używać tych narzędzi, potrzeba mieć specjalistyczną wiedzę o szkoleniu, wiedzę na wysokim poziomie popartą zarówno mocnymi podstawami teoretycznymi, jak i latami praktyki. Bardzo łatwo jest narzędziem awersyjnym wyrządzić psu krzywdę psychiczną (pomijając uszkodzenia krtani i kręgosłupa na odcinku szyjnym, mikrourazy tchawicy, itp). Należy także pamiętać, że pies po stałym noszeniu np. kolczatki po prostu przestaje na nią zwracać uwagę i ciągnie nadal, złe skojarzenia jednak dalej utrwalają się.

Co więc zrobić? Rozwiązanie jest łatwe,ale wymaga samokontroli od nas i samozaparcia – wystarczy konsekwentnie nie pozwalać osiągać psu upatrzonego celu na napiętej smyczy. Jeśli pokażemy mu, że napinając smycz nie tylko nie dojdzie do czegoś, do czego bardzo chciałby dojść, ale jeszcze zacznie się od tego oddalać, bardzo szybko nauczy się kontrolować swoje emocje i pilnować tego, aby smycz była luźna.

Jest wiele przepisów na naukę tego ćwiczenia, ja podaję kilka z nich (najlepiej jest, jeśli się ich używa równolegle, daje to najszybsze efekty):

Utrzymanie luźnej smyczy

Luźna smycz ma kształt litery U, niezależnie od swojej długości. Karabińczyk smyczy przypięty do obroży/szelek zwisa swobodnie w dół. Smycz należy trzymać w prawej dłoni, tworząc pętlę, umożliwiającą luzowanie smyczy. Nim pies napnie smycz, cmokamy i staramy się zwrócić jego uwagę, po czym zmieniamy kierunek marszu lub idziemy nadal w tą samą stronę, pod warunkiem, że smycz pozostaje luźna. Jeśli jednak pies napnie smycz – mówimy spokojnie „NIE” i stajemy w miejscu (natychmiastowo „wrastamy” w ziemię) lub robimy krok w tył, zachęcając psa do podążania za nami lub przynajmniej zwrócenia uwagi na nas. Gdy smycz staje się luźna (Pamiętaj – to pies podchodzi, nie Ty), Chwalimy psa   – „DOBRY PIES”.

Sygnał „NIE” będzie dla psa tzw. „sygnałem braku nagrody„.

Gdy pies uparcie prze, próbując ciągnąć, uniemożliwiamy jego szarpanie i wąchanie, skracając smycz i „łowiąc” psa do siebie, po czym natychmiast luzujemy smycz, czekamy na chwilę kontaktu i wtedy pozwalamy powąchać to, do czego pies dążył (oczywiście w ramach rozsądku – jeśli to cel zupełnie dla psa zabroniony, po prostu odchodzimy z komendą „IDZIEMY”, dając w zamian coś lepszego). UWAGA! Nie szarpiemy psa!

Nagradzamy pochwałą lub smakołykiem każde spojrzenie na nas i momenty, kiedy pies idzie ładnie, nie ciągnąc.

Karniaki

1) Najpierw zaczynamy z jakąś WIELKĄ pokusą dla psa. Może to być członek rodziny z czymś do jedzenia (wolno wołać do psa, ale nie jego imię ani żadne komendy, wolno skakać w miejscu, przykucnąć, pokazywać psu miskę, itp), przyjazne psy przy płocie, ktoś bawiący się piłeczką, zabawka, itp.

2) Pokusa ma być wielka, ale nie osobista, tzn. nikt nie powiedział, że to konkretnie dla naszego psa.

3) Inna możliwość, to po prostu pokazanie psu miski w czasie obiadu (pies przywiązany lub trzymany, żeby nie pobiegł od razu do miski), ale zamiast postawić ją przed psem, stawiamy ją z dala od psa.

4) Pokusę umieszczamy w pewnej odległości (np. 10m) od linii startu (zaznaczamy sobie linię startu), stopniowo ją zwiększając.

5) Mówimy imię psa (lub czekamy na spontaniczny kontakt wzrokowy) oraz komendę „IDZIEMY”.

6) Pies oczywiście bardzo chce ciągnąć do pokusy, w której stronę zaczynamy iść. Jak tylko pies leciutko napnie smycz (początkowo będzie to po 1 kroku), mówimy spokojnie „NIE”, odwracamy się i wracamy z psem do linii startu.

7) Nie szarpiemy psa, ale zabieramy go ze sobą. Zabieramy smycz do linii startu, a co za tym idzie, wszystko co jest do niej doczepione (czasem będziemy psa lekko ciągnąć, ale szybko zacznie iść z nami bez ciągnięcia z powrotem, oczekując następnej powtórki dojścia do pokusy).

8) Na linii startu czekamy aż pies przestanie się rwać (w końcu przestanie) i spojrzy na nas. Jak mamy kontakt wzrokowy, mówimy „IDZIEMY” i ruszamy znowu do przodu.

9) Znowu ciągnie – mówimy spokojnie „NIE” i cofamy się do linii startu.

10) Trzeba założyć od początku: ja mam czas i psa przeczekam. Cierpliwość i konsekwencja będą źródłem sukcesu. Pies się uczy, że za każdym razem jak napina smycz, traci grunt, który już przeszedł.

11) Jak dojdziemy do naszej pokusy, mówimy psu „PROSZĘ” i nagradzamy psa – bawimy się z nim piłeczką, dajemy smakołyki, pozwalamy zjeść obiad, w zależności od rodzaju pokusy.

12) Powtarzamy całe lekcje kilka razy (w przypadku użycia obiadu tylko jedno powtórzenie, bo pies zjada obiad), aż mamy psa idącego na luźnej smyczy w stronę wielkiej pokusy.

13) Gdy opanujemy już początki i w życiu codziennym (na spacerach, poza sesjami ćwiczeniowymi) pies czasem jeszcze ciągnie, gdy tylko zaczyna to robić, mówimy spokojnie „NIE” i zatrzymujemy się lub odwracamy się w miejscu o 180 stopni i zaczynamy iść w przeciwną stronę (można ćwiczenie urozmaicić).

14) Nie szarpiemy psa, po prostu się odwracamy i zmieniamy kierunek, a on jest do nas zaczepiony. Jak spojrzy na nas lub po prostu ładnie idzie, chwalimy „DOBRY PIES” i możemy nagrodzić.

15) Jeżeli zależy nam na posuwaniu się w określonym kierunku, to po kilku krokach bez ciągnięcia zawracamy w stronę, w którą szliśmy przedtem, mówimy wtedy „IDZIEMY”, chwalimy i nagradzamy, kiedy do nas dołącza (uczymy go przy tym zwrotów).

16) Jeżeli na początku chodzimy w tę i powrotem na krótkim odcinku, to nie przejmujemy się tym. Następnym razem odcinki bez ciągnięcia będą dłuższe i dłuższe.

POMOCY! MÓJ PIES JEST ZA SILNY!
Czasami zdarza się (zwłaszcza na początku nauki luźnej smyczy), że mimo szczerych chęci właściciel psa jest po prostu zbyt drobny i słaby, aby być w stanie utrzymać psa fizycznie (co czasem jest także konieczne, np. gdy pies prze z całej siły, by się dostać do celu albo nagle wyrywa się i pociąga nas tym samym za sobą). Jeśli nie jesteśmy w stanie psa zatrzymać, to cała nauka luźnej smyczy idzie na marne, bo pies uczy się, że „na chama” mu się udaje.

Dla takich wyjątkowych piesków można zdecydować się na specjalny rodzaj oprzyrządowania spacerowego, który pomoże nam zatrzymać psa bez użycia siły lub przy minimalnym jej nakładzie.

Ale UWAGA! Zaproponowane tu narzędzia NIE UCZĄ psa chodzenia na luźnej smyczy. Służą tylko i wyłącznie jako management .

1) Szelki zapinane z przodu. Ich budowa zakłada, że pies nie jest w stanie ciągnąć, bo smycz zaczepiona na piersi po prostu odwraca naszego psa na bok. Im większej siły zatem użyje pies, tym szybciej odwróci się w przeciwną stronę, niż chciał zmierzać. Po prostu nie jest w stanie przeć tak, jak w zwykłych szelkach, gdzie punkt zaczepienia smyczy jest umiejscowiony na grzbiecie, dzięki czemu szelki doskonale rozkładają siłę parcia na przedpiersie i pies bez większego dyskomfortu może używać maximum swojej siły.

Oto takie szelki:

źródło: http://www.edogsncats.com/glezw.php

2) Kantarek / halter

Moim zdaniem jest to narzędzie nieco gorsze, niż szelki z zapięciem z przodu – nie tylko pod względem skuteczności, ale przede wszystkim dobrego samopoczucia psa. Zasadą jego działania jest odwrócenie pyska i głowy psa na bok/do tyłu w momencie pociągnięcia smyczy. Wiąże się to jednak z dużym dyskomfortem tak fizycznym, jak i psychicznym psa – może być przyczyną narastającej w psie frustracji (fizycznie ciągnąć nie może, ale psychicznie wcale się nie wycisza). Czasami może także prowadzić do zachowań agresywnych w stosunku do innych psów, bo zaburza psią komunikację. Stosunkowo często także psy uczą się go ściągać lub na nim ciągnąć – dodatkowo, zanim nałożymy psu kantar na spacer, trzeba przeprowadzić kilkanaście sesji nauki noszenia kantara poprzez nagradzanie psa, gdy ma go na sobie i ściąganie. Bez tego jest duża szansa, że pies po prostu zacznie brykać i zdenerwuje się, bo nie wie, co ma na pysku.

Kantar zdecydowanie nie nadaje się dla psów robiących nagłe zrywy, bo może spowodować nawet urazy kręgosłupa! (I nie ma tu znaczenia, że smycz jest z drugiej strony podpięta dodatkowo do obroży – gdy mamy takiego narwańca, czasem możemy nie zdążyć złapać za koniec smyczy podpięty do obroży i pies zrobi sobie krzywdę).

Zatem dla jakich psów? Zdecydowanie dla spokojnych pełnych samozaparcia i uporu taranów, które po prostu prą przed siebie, nie robią zrywów, a ich jedyną taktyką jest przedzieranie się przez największe przeszkody niczym czołg :) Przy takich psach kantar odniesie sukces, bo pomoże nam odwrócić początek tego tarana i dzięki temu być może uzyskać jakieś skupienie.

źródło: http://caviki.blogspot.com/2012/06/wojna-na-kagance.html

Drogi Właścicielu/Właścicielko! :)

Zastosowałeś/aś sposoby z artykułu i nie nastąpiła poprawa?? Pamiętaj, że metody proponowane na stronie są skuteczne tylko wtedy, gdy się je wykonuje w odpowiedni sposób, konsekwentnie i regularnie - często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto, zwykle problemy Twojego psa są tylko objawami, a swoją prawdziwą przyczynę mają w zaburzeniach relacji pies - człowiek. Bardzo często, by poprawić relację z psem, niezbędny jest bezpośredni kontakt ze specjalistą, który dopiero z boku może obiektywnie spojrzeć na problem. Więc jeśli ćwiczysz z psem i nadal coś nie działa, nie wahaj się umówić na konsultację - widząc Was na żywo, łatwo odnajdę drobne błędy, które niweczą całą Twoją pracę :) 

111 thoughts on “Cykl „Szkolenie Psów”
Nauka chodzenia na luźnej smyczy

  1. Podane wskazówki początkowo fantastycznie podziałały na mojego psiaka. Zastosowałam miskę z jedzeniem jako pokusę i już po pierwszym treningu (dojście trwało nam pół godziny) była niesamowita poprawa. Pies zaczął na spacerach co kilka kroków spoglądać na mnie (za co oczywiście otrzymywał pochwały i przysmaki), bardzo ładnie trzymał się mnie i chodził na luźnej smyczy. Po tygodniu jednak tak jakby zapomniał o co w tym wszystkim chodzi, pomimo tego, że ćwiczenie powtarzaliśmy 2 razy dziennie (z miską) oraz na spacerach. Zastanawiam się, gdzie mogłam popełnić błąd, ale czytając ponownie powyższe rady i robiąc „rachunek sumienia” nie zauważam swoich niedociągnięć. Będę wdzięczna za wszystkie wskazówki.

    1. Witam!
      Ćwiczenie, które Pani stosuje, to tylko jeden z elementów całości nauki chodzenia na luźnej smyczy. To taka pomoc, której efekty można całkiem szybko dostrzec ogólnie na spacerach.
      Nie wiem, jak jest u Was :) Ale jeśli ćwiczymy tylko w zaaranżowanych sesjach, gdzie sami wybieramy psu cel (np. miska z jedzeniem), a nie ćwiczymy z różnymi psimi pokusami (w tym krzaczki, inne psy, ludzie, patyczki, itp. wszystko, co psa interesuje i do tego dąży) podczas każdego spaceru, to osiągniemy sukces tylko połowiczny, bo pies nauczy się, że w sesji ćwiczeniowej trzeba się kontrolować, a na zwykłym spacerze już udaje się dociągnąć człowieka do tego, co się chce. Warto zatem wplatać „karniaki” do codziennych spacerów.
      Kolejna sprawa to nagradzanie – być może pies na początku widział efekt, był chwalony, może nagradzany, ale zbyt mała częstotliwość spowodowała, że pies stracił motywację.
      Jeszcze jedna możliwość to ogólne pobudzenie psa – zazwyczaj ciągnięcie na smyczy ma związek z dużymi emocjami przezywanymi przez psa na spacerze (a to dużo zapachów, suczki w cieczce, niepokojący ruch uliczny, dzieci biegające niedaleko, itd.). Takie sytuacje warto ćwiczyć stopniowo, oswajając psa z nimi, by czuł się pewnie i komfortowo, żeby np. nie bał się ruchu ulicznego albo nauczył skupiać się nawet w obecności zapachów. W takich przypadkach pilnowanie luźnej smyczy pomaga, ale nie może być jedynym ćwiczeniem, bo to nie wystarczy.
      W celu konkretnego doradzenia potrzebowałabym dokładnego opisu Waszego spaceru albo nagrania filmiku, które może Pani przysłać na maila :)

      1. Witam!
        Mam pytanie w jakim wieku powinno sie uczyć psa chodzić na smyczy?Ja zacząłem kiedy miał 8 tygodni(tylko w ogrodzie) kiedy osiągnął 10 tygodni wyszlismy na ulice.Teraz ma 12 tygodni i mam wrażenie że niewiele sie nauczył nadal ciagnie mimo ze stosowałem zasady o których Pani pisze.Pierwsze kilka krokow skacze do kieszeni upominajc sie o smakołyki kilka krokow idzie w miare poprawnie a pozniej zaczyna sie cyrk.Jest rozkojarzony przestaje reagowac na smakolyki.Gdzieś popełniam błąd ale gdzie?Zaczęliśmy za wcześnie?

        1. Jeśli pies 10 tygodni swojego życia spędził w domu i przy domu, to nie ma się co dziwić, że ciągnie na smyczy – dodał Pan olbrzymie rozproszenie, jakim jest świat zewnętrzny. Nigdy nie jest za wcześnie, mój obecnie 15-mc pies był przeze mnie wcześnie zabrany(miał ok. miesiąca, 5 tyg) i od początku wychodziliśmy na spacery. Od samego początku ćwiczyłam tak, jak poniżej opisałam i obecnie nie zdarza mu się ciągnąć na smyczy praktycznie w ogóle.
          Ja bym się tu skupiła na tym, żeby psiaka jak najwięcej luzem puszczać (i tu już można nagradzać bycie blisko i przywołanie), a smycz dopinać na krótkie sesje, w pełni przez Pana kontrolowane. Wtedy staramy się robić tak, by smycz nie była napięta, gęsto nagradzając psa i chwaląc, gdy idzie blisko. Jeśli pies napnie smycz, bo chce do czegoś dojść, zatrzymujemy się i przeczekujemy, co jakąś chwilę ponawiając próby tego, by pies do nas podszedł i poszedł za nami (w tym celu ustawiamy się w takiej pozycji, jakbyśmy chwieli odchodzić – lekko bokiem i tyłem do psa), jak tylko zrezygnuje z dążenia dokądśtam i ruszy w naszą stronę, bardzo chwalimy i idziemy z psem do tego, do czego chciał dojść. Oczywiście jeśli napnie jeszcze raz w tym czasie, to przeczekujemy. Chodzi o to, żeby Pan się stał bramą, przez którą przechodzi wszystko to, co pies chce osiągnąć.
          Jeśli mieszka Pan w takim miejscu, że strach psa spuścić (np. tuż koło ruchliwej ulicy), lepiej już zabierać go na dłuższe przechadzki samochodem w jakieś bezpieczne miejsce (np. ogródki działkowe czy park/las) i tam ćwiczyć. Bo dla szczeniaka poznawanie świata jest bardzo absorbujące. Pies lepiej się rozwija i my mamy mniej stresów, jeśli może on sobie nieskrępowanie biegać, a proszę pamiętać, że po okresie szczenięcym naturalna chęć trzymania się blisko człowieka zanika i pies chętniej odbiega, by na własną łapę poznawać nowe zapachy, itp. Dlatego warto jeszcze wykorzystać to, co Natura oferuje i jak najwięcej psa puszczać luzem, ćwicząc przy okazji przywołanie, skupianie uwagi i inne komendy przy zabawie.
          Polecam także wykorzystywać nagrody środowiskowe – czyli to, do czego pies dąży. Jeśli on bardzo chce powąchać krzaczek, a my mu dajemy smaczek to trochę tak, jakby Pan chciał wolne w pracy, a szef kupiłby Panu czekoladki – to nie jest wtedy nagroda.

          1. Własciwie to postepuje dokładnie tak jak Pani radzi.Ale skutek jest jak na razie dość rózny. Jedego dnia potrafi chodzić bezbłędnie innego…jest żle.Ile czasu potrzeba żeby pies przestał ciagnac?Nie brak mi cierpliwosci ale obawiam sie czy mu to nie zostanie na dorosłość.Problem jest tez chyba w posłuszeństwie. w domu wykonuje wszytskie komendy siad lezec do nogi zostwa przywitaj sie. w terenie już nie jest tak różwo.Na ogół trzym sie blisko mnie kiedy idzie bez smyczy przybiega też na przywolanie.Jeśli jednak znajedzie jakis patyk smie… nic nie jest w stanie zmusić go do powrotu nie reaguje na wołanie ani na smakołyki.Jak powinienm zachować sie w takiej sytuacji?

          2. Od kiedy Pan z nim wychodzi na spacery poza ogródek? Trzeba co najmniej kilku tygodni, jeśli nie miesiąca – dwóch, żeby pies się przestawił (potem dochodzi dojrzewanie i zainteresowanie zapachami moczu i kup innych psów = kolejne rozproszenie). Ogólnie codzienna konsekwencja i spokój człowieka jest tu kluczowy. Jeśli po prostu wprowadzi się w życie zasady, że pies nie porusza się na napiętej smyczy, to pies nie będzie ciągnął.
            Posłuszeństwo.. Heh, to, co pies robi w domu to jedno, a co na dworze to drugie. Znowu to kwestia rozproszeń. Zapewne komendy zostały nauczone w domu i potem nagle się ich wymaga na dworze. To tak nie działa. Siad w kuchni przy lodówce nie jest tą samą komendą w łazience przy wannie. Po prostu proszę „nauczyć od nowa” na dworze tych komend :) Tak, jakby pies ich w ogóle nie znał – ale tym razem „nauka” pójdzie znacznie szybciej, bo pies sobie przypomni, że to już robił. Każde kolejne rozproszenie (czyli sytuację, w której pies nie wykonuje znanej mu komendy i się zawiesza) należy przerabiać tak samo – maxymalnie psu ułatwiać i regulować odległość tak, aby pies dał radę. Czyli jeśli pies siada na komendę słowną w obecności dzieci, ale na widok psa z odległości 5m już nie umie wykonać komendy, to należy zwiększyć odległość do 7-10m i naprowadzać psa smaczkami z komendą słowną. Potem, jeśli już pies w tej odległości umie dobrze podążać za smaczkiem, to zostawiamy komendę słowną. Kolejnym etapem jest redukcja odległości. Potem pies stojący/idący i pies bawiący się z człowiekiem. Potem dwa bawiące się psy, itp.
            Jak pies znajduje patyk, to można wziąć drugi patyk i wołając psa, pouciekać mu – jak tylko nas dogoni, to się tym patykiem poprzeciągać i oddać psu, pobiec do innego patyka i powtórzyć :) Pies szybko się nauczy, że jak zabawa, to najlepsza z człowiekiem i człowiek wcale nie chce patyka zabrać. To samo ze śmieciami – jeśli odbieramy psu śmiecia, to zawsze na wymianę z czymś pysznym. Najgorsze, co można zrobić, to gonić psa, który coś złapał. Najlepiej w ogóle udawać, że nas ta rzecz nie interesuje, za to bardzo chcemy z psem coś porobić, coś mu pokazać, dać, itp. Czyli pies znajduje śmiecia, a my wtedy wyciągamy z kieszeni ulubioną zabawkę psa i odbiegamy zygzakiem wymachując zabawką i wołając psa :) Osobno cały czas ćwiczymy komendę „zostaw”: http://alaodjazza.pl/zostaw/

    1. Witaj – a w czym jest problem?
      Pies nie chce współpracować, czy konstrukcja szelek jest „dziwna”? :) Może Pani opisać szczegółowo, jak to robi lub nagrać filmik i np. wysłać mi na mail? (ew. zdjęcie szelek).

  2. Witam,
    Czy w trakcie podchodzenia do „atrakcji”, gdy pies za bardzo wychodzi do przodu, mogę go przywoływać, np. „noga”? Czy nic nie mówić, tylko chwalić (słownie i smaczki), jeżeli idzie ładnie i nie ciągnie?

    1. Jeśli ćwiczymy naukę na luźnej smyczy, nie obchodzi nas, gdzie pies się znajduje – czy przed nami, czy równo z nami, czy za nami. Jedynym kryterium jest nienapięta smycz.
      To, o czym piszesz, to nauka chodzenia przy nodze (czyli równo z nami w określonej pozycji), a to zupełnie inne ćwiczenie i w artykule poruszam kwestie rozróżnienia tych dwóch ćwiczeń i ich konsekwencji :)

  3. Mój pies generalnie chodzi na luźnej smyczy (choć w sumie smyczy w ogóle rzadko używamy), ale to straszny panikarz i łatwo się stresuje – w stresie zapomina o nienapinaniu smyczy. Strategia ze zmianą kierunku nie działa, bo wszystko mu jedno wtedy, dokąd idziemy. Nie ciągnie do określonego celu. Sam fakt napięcia smyczy jeszcze bardziej go stresuje i mamy błędne koło… Co w takim przypadku?

  4. Co zrobić z psem który nie ma konkretnego celu do którego dąży, tylko miota się we wszystkie możliwe strony? W stylu „nie mogę pójść w tę stronę, to spróbuję w drugą”.
    Przyjęłam metodę „drzewo” – „dopóki nie poluźnisz smyczy, dopóty nie pójdziemy dalej”, ale pies zapomina o celu do którego przed chwilą chciał iść i zmienia kierunek…
    Początkowo założyłam, że muszę to po prostu przeczekać, aż pies się uspokoi, ale zwykle kończy się tym, że pies owija się smyczą wokół moich nóg unieruchamiając się…

  5. Gdzie można kupić szelki zapinane z przodu takie jak na zdjęciu? Jak pytałam w sklepach zoologicznych, to nie wiedzieli o czym mówię, w sklepach internetowych nie ma :( Jedyne co znalazłam, to szelki treningowe Easy-walk, które zaciskają się na psie gdy ciągnie, ale to rozwiązanie bardzo mi się nie podoba.

    Drzewkowanie jak na razie niestety nie działa. Karniaki tak samo. Jak pies idzie tak jak powinien, zostaje nagrodzony, po czym znowu ciągnie i tak w koło Macieju. Już nie wiem co robić :(

    Wiem rzecz jasna, że szelki nie rozwiążą problemu, ale może trochę pomogą.

    1. Jak już pisałam w artykule – ciągnięcie zazwyczaj wynika z nadmiernego pobudzenia. Jeśli zatem nasz pies jest bardzo podekscytowany, trzeba poświęcić chwilę na to, by go uspokoić, nim będziemy kontynuować spacer.
      Dodatkowo – stoimy „drzewkiem” tak długo, aż nastąpi moment, gdy pies spokojnie czeka na to, gdy my ruszymy, a nie sam wyrywa do przodu. Pilnujemy także, by spokojnie na nas popatrzył, nim ruszymy do przodu – jeśli nie łączymy wszystkich elementów, to pies będzie ciągnął nadal, bo po prostu jest pobudzony. Trzeba się także zastanowić, w jaki sposób nagradzamy – może nasz głos jest zbyt podekscytowany? Albo mamy zbyt wartościowe smakołyki, a pies nakręca się nimi dodatkowo? Czasem zamiast nagród jedzeniowych lub zabawki warto wykorzystać to, do czego pies ciągnie – zapaszek, inny pies, człowiek, itp. Czyli MUSI iść na luźnej smyczy albo nie osiągnie celu.

      A takie szelki polecam poszukać na Allegro. Ja kupiłam tu: http://allegro.pl/szelki-treningowe-easy-walk-m-45-70cm-mix-wzorow-i3557407931.html

  6. No to już wiem co robiłam źle :) Faktycznie chyba jestem zbyt entuzjastyczna w chwaleniu, no i nie zawsze dobrze wyczuję moment, w którym możemy ruszyć dalej (bo zanim pies zwróci na mnie uwagę, to najpierw szuka czegoś ciekawego w swoim zasięgu. Ćwiczymy skupianie na przewodniku, idzie opornie, ale idzie. Staram się też uatrakcyjniać spacery, ale różnie to wychodzi). Drzewka będziemy ćwiczyć jeszcze dzisiaj, a jako nagród spróbuję użyć zapaszków, bo on niemal cały czas z nosem przy ziemi chodzi.

    Bardzo dziękuję za odpowiedź :)

    1. Proszę się nie przejmować, że coś idzie opornie – psy nakierowane na środowisko zazwyczaj są najtrudniejszymi przypadkami do wczucia się w nie i nauczenia współpracy z nimi. Ale jak się to już uda – nie ma lepszych psów (pod względem motywowania i nagradzania) :) Zawsze mamy nagrodę na spacerze, a także możemy użyć zapachów jako możliwość przekierowania uwagi psa w sytuacji stresowej, co jest automatycznym „wyciszaczem” (wąchanie relaksuje psa, zmusza do koncentracji i tym samym odwrócenia uwagi od stresora). Dlatego życzę powodzenia i cierpliwości w konsekwentnym ćwiczeniu z pieskiem, a efekty na pewno pojawią się!

  7. Przepraszam za spamowanie, ale muszę się pochwalić, że drzewka poprawione działają o wiele lepiej. I były rzadziej, ale to chyba zasługa aromatu kiełbasy wydobywającego się z kieszeni :) Widzę znaczną poprawę, pies nie zawiesza się przy ziemi tak często, jak spuszczam go ze smyczy to pilnuje mnie bardziej niż ostatnimi czasy. Myślę, że jeszcze wiele smakołyków i pochwał przed nami, ale jesteśmy na dobrej drodze.

    Jestem szalenie wdzięczna, dzięki Pani mam znowu nadzieję na spokojne spacery, bez wyrywania rąk :)

    1. Bardzo się cieszę, że są postępy! :) A ilością nagród teraz zużywanych proszę się nie przejmować – z czasem ich ilość zmaleje, pies nie będzie już potrzebował ton kiełbasy, bo nauczy się po prostu współpracy i tego, że aby coś osiągnąć, trzeba się skupić na człowieku :) Proszę pamiętać o różnicowaniu nagród i wykorzystaniu tych środowiskowych (to najlepsza i zawsze dostępna „broń” ).

  8. Witam
    Zobaczyłam ten wątek i mam związane z nim pytanie. Mam psa ok 2 lata, przybłęda, dość łatwo uczy się, ale jest dużym psem, typu wilczur i kompletnie nie potrafi chodzić na smyczy. Ciągnie, a do tego biega zygzakiem, nie potrafi iść prosto. Spacer z nim to prawdziwa męczarnia. Reaguje na przywołanie, siada gdy wydam komendę, uspokaja się, dostaje pochwałę i ruszamy i wszystko zaczyna się od nowa. Najgorsze jest to jego bieganie zygzakiem, jak go tego oduczyć?

    1. Witaj!
      Czy próbowałaś wprowadzić w życie porady zawarte w tym artykule? Chodzenie zygzakiem może mieć różne podłoża: pies jest bardzo pobudzony lub zestresowany i zaniepokojony/ pies jest nastawiony na węszenie i chce „złapać” jak najwięcej zapachów. Niektóre psy po prostu lubią sobie powąchać coś po lewej, a potem coś po prawej :) Warto mieć dłuższą smycz spacerową (min. 2-3m), żeby pies mógł to robić bez ciągania nas po krzakach.

  9. Pomijam już brak umiejętności chodzenia na smyczy. Ale mojego psa rozpiera energia, potrzebuje się wybiegać i nigdy mu dość. Nie puszczony biega wokół mnie i jakbym się nie kręciła to by mnie zaplątał. Jak go puszczę zapomina o mnie, nie obchodzą go żadne nagrody, nie reaguje na wołanie jakby mnie tam nie było i mi ucieka. Przychodzi jak sam zdecyduje jak ma dość.Mieszkam w mieście i nie mam możliwości puszczenia go na terenie zamkniętym i boję się, że kiedyś go zgubię, lub wpadnie mi pod samochód.Ucieka mi tak daleko, że tracę go z oczu.A po drodze zjada wszystkie odpadki jakie tylko się da, chociaż wcale nie jest głodny. I co z tym fantem zrobić? Jest to owczarek Kataloński- 2 letnia wysterylizowana suka.

    1. Pisze Pani, że suka jest adoptowana, w dodatku jest u Pani dopiero 4 miesiące – to tak naprawdę minimalny okres adaptacji do nowego miejsca…
      Nie wiadomo także, jaką ma historię współpracy z człowiekiem – może w ogóle? Jeśli błąkała się długo, musiała nauczyć się być niezależna i zaradna, działać na własną łapę i kierować się instynktem: zbierać każdy rodzaj jedzenia, pokonywać jak największą odległość, uciekać natychmiast na każdy przejaw zagrożenia.
      To, co przejawia Pani suka, a Pani nazywa to energicznością, to po prostu objawy ogromnego stresu, jaki to zwierzę przeżywa.. Podjęła się Pani trudnego zadania resocjalizacji takiego psa – to znaczy, że ma Pani wielkie serce, ale także musi być przygotowana na ciężką codzienną pracę, bardzo żmudną z efektami bardzo powoli rysującymi się na widnokręgu Waszej relacji. Wszystko to, co opisała Pani świadczy o tym, że relacji właściwie nie ma, a suka działa w trybie przetrwania, dlatego podstawą będzie na początek kontrola środowiska, o czym poczyta Pani tutaj: http://alaodjazza.pl/kontrola/ Na pewno bym zakupiła długą linkę i tam, gdzie chce Pani spuścić psa ze smyczy, przepina ją Pani na linkę. Owczarki katalońskie są psami bardzo energicznymi i potrzebującymi ruchu – ona musi się wybiegać. Dodatkowo potrzebują zajęcia umysłowego, jak z resztą większość owczarków, co oznacza duużo nauki i zabawy połączonej z nauką. Wszystkiego trzeba nauczyć od nowa, dlatego proponuję skupić się na najważniejszych rzeczach. Suka potrzebuje wybiegania, dlatego podstawa będzie tu nauka przywołania: http://alaodjazza.pl/przychodzenie-na-zawolanie/ oraz nauka niebrania znalezionych odpadków: http://alaodjazza.pl/zostaw/ Niestety, to drugie będzie o wiele wiele trudniejsze, bo suczka zbiera odpady gnana instynktem przetrwania (nieistotne, ze w domu ma pełną miskę) – zbieranie odpadów to niestety cecha większości psów schroniskowych i błąkających się. Jest to nawyk bardzo silny, którego być może nigdy nie uda się całkowicie wyeliminować.
      Oprócz poczytania dokładnie instrukcji zawartych w tych artykułach, uważam, że potrzebuje Pani zgłosić się z sunią do jakiegoś specjalisty, ponieważ przy takich sytuacjach, jaką ma Pani z sunią, wiele jest bardzo ważnych detali, o których nie sposób pisać w komentarzu. Często podstawą pracy staje się nasza mowa ciała, rozmyślne stosowanie pewnych gestów, postaw, czy intonacji głosu aż do poprawnego technicznie użycia smyczy (odpowiedni jej chwyt, żeby pies nas nie obiegał dookoła, pamiętanie o trzymaniu ręki zawsze gotowej do naprężenia się w wypadku pociągnięcia oraz przyjmowanie pozycji rozkroku, by się nie wywrócić) czy uspokojenia zestresowanego psa. Czasami pomocne w pracy jest podawanie leków uspokajających, co robi się w porozumieniu z weterynarzem, który nam takie leki może przepisać. Oczywiście sama farmakoterapia bez pracy behawioralnej nie przyniesie żadnych efektów, a czasami sama praca nad zachowaniami nie jest wystarczająca, jeśli pies jest mocno straumatyzowany. Skąd Pani jest? Może mogę doradzić kogoś z okolicy?

  10. A dodam jeszcze, że na smyczy tak ciągnie, że kila razy mnie przewróciła i powyciągane mam ręce. Robi to z zaskoczenia , gdy się tego zupełnie nie spodziewam.
    Mam ją ze schroniska od września. Do schroniska trafiła jako błąkający się bezdomny pies.Nie wiadomo jak długo się błąkała. W domu jest pieszczochem chętnie w zabawie wykonującym wszystkie wyuczone prze ze mnie komendy.

    1. Znalazłam w okolicy tę szkołę: http://naturawilka.eu/linki.html
      Nie znam zupełnie tego Pana, a fotki w galerii nie zachęcają (łańcuszek zaciskowy na szyi psa), ALE na stronie jest także informacja, że wyprowadzane z problemów są psy wycofane i lękowe oraz widnieje tam baner „Wychowuję, nie tresuję”, więc jest szansa, że człowiek ma sensowne podejście do tematu. Mimo wszystko, zanim zdecyduje się Pani pójść do szkoły z sunią, polecam najpierw samej udać się na jakieś zajęcia i popatrzyć, czy to, co odbywa się na szkoleniu nie budzi żadnych Pani wątpliwości. Dodatkowo, jeśli tylko w rozmowie ktoś Pani zaproponuje łańcuszek zaciskowy/kolczatkę lub obrożę elektryczną lub szarpanie smyczą jako metodę pracy, to niechaj to będzie dla Pani znak ostrzegawczy. W szkoleniu psów bowiem tego typu metody są zupełnie zbędne, a już w przypadku psów lękowych czy agresywnych mogą wyrządzić dużo krzywdy. Dobry szkoleniowiec obejdzie się bez tego typu „pomocy”.

  11. Chciałabym spróbować sama. Ta szkoła jest trochę daleko, poza tym jestem trochę ograniczona finansowo. Dlatego proszę o parę wskazówek. Bo chyba wszystko źle zaczęłam i muszę spróbować wszystko od nowa.
    Zakładam jej kolczatkę i ją szarpię. Czyli muszę zmienić na zwykłą obróżkę, czy tak? Ale jak ona siedzi 8 godzin, czy po pracy będzie odpowiedni czas na naukę? Czy póki nie nauczy się chodzić prawidłowo na smyczy nie powinnam jej puszczać? Czy zacząć trening, jak ją zmęczę? Ale to puszczanie też jest…Proszę o parę wskazówek, pod kątem tego mojego pieska. Jak coś to napiszę jeszcze jaka ona jest.Mogę jej poświęcić sporo czasu, ale po pracy. W domu siedzi z drugim pieskiem – yorczkiem 8 miesięcznym. Bardzo się lubią. Małego kupiłam bo całymi dniami jak była sama to szczekała.

    1. Skontaktuję się z Panią mailowo, ponieważ tutaj trzeba omówić szerzej problem, a to nie czas i miejsce w komentarzach :)
      Pozdrawiam!

  12. Witam, w sierpniu minie dwa lata, odkąd jestem właścicielką „wyrośniętego” chichuachua (waży 4700 g). Kupiłam go z hodowli, zarejestrowanej w związku kynologicznym, psy z tej hodowli zdobywają nagrody na wystawach. To miało dać mi gwarancję zdrowego psa. Mój Tabasco niestety jest bardzo bojaźliwy i strachliwy. W domu to bardzo spokojny pies, reaguje na polecenia, komendy, smakołyki. Ale każde wyjście na spacer to koszmar. Zaczyna się, gdy pies widzi, że się ubieram, chowa się w najbardziej niedostępny kąt. Na zewnątrz wszystko go przeraża: samochody, tramwaje, ludzie, inne zwierzęta. Ciągnie jak szalony, drapie pazurami, rozpłaszczony przy ziemi, na nic nie reaguje: na imię, polecenia, smakołyki. Wygląda, jakbym szła na spacer z tchórzofretką, a nie psem. Dwa razy uciekł , biegnie wtedy na oślep. Na szczęście było to blisko domu i pobiegł pod bramę. Kupiłam szelki, które zaciskają się przy ciągnięciu, jest nieznacznie lepiej, ale mam wyrzuty sumienia, że go to boli. Mam pytanie czy z szelek, na których smycz zapinana się z przodu, „nie wyjdzie”? Pierwsze szelki takie „tradycyjne”, zapinane na grzbiecie, nie sprawdziły się bo pies z nich wyszedł i uciekł, a ja zostałam ze smyczą i szelkami w ręku.
    Pozdrawiam
    Agnieszka

    1. Witam.
      Problem jest głębszy i wymaga szerszego omówienia. Odezwę się na maila, zadam dodatkowe pytania i spróbujemy ustalić dla Was schemat postępowania z psiakiem.

      Pozdrawiam,
      Alicja Milewska

  13. Witam !
    Mój Psiak rasy Owczarek niemiecki długowłosy szczeniak ma 2 miesiące i nie chce chodzić na smyczy … Jak mu ją zakładam to się kładzie albo idzie w przeciwnym kierunku lub ją gryzie, próbowałam ze smakołykami itp.. ale nic z tego, co robić ?

    1. Polecam zastosować sposób, który doradziłam w poprzednich komentarzach Piotrowi (07.01). W razie dodatkowych pytań, proszę pisać :)

  14. Witam,
    jestem szczesliwa wlascicielka psa, jest to dog kanaryjski. W chwili obecnej ma prawie 9 miesiecy, jest u nas od prawie 3 miesiecy. Pies zostal zakupiony od hodowcy. Gdy sie u nas pojawil, mozna bylo smialo stwierdzic, ze jest to pies ulozony jak na swoj wiek, bez wybujalaj odwagi ale tez nie zestresowany. W chwili obecnej (dzieje sie tak od okolo 7 tygodni) pies stal sie bardzo lekliwy, chodzi tu glownie o obce osoby, dzieci, poruszajaca sie nagle torebke foliowa, lamiacy sie patyczek pod butem…..w domu jest wszystko ok, poki oczywiscie nie pojawi sie ktos obcy. Bo potrafi sie albo skulic w sobie, albo szczekac. Potrzebuje czasu aby kogos zaakceptowac. Na spacerze, szukam miesc gdzie nie jest zbyt duzo rozproszen, ciganie do przodu, widze ze jest zestresowany, dopiero gdy moge poscic go wolno widze ze ma troche przyjemnosci. Staram sie byc drzewem, nie ruszac sie aby smycz poluzowal, ale on stoi w napieciu, rozpaczliwie rozglada sie na boki, siada (mysle, ze w ten sposob chce pokazac ze wykonuje cos czego wczesniej sie nauczyl i mysli sobie czego ona ode mnie chce), zmiana kierunku tez nie skutkuje, a o smakolykach w takiej sytuacji mozna zapomniec.
    Nie wiem jak pomoc mojemu psu, moge poswiecic duzo czasu, cierpliwosc mam do niego, wszystko aby mial troszke przyjemnosci z zycia…..
    Rozpoczelismy terapie z psim psychologiem, stramy sie aby pies skupil sie na przewodniku, w domu wychodzi to wspaniale, na zewnatrz…….szkoda gadac, ale kazdy kontakt wzokowy, nawet ten sekundowy, jest chwalony plus pieszczochy lub smakolyk (jezeli akurat wezmie), obserwuje otoczenie, gdy widze, ze cos sie pojawia co moze go zaniepokoic, omijamy lukiem, lub przechodzimy na druga strone. jedyne czego sie nie boi to sa inne psy, z tymi to moglby tylko sie ganiac i bawic :-) wtedy jest naprawde mu dobrze.
    Zdaje sobie sprwe ze hodowca mieszkal na wsi, mial wiele 10-12 psow (stad swietna zabawa z psami) ale niestety domyslam sie ze z ludzmi zbyt wieloma kontaktu nie mial, a wiec wczesna socjalizacja nie do konca byla prawidlowa. Czy i jak moge to odrobic w chwili obecnej, dojsc do takiego etapu, ze spacer dla psa bedzie relaksem, zabawa a nie stresem. On jest jeszcze mlody, wszedl w wiek dojrzwania, moze to jest tym spowodowane….czy mozna liczyc na to, ze „wyrosnie” z tego, moze nie calkowicie zaufa obcym, ale przynajmniej nie bedzie mial tego panicznego strachu?
    Zdaje sobie sprawe z bledu jaki popelnilam na poczatku, a minowicie, jak juz pisalam psa kupilismy jak mial prawie 6 miesiecy, jest to rasa duzych psow, wiec w tym wieku mial juz pokazne rozmiary, nie znalam go, wiec na spacerze gdy ktos przechodzil obok sciagalam smycz, tak aby byl blisko mnie, to byl moj ogroooooomny blad, niestety czasu nie cofne, moge tylko starac sie wszystko zrobic, abysmy byli szczesliwi i wyluzowani…. Ten uparciuch musi mi zaufac, bo jest dla mnie wszystkim, a ja latwo sie nie poddaje.

    Monika & Lupo

    1. Pani pies ma szczęście, że akurat do Pani trafił :) Takich właścicieli nie jest wielu!
      Myślę, ze na problem Lupo składa się wiele czynników, które już Pani sama wymieniła. Natomiast ja bym się tu też skupiła bardziej na uspokajaniu psa, niż na próbach technicznego wykonania poleceń, itp.
      Przez to, że smycz była ściągana, pies skojarzył, ze na niej nie jest bezpieczny, bo nie ma pola manewru, nie może odejść. Rozumiem, że była Pani wtedy nieświadoma, więc proszę się nie winić za to – każdy z nas w danym momencie swojej wiedzy robi to, co uważa za najlepsze rozwiązanie. Jak długa jest smycz Lupo? Może długa (min. 3m) przepinana smycz lub linka (min 10m) może rozwiązać problem? Ewentualnie częste puszczanie go luzem, jeśli wtedy jest spokojniejszy. Chodzi o to, by pies czuł, że może się oddalić na jakąś odległość od człowieka, którego się boi.

      Tak sobie pomyślałam, że można wykorzystać tą miłość do innych psów w ten sposób, żeby spotykać się na spacery z ludźmi z psami (na początek jednym człowiekiem, a nie grupą) – koniecznie na takim terenie, by Lupo i tamten pies mogli być luzem. Psy zawsze inaczej traktują ludzi, z którymi jest pies ;) Dlatego oni mogą na więcej sobie pozwolić. Najpierw niechaj ta osoba ignoruje Lupo, ewentualnie, gdy ten sam podejdzie, osoba niech powoli wyciągnie rękę ZA siebie, jednocześnie obracając się do psa nieco bokiem/tyłem, by ten mógł rękę powąchać. Mogą tam być smakołyki, które psiak będzie mógł wyjeść. Za próby kontaktu i spokój przy człowieku bardzo chwalcie głosem i jeśli on to lubi, głaszczcie go, bo taki doping daje psom wsparcie, którego w takiej sytuacji potrzebują.
      UWAGA! Niech ta osoba NIGDY nie pochyla się nad psem ani nie wyciąga ręki w stronę psa, bo taki gest i postawę on odbierze, jako grożenie. Im mniej będzie mówić do psa, to tez tym lepiej. Jeśli po kilku spacerach już widać będzie, że pies mniej się krępuje człowieka, to wtedy już może się ta osoba bardziej spoufalić, jednak wtedy kuca bokiem, przemawia miłym tonem i nie patrząc na psa może spróbować go dotknąć, jeśli ten podejdzie. Wtedy i ta osoba i Pani bardzo chwalicie psa miłymi, spokojnymi głosami.

      Faktem jest też, że okres dojrzewania się rozpoczął, ale nie tyle on sam jest „winowajcą”, co okres lękowy (jeden z kilku w rozwoju psychicznym psa), który przypada właśnie na 7-10 miesiąc życia i w którym to rzeczy, na które pies wcześniej nawet nie zwracał uwagi nagle stają się śmiertelnym zagrożeniem (np. torebki foliowe lub śmietniki – to standard!). Ten okres mija i mijają irracjonalne zachowania psa, ale ważne, żeby tych lęków nie pogłębić i pokazywać psu, że te rzeczy są niestraszne (np samemu podejść do śmietnika, kucnąć obok, poklepać go, itp. i pozwolić psu na spokojne podejście, obwąchanie, chwaląc go w tym czasie, jaki to nie jest dzielny. NIGDY nie wolno siłą na smyczy przyciągać psa do jakiejś rzeczy, żeby mu pokazać, że nie jest straszna – już sama ta czynność wywoła w psie przerażenie.

      Polecam także uwarunkowanie „komendy na spokój” :) Nie działa to oczywiście jak typowa komenda, że mówimy i pies robi, bo tutaj do czynienia mamy z emocjami, a to nie działa na guzik. Ale jak pies zna hasło, np „spookój” i kojarzy to z bezpieczeństwem i chwilami relaksu, to będzie mu łatwiej się wyluzować w stresującej sytuacji. Zaczynamy w domu, gdy pies jest w stanie najwyższej relaksacji – np. odpoczywa sobie leżąc na boku. My siadamy obok niego i długimi pewnymi ruchami dłoni płasko położonej na psie głaszczemy go i jednocześnie przemawiamy niskim, łagodnym głosem „spoookój”, wielokrotnie powtarzając to słowo. Można dodawać pochwały „doobrze, spookój”. Stopniowo zaczynamy używać tej techniki w warunkach coraz bardziej odbiegających od domowej ciszy i bezpieczeństwa. Stosujemy w sytuacjach tylko mało stresujących (np. głośniej przejeżdżające auto), na chwilę przystajemy z psem, kucamy obok niego i próbujemy wyciszyć choć trochę. Jeśli widzimy, że pies się mocno zestresował, to warto odejść w spokojniejsze miejsce i dopiero tam próbować go wyciszyć. Fajnym sygnałem dla nas, czy pies się faktycznie uspokaja,jest otrzepanie się psa, zmniejszenie dyszenia, zmniejszenie „wytrzeszczu” oczu. Wiadomo, że całkowicie się na początku nie da uspokoić psa jednym hasłem, ale ta procedura ma bardziej za zadanie pokazanie psu, że udzielamy mu wsparcia i reagujemy na jego stany emocjonalne i że jego przekaz jest odczytywany.

      1. Sedecznie Pani dziekuje za tak szybka, wyczerpujaca i dajaca wiare „na lepsze jutro” odpowiedz!!!!
        Cos czego nie robilam z Lupo, a mianowicie uspokajanie (oczywiscie glascze go, ale nie uzywalam jak dotad przy tym kluczowego do wykonywanej czynnosci slowa) jest juz rozpoczete, nie ma z tym najmniejszego problemu, jest to pies raczej chetnie spiacy i baaaardzo chetny na pieszczoch, glaskanie, wszystko co zapewni kontakt fizyczny. W chwilach lekowych wydajac mu jakiekolwiek polecenie, nie chodz mi o jego poprawne wykonanie, lecz o to aby jego mysli „przeszly na inne tory”, zajac go czyms co zna. Swoja droga uwazam ze komendy stop i do mnie sa wazne dla bezpieczenstwa a czesto nawet zycia pupila, inne to bardziej zabawa, lepszy kontakt, lepsze ulozenie psa, niz koniecznosc.
        Co najwazniejsze, musze to napisac, widze delikatna poprawe w zachowaniu Lupo :-) Jezeli „obiekt” ktory tak bardzo straszny jest (np. czlowiek, rower) nie pojawia sie/wyjezdza nagle przechodz OBOJETNIE!!!! Nie kuli sie, nie ucieka, nie oglada sie!!! Mowie tu oczywiscie o miejscach gdzie wszelkie „straszne” zjawiska pojawiaja sie baaardzo sporadycznie i zazwyczaj w pojedynke. Jednak jest to juz nasz malutki sukces, krok do przodu i czekam teraz, z wielka nadzieja, ze przeskoczymy te wszelkie leki. Tak jak Pani pisala, trzeci etap lekowy sie rozpoczal, ale dala mi Pani ogromna nadzieje na to, ze to przeciez minie :-). Nie bede oczywiscie na to czekac z zalozonymi rekoma, bedziemy dalej pracowac, cwiczyc, bawic sie i uspokajac.
        jak juz pisalam, Lupo nie ma problemow w kontaktach z innymi psami, i jak Pani napisala, latwiej jest mu zlapac kontakt z czlowiekiem, ktory psa posiada. Daje sie przez mala chwile poglaskac i odskakuje w bok, ale jest to taki odskok z ogonkiem do gory, nie jest to ze strachu….bardziej zachecajacy do zabawy. Oczywiscie nie kazdy ma wlasciwe podejscie do strachliwego psa….Wrecz niektorzy robia dokladnie calkiem na odwrot, pomimo mojej prosmy aby ignorowali psa, a wiem, ze on wtedy sam podejdze, to oni patrza na niego, wyciagaja lapy i do tego gadaja!!! Jak juz nie moge grzecznie do kogos dotrzec, to mowie, ze ma zarazliwa chorobe skory (gdzes to wyczytalam) klamstwo, ale jak dziala ;-)
        Linka dluzsza juz zostala zakupiona, zdecydowanie lepiej na niej sie czuje, choc w sumie szukam miejsc gdzie moze swobodnie begac, to jednak tam musze go doprowadzic na smyczy. Kolejna bardzo trafna Pani uwaga, dziekuje.
        Zdaje sobie, ze troche sie rozpisuje i jest to temat o chodzeniu na luznej smyczy, a ja tu pisze o lekach/strachach, ale wlasnie od tego sie zaczelo, zbyt naciagnieta smycz. Moze komus sie to kiedys przyda i bedzie przestroga, aby dac psu troszke swobody w pewnych oczywiscie sytuacjach.
        Mam do Pani jeszcze jedno pytanie, pilnie poszukuje ksiazki Nicole Wilde „Moj pies sie nie boi”, nigdzie nie moge jej znalesc, czy mozna gdzies ja kupic, moze Pani zna jakies zrodlo. Kupilam po niemiecku, ale nie wszystko dokladnie rozumiem, sens tak, ale Lupo jest dla mnie tak wazny, ze nie chce popelnic kolejnego bledu (pewnie jest to jednak nieuniknione), chce zdobyc jak najszersza wiedze na temat strachliwosci psow.
        Jeszcze raz serdecznie Pani dzekuje za pomoc i zycze wszystkiego dobrego w zyciu prywatnym i zawodowym :-)

        Monika&Lupo

        1. Mam nadzieję, że Lupo uda się pokonać strachy jak najszybciej :)
          Co do ludzi straszących psa i „wiedzących lepiej” – sama polecam odstraszanie ich „na grzybicę” lub „na świerzbowca”, bo to najszybciej dociera do ich zadufanych w sobie umysłów. Jednak czasami takich ludzi mamy w dalszym lub bliższym otoczeniu/rodzinie, wtedy nie ma się co cacać i po prostu postawić sprawy jasno: mój pies, ja decyduję, jak ktoś z nim postępuje. Mogą albo zaakceptować wskazówki albo być pozbawionym w ogóle kontaktu z psem. Nie raz sama słyszałam komentarze typu „a co, ubędzie ci tego psa, jak go pogłaszczę?”. Cóż, dobrze, ze my wiemy, że to nie o „ubywanie” tego psa chodzi ;)

          Wasz problem w komentarzach do luźnej smyczy jest tak naprawdę rozwinięciem akapitu artykułu o nadmiernych emocjach / lęku i stresie, które są powodem właśnie napiętej smyczy. Tak naprawdę większość psów ciągnących na smyczy ma właśnie takie podłoże problemu. Mniej miałam do czynienia z psami po prostu świadomymi swojej masy i wiedzącymi, że człowieka da się dociągnąć do zapaszku siłą mięśni.

          Co do książki.. Niestety, wiele jest takich książek (głównie z wyd. Galaktyka), które naprawdę są godne polecenia, ale jak ktoś się „nie załapał” jakiś czas temu, to ich już po prostu nie dostanie.. :(

          Pozdrawiam i chętnie przeczytam relację z Waszych dalszych losów :)

        2. Przaepraszam, że się wcinam, ale w dobrej wierze :). Moniko, mam książkę N. Wilde i jeśli w jakiś sposób udostępnisz mi swój adres mailowy, to myślę, że będę mogła pomóc (spieszę wyjaśnić, iż moim celem nie jest wyłudzenie maila w celach marketingowych czy jakichkolwiek innych niecnych :)).

          1. Takie wcinanie jest bardzo miłe i pomocne w obecnej sytuacji :)

  15. Witam
    Ja też chciała bym prosić o radę, mianowicie 5 miesieczny york tak szczeka na spacerze, że naprawdę nie idzie chodzić. Co robić?

    1. Dzień dobry,
      wyślę maila do Pani i porozmawiamy o szczegółach, bo podany przez Panią opis problemu jest zbyt lakoniczny, by cokolwiek móc poradzić.

  16. Witam
    Jestem właścicielką kochanego rocznego sznaucerka miniaturki. Psiak jest mądry i wzamian za smakolyki wykonuje w domu różne komendy ale na spacerze i w miejscach publicznych jest nie do opanowania. Nic do niego nie dociera. Żadne komendy nie działają. Za 3tyg jedziemy nad morze i bbardzo się boję szczególnie pobytu na plaży wśród psów i ludzi. On jak wpadnie w amok to nie daje się uspokoić szarpie smyczy i dosłownie skowyczy. Jak mu pomóc?z góry dziekuje za jakąkolwiek wskazówkę.

    1. A czy uczyła go Pani tych samych komend jakby od nowa na dworze? Ze smaczkami, itp?
      Jeśli pies już dobrze wykonuje polecenia w domu, można przenieść to na dwór, podnosząc wartość smakołyków (czyli np. jeśli w domu wystarczyła sucha karma, to na dwór bierze Pani parówki) i wybierając spokojne miejsca.

      Może Pani skonkretyzować, jak wygląda Wasz spacer? Krok po kroku – od samego wyjścia z domu.

  17. Witam,a co jeżeli pies noe chce w ogóle iść ma smyczy? Nie ciągnie jej tylko tylko poprostu stoi, moja suczka ma 9 tygodni, ładnie się nogi trzyma jak ją spuszcze ze smyczy ale jak zapinam i trzeba iść to nie chce, nie ma obroży tylko szelki, szuczka rasy jack russel terrier, nie wiem.co robić, zaprze się nogami i nie chce iść,pozdrawiam.

    1. Mój Cliff też tak miał. Dużo go puszczałam luzem i w tym czasie robiłam sesje smyczowe. Czyli miałam dobre smakołyki i naprowadzałam go, by szedł obok mnie. Jak szedł i jadł smaczki, dopinałam smycz, potem zachęcałam do dalszego marszu ze mną klepiąc się ręką po nodze i wystawiając drugą rękę przed siebie tak w geście zachęty, jakbym tam coś trzymała. Jak szedł nadal, to go sowicie nagradzałam. Starałam się nie dopuszczać do napięcia smyczy i sama go też nie ciągnęłam. Jak mi się zawiesił i siadł, to czekałam kucając i zachęcając do ruchu. Jak tylko SAM się podniósł, natychmiast dostawał nagródkę. Albo smakołyk albo szliśmy w tę stronę, w którą on chciał iść.

  18. Witam.
    Mieszkamy na obrzeżach miasta. Ktos pod nasza nieobecnosc podrzucil szczeniaka okolo 3 miesiecznego. Dzis juz moze miec okolo 4.5 miesiaca. Chcialam go juz zaczac uczyc chodzic na luznej smyczy. Mamy druga starsza suczke. Tez przybleda. Ale sama sie przyblakala. Ma okolo 6 lat i nie umie chodzic na luznej smyczy :( . Dlatego nie chcemy zrobic drugi raz bledu. Obie nasze dziewczyny mieszkaja na dworze. Na razie poczatek spaceru to mala lata, a nie chodzi. Powinnam wyjsc troche dalej i tam zacząć naukę. Tylko jak tam dojść?

    1. To jeszcze młody psiaczek, dlatego ciężko mu się skupić. Dużo ćwiczcie króciutkie dystanse na posesji, z dużą ilością smakołyków podawanych blisko nogi tak, by psinka będąc na smyczy skupiła się na Pani. Jak idziecie gdzieś dalej, to można ją puścić luzem i mając pyszne smaczki ćwiczyć przywołanie (o ile nie idziecie po ruchliwej ulicy) i robić krótkie sesje smyczowe, które opisałam w odpowiedzi na komentarz powyżej. Proszę się nie skupiać na celu podróży, tylko na jej jakości. Lepiej jest przejść 100m porządnie ćwicząc i ucząc psa poprawnie chodzić na smyczy, niż iść kilometr z wyrywającym się szczeniakiem po to, by „poćwiczyć” na łące. Pies uczy się cały czas, nie tylko w konkretnych sesjach ćwiczeniowych, dlatego jak na razie powinna Pani mieć smakołyki w każdym ubraniu wyjściowym i w każdym miejscu w którym jest szansa nagrodzić psa.

  19. Witam,
    I ja podłączę się pod wątek, jestem właścicielką suczki Owczarka Podhalańskiego w wieku rok i 2 miesiące. Bella jest najcudowniejszym psem na świecie ale jest potężna i ma też ogromną siłę, na spacery to w zasadzie ona wyprowadza mnie a nie odwrotnie… Ja właściwie już przestałam ją wyprowadzać, zawsze robi to mąż ja tylko towarzyszę bo niestety siła mojego psa jest dla mnie za duża… nie jestem w stanie opanować jej na spacerze. Ciągnie do psów, rowerów, ludzi a czasem do samochodów. Niepokoi mnie że jak ktoś jej się nie spodoba to wyrywa się w jego stronę i szczeka dość „groźnie” ludzie się jej boją bo przeważnie ja nie mogę jej utrzymać i udaje się jej podejść naprawdę blisko. Miewa lepsze dni kiedy idzie grzecznie większość spaceru ale i tak trzeba być czujnym przez 100% czasu. Bywa że cały spacer gryzie i szarpie smycz, ciągnie i zjada co popadnie i niestety nie działają smakołyki bo jak coś ją naprawdę zainteresuje to niczym się nie da jej odciągnąć od upatrzonego celu… trzeba przeczekać aż cel zniknie albo ją odciągnąć… co, jak czytam w poprzednich komentarzach jest błędem. Generalnie uważam że Bella jest psem mocno „pobudzonym” bo w warunkach domowych bez rozpraszaczy robi wszystko bez zająknięcia ale np. przywołanie jej do domu kiedy pojawia się ktoś na ogrodzie jest niemożliwe… jak do niej podchodzę to ucieka i nie da się jej niczym zachęcić do powrotu (zabawki, smakołyki nie działają) podobnie jest ze szczekaniem w domu jak zacznie to szczeka uporczywie aż się jej nie wypuści na dwór i nie działa żadne uspokajanie… ale to chyba temat na inny wątek…
    Tak czy owak proszę o jakąś rade bo już tracę nadzieję na jakiś fajny spacer kiedy to ja będę decydować gdzie i w jakim tempie idziemy

      1. Witam ja mam podobny problem z psiakiem . Mam „maluszka” z hodowli zarejestrowanej w ZK 4,5 mcznego doga niemieckiego . Wszystko super pies strasznie mądry . Zna komendy siad , waruj , noga , miejsce , mozesz , zostaw itp . Niestety wszystko byłoby ok gdyby nie spacery . Piesek wazy w tej chwili ponad 30kg . Na spacerze pojawia sie problem , ładnie idzie do chwili gdy ktos nie zaczyna do Niego „cmokać” gwizdać . Wtedy przestaje byc dla psa „atrakcyjna”. Smaczki również . Pies zaczyna ciągnąć i dostaje chwilowej głuchoty na wszystko bo musi biec i sie przywitać . Leci przed siebie jak wystrzelony z procy .Tak samo jest jak zobaczy dziecko ( uwielbia dzieci ) do psów nie ciągnie . Jak jakiś podejdzie to owszem pobawi sie ale jesli nie to ładnie idzie koło mnie . Na dworzu jest spuszczany ze smyczy , wraca na zawołanie spowrotem , gorzej gdy znajdzie jakieś jedzenie np dla gołębi . Wtedy znów głuchota . totalna i nic na Niego wtedy nie działa ani smaczki ani gwizdanie kompletnie nic . Gdy na dworzu nic takiego się nie dzieje pies ideał , ludzie którzy tylko sobie spacerują ( nie zaczepiając Go ) mogą sobie spacerować dalej On się nimi zupełnie nie interesuje . Co mogę zrobić w tej sytuacji ?Dodam że maluszek chodzi na obroży łańcuszkowej oraz ma smycz taką przepinaną . Szelki zwykłe próbowałam ale działały na Niego w ten sposób że zawsze w nich był głuchy na komendy itp . Z góry dziękuję za odpowiedź

        1. Dzień dobry.
          Przede wszystkim, to, na czym pies chodzi nie ma wpływu na słuchanie komend i psie umiejętności (to w nawiązaniu do stwierdzenia „głuchocie” w szelkach). Dopóki nie przećwiczy Pani z psem tego, co umie w różnych rozproszeniach, nie będzie on potrafił wykonywać poleceń. Bo czym innym jest dla psa wykonywanie komend w domu lub w spokojnym miejscu na dworze, a czym innym w obecności np. innych ludzi, psów, itp.
          Łańcuszek zaciskowy zamieniłabym czym prędzej z powrotem na szelki, najlepiej takie zapinane z przodu (jakie polecam w artykule), bo cieszenie się do ludzi szybko może zostać zastąpione agresywnymi próbami ich odpędzania. Łańcuszek zaciska się na psiej szyi i w nią wżyna, co powoduje dyskomfort i ból, a jeśli pies będzie to czuł za każdym razem, gdy pociągnie w stronę człowieka, to szybko sobie skojarzy CZŁOWIEK = BÓL.

          Ile pies ma kontaktów z ludźmi na co dzień? 4,5 miesiąca to psie dzieciątko, w tym wieku większość psów lgnie do ludzi i innych zwierząt. To przechodzi z wiekiem, ale bardzo ważne jest w tym wieku zapewnienie wielu miłych kontaktów z ludźmi różnymi – młodymi, starymi, o kulach, na wózkach, z parasolem, z brodą, w okularach, kapeluszu, itp. Im więcej tego będzie miał, tym mniej będzie się później obawiał dziwnych z psiego punktu widzenia osób.
          Poza socjalizacją, skupiłabym się na ćwiczeniach i nauce, a nie wymaganiu od razu tego, że pies bez ćwiczeń będzie robił coś sam z siebie. Na początek prosze ćwiczyć skupianie uwagi i reakcję na imię: http://alaodjazza.pl/imie-skupienie/ oraz przywołania: http://alaodjazza.pl/przychodzenie-na-zawolanie/
          W przypadku jedzenia na dworze, to proszę nauczyć komendy „zostaw”: http://alaodjazza.pl/zostaw/

          No i proszę dostosować oczekiwania wobec psa do jego możliwości – jest u Pani zapewne około miesiąca (to strasznie mało), a w dodatku ogólnie ma około 5 miesięcy – to też strasznie mało :D Oczekując od szczeniaka tego, co będzie umiał dorosły pies, to tak jakby oczekiwać od 1,5 rocznego dziecka, że wysiedzi 45 minut bez ruchu w ławce, jak jego kolega z pierwszej klasy. Po prostu proszę ćwiczyć z małym wszystko, co się da i oczekiwać na razie nie tak wiele, a szybko doceni Pani efekty pracy i ćwiczeń, które będą rosły wraz z psem.

          1. Witam , chciałabym podziękować serdecznie za odpowiedź i rady . Odnośnie maluszka to chyba bardziej mnie denerwuje że ludzie cmokają i Go wołają , bo On bardzo kocha wszystkich ludzi . Za jakiś czas napiszę jak nam idzie nauka . Pozdrawiam

          2. Jest fajny sposób na wołających ludzi.
            Trzeba to zacząć ćwiczyć z pomocnikiem na początku, żeby była kontrola nad tym.
            Zaczynamy z pysznymi smaczkami (takie na serio super, żeby pies się za nie dał pokroić) i cmokającym pomocnikiem. Osoba cmoka, coś tam gada do psa (nie wypowiada imienia), klepie się po udach, itp (na początek można jak najmniej elementów takich mocno psa przyciągających, stopniowo utrudniamy), a za chwilę Pani wypowiada imię psa (ćwiczenie byłoby łatwiejsze, gdyby pies miał już nauczoną reakcję na imię i skupienie: http://alaodjazza.pl/imie-skupienie/ ) i podsunąwszy smakołyk pod nos, nakierowuje Pani psa na siebie. W momencie, gdy wypowiada Pani imię, osoba przestaje na psa totalnie zwracać uwagę – odwraca się bokiem/tyłem z rękami założonymi na piersi i odwróconą głową. Jak pies zareaguje i jest z Panią, nagradza go Pani tymi smakołykami i chwali. I wtedy osoba znowu ponawia kuszenie. I tak do skutku. Po prostu pies ma dojść do wniosku, że to, że ta osoba się tak zachęcająco zachowuje to jest tylko zmyła i szkoda czasu, a naprawdę fajne rzeczy się dzieją przy właścicielu. Oczywiście każdą nową sytuację trzeba przećwiczyć od nowa tak, jakby pies nic nie umiał. Więc jak z jednym pomocnikiem jest już super i na sam dźwięk jego cmokań, itp pies się odwraca do Pani, to wtedy pora na kolejną osobę podstawioną.
            Jeśli jeszcze jesteście w trakcie ćwiczeń, a przydarzy się na spacerze tak, że ktoś będzie psa zaczepiał, to po prostu stosuje Pani strategię z pierwszego etapu nauki: imię psa i jednocześnie pyszny smak pod nos (tak, trzeba je nosić właśnie na takie okazje – mają być schowane przed psem, a w sytuacji nagłej wyciągane) i już dając mu ten smaczek, odchodzicie od osoby w drugą stronę.
            Człowieka ignoruje Pani całkowicie. Nie ma sensu tłumaczenie, że jak się zaczepia 30kg na smyczy, to jest to niemiłe dla właściciela, który się szarpie z psem wtedy, itp. Niepotrzebna taka dyskusja, podczas której i tak pies się tylko nakręca, zostanie na pewno pogłaskany, pomiziany przez obcego i nauczy się, że jednak zaczepialscy na spacerze to coś fajnego.

            Może zostanie Pani uznana za grubiańską, ale ja bym wolała to, niż wyrwane barki czy wykręcone nadgarstki w przyszłości.

  20. Witam
    Jestem właścicielem 7 miesięcznej suczki spaniela angielskiego. nasz problem jest trochę inny od tych opisanych powyzej. Stosując się do Pani wskazówek za każdym razem kiedy na spacerze pies pociągnie smycz staję murem w miejscu, dopóki Tina nie zrozumie hasła „ciągnę – nie idę”. Siada wtedy grzecznie na tyłku i czeka na mój ruch. Cóż z tego kiedy jak tylko ja się ruszę, ona nagle wyrywa do przodu i cała sytuacja się powtarza. Ona ciągnie – ja staję – ona siada – ja ruszam, ona ciągnie… itd. I tak może być przez godzinę spaceru. Jak nam pomóc?

    1. Panie Marku, a czy sunia nawiązuje kontakt wzrokowy z Panem, nim ruszycie? Czy to raczej automatyczny siad tyłem do Pana? Bez kontaktu nie ma co mówić o luźnej smyczy, dodatkowo to suczka sama powinna podejść i smycz zluzować, by iść dalej. Jeśli wyjątkowo wyrywa się do przodu, to „zaprasza” ją Pan aż do siebie do nogi skracając jednocześnie smycz (ale nie ściągając nią psa do siebie fizycznie siłą, tylko zapraszając ręką pustą lub ze smaczkiem), czeka, aż suczka przestanie rwać do przodu i poczeka spokojnie na pozwolenie pójścia dalej (oczywiście po uprzednim nawiązaniu kontaktu wzrokowego z Panem). Jeśli nie ćwiczyliście nigdy patrzenia, to proponuję zacząć osobno w sesjach, równolegle do nauki luźnej smyczy: http://alaodjazza.pl/imie-skupienie/

      W razie dodatkowych pytań, zapraszam!
      Pozdrawiam!

  21. Witam,
    piszę ponieważ nasza nauka chodzenia na luźnej smyczy utknęła w martwym punkcie.
    W marcu tego roku adoptowałam 2 letnią średniej wielkości (17kg) sunie ze schroniska. To mój pierwszy pies, więc na początku nie wiedziałam co robić i jak się zachować, ani jak zachowuje się pies i co stara się mi przekazać. Suczka trafiła do mnie świeżo po sterylizacji, w szwach które zaczęły ropieć i tak do początkowej niewiedzy doszła jeszcze pielęgnacja cierpiącego zwierzaka. Dopiero po ok. 3 tygodniach zaczęłam zauważać różnice w jej zachowaniu m.in. chęć do zabawy (widok pierwszego wybebeszonego misia nadal wywołuje uśmiech na twarzy – na początku sunia w ogóle nie była zabawą zainteresowana, składowała zabawki „u siebie” weterynarz podejrzewał początki ciąży urojonej).
    Problem ciągnięcia na smyczy był obecny od samego początku. Pierwsze spacery odbywały się na smyczy flexi – po ok miesiącu zrezygnowałam, z powodu szarpnięć ciągle bolał mnie bark, ale to właśnie na smyczy automatycznej sunia nauczyła się reagować na swoje imię i odkryła, że idzie z nią taka pani co to ma fajne smaczki w kieszeniach.
    Później przeszłyśmy na smycz przepinaną, a obecnie chodzimy na smyczy 5m przepinanej na 2,5m. Całe wyjście na spacer jest bez zarzutu – czeka na ubranie szelek, czeka aż wyjdziemy, zawołana na schodach zatrzyma się, na komendę usiądzie na półpiętrze i zaczeka, aż zawołam, ale jak już wyjdziemy…
    Na spacerach z uwagą jest różnie, zależy czy idziemy same, czy idzie z nami osoba 3cia [wówczas Lexi cierpi na głuchotę], czy są inne psy, czy idziemy w nowe miejsce, czy jest dużo ludzi, jednym słowem im więcej rozpraszaczy tym gorsza uwaga, co nie znaczy, że całkiem mnie ignoruje – potrafi wracać na przywołanie, zostać w miejscu, gdy ja spaceruje po trawniku, wykonywać nauczone w domowych warunkach komendy, pięknie targetuje, ale gdy już rzucam „idziemy” leci do przodu, zupełnie jakby wyłączała świadomość, że ja gdzieś tam z tyłu idę. Poprawiło się, gdy zaczęłyśmy chodzić na długiej smyczy, często gdy dochodziła do końca najzwyczajniej ją wołałam, albo mówiłam „tututu” – co u nas oznacza zmianę kierunku. Jednak co innego spacery w parku, a co innego gdy np. w centrum miasta trzeba dojść do weterynarza, a pies ciągnie permanentnie cały czas.
    Prawie 2 tygodnie temu trafiłam na Pani stronę i postanowiłam zabrać się za naukę chodzenia na smyczy „na poważnie”. Po 4 dniach miałyśmy cały poranny 40-min spacer bez ciągnięcia, na luźniej smyczy. Byłam zachwycona, chociaż wiedziałam, że nie ma się co cieszyć tak szybko.
    Teraz dużo stajemy, czasami uda nam się przejść jeden trawnik bez zatrzymywania, a czasami po 3 krokach znów stoimy. Spadło zainteresowanie na smaczki, mimo, że są różnorodne, doszło za to węszenie pozorowane i piszczenie. Mam wrażenie, że robię coś nie tak, albo pies zaczął sprawdzać na wszystkie możliwe sposoby co robić, żeby nie robić tego czego od niej oczekuje, ale nie posądzam ją o taką zmyślność.
    Wygląda to mniej więcej tak – idziemy na luźnej smyczy, Lexi przyspiesza kroku, poluzowuje smycz na całą długość, gdy poczuje ciągnięcie stajemy. Stoimy, Lexi poluzowuje smycz, ale w ogóle nie patrzy w moją stronę i zaczyna wąchać okoliczną trawkę przez chwilę po czym wraca na poprzednie miejsce i ciągnie w przód, dalej stoimy, idzie wąchać trawkę z drugiej strony, albo całkiem za mną (na całej długości smyczy) – dalej stoimy, widzi że nie da rady – i teraz jej zachowania można podzielić na 3 kategorie – 1. zrezygnowana zwalnia smycz, robi parę kroków do mnie, patrzy na mnie z gotowością – wtedy „dobry piesek” i jak jest chęć to jest smaczek i „idziemy”, 2. zwalnia smycz, ale nie patrzy w moją stronę tylko obserwuje otoczenie – wydaje mi się, że to takie jej gapiostwo, ponieważ jest wtedy zrelaksowana i jak ją wołam to od razu jest spojrzenie z gotowością – więc „dobry piesek”, smaczek i „idziemy”, 3. dalej stoimy na napiętej smyczy, ale zaczyna piszczeć, głośno, koncert chwilę trwa, obraca głowę na mnie piszcząc (wtedy jej nie chwalę, ponieważ nie wiem czy nie byłoby to chwalenie za piszczenie a nie za kontakt wzrokowy) i stoimy dalej – w takiej sytuacji czekam, aż się uspokoi, widzę że jest zdenerwowana, kiedy piszczenie ustaje (a często jest tak, że w trakcie tego koncertu zwalnia smycz ale piszczy dalej wiec stoimy dalej) to wołam ją do siebie.
    Ogólnie mam wrażenie, że zrozumiała, że ciągnięcie jak stoimy jej się nie opłaca, bo stoimy dalej, ale chyba jeszcze nie do końca zrozumiała, że stoimy bo ona ciągnie jak idzie. Stanie ewidentnie jej się nie podoba. Nie do końca kontroluje to jak chodzi na smyczy – zdarza jej się dojść na koniec smyczy i czuję, że smycz jest napięta a Lexi zwalnia – ale to są sporadyczne momenty. Poza tym martwi mnie to piszczenie, które jest wyrazem frustracji i nie kontrolowania swoich emocji. I pojawia się tylko gdy mamy iść do przodu – w przypadku ciągnięcia do krzaczka, trawki czy czegoś innego stosuje metodę karniaka i działa bezbłędnie, podchodzimy na luźnej smyczy.
    Lexi jest psem, który łatwo się nakręca, na widok innych psów – ciągnie, leci, jak nie może dojść dalej to stoimy jak posągi i czekamy aż pies przejdzie, my nie ruszymy – musiałabym ją odciągać na siłę (to jest postęp bo jak do mnie trafiła potrafiła wbiec na ulice bo po drugiej stronie szedł inny pies, aktualnie również nie galopuje na końcu smyczy do innego psa, po prostu stoimy – ale co z tym robić dalej to nie mam pojęcia), leci do innych ludzi, żeby ją pogłaskali (aktualnie skręca w ich stronę – gorzej kiedy ktoś na nią spojrzy, a jak już zacmoka to jest koniec – galop na smyczy i radość, trzęsienie pupą na widok tego obcego jakby to był jej pan/pani, nie wiem kompletnie co zrobić, żeby nie była do wszystkich taka przyjazna, żeby było zabawniej – chodzi jej tylko o przywitanie się, obcy może ją pogłaskać, ale ona na koniec wraca do mnie i już nie jest tą osobą zainteresowana), po wypróżnieniu dostaje małpiego rozumu, w wersji najgorszej – biega na sprincie aż smycz się skończy, często tez dokoła mnie, często połączone jest to ze szczekaniem, po upomnieniu zatrzyma się, ale stoi z „połamanym ogonem” (nie wiem jak to określić, jej ogon nie jest całkiem poziomo, ale wygięty w takie s) po zebraniu czego trzeba, kiedy chce ruszyć w stronę śmietnika zaczyna się od nowa (w wersji light nie biega, ale stoi z tym ogonem, jakby jej cos nie pasowało, po ruszeniu idzie spokojnie, obecnie wersja hard nie zdarza się w ogóle, czasami jest nagły zryw, ale Lexi zwalnia i stoi, albo wraca do wąchania trawy).
    Na spacerach średnio zainteresowana jest zabawą ze mną, więc bawimy się krótkimi sesjami – a to piłeczką a to szarpakiem, choć ulubioną zabawą jest szukanie smaczków (siad/zostań/obserwacja gdzie pani cos chowa/szukaj), ale i tak nie ma gwarancji, że przelatujący gołąb nie obciągnie jej uwagi.
    w domu jest psem idealnym, aczkolwiek trochę „namolnym”. Jak do mnie trafiła nie mogłam wyjść do drugiego pokoju, bo było piszczenie, wyjście z domu było niemożliwe, Lexi nawet przez parę pierwszych dni nie jadła sama – tylko podskubywała z miski wtedy kiedy ja byłam w kuchni, zostawiała miskę kiedy ja wychodziłam, w nocy potrafiła wstawać po kilkanaście razy i sprawdzać czy jestem. Obecnie tych problemów już nie ma, jedynie chciałaby by być głaskana, a nie da się jej zagłaskać i się bawić, bo nauczyła się, że przynoszenie misia jest opłacalne.
    W domu dużo ćwiczymy, bawimy się, praktycznie zrezygnowałam z podawania karmy w misce – mamy od tego różnego rodzaju kongi, piłki na smaczki i zabawki niny ottosson. Pies jest dużo spokojniejszy niż kiedyś, bardziej ciekawski i energiczny, „jedyne” co nam zostało do przejścia to spacery. Piszę to w cudzysłowie, bo przecież to właśnie na spacerach najbardziej widać więź psa z jego przewodnikiem.

  22. Dzień dobry,

    bardzo ciekawy artykuł, pełen cennych rad. Chciałabym dopytać o dwie kwestie odnośnie chodzenia na luźnej smyczy:
    1. Jeśli pies po drodze zatrzyma się, żeby obwąchać jakiś krzaczek, a ja chcę iść dalej, mam po prostu iść, a jeśli on od razu nie ruszy, lekko go „pociągnąć” za sobą? Czy może lepiej go przywołać? Mój pies ma tendencję do „zastygania” przy jakimś ciekawym tropie, zapachu i zostawania w tyle.
    2. Jesteśmy na spacerze, mój pies dostrzega jakiegoś psiego kolegę i strasznie wyrywa. Czy wciąż mogę zastosować opór, stanąć i czekać, aż do mnie wróci, nawet jeśli strasznie się rzuca na smyczy w kierunku drugiego psa?

    Pozdrawiam serdecznie,
    Ania

    1. Dzień dobry :)

      1) Ja moje psy nauczyłam, że jak się zawąchują, to mówię „szyyybko” miłym śpiewnym tonem i czekam – powiedzmy jakieś 10 sekund. To czas na decyzję, czy chce znaczyć, czy chce iść dalej. Jak oznaczy, chwalę i idziemy dalej. Jak wącha dalej, a czas mija, mówię „idziemy” i po tym już zabieram psa ze sobą – nie szarpię, ale po prostu ruszam z miejsca i nie baczę na opór psa. Jak tylko „odklei się” i dołączy do mnie, wtedy chwalę i daję nagrodę.

      2) To jest sytuacja do przerobienia w opisanych w artykule karniakach – czyli wszystko dokładnie tak samo, z tym wyjątkiem, że u celu zamiast jedzenia/zabawki znajduje się psi kompan. Prościej będzie, jeśli ten pies będzie stał spokojnie w początkowych ćwiczeniach.

      Pozdrawiam,
      w razie dalszych pytań, zapraszam!

      1. Pani Alicjo,

        bardzo dziękuję za wskazówki :) Wprowadziliśmy je w życie i idzie nam coraz lepiej, choć na pewno jeszcze wiele pracy przed nami. Chciałabym dopytać o jeszcze jedną rzecz – przeważnie, kiedy pies ciągnie, a ja się zatrzymam i nie daję się ruszyć, pies odwraca się w moją stronę i luzuje smycz, i wtedy idziemy dalej. Ale czasami luzuje smycz, bez zwracania uwagi na mnie – co prawda nie ciągnie i nie wyrywa do przodu, ale też nie wraca do mnie, po prostu rusza gdzieś w bok, obwąchując trawnik. Czy dobrze rozumiem, że to także jest niepożądane zachowanie i powinnam czekać, aż pies chociaż na chwilę „zauważy” mnie na drugim końcu smyczy? :)

        Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za pomoc,
        Ania

        1. Pani Aniu, wszystko zależy od sytuacji. Psy zawąchują się często także wtedy, gdy czują się zestresowane okolicznościami, w których się znajdą. Jeśli pies jest wyjątkowo nieobecny, ukradkiem zerka na otoczenie, Panią i wydaje się, że Panią słyszy, ale jakby „ma w nosie”, to znaczy, że trzeba psa wyluzować trochę – pozwolić wąchać, a potem chwilę kucnąć z psem i go pomiziać powolnymi ruchami po bokach/pod szyją, aż nie wyda się spokojniejszy. A czasami cały spacer jest „stresowy” i wtedy pilnowałabym tylko po prostu, żeby nie parł na smycz, a raczej starał się mimo wszystko iść na luźnej.
          Jednak jak widzę, że pies po prostu do czegoś konkretnie ciągnie, to nie zadowalam się takim „przypadkowym” zluzowaniem, tylko czekam na kontakt, czasami pomagam wypowiedzeniem imienia. Każdy pies jest inny i trzeba trochę też poobserwować, bo dużo zależy od kontekstu :)

  23. Bardzo dziękuję za wyjaśnienia; przy okazji kolejnego spaceru zastosuję się do Pani wskazówek :) Na pewno napiszę tutaj o efektach treningu.
    Czy mogłaby mi Pani jeszcze wskazać, w jaki sposób mogłabym zainteresować psa zabawkami, w tym np. linką/sznurkiem do przeciągania? Często wspomina Pani o tym, że musimy być dla naszego psa najatrakcyjniejszą rzeczą pod słońcem :) Jednak nasza psina nie wykazuje większego zainteresowania zabawkami, linkami, kijkami – poza jedną piłeczką – a jedyna forma zabawy, jaką uznaje w ich przypadku, to ich samodzielnie „tarmoszenie”; o przeciąganiu i szarpaniu się z nami nie ma mowy.

    Pozwoliłam sobie także zadać pytanie pod artykułem dot. przychodzenia na zawołanie; mam nadzieję, że nie poczuje się Pani zasypana pytaniami :)

    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za pomoc,
    Ania

    1. Pani Aniu, niektóre psy mają problem z zabawą zabawkami, jeśli w szczenięctwie nie miały okazji do zabawy nimi z ludźmi. Trudno potem tego nauczyć, ale pisze Pani w komentarzu dot. przywołania, że jest ona u Was dopiero 2 tygodnie.. To strasznie krótko, sunia może być zestresowana i jeszcze bać się Was, dlatego nie może się przełamać do zabawy. Ale jeśli sama tarmosi zabawki, to dobry znak :) Po prostu trzeba czasu, jak na razie niech Pani spróbuje delikatnie ją zachęcać do zabawy, bawiąc się sama – z niewidzialnym psem :) Nie za bardzo entuzjastycznie, żeby suni nie przestraszyć. Jak podejdzie zainteresowana, wtedy próbuje ją Pani zainteresować zabawką. Uwaga: nigdy nie wpychamy psu zabawki do pyska i raczej uciekamy zabawką, niż psa nią „gonimy”. Szybkie drobne ruchy, częsta zmiana kierunków miotania zabawką po ziemi są najbardziej zachęcające. Można też na początek użyć jakiejś zabawki imitującej skórkę zwierzęcą lub wykorzystać kawałek owczej skóry (pakują takie np. do kapci wełnianych „góralskich” :) ), choć opcja ta odpada, jeśli ma Pani owczą skórę jako dywanik. Dobre jest też uwiązanie zabawki na sznurek (jakby była na smyczy :) ), wtedy psu wydaje się, że ona naprawdę „sama” ucieka :) Jak już sunia zechce uczestniczyć w zabawie, niech dużo wygrywa – proszę jej często tę zabawkę oddawać, po to by później zachęcić ją do ponownej zabawy. Suczka przekona się, że oddanie zabawki nie oznacza zabrania jej, tylko dalszą zabawę.

      1. Jeśli sunia jest u Was dopiero 2 tygodnie, a wcześniej była w schronisku, to na bank nie jest zrelaksowana… Niestety, każda zmiana otoczenia dla psa to stres, a całkowita adaptacja do nowego miejsca trwa minimum 4 miesiące, często dłużej. Schronisko to trauma sama w sobie, dlatego na razie ja bym jej dała czas, nie narzucała się ze swoim towarzystwem. Raczej coś na zasadzie siedzenia na podłodze niedaleko suczki, w kieszeni smakołyki i jak podejdzie, to można ją pochwalić, poczęstować, jak lubi to pogłaskać. W ten sposób ona się dowie, że podchodzenie do człowieka jest fajne :)
        Być może tym wołaniem w domu wywołujecie w niej poczucie presji.
        No i prócz kucania/siedzenia na podłodze można się również położyć :) Im „mniejszy” człowiek będzie, tym łatwiej psu się przełamać i nawiązać kontakt :)

        Ale wszystko przyjdzie z czasem :)

        Co do pytań: jeśli chcecie, by reagowała na wołanie i Pani i partnera, to powinniście Państwo ćwiczyć „po równo”. Fajne jest też ćwiczenie przywoływania na zmianę i pies biega od jednej osoby do drugiej :)

        Co do smakołyków, to jasne, że łapówek nie uznajemy, ale pies się musi jakoś dowiedzieć, że mamy te nagrody. Dlatego w pierwszych etapach nauki pokazujemy psu smakołyki, niech będą super smaczne i pachnące. Z czasem, jak pies zacznie już kojarzyć cały kontekst ćwiczeniowy, smaczki są schowane (pies je i tak wyczuje ;) ). To tak, jak z nauką choćby siadania: naprowadzamy ręką ze smaczkiem na pozycję i jak pies usiądzie, to mu dajemy tego smaczka z ręki. Ale na kolejnym etapie nauki zostaje nam już gest i komenda słowna, a smaczek pojawia się dopiero, jak pies już siedzi.
        A po to przy warunkowaniu przywołania obnosimy się z tym smaczkowym majdanem, żeby psu wdrukować (zrobić pranie mózgu) – „CHODŹ” = SUPER PYSZNE SMAKOŁYKI tuż koło Pańci. Jak już się potem wychodzi z wołaniem poza konkretne sesje ćwiczeniowe, wtedy nagrody stają się bardziej różnorodne, ale w im większej ilości sytuacji przerobi się te „karabinowe” sesje (po 150 smakołyków), tym przywołanie jest odporniejsze potem na rozproszenia :)

  24. Bardzo dziękuję; będę w takim razie próbowała stopniowo zachęcać pieska do zabawy :)
    Rozumiem oczywiście, że psu potrzeba czasu, żeby się zaaklimatyzować – zwłaszcza, że wcześniej, tuż przed przyjazdem do nas, przebywał przez ok 10 dni w domu tymczasowym w innym mieście – więc tych zmian otoczenia było bardzo dużo. Bardziej chodziło mi o to, że w domu wydaje się równie „wyluzowany” jak na dworze, stąd moje zdziwienie, że na dworze nie ma większego problemu z wprowadzeniem komendy „do mnie”, a problem ten pojawia się w domu. Czy możliwe, że na dworze pies wpada w „inny tryb”, bawi się, staje się radosny, a jednak sam dom trochę go stresuje, bo „przypomina” mu, że jest w nowym miejscu, w którym nie czuje się jeszcze pewnie?
    Na początku komenda „do mnie” była ćwiczona właśnie w domu i dopiero potem przeniesiona na spacery. Swoją drogą na spacerach zwykle ja wołam psa i wydaję smakołyki; natomiast w domu częściej posłucha mojego partnera – do mnie może nie podejść, ale do niego tak; i generalnie wydaje mi się, że jego właśnie uznał za przywódcę/przewodnika stada.
    Zauważyłam też to, o czym Pani mówi – łatwiej podchodzi do „mniejszego” człowieka :)
    Czy w takim razie, żeby nie wywoływać tej presji (dotąd nie pomyślałam, że możemy go za bardzo naciskać), lepiej odpuścić pierwsze punkty nauki przywoływania (mam na myśli te intensywne ćwiczenia w domu), w domu czekając raczej na kontakt ze strony pieska, a ćwiczenia prowadzić głównie na dworze, czyli w sytuacji, w której nie sprawia mu to aż takiego problemu? Wtedy moglibyśmy wzmacniać już istniejącą komendę „do mnie”.
    Napisała też Pani „jak lubi to pogłaskać” – wydaje mi się, że w takim kontekście spacerowym, po dobrze wykonanej komendzie, głaskanie jest dla naszego psa mało nagradzające, tzn. nie wydaje się z nim zainteresowany, za to zwraca uwagę na pochwałę słowną, często na jakiegoś super smakołyka, albo cieszy się na możliwość ruszenia dalej i obwąchania krzaczka – rozumiem, że to nie jest jakaś niezwykła sytuacja, że pies (zwłaszcza będący u nas naprawdę od niedawna) „nie skacze z radości” z powodu możliwości zostania pogłaskanym?

    Pani Alicjo, bardzo nam Pani pomogła, jesteśmy naprawdę wdzięczni :)

    1. Muszę powiedzieć, że odnosimy już pewne sukcesy w chodzeniu na luźnej smyczy :) Dzisiaj tak w 95% przypadków (podczas 4-godzinnego spaceru!), kiedy pies się trochę zagalopował i zaczął ciągnąć, to albo zawracał w moją stronę, albo „chociaż” luzował smycz i odwracał się patrząc na mnie. Często udaje mi się także odwrócić jego uwagę od innych psów :) Widzę, że konsekwentne zachowanie dużo daje, choć na pewno jeszcze mnóstwo pracy przed nami. Problem pojawia się jedynie, kiedy jakiś psi kompan jest puszczony luzem, i nawet kiedy nam udaje się oddalić, ten galopuje za nami. W takiej sytuacji mój pies potrafi wyrywać się jak szalony – dlatego też myślę o przejściu z obroży na szelki – boję się, że rzucając się jak oszalały w stronę nadbiegającego psa zrobi sobie krzywdę. Aczkolwiek ponoć psa na szelkach trudniej korygować i ma skłonność do ciągnięcia… co Pani o tym myśli? :)

      Pozdrawiam,
      Ania

      1. Problem pojawia się jedynie, kiedy jakiś psi kompan jest puszczony luzem, i nawet kiedy nam udaje się oddalić, ten galopuje za nami. W takiej sytuacji mój pies potrafi wyrywać się jak szalony

        No i nie dziwne, że wyrywa się ten Pani biedny pies, jak on sobie spokojnie idzie, a na niego leci jakiś oszołom. Całym swoim jestestwem musi mu zakomunikować, żeby sobie POSZEDŁ i DAŁ SPOKÓJ. Jeśli widzi Pani, że jakiś pies nadlatuje prosto na Was, można zastosować taka strategię: proszę starać się swojego psa zasłonić ciałem, samej wysunąć się naprzód i wpatrując się w tamtego pokazać ręką „odejdź” z wyciągniętym palcem wskazującym, można też powiedzieć niskim spokojnym głosem „odejdź” albo jakieś „do domu”. Słowa w zasadzie nie mają znaczenia, ja mówię to, bo jednak ludzie najczęściej czegoś takiego w stosunku do swoich psów używają, więc jest to „komenda” znana. Psy doskonale czytają tego typu postawę i rozumieją, ze TEN pies, na którego szarżowały ma wsparcie w człowieku i ten człowiek nie pozwala na niekulturalne powitania. Jeśli Pani pies zauważy, że to Pani jest w stanie go obronić w takiej trudnej sytuacji, przestanie reagować przesadnie, bo będzie czuł się bezpiecznie przy Pani. Co do niekuylturalnego zachowania innych psów, to polecam przeczytać ten artykuł: http://alaodjazza.pl/artykuly-dotyczace-psow/psia-psychika-i-zachowania/on-chcial/

        Aczkolwiek ponoć psa na szelkach trudniej korygować i ma skłonność do ciągnięcia…

        A co Pani chce korygować i jak? Szarpanie za obrożę niczego psa nie uczy, jest mało komfortowe i w niektórych wypadkach niebezpieczne (jak np. pies robi nagłe zrywy). Ciągnięcie jest spowodowane pobudzeniem emocjonalnym, psy ciągną nawet na kolczatkach, bo po prostu są pobudzone. Nie ma znaczenia, na czym pies chodzi – tylko konsekwentne ćwiczenia chodzenia na luźnej smyczy i samokontroli rozwiążą problem. Jakiekolwiek korekty czy narzędzia „przeciw ciągnięciu” są tylko leczeniem objawów. To tak, jakby lekarz pacjenta z guzem mózgu leczył tabletkami na ból głowy. Ból znika, ale przyczyna pozostaje.
        Jeśli pies uświadomi sobie, ze idzie do przodu i osiąga korzyści TYLKO wtedy, gdy idzie spokojnie i nie ciągnie, wtedy będzie się starał iść powoli i uważnie i będzie pilnował „drugiego końca smyczy” :)

    2. Czy możliwe, że na dworze pies wpada w „inny tryb”, bawi się, staje się radosny, a jednak sam dom trochę go stresuje, bo „przypomina” mu, że jest w nowym miejscu, w którym nie czuje się jeszcze pewnie?

      Psy w ogóle na dworze zachowują się zupełnie inaczej, niż w domu – raz, że na dworze jest więcej czynników rozpraszających i obiektów, które przykuwają uwagę (w domu „centrum” jest człowiek – no, czasem lodówka :) Ale i tak człowiek musi ją otworzyć ). Po drugie, w domu jest zamknięta przestrzeń, która dla psów lękliwych może być zbawienna, ale zanim uznają tę przestrzeń za bezpieczną, może być przytłaczająca – w domu pies ma świadomość, że nie może się oddalić na odpowiednią dla siebie odległość od człowieka.

      natomiast w domu częściej posłucha mojego partnera – do mnie może nie podejść, ale do niego tak; i generalnie wydaje mi się, że jego właśnie uznał za przywódcę/przewodnika stada.

      Przede wszystkim, nie ma czegoś takiego, jak „przewodnik stada”. Raczej bym się tu skłaniała, że partner (jak to facet ;) ) jest mniej wylewny, mniej ogólnie na psa zwraca uwagę, a więc siłą rzeczy – wywiera mniejszą presję. To kobiety mogą się godzinami wpatrywać w pieska, bo on taki słodki, bo on tak pięknie się porusza, och, popatrz, jakie ma oczka!…
      A to jest wszystko dla psów stresujące. Jeszcze dochodzi zazwyczaj większa niż męska kobieca emocjonalność i nic dziwnego, że nieśmiały pies unika kobiety :D Oczywiście trochę tu przesadzam, ale często zdarza się, że psy „preferują” mężczyzn, własnie ze względu na ich powściągliwość i ogólny spokój oraz ignorancję.

      Czy w takim razie, żeby nie wywoływać tej presji (dotąd nie pomyślałam, że możemy go za bardzo naciskać), lepiej odpuścić pierwsze punkty nauki przywoływania (mam na myśli te intensywne ćwiczenia w domu), w domu czekając raczej na kontakt ze strony pieska, a ćwiczenia prowadzić głównie na dworze, czyli w sytuacji, w której nie sprawia mu to aż takiego problemu?

      Ja bym ćwiczyła pierwsze etapy w domu, ale na zasadzie – patrz, mam super smaczki i możesz je zainkasować. Proszę pamiętać, że w pierwszych etapach nie odchodzimy od psa i nie oczekujemy, że podejdzie – on po prostu siedzi/stoi/leży przed nami i inkasuje smakołyki poprzedzane jedynie naszym słowem przywołania. My też możemy wtedy siedzieć, jeśli widać, że psu z tym lepiej.

      wydaje mi się, że w takim kontekście spacerowym, po dobrze wykonanej komendzie, głaskanie jest dla naszego psa mało nagradzające, tzn. nie wydaje się z nim zainteresowany, za to zwraca uwagę na pochwałę słowną, często na jakiegoś super smakołyka, albo cieszy się na możliwość ruszenia dalej i obwąchania krzaczka – rozumiem, że to nie jest jakaś niezwykła sytuacja, że pies (zwłaszcza będący u nas naprawdę od niedawna) „nie skacze z radości” z powodu możliwości zostania pogłaskanym?

      Psy często w ogóle w sytuacji jakiejś ćwiczeniowej nie lubią dotyku – trochę, jakby mówiły „ok, też Cię kocham, ale teraz dawaj smaczka/zabawkę/krzaczek” ;) Normalne.

      1. Dzień dobry,

        ponownie dziękuję za cenne rady.
        Czyli uważa Pani, że psy nie wybierają sobie „jednego głównego właściciela” ;) kiedy mieszkają w otoczeniu kilku ludzi?

        Przeczytałam także polecany przez Panią artykuł odnośnie niekulturalnych psich zachowań. Niestety mieliśmy już do czynienia z taką sytuacją; musieliśmy stanąć pomiędzy obcym psem a naszym, bo tamten kompletnie ignorował sygnały, że jest niemile widziany. Dzięki naszej obecności i „interwencji” nasz pies się uspokoił i udało się uniknąć agresji. Najbardziej w takich przypadkach mam żal do właściciela tego drugiego psa – widzi jaka jest sytuacja, ale ogląda ją z odległości (dosłownie) kilkudziesięciu metrów i co najwyżej anemicznie kilka razy spróbuje przywołać swojego czworonoga…

        Odnotowujemy duże postępy przy luźnej smyczy; tylko właśnie te inne rozbrykane psy są problematyczne; nie chodzi nawet o agresję i niekulturalne zachowanie – po prostu jeśli inny pies idzie sobie spokojnie, jesteśmy w stanie przykuć uwagę naszego i zaproponować mu inną atrakcyjną rozrywkę :) Natomiast jeśli mimo naszego oddalania się od rozproszenia, jakiś rozbrykany pies podbiega i „wciąga” naszego do zabawy, to przepada ten wypracowany przed chwilą spokój; pies się po prostu wyrywa do zabawy. Dlatego postawiliśmy na te szelki :)

        Pozdrawiam,
        Ania

        1. Czyli uważa Pani, że psy nie wybierają sobie „jednego głównego właściciela” ;) kiedy mieszkają w otoczeniu kilku ludzi?

          To, czy sobie wybiorą, czy nie, zależy głównie od pozostałych osób – jeśli przy nich pies czuje się mało bezpiecznie, niepewnie, to wybierze tylko jedną osobę, z którą będzie bardzo związany, reszta będzie tłem. Przy czym niepewnie i mało bezpiecznie psy czują się przy osobach bardzo emocjonalnych, niezrównoważonych i reagujących wybuchowo, na osobach szybko stresujących się oraz takich, które zarzucają psa swoją uwagą, na przykład dzieci oraz często (na szczęście są wśród nich i osoby świadome :D ) właściciele małych piesków do towarzystwa typu york, maltańczyk, itp. – mówią ciągle do psa, ciągle go dotykają, przytulają, całują w pysk, itp. Pies czuje wtedy, że to taka osoba „żebrze” o wsparcie, zachowując się w taki dla psa niekomfortowy sposób, dlatego nie może czuć się przy niej bezpiecznie w sytuacjach stresowych na co dzień. Stąd późniejsze „działania na własną łapę”, nieadekwatnie agresywne reakcje w stosunku do otoczenia, brak chęci wykonywania poleceń, itp.

          Najbardziej w takich przypadkach mam żal do właściciela tego drugiego psa – widzi jaka jest sytuacja, ale ogląda ją z odległości (dosłownie) kilkudziesięciu metrów i co najwyżej anemicznie kilka razy spróbuje przywołać swojego czworonoga…

          Cóż, najczęściej są to osoby po prostu nieświadome (przecież mój pies tylko się bawi!) lub ignorujące to, co czują inni ludzie i zwierzęta. O ile w pierwszym przypadku da się kogoś uświadomić, to w drugim niestety nie ma takiej opcji. Dlatego trzeba byc przygotowanym, aby w razie czego pomóc swojemu psu. W sytuacji krytycznej, gdy np jakiś pies z sąsiedztwa rzuca się na psy i poważnie je gryzie, a właściciel ma to w nosie, można zgłosić sprawę straży miejskiej/policji, a samemu nosić do obrony np. gaz pieprzowy lub sprężone powietrze, by psiego napastnika odgonić i obronić własnego psa.

          po prostu jeśli inny pies idzie sobie spokojnie, jesteśmy w stanie przykuć uwagę naszego i zaproponować mu inną atrakcyjną rozrywkę :) Natomiast jeśli mimo naszego oddalania się od rozproszenia, jakiś rozbrykany pies podbiega i „wciąga” naszego do zabawy, to przepada ten wypracowany przed chwilą spokój; pies się po prostu wyrywa do zabawy. Dlatego postawiliśmy na te szelki :)

          Tu tak naprawdę kluczowa jest ilość powtórzeń ćwiczeń z pomocnikiem i jego psem :) Im więcej okazji do ćwiczeń w warunkach kontrolowanych, tym szybciej psiak opanuje spokój nawet przy rozbrykanych kolegach :)

  25. Pani Alicjo,
    podobnie, jak moja przedmówczyni dwa tygodnie temu przywiozłam ze schroniska suczkę. Kundelka. Ogólnie trafiła się mi się kulka energii, wiecznie zadowolona, ciekawa wszystkiego, ale też lekko strachliwa. Po kilku miesiącach spędzonych w ośrodku i wyjściach z wolontariuszami raz na tydzień, nasze spacery wyglądają, jak jedno wielkie przeciąganie liny – mimo, że zapewniam Zuli trzy spacery (łącznie ok 9km dziennie), a w ciągu dnia rodzice biorą ją na podwórko i ganiają z piłką. Takie wyjście czasem wygląda śmiesznie, bo psiak mimo, że dwuletni, sięga ledwie ponad kostkę, to ciągnie, jak duży. Przypadkowo w ub. piątek wpadły mi w oko Pani porady i jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że i „drzewo” i smakołyki i mało gadania, ale konkretnie, dają rezultaty już po weekendowych spacerach. Smakołyki w kieszeni działają cuda, zatrzymywanie skutkuje, na razie na krótko, bo jak już Zula podejdzie do mnie (czasem nawet siądzie sobie) to przez chwilę jest w porządku. Nowy trop, dzieci, na widok których bardzo się cieszy, czy inne psy rozpraszają ją nadal. Niemniej tzw. smakołyki „trenerki” i komendy powodują, że spacer nie jest przyjemny jedynie dla Zuli.
    Bardzo dziękuję za te wyczerpujące porady i sposoby. Są przydatne dla tych, którzy zastanawiają się nad opieką nad psem i dla tych, którzy już mają zwierzaka.
    Dzięki Pani również zmieniłam zdanie o Zuli. To bardzo mądra psina.
    Pozdrawiam
    Magda

    1. Dzień dobry!
      Bardzo mnie cieszą takie wpisy :) Uwielbiam, gdy człowiek i pies dzięki wspólnym ćwiczeniom zawiązują porozumienie i uczą się nawzajem!
      W Pani przypadku doradziłabym jeszcze odrobinę zmniejszyć pobudzające aktywności (czyli branie na podwórko i rzucanie piłki) i ogólnie ilość wrażeń. Często pies jest „zbyt żywy”, bo własnie ma za dużo atrakcji, a nie za mało :)
      Jeśli w domu ją nosi, można nauczyć wspólnego gryzienia gryzaków (opisane jako jedno z ćwiczeń w tym artykule: http://alaodjazza.pl/miska/ ) albo dać nieco dziurawego misia z kulkami karmy w środku (dziurka na tyle mała, żeby pies musiał się namęczyć, wydobywając kulki ze środka, ale na tyle duża, żeby był w stanie to zrobić. No i istotne, żeby tylko wyciągała watolinę, a jej nie zjadała!)

      Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów!

  26. Witam

    Jesli chodzi o mojego boxera, ciagy nie na smyczy tylko kiedy wychodzimy na spacer , kiedy wracamy z parku zupelnie inny piesek , dopoki np nie zostanie na chwile sam pod sklepem, kiedy to nastapi nieciagniecia zapomina …
    Co robic ?
    Wogole nie reaguje juz nawet na swoje imie podczas spaceru, a srosujac Pani cwiczenia mozna stac godzinami i wolac i tak brak reakcji na imie, i spojrzenia w oczy pies rozgloda sie wszedzie , skupia uwage na wszystkim tylkko nie na mnie.Mozna wolac i wolac obojetne co to za nagroda, wszystko inne jest ciekawsze chociazby przejezdzajacy smochod czy lecacy ptak…
    Co robic ?
    POZDRAWIAM LUKASZ

    1. Panie Łukaszu,
      jak pisałam w artykule – ciągnięcie na smyczy wynika ze stresu i pobudzenia emocjonalnego. Takie same są przyczyny „głuchnięcia” i zagapiania się na ptaki, listki, itp. Po prostu pies się wyłącza, bo jest zestresowany. A przyczynę tego stresu Pan podał – zostawienie pod sklepem. To jest dla większości psów bardzo niemiła sytuacja. Proszę na to spojrzeć ze strony psa: zostaje sam bez wsparcia w opiekunie w środowisku stresującym – co chwilę ktoś koło niego przechodzi, może cmoka, może wyciąga ręce, może straszy (sama miałam taką sytuację z moim psem). Pies nie wie, że poszedł Pan tylko na chwilę i zaraz wróci – może obawia się, że go Pan zostawił? Psy nie myślą na tyle abstrakcyjnie, by pojmować ramy czasowe. Mogą do niego podchodzić różne psy, a będąc uwiązanym na smyczy on nie ma możliwości odejścia, co byłoby naturalnym odruchem w sytuacji dla psa stresującej.
      Zostawianie psa pod sklepem odradzam serdecznie już nie tylko z wyżej wymienionych powodów (choć przyznaję, że z rzadka zdarza mi się zostawić swojego, ale tylko luzem, nie na smyczy i w bezpiecznym miejscu), ale także z powodu ryzyka, że pies zostanie skradziony (ma Pan psa rasowego – ale w zasadzie nie ma znaczenia, czy to kundel, czy rasowy. Do nielegalnych walk psów każde „mięso armatnie” się nada. A rasowe idą do pseudohodowli. Tak się dzieje, nie ma regularnie podawanych informacji w mediach, ile psów zostało ukradzionych, zagubionych i przywłaszczonych, itp, ale to nie oznacza, że takie sytuacje nie mają miejsca).

  27. Witam, mam owczarka niemieckiego, w tej chwili ma rok, wychodze z nim na spacer już prawie pół roku i zatrzymywanie się i mówienie „czekaj” nauczyło go, ze jak się zatrzymuję i mówie „czekaj” to on to robi. Zmierzam do tego, że nie wiem (oczywiście pewnie nie wiem) czy pies przy zatrzymaniu się gdy tylko zacznie ciągnąć smycz nie myśli, że to ja sie zatrzymuje bo po prostu się zatrzymuje a tak naprawde nie wiąże tego z faktem ciągnięcia się. Tak jak mówie, mój pies nie ma problemu z zatrzymaniem się tylko ma problem ze zrozumieniem w czym problem. Myśli Pani/Pan, że te obawy są nieuzasadnione? DOdam, że emocje jakie towarzyszą psu prze wyjściu z domu są ogromne, nauczył się siadać i czekać az przypne smycz i nie „zlatywać” po schodach ale widać, że jak tylko zaczynam ubierać bluze od razu jest ogromnie pobudzony.

    1. Dzień dobry!
      Napisał Pan dość chaotycznie, dlatego nie do końca wiem, jaki jest konkretnie problem? Czy chodzi o to, że pies ciągnie na smyczy? Czy może o to, że nie ciągnie tylko wtedy, gdy wydaje Pan komendę „czekaj”?

      Co do pobudzenia i spokojnego wyjścia z domu, polecam przeczytać i zastosować porady zawarte w tym artykule: http://alaodjazza.pl/czekanie/ Rzeczywiście samo wyjście z domu rzutuje na całość spaceru – im pies bardziej się wyciszy podczas wyjścia, tym i cały spacer spokojniejszy.

      I ogólnie, im więcej rzeczy związanych ze spokojem i wyciszeniem, które pies „umie”, robi tylko po komendzie, tym mniej to ma tak naprawdę wspólnego z rzeczywistym wyciszeniem i spokojem. Pies hamuje wtedy emocje, bo słyszy komendę i chce ją wykonać (bo oczekuje nagrody za wykonanie LUB kary za niewykonanie, jeśli ktoś stosuje szkolenie awersyjne) – jednakże tak naprawdę te emocje w nim nadal są i wcale się nie zmniejszają, wręcz eskalują, przez co pies cały spacer jest pobudzony, dyszy, ciągnie na smyczy i wydaje się, jakby był nieobecny. Niektóre psy wyładowują się na otoczeniu (szczekanie, szarpanie smyczy, itp).

      Pozdrawiam i zapraszam do dalszego zadawania pytań!

      1. Faktycznie mogłem to lepiej napisac ;D. Chodzi o to, że gdy wychodze z psem na smyczy i pies zaczyna się ciągnąć to stosowałem metode natychmiastowego zatrzymania i komendy „czekaj”. W efekcie teraz gdy pies zaczyna się ciągnąć to ciągnie się dalej póki się nie zatrzymam i nie powiem „czekaj”(oczywiście czasami mówię to kilkarazy). Dlatego mam wrażenie, że pies nie wiąże mojego zatrzymania się ze swoim ciągnięciem tylko po prostu z moim „widzi mi sie” i gdy ja sie zatrzymuje to on też. Natomaist gdy wystartujemy, od razu wraca do ciągnięcia smyczy. Stąd moje wątpliwości czy aby na pewno moja metoda jest dobra.

        1. Rzeczywiście, wygląda na to, że nauczyłeś psa po prostu komendy na zatrzymanie :)
          Spróbuj zastosować sposoby zawarte w artykule plus koniecznie połącz to z nauką spokojnego wychodzenia. Bo Waszym problemem nie jest tak naprawdę ciągnięcie na smyczy (to objaw problemu), a pobudliwość psa. Jak popracujesz nad ogólnym wyciszeniem (spokojne wychodzenie na spacery, odpowiednia ilość i rodzaj aktywności na spacerze, ZERO aktywności w domu – żadnych zabaw, nauki, itp, pilnowanie luźnej smyczy, zamiana zabaw na spokojniejsze i bardziej angażujące mózg, np. tropienie, wyjadanie smaczków z dziurawego misia, wylizywanie KONGa, itp. zamiast aportowania i gwałtownego przeciągania się), to i ciągnięcie na smyczy się zmniejszy.

  28. nie wiem czy dobrze rozumiem metodę drzewka bo stosuję zawracanie plus drzewko ale nie wystarczy że pies na mnie spojrzy tylko musi poczekac az ja pierwsza się porusze lub cofnąć się? mój błąd chyba polegał na tym że po spojrzeniu pozwalałam dociągnąć do krzaka
    ćwiczę lużna smycz cały czas od ok 6 miesięcy jest coraz lepiej ale nadal napina więc zastanawiam się co robię źle

    1. Ja ruszam dopiero, jak pies stoi i czeka na to moje ruszenie. Bo jak masz spojrzenie i od razu dzida do przodu, to cały sens ćwiczenia zanika. Po to stajemy, żeby pies na nas realnie zwrócił uwagę, a nie tylko machinalnie wykonał jakieś zachowanie (nie ruszam także wtedy, gdy pies automatycznie siada tyłem do mnie). Ta chwila „refleksji” także psa nieco wycisza, bo musi się kontrolować, jeśli chce nadal eksplorować. No i jeśli pilnuję, by pies nie napinał smyczy, nie mogę się dać dociągać na niej „po nagrodę” za spojrzenie. Jak chcę szybko dotrzeć do krzaczka, itp, to po prostu mówię psu „proszę” i podbiegam z nim do tej nagrody, by nie musiał napinać smyczy. Ale warto równolegle ćwiczyć „karniaki” (opisane w artykule), bo dzięki nim pies uczy się powoli docierać do najbardziej upragnionych celów.

  29. Maxa przygarnęliśmy 4 tygodnie temu .Ma 14 miesięcy i przez całe swoje życie był psem łańcuchowym ,przez długi czas łańcuch był metrowej długości. Jest przemiłym psem w typie labradora , przemiły jest w domu, ale gdy wychodzimy bardzo ciągnie na smyczy, co prawda już nie tak mocno jak na początku .Stosujemy metodę drzewka i myślę ,że jest jakaś poprawa. Jednak gigantyczny problem pojawia się gdy zobaczy psa . Wtedy wyrywa się , ciągnie , głuchnie, skacze. Nie wiem jak mam się wtedy zachować? Odciągam go i mówię fe , ale on mnie nie słucha i ciągnie tak mocno aż się poddusza . Dodam ,że Max miał kontakt w tej budzie ze swoją matką i myślę ,że z psami chce się bawić, jednak nie wiem jaka będzie jego reakcja wobec napotkanych kolegów ,więc go nie zbliżam . Próbowaliśmy spotkać go ze znajomą suczką jednak próba ta zakończyła się jej agresją ,pokazywaniem zębów , warczeniem, ujadaniem a on fruwał pod niebo . Zwykle kiedy widzę psa zmieniam kierunek, skręcam w jakąś uliczkę żeby Max nie zobaczył psa , spacerujemy też w miejscach gdzie psy nie chodzą , ale takie udawanie ,że psy nie istnieją problemu nie rozwiąże . Proszę o radę , co robić żeby nu pomóc ( i sobie też) ?

    1. Droga Katarzyno – wiem, że to już dużo czasu minęło, ale co u Was słychać? Udało się rozwiązać problemy Maxa? Jak teraz żyjecie? :)

  30. witam.. mam pytanko
    moja sunia.. w tej chwili juz prawie roczna
    luzek chodzi w odleglosci 3-4 metrow , pilnuje sie, patrzy czy ide, czy moze isc dalej
    jesli podepne jej smycz ok.3m to ciagnie..a raczej probuje ciagnac na potege. stosuje zasady stopowania i odwracania kierunku. pies nie jest bity..ja nie karam ja nagradzam wszystkie pozadane efekty.
    do wczorajszego dnia gdy mijali nas ludzie i zapinalem ja na smycz (bo szla wolno w lesie, na lace i ladnie sie sluchala) to wystarczyla pochwala, nagroda, smak.. i jesli ludzie,rowery odeszli/odjechali na 20 m pies zajmowala sie soba. wczoraj pognala prawie 200m za ludzmi na rowerach.. nikogo nie ugryzla..ale pogonila.. byla socjalizowana na ludzi..ale moze blad jest taki ze bylo to tylko kilkanascie osob z rodziny?
    nie potrafie nad nia zapanowac gdy przechodzi obcy czlowiek..na smyczy sciagam ja.. mowie „nie wolno” jak powstrzyma sie dostaje smaka…
    co moge/powinienem zrobic dalej?

    1. Jakubie, opisane przez Ciebie zachowania suni świadczą o braku poczucia bezpieczeństwa i stresie. Być może dlatego ciągnie na smyczy, bo wie, że w razie czego nie może oddalić się na bezpieczną dla niej odległość od bodźca, który ją przeraża (np. innych ludzi). Jestem ciekawa, czy Wasz problem się rozwiązał, a jeśli nie lub powstały inne, to może warto, żebyśmy się spotkali na żywo (mieszkam we Wrocławiu) lub chociaż na Skype? Poproszę o informację tu w komentarzach lub na maila (kontakt@alaodjazza.pl).

  31. Pani Alicjo błagam o pomoc.
    Jestem posiadaczką rocznego owczarka niemieckiego.Uczymy się chodzić na luźnej smyczy,najlepsze efekty są wtedy gdy pies jest porządnie wybiegany.Ale zanim to nastąpi to ja niestety muszę biegać za nim.Zdaję sobie jednak sprawę że to wymaga ode mnie cierpliwości i ciężkiej pracy.Przeszkodą która wszystko burzy jest lękliwość psa.Nawet gdy przez jakiś czas idzie na luźnej smyczy w momencie gdy zobaczy człowieka,dziecko,innego psa(mniejszego od siebie)większy samochód(niekoniecznie poruszający się)zaczyna uciekać,zmieniać kierunek spaceru,próbuje wyswobodzić się z obroży.Nie wiem jak mam się wtedy zachować i jak postępować.Nie chcę też,żeby spacery stały się dla niego jakimś mega stresem,przeciwnie zależy mi aby mój pieseł był szczęśliwy i zrelaksowany.Dodam jeszcze że mieszkamy na wsi(pies mieszka z nami w domu ).Wyjście poza posesję to gehenna,ze względu na ujadające psy sąsiadów.Liczę na pomoc z Pani strony.Pozdrawiam.Marta

  32. Ostatni wpis jest sprzed roku… ma nadzieję, że ktoś jeszcze tu zagląda…
    Walkę z ciągnięciem zaczęłam w zasadzie od razu kiedy to ciągnięcie się pojawiło, bywają wzloty i upadki, ale wciąż nie jest dobrze. Na dziś pies potrafi pięknie iść na luźnej smyczy, ba nawet przy nodze i w kontakcie też się udaje, tyle, że to wszystko jest możliwe w miejscach, które są psu znane – czyli najbliższe alejki, uliczki osiedla itp Czasem! W nowych miejscach natomiast pies doznaje takiego pobudzenia? a może strachu?, że wszystko co potrafi… to nie umie:( Nie reaguje na cmokanie, smaczki ma głęboko w …, zafiksowany na węszeniu i pogoni…przed siebie. Trochę czasu mi zajęło, żeby skojarzyć że nowe miejsce=ciągnik. Przeczytałam w artykule, że psa należy w takich sytuacjach wyciszyć – JAK? Nawet uspokojony po chwili pies kiedy tylko zrobi pierwsze parę kroków, znów zafiksowuje się i nie reaguje na nic:( Pytanie drugie jest takie – stosując metodę drzewka – pies napina smycz, człowiek staje i…. no właśnie – wystarczy jeśli pies poluzuje smycz? Czy też ma wrócić bliżej do człowieka? Mój wraca ale mam wrażenie, że coś jest nie-tak, bo wracając wcale nie zwraca na mnie uwagi tylko zataczając okrąg węszy ile wlezie, a jak nie węszy to wraca machinalnie i zaraz po następnych 2 krokach napina smycz! Oczywiście mechanicznie wraca do mnie, by po 2-3 krokach wszystko zostało powtórzone…No ile można?

    1. Jolu :)
      Zagląda, zagląda, tylko dopiero ma czas odpisywać :D

      Takie stresujące miejsca trzeba najpierw odczarować. Czyli wybrać najpierw jedno z nich, najbardziej spokojne i przychodzić tam regularnie, siadać, powoli sobie chodzić, bawić z psem, karmić go, itp. Ogólnie nie nastawiać się na żadne ćwiczenia tylko skupić się na zwiększeniu poczucia bezpieczeństwa psa, na tym, że w nowym miejscu można się nie bać, a to da się zrobić tylko przez oswojenie.

      Jak się u Was sytuacja rozwinęła??

  33. Witam bardzo proszę o pomoc jestem zdesperowana i mam juz powoli dosc. Mój pies to 15 tygodniowy labrador. Już jak miał 9 tyg stsowalam metode zatrzymywania się gdy ciągnie. Na początku było fajnie.. był malutki słuchał się mnie chodził przy nodze dostawał nagrody i na spacerach było całkiem fajnie. Niedawno cały tydzień okropnie lało nie wychodziliśmy na spacery a pies jakby wszystko zapomniał. Wystarczy że wyjdziemy za furtkę ciągnie okropnie.. gdy tylko zaczyna ciągnąć zatrzymuje się jak on przestaje i luzuje klikam i daje mu nagrodę idzie po tą nagrodę i gdy tylko weźmie ode mnie jedzenie zaczyna jak najszybciej biec do przodu. Ta metoda na niego w ogóle nie działa. Nie wiem o co chodzi. Napewno coś źle robię. mieszkam przy ruchliwej drodze bez chodnika bardzo boję się z nim wychodzić. Dziś mi się urwal i prawie pod auto wpadł dlatego stwierdziłam że może napiszę tutaj i ktoś mi pomoże.jeszcze mam inne problemy. Psy za brama i zbieranie, zjadanie gdy coś znajdzie ale to może na razie nie będę o tym pisać

    1. Droga Sandro! :)
      Twój piesek po prostu zaczął dojrzewać, to, co prezentuje jest naturalną koleją rzeczy – w wieku ok 4-5 miesięcy psy tracą „naturalne” przywołanie, zaczynają się więcej zawąchiwać w trawie, bo odkrywają świat psich zapachów (siki, itp), stają się bardziej niezależne i chętniej działają na własną łapę.

      Dodatkowo, 4,5-5 mcy to drugi okres lękowy, w tym czasie psy są wrażliwsze na otoczenie, wykazują strach przed rzeczami i zjawiskami, które dotychczas nie robiły na nich wrażenia. Fakt, że nie wychodziliście na spacery niestety pogorszył sprawę, bo on teraz wyszedł i jakby odkrył ten straszny świat….
      Ciągnięcie na smyczy w Waszym przypadku jest oznaką lęku, a nie nieposłuszeństwa czy kwestii „zapomnienia”, czego się nauczył.

      KONIECZNIE musisz mu ubrać coś, z czego się nie będzie mógł wywinąć. Najlepiej i szelki i obrożę dla lepszej kontroli. Pamiętaj: paski szelek i obroży muszą być DOPASOWANE do ciała psa tak ciasno, byś mogła zmieścić pod nimi tylko 2 swoje palce.

      Ja bym wychodziła na razie z bramy na pasztecie, który wyciskasz z takiego plastikowego jelitka przez małą dziurkę. Na pasztecie mijacie najbardziej przerażające miejsca (ulica, psy za płotem, itp), w tych bezpieczniejszych już nie dajesz pasztetu.

      Skąd jesteś? Warto byłoby się spotkać ze specjalistą na żywo…. Problemy, jakie opisujesz, świadczą o lękliwości psa, a nad tym trzeba dobrze pracować od jak najwcześniejszego wieku, bo to się zwykle utrwala na całe życie psa i ciężko jest odkręcić zwłaszcza to, czego pies się przestraszył w jednym z okresów krytycznych (będzie ich jeszcze kilka!).

      Jeśli nie będę miała Ci kogo polecić, to zapraszam na konsultacje Skypowe, one też zwykle ludziom dużo dają.

  34. W takim razie może przeczekać ten 2 okres lękowy? I spróbować za jakiś czas wszystko od początku? Mam dom z ogrodem na razie tam wychodzimy. Nie mam na razie szelek więc z nim nie wyjdę a teraz się boję. Więc najpierw zaopatrze się w szelki, ale wiem że szelki służą do ciągnięcia więc nie wiem czy to dobry pomysł myślę że jeszcze bardziej będzie mnie ciągnął. Staje się powoli coraz większy i ma mnóstwo siły. Jestem że Śląska blisko Katowic mieszkam ale mysle że nie da rady spotkać się z specjalista ponieważ dużo nas piesek kosztował ostatsnio mial porblem z uchem duzo wydalismy plus dostaje drogą karme i moja mama myślę że się nie zgodzi. Duży czytam o psach mam parenascie ksiazek i ogólnie interesuje się tym wszystkim. Myślałam że dam sobie sama radę a tu jednak taka niespodzianka. Nigdy bym nie powiedziała że to jakiś lęk bo on ciągnie jakby chciał rozładować energię plus jest mega ciekawy otoczenia tak moim zdaniem to wygląda. I jeszcze te psy za plotow… mamy taką drogę gdzie są dwa długie ploty i w jednym płocie jest owczarek a w drugim jakiś ogromny czarny pies nie wiem jakiej rasy i masakra tam przejść ten owczarek ujada i lata po długości ogrodzenia a Harry mój pies skacze do niego wygląda jakby chciał się z nim bawić tylko takie skakanie jest najgrosze bo jak mówiłam nie ma chodnika a auta jeżdżą ciągle.. zawsze próbuje go zająć kawałkiem parówki mówię masz (nauczył się że jak mówię masz to coś dostanie) i trzymam w ręce póki nie przyjedziemy ale to działa na chwilę.

    1. Myślę, że trzymanie go w domu jeszcze dłużej, problem pogorszy… Tak naprawdę teraz już się kończy najważniejszy etap rozwoju, socjalizacji, itp. Jeśli to przegapicie (czyli pies nie skojarzy pozytywnie jak największej liczby ludzi, psów, innych zwierząt, podłoży, itp), później będzie o wiele trudniej to nadrobić.

      Zastanowiłabym się podwójnie, czy nie zainwestować jeszcze trochę w pomoc specjalisty, ponieważ skutki zaniedbań z tego pierwszego najważniejszego okresu, ciągną się często całe życie psa. Rozumiem, że nie dysponujesz własnym budżetem, ale może da się przekonać mamę? Może zadzwoń, zapytaj, może wcale nie jest tak drogo – czasami wystarczy jedna-dwie konsultacje, żebyście wiedzieli, co dalej robić. To i tak nie trener/behawiorysta tak naprawdę pracuje z psem, tylko Wy – specjalista jedynie udzieli trafnych wskazówek i dobrze oceni psa.

      Nigdy bym nie powiedziała że to jakiś lęk bo on ciągnie jakby chciał rozładować energię plus jest mega ciekawy otoczenia tak moim zdaniem to wygląda

      Ale lęk to nie tylko kulenie się w kącie ;) To właśnie m.in. ciągnięcie na smyczy, ziajanie, ziewanie, oblizywanie, miotanie się w te i wewte. Poczytaj więcej o psim stresie. Mam kilka filmików, które warto obejrzeć:
      https://www.youtube.com/watch?v=ptgqVgtFEI4
      https://www.youtube.com/watch?v=Fq1LdD4MJnk
      https://www.youtube.com/watch?v=-cGDYI-s-cQ
      https://www.youtube.com/watch?v=MLcjCSa2gZY
      https://www.youtube.com/watch?v=2oPoEwsU0sA

      Co do wyrywania się do psów za płotem to też jest zaangażowanie w konflikt, a nie zabawa… Dobrze robisz z tą parówką, tylko szybciej ją dawaj i miej od razu następną. Albo nawet lepiej – miej pasztetową w takim plastikowym „jelitku”, w którym robisz małą dziurkę i pies ciągle to liże, przechodząc obok psów za płotem.

  35. W tym pierwszym etapie socjalizacji dużo wychodziliśmy jeździliśmy autem do różnych miejsc więc nie uważam że zostało to zaniedbane bo dobrze wiedziałam że trzeba go do wszystkiego przyzwyczajac. Te filmiki co pani mi wysłala odnoszą się tylko i wyłącznie do sytuacji u mojego psa jak mi coś ‚ukradnie’ np skarpetke wtedy ja próbuję mu to odebrać a on zapiera się, odsuwa mnie łapa, przewraca głowę na bok i generalnie nie chce puścić. Ziewanie tez u niego wystepuje ale tylko jak wstanie bo spi w klatce jak idzie sie polozyc go tam zamykam zeby mi nie napsocil jak wstanie a mnie nie bedzie. Ziewa wtedy bardzo duzo ale przestaje gdy go tylko wypuszcze. Ziewa jeszcze jak jedzie autem ale tylko z 2 – 5 razy. Ja nie mówię że nie ma Pani racji co do tego leku w postaci ciągnięcia. Ne mogłaby by mi Pani napisać co powinnam robić i jaką metoda go uczyc spokojnie chodzic? Chodzę do szkoły w weekend mam dużo czasu, może samej by mi się udało tylko ktoś musiałby mnie troszkę pokierować i dać wskazoski. Teraz wiem ze przy psach zwrócić jego uwagę na jedzenie. (Tak na logike co jeśli tego jedzenia kiedyś nie będzie , nie nauczy się że tylko ma być spokojny gdy coś dostanie) Tez mamy taki problem że my duzo nie podróżujemy zazwyczaj praca dom a ja szkoła dom. Nie mam prawa jazdy to ciężko mi gdziekolwiek z nim jechać bo rodzice po pracy zmęczeni i nie mają ochoty nigdy jechać. Może to też jest ten problem ze nie ma tych innych bodźców. Ale tak jak mówiłam starałam się jak byl w czasie przechodzenia 1 socjalizacji żeby duzo podróżowal.

    1. Droga Sandro, w tym filmiku: https://www.youtube.com/watch?v=Fq1LdD4MJnk dokładnie w 1:14 i 1:40 jest o pobudzeniu, które wynika ze stresu – miałam na myśli bardziej te sygnały, kiedy pisałam, że Twój pies jest zestresowany.

      Metody nauki nieciągnięcia są opisane w artykule. Uważam, że u Was problem jest głębszy – w przypadku psa lękliwego i stresującego się w określonej sytuacji samo leczenie objawów (czyli ciągnięcia) nie będzie skuteczne bez wyeliminowania przyczyny (stresu, lęku).
      Może mogłabyś nagrać filmik, jak wygląda to Wasze wyjście?? To chyba będzie najlepszy sposób, bym zobaczyła dokładnie, o co chodzi.

      Co do karmienia przy innych psach, to wkleję Ci mój opis barowania (czyli właśnie wydawania psu smarowidła jakiegoś (pasztet w jelitku z małą dziurką, serek topiony w jelitku z małą dziurką, itp) i jego cel:
      Barowanie ma za zadanie zmienić nastawienie psa do danego obiektu (zachodzi proces kontrwarunkowania) , poprzez uruchomienie w mózgu psa ośrodka nagrody. Pies liżąc, aktywuje produkcję endorfin i dopaminy („hormony szczęścia”), dzięki czemu wprawia się w stan przyjemności, relaksu i spokoju – dlatego tak ważna jest konsystencja smarowidła.
      Dzięki „otwarciu baru” od początku do końca wystawienia na „stracha”, w głowie psa tworzy się skojarzenie: to coś jest -> jest super smacznie i miło. To coś znika -> robi się nudno. Pies zaczyna chcieć, by pojawiał się „strach”, docelowo na sam jego widok odwraca się do nas i patrzy pytająco :), a jego tolerancja względem niego wzrasta – pies przestaje się bać/ekscytować/frustrować, itp.
      Powyższe działania mają szansę zdać egzamin TYLKO, jeśli będziemy konsekwentnie stosować barowanie w każdej lub prawie każdej sytuacji wystawienia na bodziec (np. jeśli nasz pies wyskakuje ze szczekaniem do ludzi mijanych na ulicy, barujemy KAŻDEGO przechodnia, którego mijamy podczas spaceru).

      Jak już jego nastawienie się zmieni, nie będziesz musiała używać jedzenia.

      1. Wow super nie wiedziałam że taki sposób istnieje. W takim razie go zastosuje. Ja stosowałam parówki bo zawsze je w domu mam. ciagle mówiłam ‚masz’ żeby nie zwracał uwagi na psa tylko na mnie i dostawał po kawałeczku 80% przejścia nie zwracał uwagi na owczarka. Nie wiedzialam ze ma chodzic o lizanie czegos. Mogłabym nagrać jak będę mieć chwilę jak wygląda nasz spacer. Tylko gdzie mam wysłać filmik? (Raz próbowałam z pasztetem to rękę chciał mi zjeść razem z tym opakowaniem dlatego zrezygnowalam)

        1. Hmm… Filmik.. Możesz albo na Youtube, jak masz kanał wgrać i przesłać mi link, a możesz też mi na dysk google udostępnić :)

          1. Jak na razie jest mi ciężko taki filmik nagrać.. musialabym miec kogos do pomocy. Mam pytanie co Pani sądzi o kantarku? Wiem że to nie jest super pomysł ale używałabym go tylko żeby dojść na pola (idzie się do 15 minut) zakupilam 15 metrowa linkę więc na polach się chłopak wybiega. Myślałam jeszcze nad szelkach z kółkiem z przodu ale nie chce kupować na razie żadnych szelek bo pies rośnie.. i zaraz musiałabym wyrzucić. Wiem że kantar nie nauczy psa chodzenia na smyczy ale muszę sobie jakoś pomóc. Ledwo jestem w stanie go utrzymać. Będziemy dalej próbować uczyć się chodzić na luznej smyczy. Bardzo jestem ciekawa Pani opini. Pozdrawiam

          2. Kantar absolutnie odradzam, bo rodzi się w psie frustracja, a od tego już krok do agresji. Można kupić szelki regulowane (niektóre mają całkiem spory zakres! A przecież Twój pies nie jest rasy gigantycznej, że jego waga zmienia się co tydzień o dwa rozmiary ;) )… szelki są najlepsze dla szczeniaków i młodych psów, zwłaszcza jeśli te mają tendencję do szarpania się na smyczy – taki pies w kantarze lub nawet na obroży może zrobić sobie realną krzywdę….

            Kolejna sprawa: do czego chcesz doczepiać tę linkę?? Do obroży?? Tu szelki są NIEODZOWNE!! Inaczej możesz swojego psa zdekapitować, wystarczy, że w pełnym pędzie linka o coś zahaczy albo Ty będziesz musiała na nią nadepnąć, by psa zatrzymać w razie niereagowania na przywołanie, a sytuacja będzie tego wymagała.

            Koniecznie nagraj filmik, nawet sama (mi nie chodzi o piękną jakość, tylko, żebym mogła zobaczyć jego mowę ciała i całe zachowanie).

            Pozdrawiam! :)

          3. A jakie mam szelki zakupić? Mogą być to easy walk ? Czytałam że super są norweskie ale boję się że pies wtedy będzie mieć jeszcze większą siłę do ciągnięcia? Zakupie od razu szelki jak Pani mi da znać.

  36. Sytuacja wygląda następująco. Nie wychodziłam z psem przez parę dni (byłam chora a nikt z rodziny nie wyjdzie i w sumie ja chyba też dopóki nie dostane szelek i to było pierwsze wyjście od jakiegoś czasu) pies totalnie nie zwraca na mnie uwagi. Na filmiku jedynie pokazuje jak chodzi nie mówiłam do niego ani z nim nie próbowałam normalnie iść ponieważ no brakło mi 3 ręki) Nie reaguje na nic nawet już przestał reagować na słowo „masz” chociaż jadł rano a byliśmy o 14. Nic kompletnie pies zapatrzony tylko w ziemi i żeby jak najszybciej iść do przodu. Nawet próbowałam dawać mu pod nos smakołyki i ma je gdzieś. Jakby mógł to by tylko biegł. Nie wiem co już robić bo się cały czas pogarsza. Jeżeli chciałabym znowu robić metodę drzewko to myślę że prawie w ogóle byśmy się nie przesuwali do przodu plus ja nie mam gdzie się zatrzymywać nie mam tu chodników! :( Tutaj byliśmy w najspokojniejszej części ulicy ponieważ gdzieś indziej nie dałabym rady nagrać. Pies zachowuje się gorzej w innych częściach spaceru, czasem się miota chce przejść na drogą stronę. A i na rowery skacze, muszę się z nim zatrzymać oddalić i czekać aż ktoś przejedzie. Zakupiłam szelki easy walk ale nie wiem w jakim stopniu mi pomogą. Czekam na dostawę i dopiero spróbuje znowu. Filmiki : https://www.youtube.com/watch?v=T4RkJIuUHVc&feature=youtu.be https://www.youtube.com/watch?v=aXpXjmff9mc&feature=youtu.be https://www.youtube.com/watch?v=ClAg-r6-ZCg&feature=youtu.be

    1. Ok, psiak rzeczywiście wyłączony – ale uszy ściągnięte cały czas do tyłu i przyspieszanie na dźwięk przejeżdżającego auta to wyraźne oznaki stresu, strachu przed ruchem ulicznym. Także ta utrata kontaktu to też jest stres.
      Druga sprawa – zapachy i okres dojrzewania… Co już mówiłam. To się łączy.

      W dodatku zauważyłam pewne błędy techniczne (i nie wiem, czy są tylko na tych filmikach, czy zawsze, a po prostu tego nie dostrzegasz (co często się zdarza :D ):
      1) cmokanie i cykanie ustami: czy warunkowałaś ten dźwięk w sesjach ćwiczeniowych w domu i na dworze? Mam na myśli taką sekwencję: cmok -> smaczek, Cmok -> smaczek i tak kilkadziesiąt razy z super smakołykami. Jeśli nie uwarunkowałaś sygnału, pies nie wie, co on oznacza – nie wie, że oczekujesz wtedy, by odwrócił się do Ciebie.
      Druga sprawa: cmokasz, pies Cię ignoruje i idziesz dalej. Nie ma egzekwowania reakcji (oczywiście egzekwować możemy, gdy pies został wcześniej dokładnie nauczony, co sygnał oznacza, np. „spójrz na mnie/odwróć się do mnie”) – jeśli przerobiłaś cmokanie w sesjach w domu i na dworze i pies nie reaguje na cmok, to stoisz, nie pozwalasz iść dalej ani za bardzo się kręcić (można sobie skrócić smycz) i czekasz – to wyraźny sygnał dla psa, że czegoś od niego oczekujesz. Można wtedy powtórzyć cmoknięcie i dopiero, jak się odwróci, nawiąże kontakt, chwalisz i idziesz dalej.
      Jeśli cmokasz i nadal posuwasz się do przodu, dajesz mu sprzeczne komunikaty: mimo, że nie zrobił tego, czego oczekiwałaś, nadal kontynuujesz spacer. To znaczy, że cmokanie to kolejny z dźwięków otoczenia, który można ignorować,bo nic nie znaczy.

      2) Ciągnięcie na smyczy – jak już pisałam w artykule, jak masz taką sytuację, jak Ty, to nie nastawiasz się na odległość, jaką pokonacie, tylko na JAKOŚĆ przejścia. Bardziej edukacyjne jest dla psa, jeśli cały spacer będzie liczył tylko 10m, ale na luźnej smyczy, kontakcie wzrokowym i czekaniu na pozwolenie ruszenia, niż jeśli przejdziecie 5 kilometrów na napiętej smyczy i z wyłączonym psem.
      Dlatego ja bym nie nastawiała się na „dzisiaj dojdziemy do parku”, tylko ten czas, który mam na spacer z psem poświęciła na jak najlepszą jakość tego spaceru.

  37. Dzisiaj przyszły szelki muszę powiedzieć że różnica jest ogromna. Myślę że damy sobie radę. Wszystko od początku zaczęliśmy. Jak Harry ciągnie to staje i czekam aż poluzuje ale dzisiaj może 3 razy tak zrobiłam bo nie chce na razie ciągnąć. Myślę że to dla niego nowa rzecz i dlatego tak chodzi pięknie. Byliśmy też na polach. Tam trochę gorzej bo linka między nogami jest i mu czasem przeszkadza ale nie jest źle. Oh to zdecydowanie był najlepszy spacer. Oby teraz tego nie zepsuć i nie doprowadzić do ponownego ciągnięcia. Jestem tylko ciekawa jak by wyglądał spacer w innych częściach mojej wsi. Zawsze chodziliśmy tylko jedną i ta samą drogą bo okropnie ciągnął gdzieś indziej. Teraz mam szelki to mogę próbować chodzić z nim w inne tereny. A co do owczarka za bramą zauważyłam ze przestał na niego zwracac uwagę. Pomogło dawanie smakołyków. Dzisiaj raz na niego spojrzał ale od razu zaproponowalam mu chrupka i przestał zwracać uwagę. Owczarek szczekal a Harry sobie szedł na luzie. Jedyny problem na chwilę obecną to ludzie. Tutaj mega mało osób chodzi. Ale jak już ktoś idzie to jest problem. Dzisiaj była taka sytuacja zorientowal się że parę metrów za nami ktoś idzie to nie chciał iść a jak go zmusiłam to ciągle się odwracal. Co w takiej sytuacji robić? Nie wiem dlaczego tak w stosunku do ludzi się zachowuje ale bardzo się nakręca jak widzi człowieka chce do niego jak najszybciej podejść. Rowery to samo.

    1. Szelki to rzeczywiście zmiana rytuału i żeby zostało tak, jak jest, koniecznie dbaj o to, by wzmacniać w psie odruch luzowania smyczy po napięciu. Jak tylko napnie, stajesz natychmiast i czekasz – jak odwróci się i spojrzy, chwalisz DOBRZE!! (możesz też użyć klikera, jeśli klikacie) i nagradzasz SUPER smaczkiem (kiełbasa, pasztet, ser, makrela wędzona, itp) tuż przy sobie, żeby pies musiał dojść do Ciebie. Jak dojdzie i zje smaczka, NIE POZWALASZ od razu odejść od siebie, blokując smycz i chwalisz, jak pies pozostaje przy Tobie i skupia się i czeka spokojnie na kolejne wydawane smaczki. Dopiero w przerwie między smaczkami, gdy pies jest skoncentrowany, mówisz po prostu IDZIEMY i ruszasz. Za każdym razem.
      Jak idzie luźno i spokojnie, chwalisz i co jakiś czas dajesz smaczek.

      Strategię, jaką przyjmujesz przy owczarku możesz spokojnie przełożyć na ludzi i rowery – jak tylko zauważacie w odległości idącego człowieka czy jadący rower, to Z GÓRY ZAKŁADASZ, że Twój pies wyskoczy. Więc za każdym razem, za każdą mijaną osobą przekładasz sobie psa na drugą swoją stronę tak, by oddzielać ciałem od obiektu i wydajesz cięgiem super smaczki lub podajesz pasztet. Pies bardzo szybko na sam widok ludzi będzie dołączał do Ciebie i oczekiwał, że blisko Ciebie będą same przyjemności. Z czasem możesz wprowadzić kawałki drogi mijania się z kimś bez smaczka, a potem wydłużać dystans, który pokonujecie bez smakołyka przy nosie.

  38. Co do ruchu ulicznego. Czemu on się stresuje? Nie powinien się przyzwyczaić? Minie mu to po jakimś czasie? Jak byl mały to często byliśmy w ogrodzie a obok mnóstwo aut przejeżdża. Na balkonie często siedział i widział że auta jeżdżą, hałasują. Myślałam że się przyzwyczaił do tego. Po ulicy też jak byl mały już chodził.
    Co do cmokania. Nie chciałam mówić na filmiku dlatego cmokalam. Nie wiem jestem tak nauczona że do wszystkich psow cmokam. Podobno psy na to reagują. Jak widać nie koniecznie haha. Nigdy go nie uczyłam że ma się na mnie spojrzeć po cmoknieciu. Nie cmokam jak z nim chodzę tak jak na filmiku raczej mówię do niego. Harry albo chodź jak się zatrzyma i coś wącha i nie chce iść albo do mnie. Czasem reaguje czasem nie.
    Co do spokojnego spaceru (przy uzyciu szelek) to bardzo ładnie chodzi (zatrzymuje się max z 10-15 razy) ale tylko w miejscach gdzie codziennie chodzi od zawsze. Wydaje mi się że po prostu ma wszystko obcykane i nie ma już za bardzo co do wąchania dlatego tak nie ciąga. Porblem jest jak chce z nim iść gdzieś indziej. To wtedy nos tylko w ziemię i ciągnie. Będę robić jak Pani mówi. Muszę mieć lepsze argumenty dla niego jakiś ser czy coś. Żeby był chętny do pracy.
    Na polach przy uzyciu linki ćwiczymy komende albo wypowiadam ‚do mnie’ albo mówię ‚wróć się’ czasem ‚chodz’ jak gdzieś wchodzi w chaszcze. Nie zawsze wraca a jak już to biegnie i oczekuję smaczka za to że wrócił. Dobrze robię? Mogę mówić parę komend które znaczą to samo? Czy nie za bardzo? Za każdym razem dawać mu smaczek?
    Jak ładnie idzie po ulicy to mówię ‚dobrze’ ‚super pies’ ‚brawo’ on wie że to pochwały. często wtedy patrzy mi na ręce ale nie chce za każdym razem dawać mu smaczki.
    Wiem dużo pytań. Mam nadzieję że to nie przeszkadza. Chciałam bardzo podziękować pomaga mi Pani. Jestem wdzięczna dziękuję! Jak mi Pani odp chciałam jeszcze o innym problemie npisać ale to później.

    1. Co do ruchu ulicznego. Czemu on się stresuje? Nie powinien się przyzwyczaić? Minie mu to po jakimś czasie? Jak byl mały to często byliśmy w ogrodzie a obok mnóstwo aut przejeżdża. Na balkonie często siedział i widział że auta jeżdżą, hałasują. Myślałam że się przyzwyczaił do tego. Po ulicy też jak byl mały już chodził.

      Tu się może kilka rzeczy nałożyło: raz, że miał przerwę w wychodzeniu na dwór. Dwa, że trafiłaś z wyjściem akurat na okres lękowy, więc wtedy pies staje się wrażliwy i podatny na różne intensywne bodźce. Łatwo coś negatywnie skojarzyć, a to się wtedy zapamiętuje na dość długo i samo nie mija – trzeba odkręcać.
      Jeśli często będziesz chodzić tamtędy, ale z zachowaniem konsekwencji nieciągnięcia i wzmacnianiem mu kontaktu z Tobą, spacer będzie bogaty w miłe doświadczenia typu kupa smaczków i zabawa, to z czasem będzie coraz lepiej.

      Nigdy go nie uczyłam że ma się na mnie spojrzeć po cmoknieciu. Nie cmokam jak z nim chodzę tak jak na filmiku raczej mówię do niego. Harry albo chodź jak się zatrzyma i coś wącha i nie chce iść albo do mnie. Czasem reaguje czasem nie.

      No, właśnie. Trzeba by mu uściślić, jakie są Twoje oczekiwania wobec niego po wypowiedzeniu imienia. Co ma imię dla niego oznaczać?
      Ja uczę, że na imię pies ma spojrzeć i czekać na dalsze instrukcje :) Ale tak jest ZAWSZE, czyli nie idę dalej/nie robię tego, co pies chce, póki nie spojrzy na mnie. Po prostu oboje dopełniamy swojej części umowy – ja pójdę tam, gdzie chce pies, ale najpierw on musi spojrzeć, gdy o to proszę. Oczywiście, nim zacznę wymagać, ćwiczę w sesjach wiele razy w różnych warunkach, by mieć pewność, że pies rozumie komendę i potrafi ją wykonać.

      Porblem jest jak chce z nim iść gdzieś indziej. To wtedy nos tylko w ziemię i ciągnie. Będę robić jak Pani mówi. Muszę mieć lepsze argumenty dla niego jakiś ser czy coś. Żeby był chętny do pracy.

      Takie intensywne wąchanie w nowych miejscach też może być stresowe – czyli pies jest tak napięty i zaniepokojony, że zatraca się w wąchaniu podłoża. Warto robić tak, że nowe miejsca wprowadza się systematycznie i planowo. Czyli wybierasz sobie jedną nową trasę / miejsce na początek i idziesz tam z psem tylko na długiej lince i nic od niego nie chcesz, prócz tego, by nie ciągnął. Nic nie mówisz, nie wołasz, itp. Ogólnie niech ma prawo tam się nawąchać, ile wlezie. Za to jeśli w trakcie tego wąchania pies sam z siebie znajduje się blisko Ciebie (lub patrzy, ale to pewnie będzie rzadziej – powinno być dodatkowo punktowane :)) ), chwalisz entuzjastycznie i nagradzasz czymś super :)
      I te nową trasę / miejsce przerabiasz dopóki, dopóty on nie potrafi się tam normalnie skoncentrować i wykonywać znanych sobie ćwiczeń, bawić, się, itp.
      Dopiero jak to miejsce macie opanowane, znajdujesz nowe i przerabiasz tak samo.

      Na polach przy uzyciu linki ćwiczymy komende albo wypowiadam ‚do mnie’ albo mówię ‚wróć się’ czasem ‚chodz’ jak gdzieś wchodzi w chaszcze. Nie zawsze wraca a jak już to biegnie i oczekuję smaczka za to że wrócił. Dobrze robię?

      Dobrze, ale jak dla mnie za mało – przerób też warunkowanie przywołania opisane tutaj: http://alaodjazza.pl/przychodzenie-na-zawolanie/

      Dobrze robię? Mogę mówić parę komend które znaczą to samo? Czy nie za bardzo? Za każdym razem dawać mu smaczek?
      Jak ładnie idzie po ulicy to mówię ‚dobrze’ ‚super pies’ ‚brawo’ on wie że to pochwały. często wtedy patrzy mi na ręce ale nie chce za każdym razem dawać mu smaczki.

      A co konkretnie masz na myśli z tymi komendami??

      Z wydawaniem smaczków to jest tak, że im nowsza i trudniejsza dla psa sytuacja, tym częściej i lepsze dajesz smaki. W miarę oswajania się w nią, dajesz smaki coraz rzadziej, można słabsze, za to lepsze i częściej zostawiasz na te nowe trudniejsze sytuacje :)
      Aha, no i warto by psa odfiksować od ręki, bo on ma się patrzeć w oczy, a nie na rękę ;) Porób te ćwiczenia z ręką w bok: http://alaodjazza.pl/imie-skupienie/

      Dziękuję za miłe słowa! Pomagam, jak mogę :) Mało czasu trochę mam na komentarze… Chyba, że umówimy się np na konsultacje Skypowe? :) Wtedy w jeden wieczór można obgadać tyle samo, co przez 10 wymian komentarzy :D

  39. Chcialam napisac o nowych miejsca na spacerach. Zauważyłam że pies się stresuje jak zaczynają na nas szczekac nieznane mu psy za płotu. Wtedy biegnie do przodu nie wiem jak mu w takiej sytuacji pomoc bo nie słucha w ogóle ani nie chce smakołyka nic. Ciężko mi iść z nim na dłuższej linie bo obok auta przejeżdżają a ja mam go uczyć żeby nie ciągnął jak wtedy w ogóle mnie nie słucha bo jest zestresowany? :(( Na drodze gdzie chodzimy codziennie nie mam już z nim problemów jak ciągnie zatrzymuje się i czekam on wraca i idziemy dalej. Psów nie boi się a jak ten niefajny owczarek ujada to ciągle na mnie patrzy a ja mowie do niego ‚super pies’ więc nie boi się wszystkich tylko tych co nie zna.

    Jeszcze inna sprawa w domu. Codziennie się powtarza. Harry mnie ‚atakuje’ już przedstawiam w jakich sytuacjach. Jestem na podwórku i bawię się z nim aport to on nie potrafi mi oddać zabawki wiec mu zabieram jak mu juz zabiorę rzuca się na mnie z zębami wiesza się na kurtce gryzie mi spodnie i wtedy mam duży problem nawet jak mu rzucę spowrotem zabawke on dalej mnie gryzie nie wiem co robic.. dlatego zaczęłam robić tak że jak przyniesie mowie puść i rzucam mu gdzieś smakołyk mam wtedy czas na to żeby wziąć zabawke i rzucić znowu. Ale z tym jest maskara bo jak sie nakreci Nawet jedzenie nie pomaga zeby mnie zostawil… wtedy ja odchodzę a on dalej swoje idzie i wiesza się na kurtce wtedy mówię nie i stoję nic nie robię po jakimś czasie przestaje ale jest to okropne nie mam jak go odłuczyć tego nawet komendy siad nie działają. I to się powtarza z 1-3 razy dziennie i nie tylko jak się z nim bawię ale np
    jak chodzę po podwórku to nagle się na mnie rzuci. Boję się że mu tak zostanie i takie wielkie psisko mi zrobi krzywdę. Probowalam do ziemi go dac ktos mi tak radzil nic.. przytrzymam go do ziemi po chwili jescze bardziej sie nakreca, chwytalam za obroze kazalam sie uspokoic dalej sie nakreca.
    W domu też mamy ten sam problem np jak coś mu nie pozwole np gryźć krzesła mówię fe nie wolno to on kłapie do mnie zębami ale mam na to sposob pryskam wtedy rzecz perfumami on odchodzi.
    Pozniej sytuacja się powtarza jak np się nudzi to zaczyna mnie podryzac ja mowie nie nie wolno przesuwam się a on dalej wtedy próbuje go chwycić i wynies za drzwi a on się rzuca ucieka gryzie jak go zlapie wywalam za drzwi i siedzi tam póki się nie uspokoi ale zanim go wywale to czasem naprawdę intensywnie muszę się z nim ‚powalczyc’ nawet 5 min wiem że to nie dobre ale jestem wtedy taka wsciekla i nie moge nad soba zapanowac i musze go wyrzucic nawet gdybym miala robic to z godzine… nie mam na niego sposobu.
    Przy zakładaniu szelek to samo opracowałam metodę że zajmuje go smakolykiem ale jak zdąży zjeść a ja mu jezcze nie zapne szelek to zaczyna gryźć szelki i mnie. A przecież szelki lubi bo wie że to spacer.. później jeszcze jak np bardzo uciążliwe dla mojej mamy powitanie.
    Jak widzi np moja mamę to skacze na nią i podgryza w ręce w sumie do wszystkich tak robi mama wtedy podnosi ręce do góry i krzyczy spokój to nic nie daje… dlatego każe jej zawsze szybko go głaskać po grzbiecie i pomaga nie skacze tylko się daje głaskać ale jest to uciążliwe to jego skakanie próbowałam go lekko nadepnac na lape tylna to nic z tego sobie nie robi zauważyłam że jak sprawie mu bol taki leciutki nie mówię o biciu psa to on się nakręca. Jeszcze w domu to jest ok mogę go wyrzucić za drzwi ale na dowrze?? Nie mam możliwości żeby cokolwiek zrobić jest w szale i nic go nie obchodzi tylko gryzienie mnie. Nie tylko mnie tata jak chodzi po podwórku to tez biegnie rzuca się gryzie. Jestem raczej pewna ze to forma zabawy. Od zawsze mówiłam że gryzienie ludzi jest złe…. mowilam nie (uwarunkowalam nie w sposób taki ze pokazywałam na ręce smakołyk mówiłam nie on wtedy nie brał a ja mu dawałam nagrodę) podkladalam zabawki i nic. Ma pełno zabawek ale on nie lubi się bawić nimii… nie lubi ich gryźć. Lubi tylko gryźć kości wołowe albo takie podobne kości prasowane i itp. a zabawki leżą. Dzisiaj znowu.. miałam czapke w ręce chcialam go wziac na spacer zaczął na mnie skakać po ta czapke to ja go odepchnelam mówię nie odeszlam on dalej swoje chciałam go złapać i się zaczęło gonienie po całym domu gryzienie zlapalam go po jakimś czasie i wyrzuciłam za drzwi… myślę że on się świetnie przy tym bawi tylko najgrosze jest to że on gryzie na prawdę. Nie lekko. pokazuje zęby i kłapie. 80% czasu to super psiak ale ma właśnie tak odchyly jak włącza mi się tryb ‚sztana’ i chyba sobie uswiadomilam ze go nieswiadomowie ‚popsulam’ przex to ze chcialam go uspokoic a robilam to w zly sposob i dalej robie. jestem zalamana plaklac mi sie chce po kazdej naszej ‚ walce.. ‚ mama się go boi bo nie można normalnie się z nim pobawić ani przywitać bo zaraz ręce atakuje. Moi kuzyni tez sie boja chpdza do podstawowki i gimnazjum zawsze mowia wez psa a mi sie rpbi smutno bo chce zeby byl z nami a nie ciagle go zamykac w klatce przez to ze skacze i pogryza. Oczywiscie nie doprowadzam do sytuscji zeby ugryzl kogos innego naprawde jak mnie ale nie ma wtedy mowy o zabawie z kims innym ani jakies wieksze interakcji. Napisałam się wiem i dziękuje za przeczytanie. Proszę powiedzieć co robić już tyle sposobów wypróbowałam i nic. W wigilię będzie mieć 6 miesięcy. To jezcze dzieciak może przejdzie mu to? Chociaż watpie

    1. Cześć, Sandra! Wybacz, że tak późno odpisuję…
      Widzę, że macie naprawdę dużo problemów i na pewno nie da się ich omówić i rozwiązać w dyskusji w komentarzach… Żeby Ci konkretnie pomóc, potrzebuję zebrać szeroki wywiad i musiałybyśmy omówić te problemy, krok po kroku znajdując przyczyny. Dopiero wtedy jestem w stanie coś pod Was indywidualnie doradzić. Nie pamiętam, czy pisałaś, skąd jesteś? Jeśli daleko ode mnie (Wrocław), to mogę zaproponować konsultacje przez Skype.

  40. Oh jest coraz gorzej z nim ;( przedwczoraj poszłam z nim na spacer ta sama droga co zawsze chodzimy nagle zaczął na mnie skakać gryźć po rękach szczypac po nogach gryźć szelki bo są z przodu to spokojnie ma do nich dostęp boję się że z nich wyszarpie się.. a nigdy tak sie nie zachowywał nie dało się go uspokoic wróciliśmy do domu od razu… jestem zalamana dzisiaj to samo bylo… Ale jeszcze chodzimy w inną drogę nowa i jest dużo lepiej nie boi się psow nie szarpie jakoś tragicznie. Jedynie się wyrywa do psow innych ( do owczarka z tamtej drogi nie wyrywa się w ogóle bo go tak ładnie nauczyłam ) nie skacze ani nie gryzie mnie jak idziemy w inne miejsce tylko zaczyna tak robić jak idzemy tam gdzie od zawsze on chodził!! Nie wiem o co mu chodzi przecież powinien się cieszyć ze spaceru a nie mnie atakować. A na spacerach szczeka na ludzi wyrywa i zaczyna sczekać parę razy a jak człowiek jest blisko nas to zaczyna się jeszcze bardziej yrywać do tego kogoś i merdac ogonem dziwna sprawa jest to uciążliwe bo nie można normalnie przejść koło kogoś nie da się go w ogóle na sobie skupić niczym. Boże zachowuje się coraz gorzej. Zęby dawno już wymienił a gryzie nas wszystkich cały czas… co chwilę go wyrzucam za drzwi ale nic się nie nauczył że za gryzienie będzie samotność. Nie potrafi zająć sobie zajęcia w domu tylko nas atakuje albo niszczy meble zabawki ma kości też. Poświęcam mu naprawdę dużo czasu staram się wyjść z nim rano na godzinny spacer (teraz nie wiem jak to zrobię jak gryzie) i później po południu na pół godzinny, daje mu w domu kule smakule jakieś kości wołowe i inne do gryzienia a on dalej domaga się uwagi.

  41. Dzień dobry,

    mam małą akitę sukę 3 miesiące. Probuję uczyć chodzenia na luźnej smyczy. W stronę od domu idzie dość gładko. Sunia nie ciągnie smycz luźna spacer przyjemny. Parowóz włącza się w drodze do domu. Albo jak w ogóle nie chce wychodzić i zapiera się, że na spacer nie idziemy. Wtedy obraca się i ciągnie do domu. W ostateczności kładzie się albo siada i tylko smakołykiem ją podniosę. Jeśli na spacerze ją spuszczę ze smyczy to znajdę na progu albo w bramie ogrodu zadowoloną;)
    Jak ciągnie w drodze powrotnej to staję i ruszam dalej jak nie ciągnie. Ale jak ja staję to ona też staje albo siada od razu i spokojnie czeka. Po czym jak ruszę znowu ciągnie do chaty.Nie lubi oddalać się od domu, spacer to nie nagroda, smakołyki nie skutkują bo nie kojarzy ich z luźną smyczą… Oczywiście mogę spacerować dookoła ale szybko uczy się gdzie jest kierunek dom. Czasem też ciągnie żeby zaczepić przechodniów lub psy (przyjaźnie ale wolę to wyeliminować jak najszybciej). Dodam że jest pieskiem dominującym (chyba najbardziej dominująca w miocie) odważnym i niezależnym.

    1. Joanno,
      Twój opis nie wygląda na charakterystykę psa odważnego… Raczej stawiałabym na to, że Twojej suni nie podoba się świat i nie czuje się bezpiecznie na dworze. Stąd to ciągnięcie i ucieczki do domu. Tutaj nie masz problemu z luźną smyczą, a z lękliwością – a to już jest temat na dłuższą rozprawę. Raczej bym Ci poleciła kontakt ze specjalistą, żeby zawczasu rozwiązać problem u samych źródeł. Skąd jesteś? Może mogę kogoś polecić?
      Na razie możesz przewartościować jej zwyczaje- czyli częściowo „palisz” miskę (dajesz tylko troszkę do miski jedzenia) i jedzenie wydajesz w nagrodę na spacerach za to, że idzie. Jak się zapiera, podsuwasz smaczek pod nos, mówisz „idziemy” i jak wstanie, to jeszcze ją naprowadzasz kilka kroków z Tobą wylewnie chwalą, po czym dopiero dajesz smaczka. Możesz też po prostu ją pociągnąć (ale nie szarpać! Po prostu zabierasz smycz ze sobą) i jak tylko przestanie szurać po ziemi i zaczyna iść, chwalisz entuzjastycznie i dajesz blisko siebie w marszu super jedzenie.
      Zabawy też wynosisz w większości na dwór, w domu zostają tylko gryzaki i zabawy wyciszające i bawisz się na smyczy, gdy idzie.
      Czy ona w ogóle nie biega luzem?
      Od kiedy ona jest u Ciebie jaka jest jej przeszłość? Skąd ją masz?
      Aha i dlaczego piszesz, że jest dominująca? Co konkretnie masz na myśli?

  42. Witam, Zaczęłam nauka chodzenia na luźnej smyczy z 4-miesięcznym psem. Stosowałam wszystkie metody opisywane w Internecie, czyli słynne drzewka, łowienie psa, odwracanie uwagi od obiektu pożądania, skupienie na sobie, próby z nagrodą. Wnioski po pół roku: albo nic nie zadziałało, albo wszystko to robiłam źle. Pies nadal ciągnie, nie jakoś strasznie, ale idzie szybciej niż ja, więc zawsze napnie w końcu smycz. Wnioski dalej idące: większość metod treningowych można zastosować w trybie treningu, w konkretnym miejscu, do którego muszę dojść. Muszę przejść chodnikiem obok ulicy, gdy wychodzę, pies musi się załatwić, a nie może tego zrobić pod blokiem – nie można po prostu wyjść i natychmiast rozpocząć naukę. No i czasami psa wyprowadza mąż, który nie do końca łapie te metody. Sądzę, że dlatego to wszystko nie skutkuje. Zabrałam się więc do problemu inaczej.
    Wychodzę z psiakiem od razu na krótkiej smyczy i za każdym razem, gdy mnie wyprzedza, zmieniam kierunek lub się zatrzymuję. Zanim napnie smycz, a nie gdy już napnie. Rękę ze smyczą trzymam za sobą, opartą luźno na plecach, a pies idzie za mną, nie pozwalam na wyprzedzanie. Nagrody za ładne podążanie trzymam i wydaję za sobą, z tyłu. Gdy pies chce się oddalić na siku i idzie w bok, przedłużam smycz i czekam, gdy próbuje do przodu, naprowadzam na bok lub do tyłu.
    Wiem, że w teorii na luźnej smyczy pies może sobie chodzić przed przewodnikiem, czy gdzie chce. Wiem, że nie ma znaczenia, kto pierwszy przechodzi przez drzwi, ale okazuje się, że w przypadku mojego psa ma znaczenie kto pierwszy idzie.
    Efekty: kilka dni i znaczna poprawa, nie ma wyrywania do przodu. psiak patrzy na mnie, bo nie wie, gdzie zaraz pójdę, a musi się pilnować. Od razu załapał, że smaczki są teraz dostępne za mną, więc sam częściej przemieszcza się na tyły. Spokojnie możemy przejść do lasu czy na wybieg, gdzie można rozsądnie potrenować lub puścić luzem.

    Co sądzisz o tym sposobie? Mam nadzieję, że nie robię niczego strasznie źle :) Czy to ma rację bytu, czy tylko na chwilę pomoże? Jak długo może potrwać utrwalenie takiego chodzenia? Kiedy wycofać smaczki?
    pozdrawiam,

    1. Cześć, Monika! :)
      Super pomysł miałaś! :)
      Moim zdaniem nic źle nie robisz, sama zauważyłaś, dlaczego to działa i jak działa. Natomiast na pewno nie jest to metoda na cały spacer, bo pies nie może być w trybie pracy ciągle… Więc jako sposób na szybsze dotarcie gdzieś albo pokonanie konkretnego odcinka, jak najbardziej według mnie, natomiast nie na cały spacer. Myślę, że jako metoda uzupełniająca (jak np. karniaki) może być super. Wiesz, artykuł podaje jakby ogólne zasady, a każda modyfikacja jest mile widziana – lubię, jak ludzie potrafią sami zmodyfikować moje zalecenia tak, by pasowało idealnie pod nich i pod ich psa :D

      Myślę, że aby wycofać smaczki, trzeba już teraz stosować zmienność nagród (czyli pies idzie za Tobą, więc czasem dostaje smaczka, czasem chwilę się przeciągasz zabawką, czasem go zwalniasz do np. innego przyjaznego psa lub osoby, którą lubi, pozwalasz powąchać krzaczek, itp).
      Koniecznie trzeba też wprowadzić naprowadzanie na ten marsz za Tobą już samą ręką, bez smaczka. Jak przybierze pozycję i idzie tak ze dwa kroki, dajesz smaczka. Z czasem oczekujesz coraz więcej.

      A co do wychodzenia pierwszemu przez drzwi… ;) To nie tyle chodzi o to, kto wychodzi pierwszy (tak przynajmniej podejrzewam), tylko o kontrolę sytuacji przez Ciebie oraz o kontrolę emocji psa. A jak wiadomo, im spokojniejsze wyjście, tym spokojniejszy spacer: http://alaodjazza.pl/czekanie/ )

      Pozdrawiam! :)

  43. Z tej strony Sandra! Bardzo dziękuje Pani za pomoc mam behawiorystę który mi pomaga. Jest znacznie lepiej. Behawiorysta mi powiedział że Harry ma problemy emocjonalne. Jest trudnym psem ale wiem jak go wyciszyć i sobie radzić. Myślałam że staje się agresywny ale tak nie jest! Gdy emocje biorą górę Harry sobie nie radzi i gryzie. Codziennie ćwiczymy, codziennie dostaje nowe zadania i staram się aby nie doprowadzać do nie miłych sytuacji. Jeszcze raz dziękuje za każdą chwilę jaką mi Pani poświęciła! Jestem na prawdę wdzięczna. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.

    1. Bardzo się cieszę, że macie kogoś do pomocy na miejscu! :) Ekstra! No i własnie to jest to – nie zawsze to, co wygląda z opisu poważnie takie jest i na odwrót – często sprawy z opisu błahe są w rzeczywistości poważne.
      Natomiast takie nie radzenie sobie z emocjami pozostawione same sobie niestety może się przerodzić w agresję i ataki w chwilach frustracji i większego pobudzenia… Dlatego tym bardziej się cieszę, że zdecydowałaś się na prace z kimś!

      Jestem ciekawa, jak dalej się potoczą Wasze losy – napisz za jakiś czas, jak idzie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *